pomponik30
29.03.08, 00:06
Dobry wieczor, moze na forum jest jakas mama-prawniczka albo ktos kto byl w
takiej sytuacji jak moj maz i ja. Juz pisze o co chodzi.
Matka mojego meza jest wdowa, mieszka w duzym czteropokojowym mieszkaniu
zakupionym przez jego niezyjacego juz ojca. Ojciec zmarl kiedy moj maz byl
niepelnoletni. Maz odkad zaczal pracowac, dopoki mieszkal z matka i kilka lat
po wyprowadce oplacal czynsz za to mieszakanie, dokladal sie remontow itp.
Obecnie mieszkamy wraz z mezem w wynajmowanym mieszkaniu, bo nie mamy
zdolnosci na wlasne doeclowae mieszaknie, stac nas jedynie na kawalerke. Oboje
pracujemy, mamy male dziecko, ale ceny warszawskie nas po prstu przerastaja.
Maz probowal rozmawiac z mama aby sprzedala mieszkanie i pomogla nam kupic
wlasne docelowe mieszkanie. Proponowal jej, ze wszystko zalatwimy u
notariusza, ze mama kupi sobie komfortowo urzadzone 2 pokoje a nam po prostu
odda reszte ze sprzedazy tamtego m zebysmy mogli wziac mniejszy kredyt i
jednoczesnie kupic cos wiekszego niz kawalerka. Ona jednak nie chce, bo jest
zbyt przywiazana do tego mieszkania, twierdzi, ze tyle lat je urzadzala,
remontowala, ze ma na osiedlu znajomych. Argumenty ze przeciez moglaby nadal
mieszkac na tym osiedlu tyle ze w mniejszym m w ogole do niej nie trafiaja. Co
wiecej, powiedziala ze mezowi teraz nalezy sie co najwyzej cwierc wartosci
mieszkania, wiec bardziej mu sie oplaci poczekac az ona 'umrze, bo przeciez do
grobu ze soba nic nie wezmie i wtedy dostaniemy cale mieszkanie'...
Maz czuje sie oszukany, bo bardzo pomagal mamie przez caly czas a teraz kiedy
jego rodzina potrzebuje wsparcie ona jest na nie. Zastanawia sie czy nie
sprobowac rozwiazac tej kwestii prawnie, stad moje pytanie czy i jak w ogole
jest to mozliwe? Czy faktycznie 'nalezy' mu sie jedynie cwierc wartosci
mieszkania i na jakiej podstawie? Prosze o jakas porade, nie mam z kim o tym
porozmawiac nawet bo rodzina jego matki dzieki jej wersji zdarzen uwaza nas za
harpie, ktore chca wyrzucic biedna staruszke z domu, a moja rodzina z kolei
uwaza, ze to my jestesmy naiwnymi frajerami, i ze moj maz nie potrafi zadbac o
to co mu sie nalezy. Dodam, ze tesciowa bynajmniej pokrzywdzona staruszka nie
jest, z pewnoscia wiedzie wygodniejze zycie niz my, i bynajmniej nie jest to
zasluga jej pracy, raczej pracy zmarlego ojca meza.