23.03.08, 13:50
Udalo sie! w domu, bez hormonow i bez lyzeczkowania (oczywiscie w polowie
tygodnia zrobie sobie na wszelki wypadek usg). Ronilam w 10 tygodniu, wiec
balam sie, ze samoistnie sie nie uda. I jestem bardzo szczesliwa, ze sie
udalo! W soboty Wielka Noc... Dzisiaj swietujemy zycie!

Zegnam sie zatem z wami
Obserwuj wątek
    • asiara74 Re: game over 23.03.08, 18:17
      Dobrze że już po, życzę ci wiecej szczęścia przy nastepnej ciąży.
      • grochalcia Re: game over 24.03.08, 22:32
        nie uciekaj!moze bedziesz mogła tutaj słuzyc pomocą i rada innym dziewczynom.
        fajnie, ze Ci sie udalo bez zabiegu. ja przeszlam ich 2..brrrr.

        trzymaj się
    • jola427 Re: game over 25.03.08, 08:54
      u-p-i dlaczego chcesz stąd zniknąć? Twoje wypowiedzi na różnych
      wątkach bardzo mi pomogły... Może zaglądaj tutaj i dalej wspieraj
      wszystkie dziewczyny które przychodzą tu w takim stanie jak ja w
      czwartek.
      A tak wogóle, to już przestałaś krwawić???? Bo jakoś chyba nie
      zrozumiałam. Ja zaczęłam krwawić w czwartek, tzn wyleciało najpierw
      to co było duże i skrzepy, a później zaczęło się normalne
      krwawienie. Dzisiaj jest małe i właśnie martwię się, że za szybko,
      że może coś się zablokowało. Mam dzisiaj kontrolę w szpitalu.
      Strasznie się boję, że zostawią mnie na zabieg, żeby posprzątać po
      naturze. Ale nie wiem, a może to już wyleciało co miało wylecieć?
      • u-p-i Re: game over 25.03.08, 11:24
        Prawie przestalam... Wielkie wylecialo w sobote wieczorem i od tamtej pory taki
        duzy okres. Chyba nie ma powodu, zeby bylo wiecej...
        Ja tez dzisiaj ide do szpitala, no, moze jutro...
        Trzymam kciuki i nie daj sie (zawsze mozesz poprosic o kilka dni zwloki, ze zle
        znosisz interwencje; no i wybierz szpital przyjazny naturze!)
        • jola427 Re: game over 25.03.08, 14:45
          Byłam już. No i nic nowego się nie dowiedziałam. Dzisiaj był taki
          starszy dr, byłam pewna, że on mnie zostawi na zabieg, ale nie...
          powiedział po długim i bardzo bolesnym usg (powiedział, że musi
          boleć bo on chce dokładnie wszystko sprawdzić) stwierdził, że raczej
          pójdzie samo do końca. Póki co mam mierzyć temp sobie, i obserwować
          jak leci. Ma się zmniejszać i dobrze że się zmniejszyło, a jakby
          nagle było znów dużo to na izbę przyjęć przyjechać, tak samo przy
          gorączce. Leki mam zmniejszyć, a antybiotyk jutro się kończy i
          kolejnego już nie muszę brać. We wtorek będę miała usg (ale już w
          przychodni) i z wynikiem mam się pokazać jakiemuś lekarzowi na Izbie
          Przyjęć. Ty masz już dzieciaczka jakiegoś tak? Dobrze kojarzę? Z
          której ciąży?
          Wiesz, to było straszne dzisiaj w tym szpitalu w poczekalni
          siedziałam 40min wśród ciężarnych, które przyjechały na ktg lub na
          poród. One były szczęśliwe, a ja zaciskałam zęby żeby się przy nich
          nie poryczeć.
          Mam jeszcze do cIebie pytanie, czy Ty robiłaś jakieś badania po
          pierwszym poronieniu? Zastanawiam się nad tym, bo jak większość
          lekarzy również mój mówi, że pierwsze poronienie jest traktowane
          jako przypadek, selekcja natury. No i nie wiem, może powinnam iść do
          jakiegoś lekarza, który zajmuje się kobietami po poronieniach i
          przygotowuje do ciąży po nich. A jak Ty zrobiłaś?
          • u-p-i Re: game over 26.03.08, 00:07
            Oh, moja historia jest banalna. Pierwsza ciaze (pierwszy cykl po odstawieniu
            tabletki) z "wpadki" z mezem poronilam (w 10 tygodniu zaczelam krwawic i kilka
            dni pozno zrobiono mi zabieg). Potem bylo dlugo dlugo nic
            • jola427 Re: game over 26.03.08, 17:33
              u-p-i napisała:

              > Wiesz Jolu, Ty bedziesz miala swoja droge oswajania sytuacji.
              Lekarze, ktorzy
              > bagatelizuja sprawe maja w sumie racje (mimo, ze Ciebie to moze
              wkurzac czy
              > bolec): mi moja madra lekarka po pierwszej poronionej ciazy
              powiedziala (bardzo
              > milo i w dobrej wierze): "dla Pani to jest tragedia i musi to Pani
              przeplakac;
              > dla mnie to niestety tylko statystyka".
              >
              > Na Twoim miejscu pewnie bym sobie zrobila wszystkie mozliwe
              badania! Poszla
              > prywatnie na kontrole do poleconego specjalisty (nie wiem skad
              jestes, bo
              > moglabym Ci dac namiary na lekarza, ktory prowadzil synka).
              Posluchalabym tez
              > rady o odczekaniu trzech czy szesciu cykli oraz przeczytala cala
              dostepna
              > literature na ten temat.
              Wiesz, ja nie jestem zła na lekarzy, że mają takie podejście.
              Trafiałam na razie na takich, którzy nie starali mi się wybić z
              głowy mojego bólu i cierpienia. Tylko na spokojnie tłumaczyli, że co
              druga ciąża tak się kończy, że coś było nie tak już na początku i
              powinnam się cieszyć, że mój organizm sam sobie z tym radzi. Jeden z
              lekarzy powiedział mi, że to nasza wina że tak to przeżywamy, że
              tylko od nas zależy jak będziemy na to reagować, jak kolejne roniące
              kobiety będą reagować. Jego zdaniem gdyby każda kobieta po
              poronieniu mówiła o tym głośno, że tak się zdarza, że do 12tc to
              jest czysta loteria. Wówczas te poronienia byśmy trochę oswoili, to
              nie byłoby później w kolejnych dziewczynach tyle żalu, cierpienia.
              Myślę, nad tym co powiedział, i wiem, że ma rację. Ciągle temat
              poronień to temat tabu, kobiety to ukrywają, nie mówią o tym
              otwarcie, nawet koleżankom. Jak tylko okres nie przychodzi robimy
              test i już zaczynamy się cieszyć ciążą, biegamy po lekarzach, po
              usg. A może jedank byłoby lepiej tak jak było kiedyś. Czekamy na
              okres, spóźnia się 2-3 tyg, dopiero robimy test i myślimy o... chyba
              jestem w ciąży, to zmieniamy tryb życia na bardziej oszczędny,
              bierzemy kwas foliowy i zapisujemy się na spokojnie na wizytę u
              gina. Koło 10tc mamy pierwszą wizytę, a pierwsze usg po 12tc. Jeżeli
              jest ok, to zaczynamy się cieszyć. Tylko że to się tylko tak łatwo
              mówi... Moja mama powiedziała mi że 3tygodniowe spóźnienia okresu to
              się kiedyś każdej kobiecie zdarzały i żadna nie robiła z tego
              paniki, że to poronienie, tylko czekały na kolejny cykl i starały
              się z mężem kolejny raz.
              Rozmawiałam z koleżanką ostatnio i mówię do nie patrz ile teraz się
              chorych dzieci rodzi, duuuuuuuuużo więcej niż kiedyś, ona mi na to,
              że to zrozumiałe gorsze powietrze, więcej chemii, a ja mówię nie,
              wcale nie przez to (chociaż to pewnie też ma spory wpływ), ale
              przede wszystkim dlatego, że kiedyś nie było mowy o lekach
              podtrzymujących ciążę w pierwszych 3 mies. Teraz natura chce
              zwalczyć chory zarodek, a lekarze podają środki na podtrzymanie i
              jak się uda, to kto wie.... Może będzie dobrze, a może będzie
              dzidziuś chory. Znam właśnie taki przypadek, dziewczyna trafia do
              szpitala w 5tc z plamieniami i bólem podbrzusza, lekarze próbują
              podtrzymać ciążę lekami na podtrzymanie, dziewczyna leży 3 mies
              plackiem w szpitalu, zagrożenie poronieniem mija i wtedy szok na usg
              wychodzi że dziecko będzie miało niewydolność obydwu nerek. Płacz,
              tragedia, lament..... Pozostawiam bez komentarza.
              Dlatego u-p-i ja coraz bardziej przekonuję się, że lekarze mają
              rację, że to loteria, selekcja natury. Zdrowy zarodek poradzi sobie
              i z przeziębieniem i z wirusami i z przemęczeniem i z innymi
              dolegliwościami. Słaby zarodek nie przetrwa nawet leżenia plackiem.
              Nie dziwię się że masz takie podejście. Ja mam się już coraz lepiej,
              dzisiaj byłam na szkoleniu bhp do pracy, od 1.04 idę do pracy na
              weekendy (w pozostałe dni muszę się opiekować małą) i już dzisiaj
              widziałam ile mi da to że wracam wśród ludzi. Takie rzeczy się
              zdarzają i jakoś trzeba żyć dalej i mieć nadzieję, że to co mówią
              lekarzema sens, że kolejnym razem się uda.
              Oczywiście zrobię podstawowe badania toxo i cytomegalię właśnie
              zrobiłam, zbadam jeszcze tarczycę, bo mam skłonności do problemów z
              nią, zrobię posiew moczu, badania ginekologiczne i poziom prl. To
              pewnie tyle, może jeszcze coś w czasie wyjdzie. Jak coś będzie nie
              tak, to wyleczę, a jak będzie ok to zabierzemy się do roboty. Póki
              co zajmę się sobą, córką i mężem.
              Przez to co się stało zdałam sobie sprawę, że nie doceniałam tego co
              mam. Mam kochaną najwspanialszą na świecie córkę i naprawdę
              wspaniałego kochanego i oddanego męża, który tak bardzo mnie wspiera
              i ma wciąż cierpliwość mnie pocieszać, chociaż wiem że i dla niego
              to był cios.
              Wiesz, może wydaje Ci się że nic takiego nie zrobiłaś, to bardzo mi
              pomogłaś, to co pisałaś, to Twoje podejście, które mnie z początku
              szokowało, a którego Ci zazdrościłam. Naprawdę bardzo się cieszę, że
              spotkałam Cię na swojej drodze, mimo iż tylko wirtualnie.

              Jestem z Warszawy, a Ty? Jeżeli tez to podaj mi namiary na tego
              pywatnego gina.
              • u-p-i Re: game over 26.03.08, 17:49
                Fajny ten Twoj lekarz! Ja calym sercem uwazam, ze poronienia powinno
                sie oswajac (i to nie tylko swoje, ale poronienia w ogole).

                Wysylam Ci email na poczte gazetowa.
              • lilith76 Re: game over 27.03.08, 13:58
                Czekamy na
                > okres, spóźnia się 2-3 tyg, dopiero robimy test i myślimy o... chyba
                > jestem w ciąży, to zmieniamy tryb życia na bardziej oszczędny,
                > bierzemy kwas foliowy i zapisujemy się na spokojnie na wizytę u
                > gina. Koło 10tc mamy pierwszą wizytę, a pierwsze usg po 12tc

                Jest w tym sporo racji. Dziś w modzie jest robienie trzech testów ciążowych, minimum dwukrotnej bety, czy przyrasta, usg - sprawdzić, czy jest pęcherzyk, usg - czy już bije serce, usg - bo dawno nic nie widziałam. Spirala się rozkręca, wymyślają coraz to nowe gadżety dla zeschizowanych ciężarnych.
                Jednak moja ciąża skończyła się koło 7/8 tyg., a organizm nadal produkował hormony (nie brałam nic na podtrzymanie, to prywatna inicjatywa mojego ciała). Rzecz wyszła na jaw na usg w 12 tyg. Gdyby nie to badanie, gdybym żyła w czasach sprzed usg, nie wiem ile bym tak chodziła, co dalej by się stało. Pytałam lekarza w szpitalu - może bym sama w kóńcu zaczęła ronić, może wdałoby się zakażenie. Dzięki.
                • jola427 Re: game over 27.03.08, 16:33
                  No właśnie lilith, ja sama nie wiem jak będę się zachowywać w
                  kolejnej ciąży, czy będę spokojnie czekać na rozwój wydarzeń? Czy
                  polecę na usg w 6tc i co tydzień będę sprawdzać. Wszystko
                  porównywałam z pierwszą ciążą, tamta rozwijała się idealnie i od
                  początku przechodziłam ją książkowo. W dniu spodziewanej @ test i 2
                  grube krechy, po tygodniu wizyta u gina, a w 6ti 4d usg i wszystko
                  idealnie widać było serduszko, żadnych odchyłek od normy, termin z
                  usg taki sam jak z OM. Okropne mdłości i wymioty, ból piersi i już w
                  7 tc większy stanik, sporadyczne bóle podbrzusza, żadnych plamień,
                  nic dziwnego że wtedy byłam wyluzowana. Z tą ciążą od poczatku było
                  inaczej, mdłości prawie wogóle, na piersiach żyłki, ale prawie wcale
                  nie bolały, nie zauważyłam powiększenia, okropne wzdęcia (ustąpiły w
                  6tc) i nie wiadomo dlaczego ból krzyza. Na usg w 6t i 4d opóźnienie
                  kilkudniowe, a zarodek ma wielkość jak w 5 tyg, serduszka oczywiście
                  nie widać, ale jest echo. Wierzyłam że będzie dobrze, bo przecież to
                  niemożliwe, żeby mnie coś takiego spotkało... a jednak.
                  Ciekawe tylko skąd te bóle krzyża? Może to nerki, w bad aniu moczu
                  pokazało się białko, ale lekarz to zbagatelizował, powiedział że
                  jest go mało. Mam tyłozgięcie macicy i lekarz jak robił mi usg
                  powiedział że może od tego mnie kręgosłup bolał. Ale czy to prawda?
                  Czytałam o tyłozgięciu i nigdzie nie pisze, żeby to mogło powodować
                  jakieś bóle.
                  • lilith76 Re: game over 27.03.08, 16:49
                    Zaskakujące.
                    Moja ciąża też była raczej łagodna w przebiegu, ale cieszyłam się, że przecież niektóre kobiety tak mają.
                    Na pierwszym usg też była młodsza o kilka dni w stosunku do moich ustaleń (ostatni dzień ze śluzem płodnym), ale przecież mogłam się pomylić, temperatury nie mierzyłam. No i serce biło, a po tym etapie podobno tylko 1 na 20 ciąż się kończy. Przynajmniej mam jakieś zdjęcie na pamiątkę.
                    Też miałam tydzień silnych bólów w krzyżu, ale ginekolog mówił, że to się macica rozszerza. W końcu minęły.

                    Po poronieniu, rozpisałam rozkład na kolejną ciążę - co, kiedy badać, żeby znowu nie dowiedzieć się po kilku tygodniach o śmierci dziecka - przyrosty bety, usg. Teraz po 2 miesiącach myślę, że to szaleństwo. Wystarczy jak poprzednio - jedno by zobaczyć, czy serce bije i drugie genetyczne. Nigdy już nie wejdę na usg z takim lekkim sercem jak wtedy - będą rączki, nóżki, a może już płeć zobaczę. Będzie mnie ściskać w gardle.
          • u-p-i Re: game over 26.03.08, 00:15
            Ty jolu napisalas wiersz, ktory jest w Twoim pozegnaniu? Jest sliczny!!! Az mi
            sie lzy w oczach zakrecily!

            Wiesz, mysle, ze cos jednak sie traci majac moje podejscie: ja nie mam aniolka,
            ja po prostu mialam nieudana ciaze z nieudanym zarodkiem (czyli to, za co
            wiekszosc dziewczyn na tym forum nienawidzi lekarzy).

            Trzymajcie sie cieplo z Twoim mezem, z coreczka i z kochanym aniolkiem smile
            • yadrall Re: game over 27.03.08, 17:41
              Znaczy,ze ja mialam 4 razy pecha i nieudany zarodek??? Super...
              • lilith76 Re: game over 28.03.08, 10:31
                Każdy radzi sobie z bólem inaczej, każdy wraca do życia inaczej - jedna przeżywa etapy żałoby jakby straciła dziecko, druga je odczłowiecza. Ja nie potrafię tak jak u-p-i - moje 8 milimetrów istoty było moim dzieckiem, nie jakimś chłamem zatrzymanym rozwoju.
                Jedyna pociecha dla mnie to taka, że na tym etapie rozwoju raczej nic je nie bolało, nie miało świadomości, więc odeszło spokojnie. Dla mnie nie było człowieczkiem z rączkami, nóżkami, wołające "mamusiu, mamusiu, puk, puk, to ja". Gdybym ciąża skończyła się na późniejszym etapie, rozpaczałabym chyba bardziej, bo cierpienie mojego dziecka byłoby większe.
                • u-p-i Re: game over 28.03.08, 11:06
                  Yadrall, Lilith,
                  pewnie, ze kazdy przezywa inaczej! I kazde przezywanie jest dobre!
                  Ja opisalam swoje mysli
                  • lilith76 Re: game over 28.03.08, 11:55
                    ja nie nienawidze moich
                    > nieudanych zarodkow! Sa moje! Z mojego ciala, z mojej krwi, chodowane pod
                    > sercem! Nie chce sie ich wypierac, nie chce o nich zapominac. Tylko nie nazywam
                    > ich "dziecmi" czy "aniolkami". I tyle.

                    Ok.
                    To tylko nazwy. Emocje czasem te same.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka