Dodaj do ulubionych

Przyjaciółka roni

28.07.11, 15:25
... właśnie dziś, a ja nie wiem jak ją pocieszyć.
Napisała mi, że ma w tej chwili podany cytotec w szpitalu i czeka na finał. Rozpacza straszliwie, bo na dziecko czekali kilka lat.

Pomóżcie dziewczyny proszę...
Obserwuj wątek
    • annika23 Re: Przyjaciółka roni 28.07.11, 19:29
      Moja koleżanka poroniła miesiąc temu, trudno było mi ją pocieszyć, tym bardziej, że między naszymi ciążami były...3 dni różnicy. Starałam się pisać jej smsy, żeby się 3mała, że będzie miała jeszcze dzieci, że jest silna itp. Nie wiem czy jej pomogłam, ważne,żeby nie zostawić tej osoby samej. Mi bardzo pomogło to forum- nikt mnie tak nie rozumiał jak dziewczyny, które przeszły to samo.
    • linaaaa.2 Re: Przyjaciółka roni 28.07.11, 23:32
      Najgorsze co może być to udawanie, ze nic się nie stało, unikanie tematu. Wręcz przeciwnie, stwórz taka sytuację, żeby przyjaciółka mogła się wygadać. jeśli nie w najbliższych dniach to może tygodniach. Mnie wszyscy traktują tak jakbym nie była w ciąży. nikt nie wie, ze nie ma dnia żebym o tym nie myslała. Nie mam z kim o tym porozmawiać.
      • dzieciusie3 Re: Przyjaciółka roni 29.07.11, 07:25
        Jest to najgorszy okres w życiu "chyba"każdej kobiety,a te dziewczyny które to przeszły wiedza co piszę ! Nie powinno się takiej dziewczyny zostawiać samą z tym co się stało.Napiszę jak było u mnie. Do mnie wszystko doszło po 4 dniach,a tak to chyba wyglądałam na silną.Później przez ponad 6 miesięcy zmagałam się z bólem który we mnie siedział (psychicznym )i z tym,że bardzo potrzebowałam rozmowy własnie o tym co się stało.Nikt nawet nie podjął takiej próby,a dla każdego chyba mój zabieg łyżeczkowania było raczej "wycięciem wyrostka"niż utratą dziecka!!! Natomiast moja koleżanka miała dobrze bo wiele ludzi próbowało z nią o tym porozmawiać jednak on odpychała ich-to też jest jakaś próba nawiązania z jej strony kontaktu- bardzo chce rozmowy,ale jak ktoś próbował to ona była wtedy zła na cały świat.To są normalne emocje i czasami wystarczy tylko żeby ta druga osoba wiedziała,że przy niej jesteś...
        P.S.
        Pomóc tu tylko może czas...
    • joszka30 Re: Przyjaciółka roni 29.07.11, 09:33
      To trudna sytuacja tez dla pocieszyciela, bo niby jakie słowa i gesty dadza ulgę?..
      generalnei dla mnei pomocne było ze ktos uznawal, że: JEST problem, bez względu na czas trwania ciązy. Bo nei traci się zarodka, płodu, tylko dziecko, albo wyobrażenia o nim. Ona juz było, już wymyslalismy imiona, wyobrażalismy sobie reakcje otoczenia na Nowego Człowieczka.
      Mysle ze bardziej bądx oprzy niej. nawet mówiac, nei wiesz, co masz mówić w takiej syatucji, ale ze bardzo, bardzio Ci przykro, że ogromnie jej współczujesz, ze to bardzo trudne, ze widzisz jak jej jest trudno, smutno, ze mam prawo się smucicc. A już na pewno nie jest pomocne mowinie, ze jeszcze będzie miała dzieci. Moze i będzie, ale własnie starciła to konkretne, i po tym konkretnym płacze, bez względu czy pojawią sie inne. I niepomocne jest też mówienie,że jest silna i da radę...
      Mnie w tych chwilach mniej chodziło o konkretne słowa, a bardziej o obecność, to ze ktoś wysluchiwał ze mi smutno. Nie mów tez ze to się zdarza. niech ona smam kiedys do tego dojrzeje. Mzoesz ją za jakiś czas odesłac na jakieś fora. Bo nikt nie zrozumie roniącej jak inna , która poroniła..
      Ty jej nie pocieszysz. Nie stawiaj sobie takiego oczekiwania, a bardziej jej towarzysz, daj sygnal, że jestes gotowa jej wysłuchac. I nie blokuj jej łez, własnie nie pocieszaj, tylko towarzysz jej.. I cos co pomaga, to własnie opłakiwanie tego.
      ja tylko powiem, że w tych chwilach zrewyfikowały sie moje "przyjaciółki". Jedna;
      po uprzejmym wysłuchaniu moich zali; uznala, że i tak nie mam najgorzej, bo mam już 1 dziecko... A druga umilkła na parę tygodni. Zero kontaktu. pewnie dlatego, że nie wiedziala jak się zachować?...
      • justyna8319 Re: Przyjaciółka roni 29.07.11, 11:27
        Chyba każdy reaguje w inny sposób, ale staraj się być przy koleżance. Mi najbardziej za każdym razem pomagał mąż. Siedział ze mną przez cały czas jak byłam w szpitalu (od samego rana aż do nocy bo po zabiegu wychodziłam na własne żądanie). Nie wiem co bym bez niego zrobiła.
        Ja straciłam dziecko 3 razy. Za pierwszym razem zamknęłam się całkowicie w domu, jedyną osobą z którą chciałam rozmawiać i widzieć był właśnie mój mąż. Unikałam wtedy wszystkich: znajomych, rodzinę, wszystkich. Po drugiej stracie musiałam się już bardziej przełamać do ludzi bo pochowałam swojego Synka, więc na pogrzebie musiałam się spotkać z rodziną. Teraz jestem świeżo po trzeciej stracie i jest mi strasznie ciężko ale rozmawiam z rodziną i bliskimi o tym co się stało, wręcz nie chcę siedzieć sama w domu bo czuję że oszaleję. Chyba dlatego że oni również już teraz dostrzegli że jest to prawdziwa tragedia... Jestem też na środkach uspokajających i nasennych (zapisał mi gin) i to też trochę pomaga ale wiem że niedługo będę musiała je odstawić. Najgorsze właśnie co można w tej sytuacji zrobić to udawać że nic się nie stało... bo stało się... stało się to co dla matki jest najgorsze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka