Dodaj do ulubionych

Zdzisław Raczyński - ambasadorem w Tunezji

30.06.04, 08:55
Zdzisław Raczyński, wicedyrektor Departamentu Europy MSZ, wyjeżdża na
placówkę do Tunisu. Skąd ta Tunezja? To jest świadomy wybór. I to nie ze
względu na jedną z najpiękniejszych ambasadorskich rezydencji, którą ma nasze
MSZ, z widokiem na Morze Śródziemne. Otóż Raczyński, który wiele lat spędził
w Moskwie, nie chciał wyjeżdżać na Wschód. Argumentował, że jest arabistą z
wykształcenia i chciałby wrócić do źródeł. Więc wrócił. I zostawił szefów MSZ
z bólem głowy, bo muszą teraz znaleźć jego następcę.

(tygodnik "Przegląd", 13 czerwca 2004 r., Notes dyplomatyczny)

Gratulacje dla Zdzisława R., absolwenta LO w Siemiatyczach (1974-78),
wieloletniego korespondenta PAP w Moskwie, a mojego starszego kolegi ze
studiów.
Obserwuj wątek
    • m.aciek Re: Zdzisław Raczyński - ambasadorem w Tunezji 02.07.04, 14:19
      h.olender napisał:

      > Gratulacje dla Zdzisława R., absolwenta LO w Siemiatyczach (1974-78)

      Chodzilismy ze Zdziskiem do jednej klasy w LO.
      Pochodzil z jakiejs podsiemiatyckiej wsi, byl piekielnie inteligentny i od razu
      stal sie klasowym prymusem.
      Nazywalismy go "Planetariusz", ale nie byl specjalnie lubiany. Kiedys kilku
      chlopakow z klasy spuscilo mu lanie. Podobno jako przedstawiciel uczniow w
      radzie szkolnej glosowal za wyrzuceniem ze szkoly naszego kolegi Henka, ktory
      po raz wtory zostal przylapany na paleniu.
      Czy tak rzeczywiscie bylo? Nie wiem. Dawne czasy...

      Pozdrawiam
      • h.olender Re: Zdzisław Raczyński - ambasadorem w Tunezji 05.07.04, 14:30
        m.aciek napisał:

        > Pochodzil z jakiejs podsiemiatyckiej wsi

        Chodzi o miejscowość Werpol. Choć nie wiem, czy tam jeszcze bywa, bo cała jego
        rodzina - nawiasem mówiąc pochodząca z Wileńszczyzny - wyjechała do USA.

        > Nazywalismy go "Planetariusz", ale nie byl specjalnie lubiany.

        Miło wspominali go za to nauczyciele, w szczególności pani prof. Danuta Błocka
        (historia) i prof. Walentyna Oniszczuk (język polski). Zdzichu był laureatem
        olimpiady polonistycznej (3. miejsce w Polsce). Działał też aktywnie w
        harcerstwie, pisywał w szkolnej gazetce pod znamiennym tytułem "Feniks".
        Odradzała się dwa razy w okresie mojej nauki w liceum.

        zslicken.w.interia.pl/pliki/olimp.htm

        P.S. Skąd wzięła się taka dość dziwna ksywka "Planetariusz"?
        • m.aciek Re: Zdzisław Raczyński - ambasadorem w Tunezji 07.07.04, 22:04
          h.olender napisał:

          >Skąd wzięła się taka dość dziwna ksywka "Planetariusz"?

          To bylo jakos w polowie pierwszej klasy - nie pamietam juz dlaczego, ale doszlo
          do ostrej dyskusji na temat teorji relatywizmu miedzy Zdziskiem a naszym
          owczesnym nauczycielem matematyki (nazywalismy go "Kogut"). Nie pamietam
          dokladnie, ale Zdzisiek chyba te dyskusje wygral - pisalem, ze byl cholernie
          inteligenty i oczytany. W dyskusji uzywal argumentow zwiazanych z ruchem
          planet - i tak zostal "Planetariuszem".

          PS. To oczytanie i inteligencja Zdziska (chlopaka ze wsi) bylo dla
          nas "miastowych" chyba jakas sola w oku - byc moze stad brala sie nasza niechec
          do niego, a reszta klasy bala sie miec inne zdanie...
          Dziwne, ale te same cechy u dziewczyny (nazywala sie Alla - nazwiska nie
          pamietam, wcale nam nie przeszkadzaly. Szczeniece lata ...
          • h.olender Re: Zdzisław Raczyński - ambasadorem w Tunezji 09.07.04, 09:09
            m.aciek napisał:

            > To bylo jakos w polowie pierwszej klasy - nie pamietam juz dlaczego, ale
            > doszlo
            > do ostrej dyskusji na temat teorji relatywizmu miedzy Zdziskiem a naszym
            > owczesnym nauczycielem matematyki (nazywalismy go "Kogut"). Nie pamietam
            > dokladnie, ale Zdzisiek chyba te dyskusje wygral

            Podjął spore ryzyko. Kogut czyli Jan Choiński - obecny dyrektor Zespołu Szkół w
            Siemiatyczach - był w moich czasach prawdziwym postrachem całego liceum. Wiele
            osób powtarzało przez niego klasę albo też i w ogóle nie kończyło szkoły. Choć
            przecież nie wszyscy muszą być inżynierami i mieć biegłość w matematyce. Czasem
            zgadzał się postawić komuś na koniec roku trójkę warunkowo. Warunkiem było
            przeniesienie się delikwenta do innej szkoły. Zwykle było to LO w Drohiczynie.
            Pamiętam kilka takich przypadków. Poza tym uchodził za człowieka pamiętliwego i
            mściwego. Jeśli ktoś mu podpadł, to miał już potem przechlapane.

            > To oczytanie i inteligencja Zdziska (chlopaka ze wsi) bylo dla
            > nas "miastowych" chyba jakas sola w oku - byc moze stad brala sie nasza
            > niechec do niego

            Zdzichu był zawsze jednostką wybitną, a takie zwykle nie cieszą się w naszym
            kraju sympatią. Podobnie było zresztą też na studiach. Pamiętam wybory w ZSP,
            kiedy byłem na I roku. Zdzichu kandydował na delegata na konferencję Rady
            Ośrodka i - wraz z innym aktywistą - został wycięty w głosowaniu. Pomimo to, na
            konferencji Rady Ośrodka obaj znów kandydowali w wyborach delegatów na
            konferencję jeszcze wyższego szczebla. I znowu zostali wycięci w wyborach. Dziś
            obaj panowie są dyrektorami departamentów w MSZ.
            Niechęć do Zdzisława R. brała się też zapewne i stąd, że jako sekretarz
            organizacji partyjnej na uczelni, próbował ingerować w sprawy organizacji
            studenckiej. Takie to były wtedy czasy - partia przewodnią siłą narodu. We
            wspomnianych wyborach próbował więc narzucić kandydaturę swojego kolegi na
            szefa ZSP. Na szczęście Wojtek Bożek (od kilku lat ambasador RP w Kuwejcie)
            wykazał się pewnym instynktem i wycofał w ostatniej chwili swoją kandydaturę. Z
            całą pewnością też zostałby wycięty w tych wyborach.
            Towarzysz Zdzisław R. stanowił więc - w uczelnianej mikroskali - przykład
            pewnych błędów i wypaczeń w działalności PZPR. Niektórzy zarzucali mu
            współodpowiedzialność za wydalenie z uczelni kilku kolegów. Do rękoczynów co
            prawda nie doszło. Cechowała go tzw. pryncypialność i chyba pewna żądza władzy,
            decydowania o ludzkich losach.
            • m.aciek Re: Zdzisław Raczyński - ambasadorem w Tunezji 09.07.04, 13:05
              h.olender napisał:

              > Kogut czyli Jan Choiński - obecny dyrektor Zespołu Szkół w
              > Siemiatyczach - był w moich czasach prawdziwym postrachem całego liceum.

              Masz racje. Byl wybuchowy i cholernie nie lubil "jakania sie" przy tablicy.
              Pamietam taka scenke:

              Jedna z kolezanek platajac sie przy odpowiedzi doprowadzila Koguta do pasji. Im
              bardziej on podnosil glos, tym bardziej ona sie platala. W koncu rozplakala
              sie. Kogut wpadl w furie - trzasl ja za ramiona i krzyczac pytal co z nia jest?
              Dziewczyna w koncu wydukala, ze sie go boi. Wowczas zaczela sie polka. Kogut
              biegal od jednego ucznia do nastepnego i strasznym glosem pytal kazdego czy tez
              sie go boi? Prawie wszyscy skurczyli sie do rozmiarow krasnoludkow i drzacymi
              wargami zaprzeczali.

              Swoja droga ciekawe dlaczego ominal mnie i jeszcze trzech innych chlopcow.
              W kazdym razie niezly byl ubaw.
              • h.olender Re: Zdzisław Raczyński - ambasadorem w Tunezji 09.07.04, 15:07
                Mnie też zdarzyło się raz wyprowadzić Koguta z równowagi. Było to chyba w II
                klasie, Kogut przyszedł do nas na zastępstwo. Normalnie zaczął nas uczyć na
                stałe dopiero w III klasie. Na zakończenie lekcji zadał zadania do domu. Nie
                podał jednak strony, więc o to półgębkiem zapytałem: "Strona?!!!"
                Kogut się wściekł.
                - Kto powiedział słowo strona? - zapytał.
                W klasie zapadła cisza.
                - Powtarzam pytanie: który z chłopaków powiedział słowo strona?
                Cisza jak makiem zasiał.
                - Niech ta osoba ma na tyle odwagi cywilnej, aby się przyznać!!! Niech wstanie
                ten chłopiec, który powiedział słowo strona!
                Dalej nic.
                - Ja i tak się dowiem...
                Atmosfera w klasie zrobiła się ciężka jak ołów.
                - Dobrze, niech więc wstaną ci chłopcy, którzy nie powiedzieli słowa strona.
                Wstali wszyscy, poza mną.
                - Chodź tutaj.
                Po czym Kogut zapytał mnie o nazwisko, przewertował dziennik i zapytał:
                - Czy zawsze tak się zachowujesz?
                Powiedziałem, że chciałem tylko zapytać na której stronie jest to zadanie.
                - To trzeba było podnieść palce do góry i zapytać: "Przepraszam bardzo, na
                której stronie jest to zadanie?".
                Tak mniej więcej wyglądała ta rozmowa. Może coś po tylu latach przekręciłem.
                W każdym razie historia ta rozeszła się po szkole, a koledzy z sąsiedniej klasy
                matematyczno-fizycznej z eurodeputowanym Jankiem Masielem przestrzegali mnie,
                że Kogut jest mściwy. I nawet na jakimś zastępstwie może mi wlepić dwóję.
    • r.saga Re: Zdzisław Raczyński - ambasadorem w Tunezji 04.09.04, 21:46
      Fajne historie. Szkoda, że nieprawdziwe. Z wyborami do ZSP to było tak, że
      faktycznie Zdzichu i Piotr Świtalski, bo on był tym drugim, zostali wycięci
      jako nazbyt hm.. inteligentni czy władczy. A co do sugerowania o rzekomym
      udziale Zdzicha w relegowaniu kolegów, sorry, to już świństwo większego
      rozmiaru. Dla kręgu wtajemniczonych - zapytajcie tych, kogo Zdzichu wyratował,
      jak walczył o Sagana. I dla najbardziej wtajemniczonych: jak sądzicie, dlaczego
      tak bystry facet nie został w MSZ-ecie w latach 80-dziesiątych, gdy rządzili
      tam wojskowi? Do kolegi Olendera: nie wiem, koleś, kim jestem, ale ja
      studiowałem na MIMO rok wyżej i coś niecoś wiem. Zatem, mój drogi, sprawdź, a
      potem pisz.
      • h.olender Re: Zdzisław Raczyński - ambasadorem w Tunezji 06.09.04, 08:27
        Witam kolegę ze studiów. Jeśli studiowałeś o rok wyżej, to pewnie się znamy.
        Sprawa Sagana nie jest mi znana. Może miała miejsce przed moim przyjazdem na
        studia. Miło mi jednak, że tak pozytywnie wypowiadasz się o Zdzisławie R., bo
        ja też jestem o nim jak najlepszego zdania. Źle chyba zrozumiałeś moje
        wypowiedzi. Pisałem tylko o pewnych - zapewne - pomówieniach pod jego adresem
        formułowanych w okresie kiedy zaczynałem studia. Celowali w tym głównie koledzy
        z II roku. Mówili np. o czarnej liście osób przeznaczonych do odstrzału, na
        której miały się jakoby znaleźć osoby nie darzone przez tow. Zdzisława R. zbyt
        wielką sympatią. W tym gronie był np. Zenek Kuchciak, który ostatecznie
        pozostał na uczelni. Z dużym pożytkiem dla polskiej dyplomacji. Ile było prawdy
        w tych pogłoskach, trudno mi oceniać. Faktem jednak jest, że atmosfera na
        uczelni była dość wredna. Były to czasy stanu wojennego, choć trzeba przyznać,
        że za moich czasów przypadki relegowania z MGIMO polskich studentów za jakieś
        drobne wykroczenia np. wpadki handlowe na granicy, już się praktycznie nie
        zdarzały. Wcześniej było ich podobno więcej... A brać studencka znaczną częścią
        odpowiedzialności za taką atmosferę obarczała właśnie aktyw partyjny. Próby
        ręcznego sterowania organizacją studencką też były faktem i stanowiły
        odzwierciedlenie w uczelnianej mikroskali pewnych błędów i wypaczeń w
        działalności PZPR jako takiej. Towarzysz Zdzisław R. też nie był wolny od
        takich zapędów. Trzeba jednak przyznać, że prawdziwe szczyty osiągnął pod tym
        względem dopiero jeden z następnych sekretarzy POP, niejaki Kociołek (nazwisko
        znane w aktywie partyjnym, w tamtych czasach starszy Kociołek był ambasadorem
        PRL w Moskwie).

        Kilka słów o sprawie niezatrudnienia Zdzicha w MSZ w latach 80-tych. Prawda
        jest banalnie prosta: Zdzichu nie mógł pracować w tej firmie, gdyż jego stryjek
        wyjechał na stałe do USA. A posiadanie bliskiej rodziny za granicą zamykało mu
        w tamtych czasach drogę do MSZ. Inaczej na pewno by tam trafił od razu po
        studiach, a nie dopiero po kilkunastu latach. Sugerowanie, że do MSZ nie
        przyjmowano ludzi inteligentnych, jest jakimś nieporozumieniem. Kretynów raczej
        w ogóle na MGIMO nie wysyłano. A jeśli już się tam tacy trafiali, to zwykle
        tych studiów nie kończyli.

        Pozdrawiam
    • a.miras.k Re: Zdzisław Raczyński - ambasadorem w Tunezji 06.09.04, 21:01
      Nie moglem byc na zjezdzie absolwentow naszego LO w Siemiatyczach. Szukalem
      wiec znajomych z klasy w google. Na jedno z nazwisk trafilem na to forum. Nie
      bardzo rozumiem o jakiej to Radzie Osrodka mowa. Co to MGIMO? Czy dobrze
      zrozumialem, że to jakas zagraniczna uczelnia? Przeciez Zdzichu zdawal na
      uniwerek w Warszawie i zdal najlepiej! na dziennikarstwo gdzie bylo ze 10
      kandydatow na jedno miejsce. Sam widzialem jego nazwisko na pierwszym miejscu
      na dziedzincu UW na scianie placzu. Nie wiem, nie wiem. Ale takie oto mysli mi
      przyszly do głowy:
      Zdzichu Raczynski jako jeden z nielicznych z naszej pipidowy zrobil jakas tam
      kariere. Czego mozna bylo sie po nim spodziewa. Chociaz wieksza zrobil np.
      Marek Nowicki. Bo o nim ciagle pisza. I ktos olender, chyba "zyczliwy" kolega z
      liceum i ze studiow robi mu kolo piora. I pisze, niby dobrze, ale delikatnie
      podsrywa. Najpewniej gosciu ma kompleksy. Jego sprawa. Wydaje mi sie, że sprawa
      jest powazniejsza niz typowe nasze polskie zazdrosci i fobie.
      Mysle, ze biografia Zdzicha moglaby byc dobrym materialem na ksiazke. Taki nasz
      wariant "z pucybuta w milionery". I jesli ktos zechcial by ja napisac to
      naopowiadal by mase bzdur. Moze i Zdzichu sie zeswinił w swinskim kraju, ale ja
      pamietam go z liceum zupelnie inaczej. I po prostu nie poznaje o czym dwaj
      zaciekli dyskutnci pisza. Np. o stryjku. Fajne, tylko, że Zdzichu nie mial
      wogole stryja.
      No i tak mysle, ze nie trzeba z niego robic bronzowego gieroja tylko
      powiedziec, jakim byl.
      Po pierwsze. Nie byl prymusem. Alka Nesteruk z naszych 2 klas byla najlepsza i
      dostala indeks. Chyba na handel zagraniczny. Byl napewno poza mozliwa
      konkurencja z humanistyki. Jak cos mowil z polaka czy historii to inni mogli
      juz isc do domu. Jeszcze lepszy byl z chemii i biologii.
      Po drugie. Nie byl kujonem. Przeciwnie. Byl niesamowicie utalentowany, oczytany
      i trocha len.
      Po trzecie. Nie to, ze go nie lubili w klasie. On poprostu byl zarozumialy i
      przemadrzaly. Mial dystans. I mieli wszyscy do niego ogromny respekt. Nawet
      belfry. Czy Kogut kiedys na niego warczal? Ponad to, zawsze chodzil swoimi
      sciezkami. Nie byl z miasta. Ale nie mieszkal i w internacie. Byl sam. Mocno
      sie przyjaznil z Jurkiem Nowickim (brat Marka) i zawsze mowil o nim z
      najwiekszym szacunkiem. Takze z Romkiem Panasiukiem i Wieskiem Michnowskim.
      Po czwarte. Lubil draki. Kiedys na jakiejs wiejskiej zabawie, chyba w
      Moszczonie, sprowokowal bojke i pozniej wszyscy uciekalismy przez jakies ogrody.
      A po maturze, troche popilismy i nad ranem szlismy przez miasto i zrywalismy
      czerwone flagi. Jasiu Szulc i Zdzichu najszybciej wdrapywali sie na slupy i
      najzreczniej je sciagali. Nie bylo to, jasna sprawa, zadne demonstrowanie. Taka
      glupia szczeniacka rozroba.

      Znam dobrze historie z tym "laniem". Bylo to tak. Heniek Bajena (razem
      konkurowali o jedna dziewczynke) kiedys sie przechwalal, ze jest kozak i da
      lupnia Zdzichowi. Z kilkoma kumpalami podeszli do bramy i Heniem przez plot
      walnal Zdzicha w nos. Ale nic z pokazu nie wyszlo bo Zdzichu wyszedl za brame i
      Heniek spierdolil. Kilka dni pozniej Zdzichu przylapal Henka samego, podszedl i
      zapytal: Chcesz w morde. Heniek powiedzial prawdziwie, ze nie chce. I Zdzichu
      odpuscil. Potem Heniek mi przyznal, ze sie wystraszyl, bo jak powiedzial,
      Zdzichu mial w oczach cos takiego, ze pewnie by go zabil.
      A jak bylo z Wieskiem Michnowskim, jego przyjacielem? Wiesiek mial tak ponad
      1,80 a Zdzichu byl niewysoki, chudy i zylasty. Kiedys Wiesiek czyms obrazil
      dziewczyne Zdzicha i ten przy wszystkich na wuefie dal mu w gebe. Wiesiek tylko
      odskoczyl i nie probowal nawet sie bronic.
      Ale Zdzichu nie byl msciwy. Jarek Kierkowicz, ktory byl wtedy z Henkiem przy
      bramie, dostal od Zdzicha sciage na maturze z matmy. Dzieki temu zdal. Jesliby
      zlapali Zdzicha na dawaniu sciagi, to wyrzuciliby go z matury. Heniek sciagi
      nie dostal bo juz wczesniej wyrzucili go ze szkoly. Nie za palenie. Tylko
      dlatego, ze byl troche tepawy.
      To, ze Zdzichu zrobi kariere, zroumialem w III klasie liceum. Chodzilismy wtedy
      na religie do kosciola do ksiedza Mieczyslawa. I kiedys Zdzichu wychodzi od
      niego z ksiazka. Co za ksiazka, pytam. A on mi pokazuje francuskiego filozofa
      Mouniera. Kto w latach siedemdziesiatych w trzeciej liceum czytal francuskich
      personalistow? Zdzichu myslal nawet o tym by pojsc do seminarium duchownego,
      ale cos sie rozmyslil. Innym razem opowiedzial mi o psorze z fizy. Pamietacie
      Frania Milkowskiego? Zdzichu mi opowiedzial, ze to oficer AK, ktory w czasie
      wojny rozbieral i przesylal do Londynu V-1, a potem po wojnie UB tak mu dalo w
      kosc, ze kulal do konca zycia. Franiu tego nam nie opowiadal. Skad wiesz,
      pytam. A on, ze poszedl po lekcjach do domu Milkowskiego i z nim rozmawial.
      Bo Zdzichu zawsze chcial byc dziennikarzem. I mial jakis kompleks czy traume z
      Katyniem. Bo do tego zawsze wracal. Zrozumialem wszystko kiedy juz bylem w
      Chicago i w "Dzienniku" chyba przeczytalem jego artukul o tym, jak znalazl
      groby w Miednoje. Potem w ksiazce o Katyniu przeczytalem, ze wsrod
      pomordowanych bylo nazwisko Raczynski. To objasnia dlaczego jego rodzina
      uciekla ze wschodu i zostala w jakiejs wsi pod Siemiatyczami, dlaczego zostal
      korespondentem w Rosji. Ale nigdy go o to nie zdazylem zapytac. Pamietam
      jeszcze, jak w III czy IV klasie Zdzichu zorganizowal wyjazd harcerzy do
      Tonkiel gdzie sa groby sowieckich jencow. Zrobil to tak, ze chodzilismy od
      chaty do chaty i pytalismy ludzi kto co zapamietal. Czy bronili sie, czy
      uciekali, czy prosili o pomoc. I jak zachowali sie mieszkancy wsi.

      Ostatni raz widzialem Zdzicha w 1978 czy 79. Jechal z Warszawy gdzie studiowal
      (a nie zagranica) do Drohiczyna do seminarium. Byl jakis zgaszony i
      przygnebiony. Mowil, ze zaszyje sie w seminarium, aby sie wyciszyc.

      Pozniej kiedy juz bylem w Stanach zauwazylem go w 1991 w ABC TV w czasie puczu.
      Byl dziennikarzem. Czytalem jego naprawde dobre rozsadne artykuly o Rosji w
      roznych gazetach. Mysle, ze trzeba bylo duzo sily aby przelamac te rosyjska
      fobie i starac sie byc sprawiedliwym.

      Jesli Zdzichu Raczynski ma byc ambasadorem to bardzo dobrze. Ja nie sadze, aby
      sie zmienil az na tak zle. Chociaz roznie z ludzmi bywa.

      Zdzichu, jesli zajzysz na ten forum, to pozdrawiam cie. Jesli sie nie
      domyslasz, kto pisal, to przypomnij: zobrowka pod torta i dwie siostrzyczki.
      Ale to bylo wstretne. Ten tort z wodka, a nie dwie dziewczynki. Odezwij sie.
      Jak cie znalezc z kontaktem?

      • h.olender Re: Zdzisław Raczyński - ambasadorem w Tunezji 07.09.04, 22:25
        Cieszę się, że nasze forum stało się znane już nawet w Ameryce :-)
        Z Twoich wspomnień rysuje się coraz ciekawsza i coraz bardziej niejednoznaczna
        osobowość bohatera tego wątku. Zaczyna to rzeczywiście stanowić niezły szkic do
        jakiejś ciekawej książki biograficznej... Na podstawie Twoich wspomnień można
        by spokojnie napisać co najmniej kilka stron ;-) Ale nie musimy tu chyba
        wyręczać naszego wspólnego kolegi. On sam ma przecież zacięcie literackie, więc
        pewnie kiedyś o sobie sam napisze jakąś pasjonującą książkę.

        Nie zgodziłbym się z Twoją tezą o karierze "od pucybuta do milionera". Za
        bardzo się chyba przejąłeś amerykańską mitologią. Zdzichu nigdy nie
        był "pucybutem", zawsze był jednostką wybitną. Można tu co najwyżej mówić o
        pozytywnym przykładzie tzw. awansu społecznego. Wiem coś na ten temat, bo moje
        losy życiowe w dużej mierze przypominają karierę ZR... Na pewno nie jest to
        kariera w stylu Nikodema Dyzmy...

        Z dużym niesmakiem przyjąłem Twoje insynuacje pod moim adresem, jakobym
        kierował się bardzo niskimi pobudkami ("kompleksy", "typowo polskie zazdroście
        i fobie", "podsrywanie" kolegi z liceum i studiów itp.) Wypraszam sobie, drogi
        kolego z Ameryki, który widziałeś Zdzicha po raz ostatni w 1978 czy 1979 roku.
        Ja po raz pierwszy miałem z nim bezpośredni kontakt dopiero w 1983 r. Znamy się
        do dnia dzisiejszego. Jeśli sobie życzysz, to mogę Ci przekazać na priva adres
        jego skrzynki mailowej, telefon do pracy, numer telefonu komóśrkowego, a nawet
        numer telefonu domowego...

        Śmiało mogę powiedzieć, że także Zdzichu darzył mnie zawsze sympatią i
        życzliwością. Nie chciałbym więc sprowadzać tej dyskusji do tak żałosnego
        poziomu, bo przecież i ja mógłbym Ci zarzucić "podsrywanie" kolegi z klasy
        licealnej, skoro np. piszesz, że Zdzichu wszczynał bójki na wiejskich zabawach.
        Twoim zdaniem jest to powód do dumy, moim zdaniem niekoniecznie. Tak naprawdę
        nie ma czym się chlubić.

        Nie bardzo też rozumiem Twoją logikę. Twierdzisz, że Zdzichu nie był prymusem.
        Za chwilę zaś piszesz, że zdał najlepiej ze wszystkich egzaminy na studia
        dziennikarskie w Warszawie. To się akurat zgadza. I to właśnie najlepiej
        świadczy o tym, że był prawdziwym prymusem. Podobnie jak jego sukcesy w
        olimpiadach przedmiotowych (finalista ogólnopolski olimpiady z języka
        polskiego, a także olimpiady wiedzy o Polsce i świecie współczesnym). Dla
        Ciebie prymus kojarzy sią z kujonem, co jest wielkim nieporozumieniem. Nie
        każdy prymus jest kujonem, podobnie jak nie każdy kujon jest prymusem.

        Nie będę się sprzeczał co do "stryjka" ZR w Ameryce. Nie mam wcale pewności, że
        chodziło o stryjka. Być może chodziło o wujka albo np. o ciotecznego szwagra :)
        Faktem jest, że ktoś z jego bliskiej rodziny wyjechał do USA, kiedy Zdzichu był
        jeszcze na studiach. Teraz zaś w Ameryce przebywa już praktycznie cała jego
        rodzina, włącznie z rodzicami (jeśli jeszcze żyją) i siostrą z rodziną, którą
        miałem okazję odwiedzać kilka razy w Siemiatyczach (Wiesława Dołoto, była
        pielęgniarką w SP 2).

        Wbrew temu co piszesz, Zdzichu nigdy nie był rusofobem. Szybciej już można by
        go określić jako rusofila. Rusofob nie wyjeżdżałby raczej na studia do Moskwy i
        nie ożeniłby się tam z Rosjanką (była to duża rzadkość wśród polskich studentów
        uczących się na MGIMO)...

        MGIMO to Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych. Tam właśnie
        trafił Zdzichu po ukończeniu drugiego roku studiów na Wydziale Dziennikarstwa i
        Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Może dlatego, że nie tylko nie
        był on żadnym "rusofobem", ale był żarliwym i ideowym komunistą, co w tamtych
        czasach było zaletą. Teraz zaś z perspektywy ponad 20 lat wygląda to nieco
        inaczej. Ideologia komunistyczna, której gorącym wyznawcą był ZR dawno już
        trafiła na śmietnik historii. Z tego co pamiętam, to także ojciec Zdzicha nie
        mógł sobie darować, że jego syn aż tak bardzo się skomunizował. Do partii
        wstąpił albo jeszcze w liceum, albo na pierwszych latach studiów w Warszawie. W
        Moskwie był zaś już sekretarzem POP pełną gębą. Niektórzy zarzucali mu
        popełnianie różnych świństw wobec kolegów ze studiów, w co nie chciało mi się w
        ogóle wierzyć, bo byłem o nim zawsze jak najlepszego zdania. Dla mnie ZR był
        zawsze postacią nieomal kryształową. Kiedy jednak przeczytałem na tym wątku
        wypowiedź Maćka, innego kolegi Zdzicha z klasy licealnej, to zacząłem się mocno
        zastanawiać. Identyczne zarzuty formułowano pd adresem Zdzicha także na MGIMO.
        I to jest właśnie zastanawiające. Nie ma dymu bez ognia, podobnie jak nie ma
        ludzi idealnych. Do takich też z całą pewnością nie zalicza się Zdzisław R.

        Pozdrawiam
    • r.saga Re: Zdzisław Raczyński - ambasadorem w Tunezji 08.09.04, 17:46
      Chyba się już domyśliłem autora h.olendra. Otóż, miły młodszy kolego J.W.,
      jeśli sądzisz, że znasz bohatera tego wątku to się grubo mylisz. Byłeś z nim
      chociaż na jednej porządnej imprezie? Toczyłeś z nim rozmowy "na kuchni" do
      rana? Znany jest ci takie miejsce - "Sewastopol"? Znasz hasło "Dwadzieścia
      zjazdów w jedną noc"? Kim był "Speedy"? Skąd ta ksywka?
      Ty naprawdę uwierzyłeś w tę grę? Chyba Ci współczuję. Graliśmy wszyscy, jak
      mogliśmy. Zdzichu, jak widać z Twoich opowieści moskiewskich, robił to też
      nieźle. W jednym się z Tobą zgadzam: To wielowymiarowa postać i chyba
      przerastająca rolę, w jakiej przychodzi (przychodziło) mu grać. Ale te
      charakterystyki odnoszą się zapewne do nas wszystkich.RS.
      PS.A o licealnych opowiastach nie słyszałem. Interesujące. Proponuję zamknąć
      już to forum i dać sobie spokój z roztrząsaniem starych dziejów. Muszę chyba
      wskazać ZR adres tego forum. Trzymajcie się, koledzy i "przyjaciele"
      • h.olender Re: Zdzisław Raczyński - ambasadorem w Tunezji 09.09.04, 00:06
        RS,

        Muszę przyznać, że rozszyfrowanie Twoich inicjałów przyszło mi ze sporym
        trudem, ale chyba mi się udało. Jeśli na imię masz Robert i uczyłeś się na
        MGIMO języka japońskiego, to chyba wiem, o kogo chodzi. Choć należymy do
        różnych pokoleń studentów MGIMO i przytaczane przez Ciebie hasła "Sewastopol"
        czy "Speedy" niewiele mi rzeczywiście mówią :-) Podobnie jak Tobie nic pewnie
        nie mówi np. hasło "Grupa Budapeszteńska" :-) Zdaje się, że graliśmy kiedyś
        razem w brydża, wraz z Mirkiem Błaszczakiem i Milkiem Łąckim, ale nie byłem w
        tej grze zbyt dobry. Niektóre moje odzywki czy wisty wywoływały irytację
        starszych kolegów. W pierwszym rozdaniu graliśmy z ułożonymi przez was kartami.
        Miałem w ręku niemal wszystkie figury, ale nie domyśliłem się podstępu.
        Licytowałem do końca, aż do szlema. Zepsułem wam w ten sposób cały koncept, bo
        wymyśliliście sobie taką z pozoru niemożliwą kombinację, przy której można
        wygrać szlemika...

        Zgadzam się z Twoim zdaniem, że ta dyskusja nie ma większego sensu. Sam jednak
        ją odświeżyłeś po dwóch miesiącach, chyba niepotrzebnie. Każdy z
        wypowiadających się na tym wątku uważa się za przyjaciela Zdzicha, każdy
        wypowiada się o nim dobrze, przynajmniej we własnym mniemaniu. A i tak
        pojawiają się w tych wypowiedziach pewne zgrzyty, pewne wątpliwości...

        Nie mam nic przeciwko temu, abyś przekazał ZR adres tego forum, choć muszę
        przyznać, że w Twojej wypowiedzi zabrzmiał pewien fałszywy ton modnego w
        czasach sowieckich donosicielstwa. Muszę Cię jednak zmartwić. Jeśli jesteś tym,
        o kim myślę, to Zdzichu R. nie był wcale o Tobie najlepszego zdania :-)

        PS. Dalej grasz znaczonymi kartami i wydaje Ci się, że wszyscy w życiu coś
        udają, odgrywają tylko jakieś role niczym aktorzy w teatrze. Może i masz rację,
        choć wielu ludzi zachowuje się jednak w życiu w sposób absolutnie naturalny,
        bez strojenia jakichś głupich min i gestów. Do takich właśnie osób zaliczam
        także Zdzisława R. Cokolwiek by nie robił, robi to z dużym przekonaniem i
        oddaniem sprawie. Uczciwie, bez oszukiwania siebie i innych.
    • m.aciek Ale sie porobilo .... 25.09.04, 22:09
      widze, ze sporo ludzi z Siemiatycz studiowalo w Moskwie (to nie jest
      wartosciowanie, tylko stwierdzenie opisywanych faktow).
      Zdzichu (jak widac) wciaz wywoluje emocje.

      Miras - probuje Cie zidentyfikowac, ale bezskutecznie. Musielismy byc w tej
      same lub w rownoleglej klasie, ale za cholerw nie pamietam Ciebie.

      Pozdrawiam.

      Maciek
      • h.olender Re: Ale sie porobilo .... 28.09.04, 08:59
        m.aciek napisał:

        > widze, ze sporo ludzi z Siemiatycz studiowalo w Moskwie

        Wyciągasz chyba dość pochopne wnioski. Tak naprawdę w Moskwie studiowało bardzo
        niewiele osób z Siemiatycz i okolic. Z mojego rocznika byłem jedynym, podobnie
        było też chyba i ze Zdzichem. Przez pięć lat studiów na MGIMO nie spotkałem w
        Moskwie żadnego innego studenta - absolwenta LO w Siemiatyczach. Było natomiast
        generalnie sporo osób z Białostocczyzny (głównie Białystok, Bielsk Podlaski i
        Hajnówka, ale także np. Łomża czy Suwałki). Region podlaski był tam na pewno
        proporcjonalnie liczniej reprezentowany od większości innych rejonów Polski.
        Myślę, że także dlatego, że poziom nauczania i znajomości języka rosyjskiego
        był na Podlasiu dużo wyższy niż np. w zachodniej części Polski.

        P.S. Znam jeszcze jeden przypadek absolwentki LO w Siemiatyczach, która
        studiowała w ZSRR - Halina Kościuk, najlepsza uczennica w klasie mojej starszej
        o 5 lat siostry. HK była w liceum laureatką olimpiady języka rosyjskiego.
        Przykłady ZR czy HK dowodzą, że na studia do Moskwy wybierali się zwykle
        uczniowie wybitni - prawdziwi prymusi, olimpijczycy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka