Minely juz prawie trzy lata.
Trafilam na to formu troche przez przypadek, przeczytalam "Pozegnanie z
fasolka" i uswiadomilam sobie, ze tak na prawde nikomu sie nie wyzalilam,
nikomu nie opowiedzialm jak bylo...
Od poczatku nie czulam sie najlepiej. Mialam jednak jakies zobowiazania w
pracy, plany , spotkania. Chcialam jeszcze troche popracowac. To byla sroda,
osmy tydzien. Bardzo stresujacy dzien. Zdenerwowalam sie jak rzadko mi sie
zdarza. Po powrocie do domu zauwazylam plamienie. Nie wpadlam w panike.
Pomyslalam, ze musze odpoczac i ze jeszcze dwa dni i weekend i w piatek
wybiore sie do lekarza. Tak tez zrobilam. Dostalam dufaston i nakaz lezenia
plackiem. W niedziele rano stalo sie. Pobieglam do toalety. Gdy zobaczylam co
ze mnie wylecialo, nie mialam wielu zludzen. Szpital, lyzeczkowanie. Polozyli
mnie na sali z dziewczynami ktore caly czas nawijaly. Byly ciekawe co mi
jest. Chcialam byc sama. Chcialam plakac. Jeszcze tego samego dnia wyszlam do
domu. Plakalam. Swiat przestal dla mnie istniec. W ciagu trzech tygodni
dwukrotne przewartosciowanie calego zycia, to bylo dla mnie zbyt wiele. Tak
bardzo pragnelam dziecka. Wiecie jak to jest... Szesc miesiecy do nastepnej
proby wydawalo sie wiecznoscia. Cierpialam widzac kobiete w ciazy,
niemowlaka... Maz sie wsciekal kiedy probowalam z kimkolwiek o tym
rozmawiac. Byl na mnie zly kiedy powiedzialam przyjaciolce. Mielismy
zapomniec, udawac ze nic sie nie stalo. Kiedy mozna bylo juz probowac,
pojechalismy na wakacje. Bylo cudownie. Zaczelam nurkowac. Wydawalo mi sie ze
juz nic innego nie jest mi do szczescia potrzebne. Zbuntowalam sie. Nie chce
juz zadnego dziecka - myslalam - nie jest mi potrzebne. W pracy nowe zadania,
interesujace projekty. Poukladalam sobie wszystko na nowo. Mialam plany. Bylo
mi dobrze.
Zobaczylam na tescie dwie kreseczki. Nie wiedzialm cieszyc sie czy plakac.
Caly czas balam sie, ze historia sie powtorzy. Odetchnelam gdy minal osmy
tydzien... To nie byla latwa ciaza. Wiele razy zadawalam sobie pytanie, czy
dziecko ktore urodze bedzie zdrowe, skoro po drodze spotyka mnie tyle
przeciwnosci. A jednak jestem mama cudownego roczniaka

)))Jestem bardzo
szczesliwa!
Wydarzenia sprzed trzech lat dalej bola. Wlasciwie nigdy nie zadawalam sobie
pytania po co to wszystko. Uwazalam ze to bezsensowne cierpienie. Po co Bog
cos daje, skoro ma zamiar zabrac? A jednak dzis mysle, ze to wszystko czegos
mnie nauczylo. Ze w zyciu trzeba umiec wybierac, bo nie mozna miec
wszystkiego.
Dzieki dziewczyny ze jestescie! Ze jest takie miejsce, ze tu trafilam i
dzieki, jesli ktokolwiek dotrwal do konca...
Pozdrawiam,
Kaja