Dodaj do ulubionych

Siemiatycze znowu pod lupą

09.02.07, 11:12
Analizą sytuacji w mieście zajął się tym razem katolicko-narodowy "Nasz
Dziennik".

-------------------------------------
Siemiatyckie Eldorado?

Socjologowie szacują, że około 5 proc. małżeństw w Polsce żyje na odległość.
Główną przyczyną jest emigracja zarobkowa. Małżonkowie, decydując się na
czasową rozłąkę, tłumaczą to dobrem rodziny. Okazuje się jednak, że pobyt na
Zachodzie, choć przyczynia się do poprawy statusu materialnego wielu osób,
powoduje zrywanie więzi rodzinnych.
W Siemiatyczach, 17-tysięcznym podlaskim miasteczku, co piąty mieszkaniec na
dłużej lub krócej wyjeżdża na saksy, teoretycznie więc prawie każda rodzina
ma kogoś za granicą. Początki masowej emigracji zarobkowej sięgają przełomu
lat 80. i 90. Dlatego miasto to stało się swoistym poligonem doświadczalnym
obrazującym skutki emigracji zarobkowej.

Ostatnia deska ratunku?
Gdy na początku lat 90. padły wcześniej dobrze funkcjonujące przedsiębiorstwa
Hortex i Siemiatyckie Zakłady Obuwia, tysiące rodzin w Siemiatyczach zostało
bez środków do życia. Ludzie wszelkimi sposobami zaczęli szukać pracy. Ktoś
spróbował wyjazdu do Brukseli - stosunkowo niedaleko - 17 godzin jazdy
samochodem. Władze belgijskie okazały się dość liberalne, nie ścigały zbyt
gorliwie nielegalnych pracowników. Ci, którzy spróbowali tam pracować,
przecierali szlak innym i tak metodą łańcuszkową rozeszły się po całym
mieście i okolicy informacje i kontakty. Była to praca oczywiście na czarno,
bez ubezpieczeń zdrowotnych czy emerytalnych, i oczywiście chodziło przede
wszystkim o pracę fizyczną: dla kobiet przy sprzątaniu domów, dla mężczyzn
głównie na budowach.
Wkrótce zaczęły się masowe wyjazdy. Zapotrzebowanie na transport okazało się
tak duże, że PKS stworzył regularną linię autobusową z Siemiatycz do
Brukseli. Bilety trzeba było rezerwować ze sporym wyprzedzeniem. Obecnie
przejazdy do Belgii oferuje 15 przewoźników.
- Dzięki emigracji zarobkowej miasto się rozwija - twierdzi burmistrz miasta
Zbigniew Radomski, w latach 1981-2002 dyrektor siemiatyckiego PKS. W mieście
wykupywane są place pod budowę, powstają nowe domy. Bezrobocie spadło do 7
proc. Jako kolejne plusy emigracji zarobkowej burmistrz wymienia powstające
inwestycje. - Mężczyźni pracujący w branży budowlanej wrócili jako fachowcy w
takich zawodach, jak malarz, lastrykarz, glazurnik. Teraz wykorzystują
zdobyte doświadczenia i zarobione pieniądze, otwierają warsztaty
rzemieślnicze, małe zakłady pracy, restauracje. Dobrze lokują pieniądze także
ci, którzy wydają je na kształcenie dzieci - mówi Radomski.
Dobrobytu mieszkańców trudno nie zauważyć, świadczą o nim choćby dobrze
zaopatrzone sklepy, w których klienci nie skąpią grosza na zakupy, osiedla
nowych domów jednorodzinnych, odnowione kamienice w centrum miasta, młodzi
ludzie za kierownicami drogich samochodów...

Nie wszystko złoto
Nie wszyscy jednak mają żyłkę przedsiębiorców. Zdarza się, że ciężko
zarobione pieniądze przeznaczane są przede wszystkim na nadmierną konsumpcję -
często na pokaz, na szpanowanie drogimi ubraniami, kolejnym domem,
samochodem.
- Ponadto trudno wszystko przeliczać na pieniądze - twierdzi burmistrz.
Istnieje wiele negatywnych skutków wyjazdów za chlebem. Ich przyczyną jest
długotrwałe rozdzielenie rodzin.
Grażyna Skowrońska-Maksimczuk, zastępca przewodniczącego Wydziału Spraw
Rodzinnych i Nieletnich Sądu Okręgowego w Bielsku Podlaskim, potwierdza, że
emigracja zarobkowa jest przyczyną rozpadu wielu rodzin. - Mamy dużo spraw
wynikających z konsekwencji emigracji: chodzi o rozwody, ustalenie lub
zaprzeczenie ojcostwa, alimenty, czyny karalne nieletnich. Zdarza się, że
osoby wyjeżdżające za granicę wiążą się tam z innymi osobami, z tych związków
rodzą się dzieci, niekiedy rodzic - najczęściej ojciec - zapomina o
pozostawionej w kraju rodzinie, dzieci pozbawione opieki rodzicielskiej
wchodzą w konflikt z prawem - wyjaśnia.
- Unię Europejską w Siemiatyczach mamy już dawno, łatwiej się stąd dostać do
Brukseli niż do Warszawy. Chleba jest tu dosyć, ale i nędzy moralnej również
wiele - dodaje proboszcz parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny ks.
prał. Bogusław Kiszko. Najważniejsze problemy wynikające z emigracji to
rozpad rodzin i problemy wychowawcze z pozostawionymi samopas dziećmi.

Najbardziej poszkodowane są dzieci
Przez 15 lat emigrowania siemiatyczan na Zachód wytworzył się następujący
model rodziny: jedno z małżonków pracuje w Brukseli i część zarobionych
pieniędzy przysyła na utrzymanie rodziny, wychowanie, kształcenie dzieci,
które pozostają pod opieką drugiego małżonka.
- Ale zdarza się, że rodzic wyjedzie, na początku przysyła pieniądze, ale za
granicą zwiąże się z kimś i szybko zapomina o żonie, która została z trojgiem
dzieci - mówi Alina Smyk z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w
Siemiatyczach. - Są też sytuacje odwrotne: kiedy ojcowie z dziećmi pozostają
w kraju, a żony i matki, "urządzają" sobie życie w Brukseli. Te poszkodowane
osoby, pozbawione środków do życia, zwracają się do nas o pomoc - uzupełnia.
Czasem do pracy wyjeżdżają mąż i żona, pozostawiając dzieci pod opieką
dziadków. Ci, choć są w stanie zaspokoić potrzeby materialne, mimo
najlepszych chęci nie zawsze sobie radzą z problemami wychowawczymi
stwarzanymi przez młodzież.
- Chodząc po kolędzie, spotykam i takie sytuacje, że oboje rodzice pracują w
Brukseli, a kilkoro dzieci zostaje samych w Siemiatyczach, praktycznie bez
opieki starszych - mówi ks. prał. Bogusław Kiszko. Młody człowiek, który
przygotowuje się do matury, musi jednocześnie być opiekunem młodszego
rodzeństwa, zastępować im rodziców. Dzieci pozostawione bez opieki dorosłych
do późnych godzin nocnych buszują po mieście, dysponują sporą gotówką, mają
kontakt z alkoholem, narkotykami. - Pieniędzmi i sposobem życia często
imponują kolegom - tym z mniej zasobnych, bo pozostających w kraju rodzin,
dlatego ci dołączają do nich, starają się ich naśladować - tłumaczy starszy
aspirant Romuald Leoniuk z Komendy Powiatowej Policji w Siemiatyczach. Domy,
w których nie ma dorosłych, stają się schronieniem dla młodych, którzy na
kilka dni uciekają z własnych rodzin. - Wprawdzie nie odnotowujemy jakiegoś
drastycznego wzrostu demoralizacji wśród młodzieży, ale każde dziecko
pozostawione na kilka miesięcy bez opieki rodziców to dramat - dodaje R.
Leoniuk.
- Dzieci z Siemiatycz dzielą się na brukselskie i niebrukselskie - dodaje
ksiądz prałat. - Te pierwsze są najczęściej tak wychowywane, że spełnia się
ich potrzeby materialne, ale często brak im codziennego kontaktu z rodzicami,
miłości, zainteresowania, kontroli. Wychowują się same, często na ulicy, a
wobec świata dorosłych, szczególnie rodziców, mają postawy roszczeniowe.

Dla chleba...
Bogaci Belgowie mają spore domy i duże wymagania. - Wszystko ma lśnić
czystością, nawet kurz na żyrandolach musi być ścierany codziennie - mówi
pani Danuta. Sprzątnięcie kilku domów w ciągu dnia to zatem duży wysiłek
fizyczny. Po kilkunastu latach sprzątania - w pozycji niedogodnej dla
kręgosłupa i w kontakcie ze środkami chemicznymi, często pojawiają się
poważne problemy zdrowotne. Kobiety nie leczą się na miejscu, gdyż w Belgii
pracują na czarno, nie są więc ubezpieczone, a koszty leczenia są tam bardzo
wysokie. Idą do lekarza dopiero podczas pobytu w Polsce, tu też wykupują
lekarstwa. - Nosem się człowiek podpiera, by zarobić i jak najwięcej
przywieźć do domu. Po latach zostaje stargane zdrowie i niepewna renta -
dodaje moja rozmówczyni. "Tu wcale nie jest łatwo, ciężko przystosować się do
pracy sprzątaczki, jak ma się dyplom. Polacy są poniżani" - pisze na forum
internetowym siemiatyczanka przebywająca w Belgii. "Ale Eldorado istnieje
tylko w bajkach dla dzieci".

Klin wbity w rodzinną miłość
Choć po kilku latach pracy za granicą rodzina jest już ustawiona - dom
zbudowany i urządzony,
Obserwuj wątek
    • kirsan cd... 09.02.07, 11:14
      Klin wbity w rodzinną miłość
      Choć po kilku latach pracy za granicą rodzina jest już ustawiona - dom
      zbudowany i urządzony, odłożone pieniądze - ci, co wyjechali, często nie
      potrafią wrócić do domu, codziennych obowiązków. Zawsze jakieś kolejne potrzeby
      się znajdą. - Poza tym twierdzą, że przynajmniej po pracy mają spokój i czas
      dla siebie, nie ma domu na głowie, domowej krzątaniny, konfliktów i problemów
      rodzinnych - z mężem, dziećmi - mówi ks. Bogusław Kiszko. Zdarzają się też
      sytuacje, że mężczyźni uciekają od problemów: właściciel firmy, ojciec czwórki
      dzieci, wyjechał na Zachód, gdy pojawiły się nieporozumienia w rodzinie i
      trudności z funkcjonowaniem firmy. Woli tam najmować się do pracy.
      - Rozłąka to klin wbity w rodzinną miłość. Oddalenie od domu powoduje
      rozluźnienie związków z rodziną pozostawioną w kraju, zerwanie więzi
      emocjonalnych - twierdzi ksiądz prałat. W jego parafii rozpadło się 80
      małżeństw, połowa z nich z powodu emigracji zarobkowej. - Mąż, który pozostał w
      kraju, skarżył mi się, że brukselski bakcyl strawił jego żonę: po dwóch latach
      pobytu za granicą przyjeżdża do domu, ale wpada na krótko, nie interesuje się
      ani domem, ani dziećmi. Widać, że myślami przebywa gdzieś daleko, że jej serce
      zostało gdzie indziej... - dodaje.
      Przykładów jest wiele, niektóre są szczególnie dramatyczne. Żona pojechała do
      Belgii, poznała tam kogoś, z kim się związała. Nadal przyjeżdża do domu, ale
      już ze swoim "partnerem". Mąż pogodził się z taką sytuacją, bo dostaje od żony
      pieniądze. Inny przypadek: mąż, pracujący od kilkunastu lat w Belgii, znalazł
      sobie "partnerkę", oboje dostali w jednym z brukselskich kościołów oficjalne
      błogosławieństwo. Żona znalazła się w szpitalu z powodu rozstroju nerwowego. Do
      rodzin pozostałych w kraju docierają też anonimowe telefony o tym, że niektóre
      młode dziewczyny dorabiają po pracy, prostytuując się. Rodzice przychodzą z
      płaczem do księdza, proszą o poradę i pomoc.

      Co jest najważniejsze?
      Kolejny problem emigrantów to alkoholizm. Internauta mieszkający w Belgii
      zauważa, że jest grupa Polaków, którzy "mieszkają byle jak, w czasie wolnym od
      pracy piją na umór". Z problemem tym styka się Waldemar Bartoszuk, prezes
      Siemiatyckiego Stowarzyszenia Abstynentów "Ignis". - Bardzo negatywny wpływ na
      przebywających w Belgii ma liberalizm, swoboda moralna, rozwiązłość, jaka
      panuje w tym kraju. Nie wszyscy mają tak silny kręgosłup moralny i motywację,
      by się temu oprzeć. Poza tym na wielu źle wpływa - jak to nazywam - "zmiana
      klimatu pieniężnego", zachłyśnięcie się zmianą sytuacji finansowej, dostatkiem.
      Ktoś, kto dotychczas musiał harować przez cały miesiąc na bardzo skromne
      utrzymanie, tam zauważa, że wystarczy popracować tydzień, aby było za co żyć
      i... pić - mówi prezes.
      Oczywiście nie jest regułą, że człowiek emigrujący popada w konflikty moralne,
      alkohol. - Belgia to kraj dla ludzi o mocnych zasadach moralnych. Kolega ze
      Stowarzyszenia zaczął od pracy na budowie, przez kilkanaście lat dorobił się
      piekarni i sieci sklepów. Inny popracował kilka lat, otworzył warsztat
      samochodowy - opowiada Waldemar Bartoszuk. Dodaje, że warunkiem powodzenia dla
      osób mających już w kraju problemy z alkoholem jest świadomość tego, że z tym
      problemem wyjeżdżają, muszą więc przestrzegać zasad postępowania wypracowanych
      na spotkaniach w Stowarzyszeniu i przede wszystkim szukać wsparcia u podobnych
      grup działających np. w Brukseli. - Jednak zdecydowana większość nie umie się
      odnaleźć w zachodniej rzeczywistości, nie potrafi wykorzystać szans, jakie daje
      możliwość zarabiania i poprawy bytu swego i rodziny.
      Po wejściu Polski do UE zmieniło się tyle, że niektórzy całymi rodzinami
      wyjechali na Zachód. Tam się urządzili, prawdopodobnie do Polski już nie wrócą.
      Dlatego wiele domów jest pustych, nie ma na nie nabywców.
      Na szczęście nie wszyscy z Siemiatycz emigrują. - Miałem wiele propozycji pracy
      w Belgii, ale nie zdecydowałem się wyjechać, znam też osoby, które po krótkim
      pobycie w Brukseli, mimo iż miały dobrą pracę, wróciły - mówi Waldemar
      Bartoszuk. Jedni dla dobra rodziny, inni, bo czuli się tam obco. "Tam zawsze
      będę obcy, gorszy i nigdy nie będę miał takich samych szans, jak Belgowie" -
      twierdzi Darek, który odwiedzał rodziców w Belgii. "Jakoś moi rodzice nie mają
      potrzeby, żeby wyjeżdżać za granicę, a stać ich na wiele: nowy dom, samochód,
      opłacenie studiów itp. I wszystkiego dorobili się uczciwą pracą tutaj, na
      miejscu. Bardzo cieszę się z tego, że mam takich rodziców" - pisze internauta z
      Siemiatycz.
      - Jeśli ktoś decyduje się na wyjazd w celu poprawienia sytuacji materialnej
      rodziny, powinien powiedzieć sobie: robię to dla nich, za kilka miesięcy wracam
      do domu, będę szukał oparcia w wierze i przebywał w środowisku znajomych,
      którzy pozwolą mi przetrwać - mówi ks. prałat Bogusław Kiszko. Podkreśla
      jednak, że najlepszym rozwiązaniem dla miasta byłoby stworzenie miejsc pracy na
      miejscu - choćby w Horteksie, gdzie przed laty pracowało 1100-1300 osób.

      Anna Wasak
    • hansgrubber Re: Siemiatycze znowu pod lupą 11.02.07, 22:42
      No ciekawy tekst. Teraz takie Siemiatycze sa w calej Polsce a Bruksela w
      Irlandii, Wlk. Brytanii.
    • 220volt Re: Siemiatycze znowu pod lupą 12.02.07, 14:51
      1.Pamiętam dokładnie całą medialną kampanię, kiedy pismacy wszelkiego autoramentu leli łzy, ponieważ Polacy według nich byli skazani na 'europejską porażkę': statyczni, mało elastyczni, pozbawieni ambicji i - w gruncie rzeczy - leniwi. Było źle. Jakoś żadna z tych katastrofalnych cech nie pasuje mi do siemiatyczanina pracującego w Brukseli, wręcz przeciwnie. Niestety, okazuje się, że tak też jest źle...
      2. Okazuje się również, że narkomania, alkoholizm i rozwody, to 'zaraza belgijska'. Tam, gdzie się po bożemu siedzi na dupie i kupuje 'na zeszyt', tam nie ma z tym problemu. Wszyscy są szczęśliwi, mężowie wierni a "Arizona" przeterminowuje na sklepowych półkach...
      3. Podejrzewam, że w redakcyjnych bazach danych funkcjonuje rekord: "Siemiatycze - publicystyka troski społecznej" wraz z szablonem opisowym, pomagającym ambitnym redaktorom nie przeoczyć żadnej z możliwych do opisania cech apokalipsy: opuszczone dzieci, rozbite rodziny, rozpasana konsumpcja, pogoń za pieniądzem (jeśli coś opuściłem, to dlatego, że nie mam dostępu do tego szablonu). Tak to jest W SIEMIATYCZACH - po co ryzykować materiałem o tym, jak to jest możliwe, żeby przez 20 lat 'wreszcie naszej, suwerennej Rzeczypospolitej nr X' sprowadzić całe rejony państwa do poziomu wegetacji egzystencjalnej i zapewnić znacznej części obywateli zatrudnienie... w innych krajach?

      Na koniec poradnik, jak powinna wyglądać szczęśliwa siemiatycka rodzina w formie blogu:
      "To był dobry dzień. Tato zdobył aż pięć pieczątek zaświadczających, że w okolicy nikt go nie zatrudni - pani w Urzędzie Pracy pewnie go pochwali za aktywność. Kto wie, może znów zostanie Bezrobotnym Mięsiąca, tak jak trzy lata temu? Mnie się też udało, bo wylosowałam na dziś najcieplejsze buty. Romek jak zwykle protestował, że losowanie nie było uczciwe - a czy jak on wylosował większość podręczników i to dwa dni pod rząd, to ja coś mówiłam? Jakby mało było szczęścia z tym wszystkim, to mama wyliczyła, że po dostaniu zapomogi rodzinnej kupimy sobie CAŁE pęto 'Krakowskiej' (część na święta, ale część zjemy teraz!)!!! Tylko okazało się, że ta pani co odchodzi na emeryturę ze sprzątaczki w Urzędzie Miasta ma synową, która odziedziczy po niej etat, więc mama... Nic to.
      Popołudnie spędzimy jak zwykle razem. Mamy iść do Domu Kultury, gdzie burmistrz będzie witał turystę z Poznania. Podobno, żeby było atrakcyjniej, burmistrz ma być przebrany za żubra, a na estradzie będzie wisiało wielkie hasło promocyjne Ściany Wschodniej: 'Tu Nie Ma Nic - International Survival Zone 'Podlasie'' Podobna zawiązał się komitet protestacyjny przeciw temu 'Tu Nie ma Nic' i głoszą hasło "A czyste powietrze i zielona głusza to co?!'
      A jutro przyjeżdża Pani Redaktor z "Naszego Dziennika" zrobić z nami wywiad, jako z przedstawicielami szczęśliwej, zgodnej i trwałej rodziny z Siemiatycz. Mama się martwi, co będzie jak zechce ta pani herbaty albo - co gorzej - kawy? Może przywiezie swoją? Może nie dopije?!!!

      Marysia z Siemiatycz

      P.S. Poseł Piłka przysłał nam karnet na basen. Tata obiecał popytać znajomych, gdzie ten basen jest i ile się tam idzie. Dziękujemy Panie Pośle!"
      • hansgrubber Re: Siemiatycze znowu pod lupą 13.02.07, 01:31
        Masz jezyczek :) Podoba mi sie. :)
        • kanalia.siemiatycka Każdy dureń wie że... 13.02.07, 08:26
          W Siemiatyczach nie ma zwykłych ludzi...
      • tiger999 Re: Siemiatycze znowu pod lupą 13.02.07, 09:10
        Oj optymistka z Ciebie Volt, optymistka, żeby taką rozpustę szerzyć...
        krakowską i to całe pęto....
        • 220volt Re: Siemiatycze znowu pod lupą 13.02.07, 09:39
          Ja w kwestii formalnej: czyżbym coś PRZEOCZYŁ i teraz 'żyłA nieświadomA'??? A przecież wszystko jak było na miejscu, tak i jest - sprawdziłem... ;P

          I teraz już sam nie wiem, jak się pożegnać... Całuski??? Błeeee!
          • kanalia.siemiatycka Przeoczyłeś 13.02.07, 09:43
            Podskoczyło napięcie o 10 volt.
            • 220volt Re: Przeoczyłeś 13.02.07, 09:51
              Nominalnie. O ile dobrze pamiętam to PN dopuszcza wahania +/- 5% (a może V? głowy nie dam...). Mniejsza o to, skoro białostocki RE coraz częściej lansuje modę na wieczory przy świecach.
              • kanalia.siemiatycka chyba jednak volt 13.02.07, 10:03
                • 220volt Re: chyba jednak volt 13.02.07, 10:09
                  Oki, nie spieram się. Tym bardziej, że chyba trochę dryfujemy off topic :)
                  • markus06 Re: chyba jednak volt 13.02.07, 10:18
                    Volcik nie denerwuj się tak.... ale jak kliknę odpowiedź do twojego postu to mi
                    się co śtakiego pojawia jak poniżej

                    220volt napisała:

                    > Oki, nie spieram się. Tym bardziej, że chyba trochę dryfujemy off topic :)

                    Wiec jeżeli jesteś Volt, a nie Volt(a) to chyba masz coś w koncie źle ustawione.
                    Pa

                    • tiger999 Re: chyba jednak volt 13.02.07, 10:49
                      Racja to "napisała" zbiło mnie z tropu.
                      Sory Volt
                    • 220volt Re: chyba jednak volt 13.02.07, 10:51
                      Hmm... A to możliwe, bo konto mam 'odziedziczone' po płci pięknej. Udaję się zatem w kierunku panela administracyjnego :>

                      P.S. Nie to, żebym się denerwował, ale jak zacząłem czytać, że się komuś podoba 'mój języczek' i takie tam, to się poczułem zdziebko niepewnie jakby... Tyle ostatnio Ojciec Dyrektor mówił o zboczonej UE, ja jak niewierny Tomasz miałem z tego ubaw a tu masz! Myślałem, że dopust boży...
                      • 220volt Re: KONIEC 13.02.07, 11:03
                        Markus - dzięki, Tiger - nie ma sprawy, mój błąd ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka