armaiti1
15.04.10, 21:41
Cześć dziewczyny. Mam zdrową siedmioletnią córkę po prawidłowej ciąży i jestem
po dwóch poronieniach (lipiec 2005 w 12 tygodniu i październik 2009 w 8
tygodniu). Po drugim poronieniu zrobiłam wszystkie badania wymieniane przez
Was na forum (w tym genetyczne) i dodatkowo jeszcze na ureaplasmę. Wszystkie
wyniki idealne. Mam świetnego ginekologa, któremu ufam i który jest świetnym
fachowcem od ciąży zagrożonych. Mój lekarz przyjmuje wyłącznie prywatnie, więc
postanowiłam zaoszczędzić na cytologii i umówiłam się do lekarza z umową NFZ.
Gabinet wybrałam po przeczytaniu pozytywnych opinii z pewnego portalu. W
poniedziałek byłam na wizycie. Lekarz badał mnie 60 minut. Zrobił mi
cytologię, kolposkopię i usg dopochwowe. Cały czas mówił, co robi i pokazywał
na ekranie. Kolposkopia (wykonywana ponoć standardowo przy każdej wizycie)
wykazała, że w okolicy wejścia do pochwy mam 2 malutkie (około 1 milimetra)
"pypcie". Po zrobieniu próby kwasem octowym, lekarz stwierdził, że są to
kłykciny kończyste. Przyznam, że zaskoczyło mnie to, że na ubezpieczenie
przebadano mnie dokładniej niż prywatnie. Lekarz powiedział, że z jego
wieloletniej praktyki wynika, że pacjentki dotknięte tym wirusem często ronią.
W internecie wyczytałam, że kłykciny przenoszą się drogą płciową i nosicielami
są mężczyźni, a lekarz powiedział, że skoro w różnych miejscach ciała mam
kilka takich "pypci" od zawsze to znaczy, że taka moja uroda! I teraz moje
pytanie: czy którakolwiek z Was kiedykolwiek była badana w tym kierunku?
Jakieś doświadczenia? Czy faktycznie, to może być przyczyną poronień?