Dodaj do ulubionych

Rodzeństwo w żałobie

12.01.05, 19:40
Mam pytanie do wszystkich którzy mają podobną sytuację. Mianowicie, prawie
4miesiące temu straciłam Dzidziusia w8m ciąży. Mój 4,5-letni synek oczekiwał
braciszka, cieszył się, jak to dziecko. Po tym strasznym wydarzeniu
(wytłumaczyliśmy Mu jak najprościej co się stało) Maciek zaczął mieć problemy
ze snem, budził się, bał się ciemności.Teraz powoli to mija. Bardzo często
wspomina Maksia, mówi, że go kocha, iże jest mu smutno, że był chory i
słaby.Pyta, czy będzie aniołkiem tak jak Maksio i czy Go zobaczy.Chętnie
chodzi na cmentarz, ale najwięcej wspomnina w domu. Często mnie pociesza, gdy
widzi, że płaczę.Często planuje imię kolejnego rodzeństwa.Nie może się
doczekać, dotyka mojego brzucha i pyta, czy już jest tam dzidziuś.odkrywam w
moim synu niesamowicie 'dorosłe' pokłady wrażliwości i mądrości.Czy
spotkaliście się z taką reakcją u innych dzieci? Czy ta tęsknota i żal u tak
małego człowieka nie wpłynie negatywnie na jego życie?proszę o pomoc,
podzielcie się swoimi spostrzeżeniami
Obserwuj wątek
    • ginger_77 Re: Rodzeństwo w żałobie 13.01.05, 12:42
      Heath, u mnie sytacja wyglada tak, ze miesiac temu stracilam maluszka w 4mies.
      Mam prawie 3 letnia coreczke. Jest mlodsza od Twojego synka wiec i mniej
      rozumie, ale o ciazy wiedziala, bardzo sie cieszyla, glaskala i gadala do
      brzuszka - jak na 3,5 mies. mialam bardzo duzy brzuch. Jak po poronieniu bylam
      w szpitalu i Mala pytala o nas, maz powiedzial jej, ze dzidzi juz nie ma,
      poleciala do Nieba i jest malym Aniolkiem. Madzia zaakceptowala to bardzo
      latwo. Po moim powrocie do domu, podobnie jak twoj synek, pocieszala mnie jak
      plakalam, przytulala i mowila: nie placz, jestem z Tobasmile)) Nie wiem, skad u
      trzylatki takie powiedzenia. Tak naprawde nie zdaje sobie chyba sprawy dlaczego
      mama placze. Nie mowilam jej z jakiego powodu, bo nie chcialam jej dokladac
      zmartwien. Ostatnio powiedziala mi, tak po prostu sama od siebie: Mamo wiesz,
      ten dzidzius polecial do nieba, lezy sobie tam na krzeselku i jest mu dobrze.
      Bardzo mnie tym zaskoczyla. Dzieci chyba rozumieja duzo wiecej, niz nam sie
      wydaje.
      Sciskam mocno
      • heath2 Re: Do ginger77 16.01.05, 11:31
        Dzięki zadobre słowo. Mój maciek teraz czeka na kolejnego Dzidziusia, klepie
        mnie po brzuchu i pyta o termin... Chciałabym spytać o Twojego Aniołka, jeśli
        możesz coś napisać byłabym wdzięczna.Ja też od początku ciąży miałam duży
        brzuch, dziecko było też duże (3600 g), dużo wód płodowych, ale przyczyna zgonu
        nieznana. Wiem tylko tyle, że łożysko szwankowało, ale lekarze są bezradni Jak
        było u Ciebie?
        • ginger_77 Re: Do ginger77 17.01.05, 12:13
          Witaj,
          Ja jeszcze czekam na wyniki badania hist-pat. Bedzie to badanie lozyska i
          plodu. U mnie to bylo tzw. pozne poronienie i kwalifikuje sie do takiego
          badania, zeby znalezc ew. przyczyny. Badanie mam odebrac w ten czwartek i wtedy
          bede wiedziala czy np. dzidzius byl chory. Najbardziej prawdopodobne jest
          jednak to, ze nie wytrzymala moja szyjka. W pierwszej ciazy tez sie skracala,
          tylko,ze troche pozniej. Mialam w 21 tyg. zakladany szew i potem juz bylo
          dobrze. Teraz ta szyjka skracala sie wczesniej i bylam na 15 grudnia umowiona
          do szpitala na ten szew. Od poczatku siedzialam w domu na zwolnieniu,
          oszczedzalam sie, dzieckiem zajmowala sie opiekunka. Trzy tygodnie wczesniej na
          USG wszystko bylo dobrze. No i 12 grudnia dostalam krwotoku, poronienie w toku,
          nie bylo juz ratunku. Odchodzily mi wody, ale wszystko sie zatrzymalo i w sumie
          trwalo to 27 godzin. Bylam w takim otepieniu, a z drugiej strony poczulam ulge,
          ze to juz sie wreszcie skonczylo, ze nawet nie pomyslalam, zeby zobaczyc
          maluszka. Sami nie pokazuja zwlaszcza, ze w moim przypadku jest to traktowane
          jak poronienie. Nie wiem w tej chwili jakie byly rozmiary i waga dziecka
          (musialo byc malenkie bo przy parciu nic nie poczulam), nie stwierdzono takze
          plci - to badanie pewnie wszystko powie. Jesli to wina szyjki bede sie
          zadreczac, ze zabraklo glupich czterech dni, jesli wady genetyczne to bede sie
          bala nastepnej ciazy...
          Co tydzien pale w kosciele swieczuszke za mojego Aniolka, mielismy tez msze za
          rodzine (bo za dusze nienarodzonego dziecka nie odprawia sie mszy). To
          wszystko, a takze rozmowa z Ksiedzem i psychologiem pozwolilo mi pozegnac
          Malenstwo. Na poczatku chcialam pochowac dzieciatko, ale przy tak malej ciazy z
          wielu powodow nie jest to proste. W koncu zdecydowalismy sie z mezem na takie
          rozwiazanie, czyli kremacje w szpitalu.
          Przepraszam, ze sie tak rozpisalam, ale jakos samo ze mnie wychodzi... Czsami
          juz mi duzo lepiej, mysle o kolejnej ciazy itp, ale czasami... Mam straszna
          hustawke nastrojow.
          Bardzo mocno Was sciskam. Ucaluj Maciusiasmile
          • heath2 Re: Do ginger77 17.01.05, 21:20
            Bardzo Ci współczuję, to nie są puste słowa, sama to przeżyłam. Na pewno nie
            powinno się stopniować cierpienia, ale muszę stwierdzić, że jakoś sobie radzę.
            Nie widziałam syneczka, nie pomyślałam o tym, żeby poprosić o to. Ale nie
            wyobrażam sobie straty dziecka, które pożyło trochę ze mną.Zwariowałabym lub
            zrobiła coś sobie. Właśnie dzwonił do mnie tata Agniesi (ma swoją stronę),
            wysłałam im trochę strzykawek, o które prosili. Ich córeczka ma 7 m-cy , a waży
            3700g i nie wiadomo jak długo pożyje. Podziwiam ich siłę, chęć walki.Ten świat
            jest przerażający.Będę próbowała jeszcze raz urodzić zdrowe dziecko, chyba że
            badania genet., na które czekamy nie pozwolą na to.Nie jest łatwo mieć
            nadzieję, ale staram się.Dzięki mojemu nieżyjącemu Synkowi zaczęłam bardziej
            zauważać duchową stronę życia.Ale do kościoła jeszcze długo nie pójdę. To jest
            miejsce, gdzie dla mnie nie ma ducha w ogóle.Przykro mi z tego powodu, może
            kiedyś to się zmieni. Pozdrawiam
            • ginger_77 Re: Do heath 18.01.05, 13:25
              Heath, bede mocno trzymala kciuki, zeby wszystkie badania wyszly wam jak
              najlepiej i zebys mogla miec jeszcze jedno zdrowiutkie dzieciatko. Musimy
              wierzyc, ze najlepsze jeszcze przed nami!!!
              Napisz mi co to za Agniesia, a najlepiej podaj link do jej strony. Jesli mozna
              w jakis sposob pomoc jej i rodzicom zrobie to bardzo chetnie.
              Pozdrawiamsmile
          • zaisa Do ginger77 18.01.05, 11:10
            Witaj
            Moje Maleństwo straciłam ok. 14 tc (od OM było w trakcie 15-go, ale chyba
            dzidziuś był młodszy o 1-1,5 tyg.) Stało sie to 3-go XI a na 4-go miałam być u
            lekarza właśnie specjalnie po to, by sprawdzić, jak sprawuje się szyjka. Kilka
            dni przed poronieniem był krwotok ("szyjka jak do poronienia", "wygląda jakby
            chciała wszystko wypluć" - tak określiła ją lekarka na izbie przyjęć - dzidzuś
            sobie beztrosko baraszkował), ale wszystko się uspokoiło. W przeddzień
            poronienia na usg Malutka sobie rozrabiała i wyglądała zdrowo a szyjka miała 3
            cm i była zamknięta. Tego dnia pobrano również materiał z szyjki na posiew. Tego
            dnia zaczęłam świeżo plamić, co w szpitalu klinicznym Akademii Medycznej
            zbagatelizowano i zamierzano mnie wypisać. Następnego dnia, po kilku godzinach
            skurczy, o których najpierw nie miałam pojęcia, że są skurczami a potem
            wypychałam ze świadomości taką możliwość (właściwie do końca wierzyłam, że może
            to zapalenie wyrostka albo jakiś skręt kiszek) poroniłam Malutką.
            Żałuję, że dałam się zwieść słowom położnej i lekarki "Niech pani nie patrzy" i
            nie zażądałam pokazania Maleństwa.
            Widziałam tylko łożysko .
            Długo miałam do siebie pretensje, że pobranie materiału z szyjki i usg, także
            dopochwowe, były tego samego dnia. Że może to podrażniło szyjkę i spowodowało
            skurcze.
            Wynik hist-pat. wykazał, że łożysko było w porządku, Malutka (stąd się
            dowiedziałam, że to była córeczka) "bez wad rozwojowych". Za to było ostre,
            masywne, ropne zapalenie błon płodowych z ogniskami martwicy. Niestety, badań
            genetycznych nie robiono. I chyba standardowo się nie robi. Szkoda. Bo miałam na
            to cichą nadzieję, skoro i tak na wyniki musiałam czekać 6 tyg.
            Posiew z szyjki wyszedł jałowy. Z łożyskiem nic się nie działo. Tak naprawdę
            nie wiadomo skąd się wziął ten stan zapalny. Jakieś zakażenie... Ale jakie, którędy?
            Aha, badania w szpitalu były najlepsze w całej ciąży.
            I cały czas mam żal do siebie, że byłam taką pokorną pacjentką. Być może nie
            dałoby się nic zmienić, ale... Dlaczego zbagatelizowano plamienie? Dlaczego na
            obchodzie lekarz nie dał mi powiedzieć, że mnie boli, tylko się odwrócił?
            Dlaczego tyle czekałam na lekarza mając skurcze? Jeśli to juz było poronienie to
            może nie musiałoby to trwać tak długo? Dlaczego...?
            Przepraszam Ginger, że się tak rozpisałam. Tak naprawdę to chciałam napisać, że
            mi przykro i smutno z powodu Twojego Dzieciątka. I że nawet szczegółowe badanie
            histopatologiczne może nie ujawnic przyczyn tej straty. I zapytać się, skąd
            wiesz, że będzie badanie genetyczne?
            Pozdrawiam
            • ginger_77 Re: Do zaisy 18.01.05, 13:52
              Zaisa, dobrze, ze napisalas to wszystko, po to wlasnie jest to miejsce.A
              czasami po prostu trzeba komus opowiedziec co sie czuje. Bardzo Ci wspolczuje
              i strasznie mi przykro, ze to dotyka tyle kobiet.
              Tych pytan bez odpowiedzi zawsze jest mnostwo, szukamy gdzies winy, przyczyny.
              Ja zadreczam sie, ze to moja wina, ze moglam jeszcze bardziej na siebie uwazac,
              ze, ze, ze.....W szpitalu, tez mialam chwile kiedy po prostu nie wierzylam
              lekarzom i pytalam dziesiatki razy czy aby napewno nie ma juz ratunku.
              Tak naprawde pewnie jest tak, ze takie poronienie w toku jest nie do uratowania
              i niezaleznie od tego czy lekarze zrobili cos w danej chwili czy nie, nie
              zmienilo by to sytuacji. A my nie chcemy sie z tym godzic i szukamy gdzies tej
              winy... Ja nawet mialam taka akcje, ze po powrocie ze szpitala wyrzucilam cos,
              co wydawalo mi sie, ze przynioslo pecha - glupie, nie?
              Jesli chodzi o badania genetyczne to jako takich nie bedzie chyba. Mialam na
              mysli to, ze badanie histopatologiczne moze ujawnic jakies ew. genetyczne wady
              dziecka, ale moze sie myle. Wiem, ze moze sie nic nie okazac. Prawdopodobnie to
              jednak ta szyjka...
              Zaisa, a co na wynik tego badania - mam na mysli to zapalenie powiedzial Ci
              lekarz? Czy to bylo bezposrednia przyczyna? I czy mozna sie przed tym jakos w
              przyszlosci ustrzec?
              Pozdrawiam cieplutkosmile
              • zaisa Do Ginger - cd 21.01.05, 12:17
                Dziękuje za dobre słowa.
                Tak zadręczamy się pytaniami "dlaczego?" Ale nie nazywałabym tego szukaniem
                winy, tylko szukaniem przyczyny. I tak najczęściej winy szukamy w sobie - we
                własnych organizmach. Czułam, że zawiodłam to Maleństwo, które czuło się
                wewnątrz mnie bezpiecznie. Zwłaszcza, że do wyniku hist-pat. to wyglądało, że
                moja macica poczuła się podrażniona, no i zaczęły się skurcze. Po hist.-pat.
                okazało się, że macica pozbyła się solidnego ogniska zapalnego. Niestety, z
                dzieckiem wewnątrz...
                Jako przyczyna bezpośrednia jest to pewne.
                Chyba z tym krwotokiem do szpitala trafiłam z poronieniem zagrażającym, choć
                nikt tak tego nie określił. Gdzieś w internecie, chyba w materiałach z jakiegoś
                sympozjum, trafiłam na informację, że zapalenie błon płodowych często występuje
                po krwotoku. Jakoś wtedy dochodzi do zakażenia bakteryjnego, które musi b.
                szybko się rozwijać, bo najczęściej od zakażenia do pierwszych skurczy mija 28
                godz. (To u mnie wychodzi, że do zakażenia musiałoby dojść już w szpitalu) W
                innym miejscu doczytałam, że czasem zdarza się, że błony samoistnie się
                zaleczają i ciąża trwa dalej.
                A lekarz... W zasadzie nie powiedział nic konkretnego. To były takie
                konsultacje połączone z odebraniem wyniku hist-pat. Taki standard na Karowej w
                W-wie. Powiedział, że musiało dojść do zakażenia bakteryjnego 1-2 tyg.
                wcześniej. Ale jak? Bo ja wtedy wygrzebałam się wreszcie z wirusów
                przeziębieniowych i miało byc dobrze... Posiew był jałowy a pan dr twierdził, że
                do zakażenia musiało dojść przez szyjkę. (na moją logikę mogło tylko w trakcie
                tego krwotoku, bo inaczej skąd ten jałowy posiew?) Sugerował również możliwość
                wystąpienia bakterii w nasieniu męża. Czyli miałyby siedzieć tam w środku od
                momentu poczęcia? Jakoś trudno mi uwierzyć, że po trzech miesiącach w
                towarzystwie bakterii w macicy u dziecka nie stwierdzonoby żadnych wad
                rozwojowych. Jedyne badania, jakie zalecił to badanie nasienia męża, koniecznie
                z bakteriami.
                I znowu wątpliwośc - jeśli mój mężczyzna hoduje w sobie bakterie to czy nie
                powinno ich być również u mnie?
                O sugestie na przyszłość się nie pytałam, lekarz sam z siebie nie mówił. I tak,
                gdyby nie moje pytania po "Dziękuję, to wszystko" pana doktora, to wizyta
                trwałaby o połowę krócej.
                Wyniki widział też lekarz w szpitalu na Solcu, który robił mi usg kontrolne.
                Stwierdził "To musiało się rozegrać gdzieś wyżej" i spytał się, czy było badanie
                genetyczne. Ale sam sobie od razu odpowiedział, że nie, cóż zna standardy
                postępowania. (Dlatego m.in. pytałam się o Twoje badania) Lekarza własnego wciąż
                szukam - ten,co prowadził ciążę w czasie mojej "nieobecności" związanej z
                poronieniem przestał w tej przychodni pracować, do dwóch kolejnych pań doktor
                jakoś zaufania nie poczułam, trzecią polecił mi ten lekarz od usg, ale ona też
                już w przychodni nie pracuje. No i teraz mała(?) stagnacja wystąpiła - chyba się
                tym zmęczyłam. I jeszcze jakieś tasiemcowe przeziębienie nie chce się ode mnie
                odczepić. Ale jak wreszcie dotrę do lekarza, to na pewno pytania będę zadawać i
                jak coś nowego się dowiem to dam znać.
                Spróbuj nie gnębić się tą szyjką. Wiem, że tak po prostu się nie da.
                A co do lekarzy - chciałabym miec pewność, że zrobili wszystko, co się dało by
                uratować Maleństwo. Ale jej nie mam. Raczej na odwrót. Ale to już kolejny temat
                a to co piszę od dawna nie ma nic wspólnego z pierwotnym tematem wątku.
                Przepraszam za to czytające.
                Ginger, pozdrawiam serdecznie i choć trochę słonecznie, bo za oknem szarosmile
                • ginger_77 Re: Do Zaisy - cd 21.01.05, 13:24
                  Zaisa,
                  Ja tez lezalam na Karowej. Mam tam swoja lekarz prowadzaca, ale ona sie mna
                  wtedy nie zajmowala. Co do lekarzy, nie mam takich watpliwosc jak ty, bo u mnie
                  bylo poronienie w toku, wiec nie dalo sie go zatrzymac. Natomiast faktem jest,
                  ze wiecej zyczliwosci, cierpliwosci uzyskiwalam od poloznych - naprawde
                  fantastycznych kobiet. Lekarze - krotka pilka - tak i tak, bez wielu wyjasnien.
                  No ale z drugiej strony troche ich rozumiem. Jesli diagnoza jest jasna...
                  Ja swoje wyniki hist-pat odebralam wczoraj, wiec mozesz sie domyslac jak sie
                  czujesad Powtwierdzily sie moje przeczucia - to byl Synek. Byl bez wad
                  rozwojowych, pepowina tez ok, lozysko w zasadzie w porzadku tzn. byly jakies
                  obrzeki kosmkow niewielkie i zarowno moja lekarz i patomorfolog ze szpitala
                  powiedzieli, ze moglo to byc spowodowane poronieniem, ale moglo tez wskazywac
                  na jakies nieprawidlowosci. Ale poniewaz generalnie obraz byl prawidlowy - nie
                  wiadomo do konca i nie bardzo jest sie czego "uczepic" w tym lozysku. Niemniej
                  jednak poniewaz wczesniej mialam te plamienia i krwiaczka to raczej wg. mojej
                  lekarki nie tylko szyjka zawinila. Przyczyn juz chyba nie znajde i nie wiem juz
                  czy chce dalej szukac i w to sie zaglebiac.
                  A jesli chodzi o badania genetyczne to dowiedzialam sie, ze niestety ale w
                  Polsce nie ma w standardzie robienia takich badan, moze jakos tam mozna, ale
                  pewnie jest to trudne. W kazdym razie lekarze nie zleca, tym bardziej po 1
                  poronieniu.
                  Przykro mi z powodu Twojej sytuacji z tym zapaleniem. Ach, czlowiek jest w tym
                  wszystkim taki bezsilny. Mam nadzieje, ze teraz juz wszystko sie ulozy, ze
                  znajdziemy my i inne dziewczyny sile i wiare w przyszlosc. Jesli chcesz to moge
                  polecic Ci jakiegos lekarza - daj znac to napisze Ci na priva. Sama chyba tez
                  sie jeszcze wybiore na jakas wizyte. Czasami mam wrazenie, ze przesadzam, ze
                  powinnam dac sobie spokoj z szukaniem. A czasami chcialabym uslyszec opinie
                  jeszcze jednego lekarza mimo, iz nie mam zadnych podstaw, zeby nie ufac swojej
                  lekarce.
                  No i tak, ja tez sie rozpisalam na tamat "poboczny"smile
                  Pozdrawiam rowniez slonecznie w ten niesloneczny dziensmile. Milego weekendu i
                  abys mogla juz mniej sie martwic i odnajdywac duzo radosci z codziennych rzeczy.
                  Mam nadzieje, zostajemy w kontakciesmile
                  • zaisa Re: Do Zaisy - cd 21.01.05, 14:18
                    Napisz, prosze, kogo mozesz polecic. Albo na gazetowy, albo askaz@polbox.com Oba
                    czasem szwankujawink Watpliwosci - np. to, ze pojawilo sie swieze plamienie i
                    mimo, ze nie okreslono przyczyny, to chciano mnie wypisac. Albo to, ze jak
                    chcialam powiedziec lekarzowi na obchodzie o bolu w dole brzucha, to zobaczylam
                    tylko jego plecy oraz plecy kilkunastu studentow. Moze na patologii ciazy
                    byloby inaczej ale na ginekologii bylo jak bylo.
                    Bezsilność to wlasciwe okreslenie.
                    Dzieki! Za wszystkie dobre slowa i zyczenia. I - nawzajem!
                    • ginger_77 Re: Do Zaisy - cd 24.01.05, 13:05
                      Hej! Wyslalam na obydwa adresy. Jakby zaszwankowalowink to daj znac. Bedziemy
                      slac do skutkusmile
                      Mam nadzieje, ze ktos z poleconych przeze mnie Ci zapasuje a co najwazniejsze
                      pomoze.
                      No dobra zmykam do pracy, bo siedze na forum, a robota czeka....
                      Pozdrawiam
    • heath2 Re: Rodzeństwo w żałobie 20.01.05, 22:12
      Właśnie wracam ze strony Agniesi. Ona ma zespół Edwardsa.Jest taka pogodna,
      wygląda na zdrową, ale jest taka maleńka...Strona Agniesi lub Agnieszka Anna
      Wysocka.
      • ginger_77 Re: Rodzeństwo w żałobie 24.01.05, 16:46
        Czesc,
        Bylam na stronie Agniesi. Naprawde wspaniala dziewczynka. Obiecalam pomoc na
        ile bede mogla. Trzymam za nich mocno kciuki.
        Pozdrawiam,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka