Dodaj do ulubionych

nie radze sobie

05.05.05, 16:34
Dlugi weekend spedzilam w szpitalu. Trafilam tam z krwawieniem. 6 tydzien
ciazy. Juz wstepne USG nie wrozylo najlepiej, ale mialam nadzieje. Nastepnego
dnia kolejne USG potwierdzilo poronienie i dalo wskazania do lyzeczkowania.

Jestem juz w domu. Fizycznie jest OK, psychicznie nie moge sie pozbierac. Nic
mi sie nie chce, na niczym nie moge sie skupic. i nie mam z kim pogadac.
Wszyscy pytaja, jak sie czuje, a ja nie wiem, co odpowiedziec, bo nie umiem
okreslic tego stanu.

Mam wrazenie, ze przydaloby mi sie wsparcie psychologa, ale nie stac mnie na
wizyte, wiec pomyslalam, ze tutaj napisze...

Pomozcie mi, prosze...

Kania
Obserwuj wątek
    • kathrin78 Re: nie radze sobie 05.05.05, 16:56
      Na pytania jak się czujesz odpowiadaj zgodnie z prawdą. Mówienie o tym, co nas boli, pozwala nam poradzić sobie z sytuacją. Przykro mi, że spotkał ciebie taki ból, boleć nigdy nie przestanie, ale ten ból będzie kiedyś troszkę mniejszy.
      • kania_kania Re: nie radze sobie 05.05.05, 17:01
        Tylko, ze ja nie wiem, jak sie czuje. Czuje sie jak otulona wata... ani smutek,
        zal czy zlosc, ktore chyba powinnam odczuwac nie sa mocnymi uczuciami, sa
        gdzies na granicy swiadomosci. Najbardziej czuje, ze mi sie nic nie chce, ale
        nakazuje sobie pewne rzeczy, przeciez nie moge tylko lezec i patrzec w okno...
        • ot_kobieta Re: nie radze sobie 05.05.05, 17:32
          Spokojnie... Nie określaj na siłę uczuć i emocji - jeśli Ci to do niczego nie
          potrzebne. Powiedz, że poprostu nie wiesz jak się czujesz. Bo skąd masz
          wiedzieć jak nazywać coś co nowe?
          Pamiętam ten stan. Dokładnie dwa miesiące temu. Taka lewitacja między niebem a
          ziemią...
          Pozdrawiam i ciepło myślę,
          Mika
      • madziczek79 Re: nie radze sobie 09.05.05, 22:33
        kania co u ciebie?odezwij się do nassad
    • rafkin Re: nie radze sobie 05.05.05, 18:45
      Takie "nieczucie" jest odpowiedzia organizmu na tragedie ktora przezywasz.
      Daj sobie czas na lezenie i patrzenie w sufit. Byc moze jest to cos czego
      wlasnie teraz najbardziej potrzebujesz. Nie zmuszaj sie do nieczego na co nie
      masz sil czy ochoty.
      Trzymaj sie cieplutko i pamietaj, ze nie jestes sama.
    • aagata4 Re: nie radze sobie 05.05.05, 20:55
      przykro mi że tak sie stało.... czas jest tu naszym sprzymierzeńcem .. z czaem
      ból nie jest duzo mniejszy ale uczymy sie z tym życ i funkcjonowac normalnie ..
      a teraz pozwol sobie na żałobe... i nie mysl co zrobilas źle... bo tak naprawde
      to nic źle nie zrobilas ... (wiem ze zaczniesz to rozpamietywac i zasanawiac sie
      co zle zrobilas i cos znajdziesz co nie bedzie prawda- wszyskie to przechodzimy,
      czasem same czasem wraz z naszym otoczeniem)

      pozdrawiam i zycze Ci abys sie jak najszybciej uporala ze swoimi problemami

      Agata
      • kania_kania Re: nie radze sobie 05.05.05, 21:01
        Nie obwiniam siebie, tylko nie umiem dojsc do porzadku sama za soba. Koncze
        studia psychologiczne i myslalam, ze bede umiala dawac sobie rade w takich
        sytuacjach, a tu nawet wlasnych uczuc nazwac nie potrafie...
        • boberek76 Re: nie radze sobie 05.05.05, 22:02
          bo one są dziwne i nie do określenia... Niestety wiem co czujesz i teraz przed
          Tobą ciężkie chwile, ale pamiętaj, że my jestesmy tu po to, żeby Ci pomóc,
          wesprzeć, wysłuchać. Zaglądaj w każdej chwili zwątpienia, niesprawiedliwości,
          płaczu, krzyku niezrozumienia, bólu niestety tak to wygląda...

          Mama Aniołków (1.10.2003r, 11.03.2005 r)
    • izabs Re: nie radze sobie 05.05.05, 22:40
      Witaj,
      jestem psychologiem. Dostalas od dziewczyn dobre rady - nic na sile, zwolnij,
      pozwol sobie na to, zeby polynelo. Na razie musisz czuc odretwienie i apatie -
      to normalne. Szok. Potem zaczna do Ciebie docierac uczucia i emocje i pytania.
      Niewatpliwie bedzie Ci trudno.Warto dbac o siebie i o to by mowic do innych.
      Zrozumienie tego co sie stalo przyjdzie poznej - teraz nie wymagaj od siebie
      zbyt wiele. To czas pozegnania i zaloby. Z Twoja nadzieja, z Twoim dzieckiem.
      To boli. Nie pisze tutaj jako psycholog - bo nic nie wiem o Tobie i o Twoim
      zyciu. Pisze to co czuje czytajac to co napisalas. Niestety nie znam darmowych
      porad. Dziewczyny z forum na pewno pomaga, a ja tez zagladam tutaj od czasu do
      czasu. Jak bedziesz potrzebowala pisz do mnie maile.
      Trzymam kciuki.
      Iza Barton Smoczynska
      • sonique Re: nie radze sobie 05.05.05, 23:20
        Bardzo mi przykro. Tez niestety to przechodze. U mnie minal juz miesiac i
        powiem, ze w tym tygodniu akurat jest lepiej.Zaczynam sie juz swobodnie smiac i
        zartowac. A wczesniej nawet jak sie smialam, to ze strasznymi wyrzutami
        sumienia, ze w ogole sie smiejesad
        PIerwszy tydzien byl straszny, potem w drugim jakbym o wszystkim zaczela
        zapominac, jakby nic takiego mi sie nie przydarzylo, w kolejnym tygodniu bylo
        gorzej niz w pierwszym, totalne przygnebienie, myslalam, ze zwariuje, czulam
        sie strasznie i fatalnie i myslalam, ze to uczucie juz niegdy nie minie. Teraz
        po dlugim weekendzie jest mi jakby troche lepiej, ale obawiam sie, ze znowu w
        przyszlym tygodniu bedzie mi gorzej, bo tak to u mnie jakos nastepuje.
        Nie wiem co Ci doradzic, chyba nie potrafie. Ale wiedz, ze to co teraz
        odczuwasz, cokolwiek to jest, jest normalne. I prawopodobnie bedzie lepiej, bo
        kiedys musi byc lepiej. To straszne i niezrozumiale doswiadczenie.
        Powiem Ci jeszcze o sobie. Dzis ugotowalam pierwszy pelny obiad, mysle, ze to
        znak, ze zaczynam wracac do normy. CHociaz mieszkania jeszcze nie posprzatalam.
        W zeszlym tygodniu moim ulubionym zajeciem bylo siedzenie na kanapie. Po prostu
        i gapienie sie przed siebie. Nie bylam w stanie zmusic sie do zadnej pracy
        (poza zawodowa). W kazdym razie dzisiejszy obiad bardzo mnie ucieszyl.
        I kolejna rzecz, nie licz, ze ktos z bliskich, kto tego nie przezyl Cie
        zrozumie. Ja przezylam ogromny szok z tego powodu. Bola mnie reakcje zwlaszcza
        mamy i meza. Maz przeszedl nad calym tym zdarzeniem do porzadku dziennego. Z
        jednej strony sie z tego ciesze, bo nie chcialabym, zeby rozpaczal tak jak ja,
        ale z drugiej strony... To przeciez tez byl jego Dzidzius..
        A moja mama? Dla niej ta moja ciaza to byla chyba czysta abstrakcja. No stlo
        sie cos takiego jakbym zeba stracila. Mama ze zdziwieniem sie mnie zapytala w
        ten weekend, czy ja jeszcze rozpamietuje, jak jej powiedzialam, jak bardzo mi
        zle.
        Przepraszam, ze pisze o sobie. Chcialam Cie pocieszyc, niestety mi nie wyszlo.
        Jest tylko jedna prawda, czas goi rany. Ja tez na to czekam, mimo, ze wiem, ze
        blizna pozostanie. W kazdym badz razie wiedz, ze nie jestes sama.
        • aagata4 Re: nie radze sobie 06.05.05, 18:32
          dobrze ze o tym piszesz... to forum jest dla nas wszyskich i takie wypisanie -
          bardzo pomaga.... pomogło mi rok temu jak to sie zdarzylo po raz pierwszy i
          teraz po raz drugi w styczniu...

          jestescie wspaniale inie wiem co bym bez was zrobila ...

          poronienia to temat tabu i wiele osob nie przyznaje sie do tego .. zupelnie nie
          rozumiem dlaczego, ale tak jest....

          ja swoim bliskim mowilam ze potrzebuje czasu i maja to uszanowac i tyle... a
          komentarze bywaly rozne i nie wynikaly ze zlosliwosci tylko z troski o mnie - a
          skutek byl odwrotny...

          na pocieszenie w stylu nie martw sie bedziesz miala jeszce dzieci odparowalam ze
          czy wdowie idącej za trumna meza tez mowicie zeby sie nie martiła bo bedzie
          miala drugiego meża .. i skutek mam taki ze nikt nie wspomina o moich
          poronieniach i czasem milkna rozmowy jak sie zblizam...

          jak juz sadzilam ze nauczylam sie normalnie funkcjonowac to okazywalo sie ze
          wybieglam z placzem ze sklepu tylko dlatego ze byla tam pani z malym dzieckiem....

          sonique - z czasem nauczysz sie normalnie funkcjonowac czas pomaga i pisz czasem
          na tym forum... dziewczyny są kochane i duzo wiedza i pomoga w razie potrzeby

          pozdrawiam

          Agata
    • mama.mimi Re: nie radze sobie 06.05.05, 09:33
      No cóż, tak jak My wszystkie i Ty jesteś niezłym teoretykiem, też sobie nie
      radziłam, wiedzialam doskonale, że muszę wziąć się w garść i co z tego, czulam
      inaczej, studia psychologiczne tu nic nie pomogą, po prostu musisz wypłakać
      swoje.
      Nie ma innej rady, musisz to przeżyć, z czasem przeżycia bledną, uwierz. Wiem
      że trudno jest myśleć w ten sposób, ale tak jest. Za jakiś czas uśmiechniesz
      się i Ty, nie rob nic na siłę. Masz ochotę gapić się w okno to się gap, masz
      ochotę płakać to płacz.

      Jestem z Tobą
    • magdak5 Re: nie radze sobie 06.05.05, 13:47
      Witajcie !
      Przeżyłam to samo ale 3 lata temu. Piękny maj a tu na badaniu okazuje się że
      nie ma zarodka w ok 9 tyg. Byliśmy już tacy szczęśliwi i nagle ból, pustka.
      Miałam wspaniałego lekarza, pomógł mi i na drugi dzień już miałam zabieg. Jakoś
      sobie tłumaczyłam, że tak miało być.... Smutne, że reakcja niektórych osób z
      rodziny była straszna, pamiętam jak za plecami gadali że to napewno od tych
      pigułek itp. Ciężko było w pracy ponieważ niektórzy nie wiedzieli co się stało
      i pytali się jak dzidziuś. A mi przez gardło nie przechodziły słowa o stracie
      dziecka.
      Czas leczy rany...dla mnie najlepszym lekarstwem była następna ciąża. Już w
      wakacje byłam w ciąży. Przeżyłam sporo stresu w pierwszych 3-miesiącach,bałam
      się że znowu poronię, brałam duphaston i wszystko przebiegało ok. Siedziałam na
      zwolnieniu, mąż kupił mi pieska-szczeniaczka i cały czas miałam zajęcie.
      Urodziłam ślicznego synka, który skończył właśnie 2 latka i tak naprawdę
      zapomniałam o tamtych wydarzeniach ! Czego Wam wszystkim życzę !
      Magda
    • amelka788 Re: nie radze sobie 06.05.05, 15:09
      Droga Kaniu doskonale Cię rozumiem. Ja dokładnie tydzień przed Tobą poroniłam. Była to końcówka 6 tygodnia. Ja też nie umiem opisac tego co czuję, myślę że najlepszym słowem określającym to straszne uczucie jest "pustka". Jest mi tym bardziej ciężko bo o maleństwo starałam się 15 m-cy. Z jednej strony pocieszam się że chyba mogę mieć dziecko, że nie jestem ja lub mój mąż bezpłodna, ale gnębię się i boję, bo ile teraz będę się starać: miesiąc, rok, dwa, a może to była jedyna szansa, której nie wykorzystałam. Sama nie wiem. Mysli kłebią mi sie jedna po drugiej, ale wiem jedno. Nie poddam się i będę się starać. Musi sie udac. Nie my pierwsze i nie ostatnie przeżyłyśmy ten dramat, który tak naprawdę nie przesądza złego. Musimy myśleć pozytywnie. Pozdrawiam i życzę powodzenia wszystkim "strapionym".
    • bea.334 Re: nie radze sobie 06.05.05, 18:10
      Ja nie radziłam sobie dopóki nie zaszłam w następną ciążę.Dokładnie 9 m-cy od
      poronienia zaszłam w ciążę i dopiero wtedy przestałam rozpamiętywać.Dziś
      córeczka ma 5 lat, a druga prawie roczek.Jestem całkowitą przeciwniczką aborcji
      choć wcześniej miałam do tego ambiwalentny stosunek.Bolesne były spojrzenia
      koleżanek w pracy , z tym nie mogłam najdłużej się uporać.Wiem co
      czujesz,szukaj wsparcia u osób,które też przez to przeszły,rozmawiaj.Beata
    • leksheygyatso Pomoc-jakie miasto? 06.05.05, 19:40
      WITAM,

      proszę napisz jakie miasto poszukam namairów na pomoc bezpłatną, warto popytać
      Zyczę wszystkiego najlepszego i dużo zdrowia

      OM MANI PEME HUNG
      NAMO BODHISATTWA KSITIGARBHA
      NAMO BUDDHA UZDRAWIANIA-TATHAGATA PROMIENIUJĄCEGO LAPIS LAZULI
      pozdrawiam
      lekshey


    • adju Re: nie radze sobie 06.05.05, 23:44
      Możesz liczyć na naszego forumowego psychologa specjalizującego się w tematyce
      poronień. Jest to Iza Barton-Smoczyńska. Namiary są na czerwonych linkach
      w "badaniu..." jak tam wejdziesz to jest namiar do Izy.
      Jakby co to daj znać a Was skontaktuje.
      Ściskam
      Justa
    • elizaa Re: nie radze sobie 08.05.05, 18:32
      kochana kanio!
      doskonale cie rozumiem bo ja poroniłam na początku kwietnia(3.04-
      niedziela).Miałam łyżeczkowanie.Po powrocie ze szpitala nie chciało mi się żyć
      (kazdy mi tłumaczył że 6 td ciąży to jeszcze nic).Mój mąż udawał że nic się nie
      stało myśląc że mi w ten sposób pomoże.Moja teściowa rozgadał wszystkim z dumą
      że jestem w ciąży ,było mi tak ciężko jak zadzwoniła że jest jej przykro i
      spytaniem jak się czuję?A jak miałam się czuć??Myślałam że zwariuję!!Minął
      miesiąc,na co dzień wszystko jest ok,wróciłam do dawnego życia ,obowiązków,ale
      ten koszmar w szpitalu śni mi się bez przerwy.Śnią mi sie małe dzieci że leże
      i wszędzie pełno lekarzy.To straszne co nas spotkało ale po miesiącu mi
      lepiej,lżej.Robię badania, tłumacze sobie że tak musiało być...
      jak chcesz pogadać służe pomocą,bo wiem jak ci ciężko
      3239514-gg
    • malgosia_pf Re: nie radze sobie 09.05.05, 22:22
      Droga Kaniu,
      spedzilam dlugi weekend dokladnie jak Ty. czy to jakas pociecha? Mialam byc na
      wakacjach w Wiedniu z rodzicami i mezem. Skonczylam w szpitalu z diagnoza, ze
      ciaza w 6 t slabo sie rozwija i moze byc woz albo przewoz. Lekarz dyzurny
      powiedzial, ze moge zostac w szpialu albo wrocic do domu. Brac duphaston i
      lezec, uda sie albo nie. Niestety wieczorem mialam krwotok i poronilam. Moja
      lekarka odradzila wizyte w szpitalu jak nie bede mocno krawic. Obylo sie bez
      lyzeczkowania, jestem na lekach i zwolnieniu. Nie potrafie przestac o tym
      myslec, choc bliscy bardzo sie staraja by mi ulzyc. Ja odwdzieczam sie tym
      samym i przy nich trzymam fason. Wiem jak bardzo ich bola moje lzy. Zajelam sie
      spowrotem wyszywaniem, wtedy mysli kraza wokol mojej starty i moge byc z nimi
      sama. Staralam sie o ciaze rok. Przez ten czas mialam wrazenie, ze caly swiat
      jest w ciazy tylko nie ja. Wreszcie sie udalo! Szalalam ze szczescia! Juz
      marzenia siegaly kilku miesiecy wprzod. teraz jest dol i ogromny smutek.
      Jeszcze sie nie podnioslam, nie zadalam pytania dlaczego tak sie stalo i kiedy
      znow podjac starania, walke, badania itd. Podjelam wysilek by wyjechac na
      wakacje. jutro jade nad morze, chce wrocic do miejsc gdzie czulam sie
      szczesliwa. Mam nadzieje, ze znajde tam troche ukojenia i wzmocnie sie. Czy mam
      na to sily? nie bardzo, ale chce sie starac; dla siebie i ukochanego meza,
      ktory przezywa to jak ja. Z ta roznica, ze z wrodzonym optymizem zaczyna juz
      zerkac w przyszlosc, podczas gdy ja cierpie nieprzerwanie. Na razie, wiem, ze
      niedlugo tez z nadzieja spojrze w przyszlosc.
      Droga Kaniu, Tobie tez tego zycze, jestem z Toba w bolu w tej samej sytuacji.
      Zycze Tobie duzo sily i nadzieji na przyszlosc. Trzymaj sie pozrawiam
      serdecznie. M
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka