Witajcie. Myslalam ze dwa lata temu ostatni raz bylam na tym forum. Niestety dzis uslyszalam, ze nie widac zarodka (ciaza wg OM 7t) i ciaza prawdopodobnie obumarła. Zdziwilo mnie to bo jeszcze wczoraj bylam na IP, z powodu lekkiego krwawienia i lekarz powiedzial ze jest echo zarodka i ze serce bije powoli, bo ciaza jest mlodsza niz to wynika z OM, wiec powinno sie "rozbujac". Kazal brac duphaston, nospe i lezec. Ale po poludniu zaczal mnie bolec brzuch..dosc mocno, i tak skurczowo. I tak pobolewal do wieczora. Dzis bylam u swojego lekarza i uslyszalam to co uslyszalam. W rezultacie mam przyjsc za tydzien na USG i bedzie widac czy sie ciaza rozwija, czy nie. Ale ja caly czas czuje taki scisk w macicy. Wiem jaki to bol, kiedy sie traci ciaze, bo juz dwa razy mam za sobą. Raz niestety mialam zabieg a za drugim na szczescie samo sie oczyscilo. Nie wiem w zwiazku z tym, czy jest jakakolwiek szansa, ze za tydzien bedzie ladnie bilo serduszko, ale nie robie sobie nadziei. Raczej marze o tym, zeby nie musiec przezywac koszmaru pobytu w szpitalu

... Jest nadzieja, ze poronie bez koniecznosci mechanicznego czyszczenia?