slavko.matejovic
23.07.09, 12:59
Przejrzałem sobie te hipermega wspaniałe oferty kredytu "Dewelopy na
swoim", wziąłem do celów statystycznych przysłowiową kawalerkę za
300.000 zł, oprocentowanie coś koło 8 procent, okres 30 lat.
Wrzuciłem to do arkusza kalkulacyjnego, coś zadymiło, zapiszczało,
zazgrzytało... I wyszło mi coś takiego w zaokrągleniu:
Do każdego pożyczonego 100.000 zł od banku, trzeba będzie zwrócić
100.000+130.000 odsetek. Czyli mieszkanie za 300.000 zł nominalnie w
kredycie będzie kosztować 300.000+390.000=690.000! Pamiętajmy, że
mówimy o kawalerce(!), której prawdziwa wartość wynosi średnie
czteroletnie zarobki przeciętne (dla Warszawy jest to ok. 3.200 zł),
czyli 3.200 zł * 48 mcy = ok. 154.000 zł. A zatem za mieszkanie
warte rzeczywiście tyle oddajemy 146.000 zł deweloperowi i 390.000
bankowi. Nie ma co, jesteśmy bardzo bogatym społeczeństwem, skoro
tak lekką rączką wyrzucamy ponad pół miliona złotych, a co stać nas,
nieprawdaż?