Witam serdecznie,
Tak sobie siedze w pracy, a sloneczko pieknie przygrzewa. Temperatura podskoczyla do 25 stopni.
Pracowac sie mi nie chce, jakis len mnie dopadl, wiec wyciagnelam sobie mojego radixa i studiuje

.
Dopadlam moj nieszczesny

7 dom i go maltretuje, bo tam wlasnie pare planet mi sie skupilo.
Moze ktos z Was ma podobnie i moglby sie podzielic swoimi doswiadczeniami i przezyciami.
Otoz w 7 domu mam Marsa w Lwie, ktory sie pierwszy wyrywa to zwiazkow i do tego zawsze mi sie
przytrafiaja faceci, ktorzy chca byc na swieczniku

. Ale to mi jakos szczegolnie nie przeszkadza.
Do tego jest tez Saturn tez w Lwie i ta cholera mi zawsze rzuca klody pod nogi. Jeden odwolany slub,
choc dobrze sie stalo

nie zaluje. Ten Mars taki wyrywny, wchodzic za maz by chcial, a tu go
Saturn przytrzymuje. Strasznie meczace. To prawda, ze czesto ludzie z Saturnem w 7 domu,
pobieraja sie po 30? MAcie jakies doswiadczenia?
Do tego Ksiazyc w Pannie. Jest on w kwadracie do Slonca w 4 domu i ten aspekt mi daje do wiwatu.
Rozdarta jestem miedzy "szkielkiem i okiem a wiara i czuciem"

Juz sie w sumie do tego
przyzwyczailam. Do tego jeszcze kawdratura Neptuna do Ksiazyca z 10 domu
W 7 domu jeszcze mam Plutona w Wadze, ktory jest w trygonie do Sloneczka. Tego to nawet lubie,
bo dzieki niemu z kazdego zwiazku naprawde duzo wynosze, jestem jak przetransformowana.
Mam jeszcze wezel polnocny w Wadze i to by bylo na tyle

Jesli juz mowa o zwiazkach to trzeba wspomniec o Wenus, a ta jest w Raku i czasami lubi sobie
pocirpiec i zrobic z siebie ofiare

Czy ktos ma podobnie?
Pozdrawiam slonecznie z Lozanny
Paulina