aga9001
30.06.06, 07:11
Poszła wczoraj wieczorem matka polka z mężem swym na piwo. A tam pod
parasolami co chwila cześć, dzień dobry, dzień dobry, cześć...
Cholera czasami człowiek ma ochotę wyjść do knajpy i nie spotkać nikogo
znajomego, poczuć się nierozpoznawalnym a w tym mieście na to nie ma szans.
Parę miesiecy temu matka wyskoczyła z grupą ludzi z pracy na imprezkę w
wyniku zabawę zakończyła w dyskotece w jedynce, impreza udana, kac na drugi
dzień ogromy, mąż nic nie mówi nie komentuje, cud, miód i malina (nadmienie ,
że matka wróciła o 4 nad ranem :)
Ale..... ostatnimi czasy pojawia się w progach domostwa kolega męża i co ?
I temu koledze, jego kolega sprzedał newsa , że widział matkę w stanie
niezbyt odpowiednim jak tańcowała z facetem i z pewnościa nie był to mąż
widzianej. No cóż nie powiem matce się lekko głupio zrobiło, mąż spojrzał z
zaciekawieniem. Szczęście, żę mąż zaufanie ma i wie, że matce nie w głowie
skoki na boki, więc wysłuchał informację z uśmiechem i słowami : a to sie
pobawiła.
No i takie są uroki mieszkania w małym mieście, a jak się jeszcze pracuje z
mnóstwem ludzi szczególnie młodych to chyba lepiej nie wychodzić z domu. Ale
cóz czasami chce sie wyrwac i pobawić....