Dodaj do ulubionych

Martwa ciąża, jutro szpital...

11.10.06, 19:06
Do ósmego tygodnia było wszystko w porządku - widziałam dziecko na USG, ładnie
rosło, serduszko biło... W poniedziałek okazało się, że już nie bije. Pani
doktor kazała mi przyjść jeszcze raz dzisiaj, na wszelki wypadek, no i
diagnoza się potwierdziła - dziecko nie żyje. Jutro z samego rana mam się
zgłosić do szpitala na czczo (byłam już dziś, ale mnie odesłali do domu, do rana).

Czego się mogę spodziewać? Zrobią mi od razu zabieg, czy jeszcze będą jakoś
potwierdzać diagnozę? Mam jeszcze jakąś irracjonalną nadzieję, że może to błąd
urządzenia, że może to jeszcze nie koniec - czuję sie w ciąży, dokładnie tak,
jak wcześniej! Nie plamię, nie krwawię, nic złego się nie dzieje...

No i jeszcze - zabieg robią w narkozie?

Mam takie dziwne wrażenie, jakby to wszystko w ogóle mnie nei dotyczyło,
jakbym stała z boku i przyglądała się obojętnie, co się dzieje...
Obserwuj wątek
    • mentafolia Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 11.10.06, 19:31
      Witaj

      Większość z nas obecnych na tym forum ,przechodziła taki koszmar,bardzo Ci
      współczuję.

      Jesli chodzi o szpital,to nie martw sie,na pewno zrobią Ci usg żeby ewentualnie
      potwierdzic diagnozę..
      Objawy ciąży moga być bardzo złudne i mylne.Niestety często jest tak,że kobieta
      ma całą gamę dolegliwości ciążowych,a okazuje się,ze ciążą obumarła.Ja tak
      własnie miałam i do głowy mi nie przyszło,że cos może być nie tak..
      Co do zabiegu to raczej robia go w narkozie,nie wyobrażam sobie jak inaczej
      można przez to przejść...

      Cóż,życzę Ci aby jutro sie okazało,że Twojej lekarce nawalił sprzęt...

      pozdrawiam serdecznie
      • kai_30 Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 11.10.06, 19:55
        Właśnie czytam wszystkie posty po kolei.

        Wielkich nadziei sobie nie robię, chociaż poza tętnem dziecka wszystko wygląda
        tak, jak powinno - ciałko żółte jest, nic się nie odkleja, wielkość dziecka
        odpowiada tygodniowi ciąży...

        Tylko serduszko przestało bić sad
        • antaris Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 11.10.06, 20:05
          Witaj Kai,
          Jest mi bardzo przykro z tego powodu, iwem co czujesz przechodziłam do samo
          tydzień temu. Od tego czasu jestem stały gościem w wątki poronienie, bardzo mi
          to pomogło. Czuję się juz lepiej, ale do niedzieli myslałam, ze juznigdy nie
          będzie dobrze.
          Bardzo bałam się szpitala, całkiem niepotrzebnie. ja zabieg miałam w
          Wejherowie. bałam się wszytskiego, zabiegu, narkozy. Nic sie nie martw, bedzie
          dobrze, chociaz wiem, ze w tej sytuacji trudno przełknąć łzy. ja miałam zabieg
          pod narkozą, w sumie trwało to 20 minut, po zabiegu przez około dwie godziny
          bolał mnie brzuch i dość krwawiłam, nastepnego dnia wyszłam do domu i w
          zasadzie oprócz bólu serca nie miałam zadnych dolegliwości. Bardzo pragne mieć
          dziecko (mam juz synka 7 lat), jak tylko bede mogla odrazu sie staram. Wiem ze
          to marne pocieszenie ale przez to przechodzi wiele kobiet. Zycze ci wszystkiego
          najlepszego, szybkiego szczesliwego zafasolkowania. I nie martw sie, wszytsko
          bedzie dobrze, trzymam za ciebie kciuki i pozdrawiam.
          Ania i Kubuś 7lat
          • kai_30 Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 11.10.06, 20:12
            Witaj

            Ja mam już dwóch chłopaków - 5 i 8 lat, ta ciąża nie była planowana, to fakt,
            ale mimo wszystko się cieszyłam - tym bardziej, że ojcem chłopców nie jest mój
            obecny partner, to miało być nasze pierwsze wspólne dziecko - i miałam nadzieję
            na córeczkę. Nawet pani dr żartowała sobie tydzień temu, że "po oczach" wygląda
            jej na dziewczynkę sad

            Ja się też strasznie boję szpitala. Czytam wszystkie wątki na forum, i pewnie
            będę tak czytać do rana sad
            • mentafolia Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 11.10.06, 20:20
              Kai,js nie pamietam jak wróciłam z tej strasznej wizyty u lekarza..potem
              plakalam przez kilka godzin,az w koncu z tego wszystkiego usnęłam na kanapie w
              ubraniu - w butach i kurtce...Jak sobie to wszystko teraz przypominam to aż żal
              mi samej siebie.
            • antaris Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 11.10.06, 20:20
              Nie bój się szpitala, ja tez się bardzo bałam bo nigdy poza porodem syna nie
              leżałam w szpitalu, a o narkozie juz nie wspomnę. Zyczę tobie aby jutro sie
              okazalo ze Pani Dr sie pomylila. Bo nic gorszego juz ciebie nie spotka od
              wiadomości, ktora juz uslyszalas. Uwierz mi. Przechodzilam przez to w zeszly
              wtorek. oza tym zabieg wylyzeczkowania to zabieg, który przechodza kobiety w
              wieku 50 lat co jakis czas, w celu oczyszczenia macicy. Moj mama miala teakie
              dwa zabiegi i dzieki temu bylo mi latwiej.
              Ja poronilam bedac w 12 tc, a serduszko przestalo bic w ok 10tc. Przypuszczalam
              ze to dziewczynka, tak jak moj maż, marzylam o dziewczynce. Przypuszczalam bo
              czulam sie zdecydowanie inaczej niz z synem. Ciesz sie synkami, napewno
              bedziesz miala trzecie dziecko, zawsze juz mamy dzieci. Pomysl o tych, które
              poronily kilka razy nie majac dzieci.
              Jeszcze raz powtarzam nie bój się bo niepotrzebnie, napisz mi jak wrocisz ze
              szpitala czy było się czego bać?
              Sciskam cie mocno i czytaj te watki na tym forum one naprawde pomagaja.
              Pozdrawiam
              • melba7 Kai... 11.10.06, 22:10
                trzymaj się, da się przez to przejść, choc jest trudno.
                Gdyby dali Ci w szpitalu mozliwośc wyboru-czy robić zabieg od razu, czy najpierw
                podać tabletki, rozwierające szyjkę-sugerowałabym to drugie.Wiem,że to trudne,
                leżeć i czekać,aż się zacznie, ale gdybyś kiedyś jeszcze chciała urodzić, tak
                jest bezpieczniej-w kolejnej ciąży nie ma ryzyka niewydolnosci szyjki.
                Przepraszam,że przejdę do spraw praktycznych...na oddziałach dają zazwyczaj
                wkładki, ale lepiej miec swoje, i to nie jakies plastikowe allwaysy, tylko coś
                większego-np takie , jak te stosowane po porodachsad
                Narkoza przy zabiegu jest krótka, pewnie dostaniesz antybiotyk (warto się o
                niego upomnieć), przeciwbólowe też powinni Ci dac.
                Naprawdę bardzo mi przykro.Sciskam Cię mocno.Ja to przechodziłam 2 miesiące
                temu...sad
                Psychicznie jest cholernie trudnosad
                Gdybyś chciała pogadać-moje gg 1975492
      • agulka1001 Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 12.10.06, 08:54
        przykro mi,ze i u Ciebie doszlo do tego...trzymaj sie....

        co do zabiegu-roznie bywa!mialam juz robiony 4razy i 2razy mialam znieczulenie
        ogolne,2 razy dozylne...zycze Ci,zeby chociaz w takim momencie lekarz byl na
        tyle normalny i Cie znieczulił...bo ja dwukrotnie wszystko slyszalam,widzialam
        i czułam...poproś o usg w szpitalu,gdyby nie widzieli takiej potrzeby (u mnie
        raz sie tak zdarzylo)....i wracaj szybko do zdrowia!
    • owieczka36 Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 11.10.06, 22:14
      Witaj!Dawno nie goscilam na tym forum,bo ostatnio potrzebuje pozytywnych
      fluidow,ale przez przypadek zobaczylam Twoj post i nie umiem byc
      obojetna.Dokladnie rok temu przechodzilam przez to samo ,co Ty teraz.Moje
      dzieciatko umarlo w osmym tygodniu,a w 13 mialam zabieg.Zycze Ci z calego
      serca,by to byl tylko blad urzadzenia.Ja tez mialam nadal dolegliwosci
      ciazowe.Lekarz wyjasnil mi,ze to dlatego,ze niektore hormony ciazowe dalej
      normalnie funkcjonuja pomimo smierci dziecka.Ale zwlekanie z zabiegiem moze
      skonczyc sie krwotokiem groznym dla zycia matki.
      Zabieg trwa bardzo krotko i jest zwykle wykonywany w pelnej narkozie.Fizycznie
      nie boli.Ja 4 godziny po wrocilam do domu.Krwawienie porownywalne z
      miesiaczkowym.I jeszcze jedno -popros o dodatkowa kontrole jesli czujesz,ze
      poczujesz sie pewniej.Zycze Ci duzo sily i wytrwalosci,bo bol przychodzi
      pozniej.Pozdrawiam!
      • eligie Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 11.10.06, 22:39
        Witaj kai. Gdy przeczytałam Twój post, to tak, jakbym przeczytała o sobie i
        swoich przeżyciach. Przechodziłam przez to na początku września tego roku. to
        była moja pierwsza ciąża. Maleństwo umarło w 10 tygodniu. W Piątek była ta
        straszna wizyta u lekarza - to miała być normalna wizyta kontrolna, bo do tej
        pory wszystko było ok, dzieciątko rosło i rozwjało się normalnie, serduszko
        biło. I nagle - trach. Koniec marzeń. Ktoś napisał tu, że jak sobie przypomina
        tamte chwile, to "Żal jej samej siebie". Ja mam bardzo podobnie. Mój lekarz
        powiedział, że trzeba będzie zgłosić się do szpitala na zabieg, też się
        bałam "jak to będzie". Czekałam do poniedziałku (tak zalecił lekarz, żeby w
        weekend zgłosić się tylko w ostateczności, bo wtedy jest niepełna obsada) i
        rano zgłosiłam się do szpitala. Bałam się wszystkiego - samego szpitala,
        zabiegu, atmosfery i wogóle. Nigdy przedtem nie byłam w szpitalu. Bałam się
        równiez - tak jak Ty - błędnej diagnozy lekarza. Najpierw była izba przyjęć,
        badanie fizykalne i tam, jeszcze bez usg, pani doktor powiedziała, że macica
        nie jest elastyczna co wskazuje na śmierć dziecka. Przyjęli mnie na oddział
        ginekologii, po jakimś czasie zaostałam zaproszona na usg (zawsze robią przed
        zabiegiem) i tam kolejny lekarz potwierdził smutną diagnozę. Dokładnie tak jak
        Ty, do końca miałam nadzieję, że to nieprawda, że to pomyłka, że przecież moje
        dziecko żyje, że co oni mówią w ogóle... Tak jakby mnie to nie dotyczyło, jakby
        to nie o moim dziecku te straszne rzeczy. Po tym usg przyszła kojena pani
        doktor i zaproponowała: albo oczyszcamy macicę od razu (Jezu, jak to brzmi),
        albo założą mi tabletki na wywołanie poronienia (bo Maluch się tam "mocno:
        trzymał i sam nie chciał wychodzić), co jest lepsze jeśli chcę mieć jeszcze
        dzieci, bo wtedy szyjka macicy się sama rozchyli, a bez taletek musieliby to
        robić mechanicznie. Tylko że to wymaga czekania i nie wiadomo kiedy
        się "zacznie". Wybrałam tą drugą opcję. Bałam się tego zakładania tabletek, ale
        okazało się że to się robi dopochwowo, nie boli. Miałam założone dwie tabletki
        o 12.00 w południe i kazali czekać. Długo nic się nie działo, to podobno tak
        jak z porodem - różnie u różnych kobiet. U mnie trwało to 9 godzin, to znaczy
        lżejsze skurcze zaczęły się wcześniej, silniejsze później, ale do
        wytrzymania,trochę mocniejsze od miesiączki, ale spoko, nie bój się. Koło 21ej
        przyszło większe krwawienie, takiego nigdy jeszcze nie miałam, czyli zaczęło
        się poronienie. Zabrali mnie do sali zabiegowej, dostałam dożylnie najpierw coś
        a'la "głupi jaś". a potem silniejszy środek po którym usnęłam i obudziłam się
        już w swojej sali, na swoim łóżku. Zabieg trwał podobno ok. 20 minut, a ja
        dobudziłam się do końca tak koło północy, ale ponieważ pora była senna więc
        spałam dalej. Na drugi dzień, po sprawdzeniu czy nie mam krwotoku i czy
        wszystko ok, wypisali mnie do domu około 13ej. Miałam swoje podpaski takie
        najbardziej chłonne alwaysy, ale po zabiegu i tak dali mi duży kawał ligniny,
        tak jak kobietom po porodzie, po zaraz po zabiegu jest jeszcze krwawienie. I
        tyle smutnej historii, ale nie bój się, przejdziesz przez to. Jestem z Tobą,
        jesteśmy wszystkie. Pozdrawiam i przytulam, trzymaj się.
    • kai_30 Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 11.10.06, 23:25
      Dzięki za wsparcie, dziewczyny.

      Wbrew pozorom potrzebne mi chyba były szczegóły "techniczne" - choćby info o
      podpaskach, zupełnie bym na to nie wpadła, nie skojarzyłam sad

      Z tego wszystkiego poszłam do nocnego i kupiłam sobie paczkę papierosów -
      pierwszą odkąd dowiedziałam się, że jestem w ciąży, no i przy okazji zadręczam
      się myśleniem, że to pewnie przez to, że do terminu miesiączki paliłam, dopiero
      po teście przestałam... sad No i brałam antykoncepty, nie wiedząc, że jestem w
      ciąży. Nazbierało się tego trochę sad

      Bardzo, bardzo Wam dziękuję, że jesteście.

      Melba - napisałam, ale pewnie już śpisz...
      • eligie Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 11.10.06, 23:51
        To jeszcze raz ja, kai, nie zadręczaj się tym, że to przez Ciebie i że Ty
        zawiniłaś. Ja miałam podbne "schizy" i dołki na ten temat, okropnie mnie
        dopadło i nie mogłam sobie poradzić, chociaż mój lekarz wyraźnie mi powiedział,
        że to nie przeze mnie. Pisałam o tym tu na forum ,dziewczyny bardzo mi pomogły.
        Jeśli chcesz, przeczytaj wątek "Proszę, powiedzcie że to nie moja wina" z
        23.09. Sciskam i mimo wszystko dobrej nocy życzę i będzie ok. Pa.
    • dragica Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 13.10.06, 13:38
      Kai...znam cie z KMW...bardzo mi przykro...
    • kai_30 Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 13.10.06, 15:44
      Już po wszystkim. Nie mam siły na nic, płaczę chowając się przed dziećmi. A moj
      mężczyzna przywiózł mnie ze szpitala i pojechał sobie, nie informując mnie dokąd
      ani kiedy wróci. Chyba się z nim rozstanę...
      • agnieszka2211 Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 13.10.06, 20:12
        strasznie mi przykro! Ale najwazniejsze, ze to forum jest miejscem (jedynym) w
        ktorym kazda osoba nas zrozumie. A to wazne! Ja placzac po poronieniu widzialam
        w spojrzeniu innych "o co jej chodzi, nic sie nie stalo, jest mloda..."
      • antaris Do Kai 14.10.06, 11:29
        Kai przede wszytskim przezyj to po swojemu, mi bylo bardzo ciezko bo byla moja
        mama, chcialam byc twarda nie plakac przy niej, jak mnie lapal dół to szłam pod
        prysznic, tam mnie nikt nie widzial, a ja wylam jak bóbr. Jedynie przy moim
        mezu rozklejalam sie, ale on wytrzymal tylko kilka dni, w koncu na mnie troche
        nakrzyczal, ze mam sie wziac w garsc i ze bedziemy jeszcze probowac, ze mamy
        juz synka i to na nim musze sie teraz skupic. Posłuchalam go ale i tak miewam
        momenty ze placze w samotności. Moje rany maja juz 12 dni twoje sa troche
        swiezsze, ale nie podejmuj takich decyzji, tak jak moj maz powiedzial: "każdy
        to przezywa inaczej", on sie wyplakal zaraz po uslyszeniu tej przykrej
        wiadomości. A teraz to trzeba patrzec do przodu, na to co bedzie i na to co juz
        mamy. Twoj M widocznie w ten sposob potrzebowal odreagowac, bedzie dobrze,
        przytualm cie mocno, badz silna, my kobietki jestesmy od M silniejsze. Pisz,
        jak moge tak pomoge.
      • deszczu_kropelka Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 14.10.06, 14:45
        Hej hej Kai - jak samopoczucie dzisiaj?... Odezwij się. Przekazuję Ci dużo
        dobrych myśli i gorącego współczucia.
        • kai_30 Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 14.10.06, 20:26
          No tak. Jak to bywa, w takich sytuacjach albo sie zwiazek skleja, albo
          rozlatuje. Moj sie rozlecial.

          Fizycznie czuje sie bardzo dobrze, nawet juz nie plamie ani brzuch mnie nie boli
          - odrobinke, mniej niz przy miesiaczce. Psychicznie - wynioslam sie na pare dni
          do przyjaciolki, i jest lepiej. A moj mezczyzna w tym czasie ma sie spakowac i
          wyprowadzic.

          Znikam, bo z neta korzystam goscinnie. W kazdym razie - paradoksalnie, po tym
          rozstaniu czuje sie silniejsza. Mam dwoje dzieci, musze byc silna. I bede,
          qrcze. A jesli bede jeszcze kiedykolwiek miec dziecko, to na pewno wylacznie z
          facetem, ktory bedzie tego chcial.
          • agulka1001 Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 14.10.06, 21:32
            chcialabym powiedziec,ze byc moze wszystko sie wyjasni...ale Ty wiesz
            lepiej,znacie sie....wiem tez tyle,ze mezczyzni nie przezywają tego tak mocno
            jak my,szybko przechodzą do porządku dziennego,co mnie osobiscie przeraza...nie
            placzą w poduszke,nie mysla o"tym" jak o dziecku,nie liczą kolejnych tyg...
            myslą tylko i wylącznie o przyszlosci....
            kai_30 trzymaj sie...moze trzeba sie nawazjem zrozumiec?chcialabym,zeby bylo
            dobrze u Ciebie,bo nie wiem jak inne dziewczyny-ale wchodze codziennie na
            forum,przezywam Wasze problemy jak kogos mi bliskiego...
            • kai_30 Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 14.10.06, 22:10
              agulka - to nie tak. Ta sytuacja, to, że nie zaoferował mi absolutnie żadnego
              wsparcia w takim momencie to była kropla, która przepełniła czarę. Wcześniej
              było wiele, wiele trudnych chwil, rok temu też się rozstaliśmy, ale dałam się
              przekonać, że zrozumiał, już nie będzie itd itp. Teraz już po prostu nie chcę.
              Nie chcę więcej takich kompromisów, w których tylko ja zawsze rezygnuję z rzeczy
              dla mnie ważnych, nie chcę związku, w którym nie mogę być sobą, w którym jestem
              nieustannie krytykowana i ja, i moje dzieci, w którym nie mogę liczyć na
              wsparcie faceta w żadnym trudnym momencie.

              Czuję się tak, jakby to dziecko, które umarło, było ostatnim ogniwem, łączącym
              mnie z nim. Drogo zapłaciłam za wolność...
              • antaris Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 15.10.06, 08:09
                Szkoda, ze w takiej sytuacji twój związek sie skonczył, ale widocznie to nie
                ten facet. Podziwiam Ciebie za ta decyzję i wiem, że jestes bardzo silna
                kobieta. Dobrze, że masz przyjaciół, ktorzy zrozumią, pocieszą.
                Przytulam cie mocno i głowa do góry, bedzie dobrze.
                Pozdrawiam
    • verka77 Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 19.10.06, 03:46
      Mam taką samą historię, tylko dopiero dzis sie dowiedzialam - 11.t. - do tej
      pory wszystko grało, do dziś..a jutro rano, a wlasciwie juz dzis ide na zabieg,
      tez sie boje, nie chce w tym uczestniczyc, wole narkoze, obudzic sie po i
      myslec o przyszlosci. wiem o smierci płodu od 10 godzin : płaczę , szukam w
      necie informacji co mnie czeka i jest mi strasznie cięzko ;-( za 3 godziny bede
      juz w szpitalu...
      • emiliah Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 19.10.06, 13:40
        Tobie też współczuję. Ja czekałam ok. 4 godziny po TEJ informacji. Chociaż
        przyjechałam do szpitala z krwawieniem dzień wcześniej ale dziady trzymali mnie
        całą noc zanim zrobili USG.
    • emiliah Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 19.10.06, 13:36
      Bardzo Ci współczuję, wiem, co czujesz. Ja miałam narkozę, trwało to ok. 15
      minut, wyszłam do domu tego samego dnia po 5 godzinach, później się
      dowiedziałam, że to dziwnie wcześnie. W dodatku wieczorem przyjechała do mnie
      do domu pielęgniarkabo okazało się, że zostawili mi tampon i zapomnieli wyjąć.
      Całe szczęście, że się im przypomniało i ona mi wyjęła. Nie muszę chyba
      opowiadać jakie to było okropne.
      • kasia19812 Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 19.10.06, 16:31
        Kai czytając to co piszesz ( nie czytałam innych wypowiedzi) to twoja historia
        przypomina mi troche to co piszesz.
        Wpadłam z facetem z którym tak do końca nie byłam, ucieszyłam się że ejstem w
        ciązy on nie był gotowy na dziecko, ale jak sie tylko dowiedział oświadczył
        sie , zaplanowaliśmy ślub choc powiem ci że ja nie chciałam ślubu bo i po co ??
        dlatego że było dziecko, chciałam najpierw kościelny i cywilny pózniej sobie
        przemyślałam i stwierdziłąm że tylko cywilny a pózniej ewentualnei kościelny, w
        końcu jednak zgodziłam sie na cywilny i kościelny.
        W 22 tc dowiedziałam się że dziekco jest chore, zabieg amnioinfuzji po którym
        wdało mi się zakażenie wewmatrzmaciczne i indukcja porodu żeby ratowac moje
        życie. Sytuacja w której się znależliśmyy zbliżyła nas do seibie i to bardzo,
        byłam jego pewna jak nigdy dotąd bo cały czas sie wahałam.
        Urodizłam martwego synka, on mnie zostawił ktoś mu nagadał okropnych kłamst na
        mnie i najzwyaczjaniej w świecie odszedł ode mnie, mieliśmy kontakt bo ja
        chciałam te kłamstwa wyjaśnic no ale do dziś się nie udało, walczyłam chciałam
        być z nim, nie chciałam żeby kłamstawa nas rodzieliły kocham go, dziś mam na
        reku pierścionek zaręczynowy któy mu oddałam w dniu porodu bo mnie cisnąl na
        palcu, jesteśmy razem, cały czas nie wiem czy jeśli przyjdzie kolejny trudny
        moment damy sobie radę, i nie chodzi tak do konca o trudny moment bo w tym
        momencie on był przy mnie siedział ono stop przy mnie, zblizyło to nas, był
        przy porodzie, poprostu BYŁ!!! do czasu gdy sie dowiedział kłamstw, zwątpił we
        mnie własnie tego się boje czy nie zwątpi czy znowu nie uwierzy komus innemu,
        boję sie tego. To był dla niego szok ale mimo wszystko.
        cięzki się żyje z tym ż ektoś na mnie tak potwornie nakłamał, oskarzyl a
        jeszcze gorzej się zyje gdy wiesz że ukochana osoba w ciebie zwatpiła.
        Masz rację w zyciu trzeba być z osoba na której można zawsze polegac i myśle ze
        moj M. jets taką osobe problem w tym że jest strasnzie nieufny i podejrzliwy.
        No nic rozpisałam się jak zwykle
        zycze ci duzo zdrowia.
        • kai_30 Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 19.10.06, 21:16
          Dobrze, że Wam się udało, kasia. Nie bój się - był przy Tobie w najtrudniejszej
          chwili. Mój mnie właśnie wtedy zostawił samą. To kolosalna różnica!

          U mnie to już nieodwołalne, choćby teraz błagał na kolanach, nie chcę już.

          Dostałam od lekarza rodzinnego xanax i hydroxyzynę, i jakoś funkcjonuję na
          uspokajaczach, przynajmniej się wysypiam i łzy mi nie ciekną niekontrolowanie z
          oczu.
          • kasia19812 Re: Martwa ciąża, jutro szpital... 20.10.06, 10:12
            no wiesz w czasie tego wszystkiego był ale po porodzi emnie zostawil - nieważne.
            W kazdym bądz razie masz już z tego co pisałaś pociechysmile a facet zawsze się
            znajdziewink
            Trzymaj się i oby nie zaduzo tych wspomagaczy na wytrzymałośc psychicznąwink
            Dasz sobie rade i bez tych leków grunt to sobie wbić do głowy że nie możemy dac
            sie życiu, bo jeśłi sie mu damy to nas pokona, musimy żyć mamy tyle wspaniałych
            rzeczy koło sibie choć momentami cięzko je zauważyć to napewno są.
            Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka