fiona_sz
12.10.04, 18:59
Straciłam dwie ciąże w ciągu tego roku. Nie mam dzieci. Czekałam na
odpowiedni moment, już teraz wiem, że takie planowanie jest bezsensem. Czekam
aż ten rok się skończy, bo nie przyniósł mi nic dobrego. Mam nadzieję
(wciąż), że przyszły rok będzie lepszy. Ale do rzeczy. Po pierwszym
poronieniu szybko wzięłam się w garść, trzy m-ce później znowu byłam w ciąży.
I znowu to samo. Rozpaczałam tydzień, potem wydawało mi się, że zaczynam
wracać do równowagi. Od zabiegu mija miesiąc. I jakieś dwa tygodnie temu
zaobserwowałam u siebie dziwną rekację. Tak jakbym była uczulona na kobiety
z widoczną ciążą. Bez względu na to, czy to moje koleżanki, czy obce osoby,
jak widzę kobietę w ciąży to czuję w środku nagłe zlodowacenie, żal, złość i
najchętniej bym zrobiła tej kobiecie coś złego. Wiem jak to brzmi i dlatego
się pytam - czy to normalne? Mam wtedy ochotę krzyczeć, odczuwam strasznie
intensywnie niesprawiedliwość losu i czuję też bezsilność. Za pierwszym razem
tak nie miałam. Czy macie podobne odczucia? A na dodatek te kobiety w ciąży
są wszędzie! Pracownica księgarni, kobieta przede mną w kasie, druga na sali
w Geancie i do tego Drzyzga w Geantowskim telewizorze... najchętniej
wysłałabym je wszystkie na inną planetę.