Gość: Michał
IP: 81.210.16.*
30.11.03, 10:54
Witam,
Pracowałem w warszawskiej firmie developerskiej jako handlowiec. Dzisiaj
firma jest na skraju bankructwa, budynki są wciąż nie oddane (choć mineło
ponad dwa lata od planowanej daty zakończenia budowy) ja walczę o jakieś
trzy zaległe pensje a ponad stu klientów o dorobek życia i wymarzone
mieszkania. Wiem jak wygląda rynek ale wiekszość może mieć pretensje tylko
do siebie. Ludzie wpłacali nam pieniądze baz szemrania kiedy na placu
przyszłej budowy rosła jeszcze trawa a firma nie miała nawet pozwolenia na
budowę. Wielu ludziom wystarczyły ustne zapewnienia, wierzyli w to co
mówiłem i nie dostawali niczego na piśmie. Ja miałem premię za sprzedaż a
oni nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze ale na koniec wszyscy zostaliśmy
oszukani. Okazało się, że bank też nie dopilnował kiedy i gdzie wypłynęły z
firmy pieniądze z kredytu (w banku też byli zresztą swoi ludzie). Po prostu
część wspólników wyprowadziła kapitał i odeszła ze spółki a Ci co zostali
mają teraz niezłe kłopoty. Wnioski są smutne. Klienci do tego stopnia nie
sprawdzają developera, że kupowali mieszkania nawet wtedy gdy podczas wizyty
na placu budowy ochroniarz powiedział im, że mu od dwóch miesięcy nie płacą
pensji. Czytając zamieszczane tu posty widzę, że nadal są tacy, którzy wolą
stracić 200 tys niż wydać 1 tys na prawnika albo poświęcić kilka tygodni na
czytanie przepisów.
Pozdrawiam,
Michał.