agulka1001
08.05.07, 21:16
wczoraj mialam cięzki dzien, ogólnie od kilku tygodni mam totalnego
doła...rok temu 7 maja poronilam niespodziewanie moją pierwszą ciąze...nie
zdązyłam powiedziec męzowi...bylam sama w domu,wyleciala ze mnie "kuleczka",
to byl 7 tydz...potem drugie poronienie...
w dzień jakos funkcjonuje,ale wieczorami jest mi cięzko...tesknie i myslę o
moich maluszkach... mąz zobaczyl,ze nie jest ze mną dobrze, łzy same
lecialy....myslalam,co by bylo,gdybym umarła, tak po prostu...kto by o mnie
myslał, kto by pamietał...ogólnie mam ochote życ,ale boję sie, martwie,
pamietam o tych tragediach...
i maz powiedzial mi coś,czego sie nie spodziewalam....on nie chce sie
starac...boi sie,ze tragedia moze sie powtorzyc i nie chce,zebym przechodzila
to jeszcze raz...widzi,co sie ze mną dzieje,jak ja to przezywam...
powiedzial,ze nie chce miec dzieci za wszelką cenę,ze jemu jest tak dobrze...
ze we dwoje jestesmy i mozemy byc szczesliwy, bedziemy poznawać swiat,
cieszyc sie sobą....
nie moglam spac...ale te slowa mnie uspokoily...nie bylam tym załamana...bo
boje sie sama co to bedzie i czy to dziecko bedzie z nami czy nie...