Dodaj do ulubionych

Matka bio- dwie strony medalu

28.07.09, 14:42
Jest na tym forum wiele wątków dotyczących rodziców adopcyjnych.
Rodzic/rodzice bio raczej nie wypowiadają się. Cóż....mogę się tylko
domyślać dlaczego. Dla mnie, matki biologicznej dziecka, które
oddałam do adopcji nie jest to łatwe. Pragnę jednak tym wpisem
uświadomić uczestnikom tego forum i wszystkim zainteresowanym
tematem adopcji, że nie zawsze pod osobą rodzica bio kryje się
wszelka patologia i zło. Są osoby, które muszą oddać swoje dziecko z
bardzo różnych, nie mających nic wspólnego z powszechnie rozumianą
patologią przyczyn. Wspólnym mianownikiem takowych przyczyn jest
bieda. Bieda ze wszystkimi konsekwencjami takimi jak bezdomność,
brak środków do życia, brak pomocy ze strony instytucji państwowych,
choroby. Już słyszę te protesty, że można zapracować, wynająć kąt.
Próbowałam. Nie będę rozpisywać się o tym, dlaczego się nie udało,
dlaczego ludzie są bez serca, dlaczego czasem w życiu wszystko
latami układa się źle. W tej sytuacji można się poddać i uwierzyć,
że inni mogą dać twojemu dziecku słoneczne życie pełne miłości, że
nie musi dzielić twojego losu. Od tamtego czasu minęło kilkanaście
lat tęsknoty ponad siły i nadziei, że może kiedyś......., że może
choć na chwilę. Po trudnych doświadczeniach poukładałam życie.
Poukładałam dobrze. Córka i mąż wiedzą, że jest jeszcze ktoś
wytęskniony. Czekamy. Boję się, że się nie doczekamy. Nie mam prawa
do tego czekania, wiem. Nie szukam, nie burzę niczego tym, którzy
budowli za mnie. Po prostu kocham i czekam. Bywają chwile, dni
kiedy nie mogę się podnieść. Ból jest ogromny. Życie jednak toczy
się dalej. Uczucia swoje wysyłam gdzieś w niebo a one fruną jak
motyle ale gdzie siadają, nie wiem.
Obserwuj wątek
    • kawka74 Re: Matka bio- dwie strony medalu 28.07.09, 14:55
      Pragnę jednak tym wpisem
      > uświadomić uczestnikom tego forum i wszystkim zainteresowanym
      > tematem adopcji, że nie zawsze pod osobą rodzica bio kryje się
      > wszelka patologia i zło.

      Podejrzewam, że wszyscy RA to wiedzą. Faktem jest, że zachowania patologiczne w RB są jedną z częstszych przyczyn, dla których dzieci trafiają do adopcji, stąd pewnie są najczęściej wspominane; wiadomo także, że są też inne powody, m.in. skrajny niedostatek i wszystko, co się z nim wiąże.
      Mogę sobie tylko wyobrazić, jak jest Ci ciężko.
      • leli1 Re: Matka bio- dwie strony medalu 28.07.09, 17:23
        Bardzo wzruszające wyznanie!!
        MB naszego synka zawsze ma w moich myślach ciepły kącik, wierze że oddala
        małego, aby zapewnic mu lepszy los i jestem jej za to ogromnie wdzięczna.
        Kazdej MB, która zrzeka się praw do dziecka, nie pozostawia w zawieszeniu....ze
        moze kiedys, jak stane na nogi, albo jeszcze gorzej, porzuca i w ogole się nie
        interesuje (że nie wspomne o bardziej tragicznych zdareniach) nalezy się
        szacunek, bo wlasnie swoim czynem pokazuje, jak bardzo kocha swoje dziecko.
        Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
    • benittaa Re: Matka bio- dwie strony medalu 28.07.09, 21:14
      Na tym forum jest to chyba pierwsze takie wyznanie .Zawsze chciałam poznać osoby które były zmuszone oddać swoje dzieci do adopcji.Są różne przyczyny tego kroku .Mam szacunek dla tych RB ktorzy potrafili dopełnić wszystkich formalności aby ich dzieci mogły traić do rodzin które nie mogły mieć DB . Jest to dla nas jedyna szansa aby być rodzicem .dlatego twierdzę że nie można wmawiać dzieciąże RB był zły i w każdej chwili jestem gotowa pomóc synowi w poszukiwaniu RB
    • akinom29 Re: Matka bio- dwie strony medalu 29.07.09, 09:46
      Ja bede do konca zycia wdzieczna mamie biologicznej mojej corki z
      to, ze dzieki niej moglismy zostac rodzicami. Wiem, ze z biedy
      wlasnie ja oddala i chwala jej za to, ze wlasnie oddala a nie
      usunela tak jak jej to sugerowno. Mysle o niej cieplo i podziwim za
      odwage, tak, za odwge, bo trzeba niesamowitej odwagi, zeby nosic 9
      miesiecy pod sercem i oddac, zeby dziecko mialo "lepsze zycie".
    • atama Re: Matka bio- dwie strony medalu 29.07.09, 09:52
      Dziękuję Ci za ten wpis.
      Nie wyobrażam sobie, jak trudna to musiała być dla Ciebie decyzja...
      Życzę Ci wszystkiego najlepszego!
      • jula1232 Re: Matka bio- dwie strony medalu 29.07.09, 15:18
        Strasznie sie wzruszyłam twoim wpisem. Az łezka mi popłyneła.Ja mamie mojej
        córunii jestem bardzo wdzieczna. Wiem że oddała, bo nie mogła zapewnic dziecku
        przyszłosci, bytu, że była młoda!
    • monikapw1 Re: Matka bio- dwie strony medalu 02.08.09, 12:46
      Chylę czoło przed Tobą. Nie wyobrażam sobie nawet jak ciężka to była decyzja.
      Mam dwoje dzieci adopcyjnych i jestem myślami z ich mamami biologicznymi. Może
      były za młode, może nie chciały, ale lata lecą, żal dojrzewa a później nie ma
      odwrotu. Nie wiem czy dzieci będą chciały odnaleźć swoich rodziców
      biologicznych, jeśli tak pomogę im w tym na ile będę mogła. Nie trać nadziei bo
      Świat jest mały i Wasze drogi kiedyś jeszcze mogą się skrzyżować.
    • fly.ing Re: Matka bio- dwie strony medalu 03.08.09, 07:55
      Dziękuję za słowa otuchy i zrozumienia. Pomogły i dodały sił. Nie
      spodziewałam się. Dziękuję.
    • kasialu Re: Matka bio- dwie strony medalu 03.08.09, 10:57
      Fly.ing dzieki za ten wpis.
      Życzę Ci żebyś się doczekała...
      Moja XCoreczka ledwie skonczyła 5 lat, a ja już myślę o tym jak to
      będzie kiedy zaczniemy szukać jej MB.
      pozdrawiam
    • michasia_asia Re: Matka bio- dwie strony medalu 05.08.09, 01:46
      Wielkie dzieki za ten - jakze wzruszajacy - wpis.
      Moge Cie tylko zapewnic, ze nigdy nie myslalam zle o rodzicach bio.
      I nigdy nie usilowalam ich oceniac.

      Powodzenia!
      Michaska
      (adoptowane d.)




    • misiamika Re: Matka bio- dwie strony medalu 09.08.09, 15:49
      Witaj serdecznie!!! Mam nadzieje,ze kiedys zapuka do drzwi i
      bedziesz mogla wszystko wyjasnic.
      "Nasza" MB ma w tykim razie o wiele lepiej...Otoz oddala przez
      Adopcje ze wzkazaniem -to bylo 4 m-ce temu i nadal utrzymujemy
      kontakt internetowy. Wie jak mala rosnie i jak sie rozwija i choc z
      daleka to jest w jej zyciu obecna a mala bedzie wiedziec od
      poczatku,ze to nie ja ja nosilam 9m-cy pod sercem.
      Mam nadzieje ze doznasz tez kiedys takiego spokoju jak nasza MB.
      Pozdrawiam i trzymam kciuki.
    • gucia181 Re: Matka bio- dwie strony medalu 15.08.09, 00:17
      Bardzo ci wspołczuje fly i mam nadzieje że jest ci chociaż troszke
      lżej na serduszku jak opowiedziałaś swoją historie. Ja mam
      adoptowaną córeczkę i jej bm jest alkoholiczką ale zostawiła ją na
      szczęście w szpitalu za co jestem jej wdzięczna. Co do instytucji
      państwowych to są to strasznie ludzie zamiast pomagać matce bo nie
      ma za co utrzymać dziecka to łatwiej zabrać i tyle. Mówie tak bo
      moja znajoma jest w trakcie adopcji gdzie po znajomości dostanie
      niemolę które było z dobrą matką bo oddała je z wszystkim co miała a
      nie miała pieniędzy i nie chciała zeby dziecko cierpiało to zamiast
      jej pomóc szybko zabrali i poza rejestem trzymają dla znajomej
      kieroniczki z oa. To jest dosłownie oburzające dlatego bardzo ci
      współczuję i szanuję za twoją miłość do dziecka, pozdrawiam
    • bertrada Re: Matka bio- dwie strony medalu 24.08.09, 00:57
      A ja to będę do końca życia wdzięczna mojej matce biologicznej, jeżeli sama na
      to wpadła, lub temu komuś kto ją przekonał, żeby mnie oddała do adopcji.

      Nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy mają pretensję do biologicznych rodziców,
      że ich oddali. Nie bądźmy naiwni. Ludzie pokroju królowej brytyjskiej nie oddają
      dzieci do adopcji. I ta adopcja, to dar niebios. Wystarczy obejrzeć sobie
      jakikolwiek reportaż o patologicznych rodzinach, które nie potrafią się przyznać
      same przed sobą do tego, że na rodziców się nie nadają. Albo co gorsze, mają
      dzieci dla jakiegoś interesu, np pieniędzy z zasiłku.

      MB dzielą się na dwie kategorie. Te, które oddały dziecko z własnej woli i te,
      którym prawa rodzicielskie zostały zabrane. Kategoria druga to patologia o
      której nie ma co dyskutować.
      Natomiast te osoby, które same oddały dziecko do adopcji wykazały się dużą
      dojrzałością i mądrością. I należy im się za to szacunek. Nie każdy potrafi
      obiektywnie spojrzeć na siebie i realnie oszacować swoje możliwości. Nie każdy
      potrafi przyznać się przed samym sobą, że do coś go przerasta i będzie
      przerastać w przyszłości. Nie każdy potrafi podjąć kontrowersyjną i bądź co bądź
      nonkonformistyczną decyzję z punktu widzenia naszego prorodzinnego społeczeństwa.

      Uważam, że nie można zrobić dla swojego dziecka nic lepszego, niż go oddać do
      adopcji w sytuacji, kiedy jest się świadomym swoich ograniczeń. Oczywiście można
      żyć złudzeniami, że wszystko samo się ułoży, że wszystko się zmieni, że sami się
      zmienimy, itp. Tylko, że marzenia rzadko się spełniają a rzeczywistość jest
      brutalna. Zazwyczaj nic się nie zmienia a jak było źle, to przy dziecku zaczyna
      się wszystko walić.

      Nie dołuj się tym, że oddałaś dziecko do adopcji. Ciesz się, że zrobiłaś
      wszystko, żeby miało szczęśliwe i dostatnie życie. Zapewne sama nie byłabyś w
      stanie zapewnić mu wszystkiego czego potrzebuje. I być może uchroniłaś je przed
      ciężkimi przeżyciami. Nie wiadomo jak potoczyłoby się Twoje życie, gdybyś
      zdecydowała się to dziecko zatrzymać.
      • fly.ing Re: Matka bio- dwie strony medalu 24.08.09, 10:36
        Bertrada, urodziłam dziecko jako młoda, zbyt młoda dziewczyna. Moja
        rodzina liczyła 9 osób w różnym wieku. O tym , że rodzice mi nie
        pomogą, wiedziałam. Prosiłam o pomoc starsze rodzeństwo ale jej nie
        otrzymałam. Z dzieckiem znalazłam się na ulicy. Wszyscy w rodzinie
        mnie potępili i odrzucili. Nie pomogli. Do dziś, choć upłynęło
        prawie 20 lat jestem dla nich trędowata, ponieważ nie znalazłam sama
        sposobu by moje dziecko zatrzymać. Do dziś od czasu do czasu
        docierają do mnie wyzwiska i obelgi „bo oddałam”. Kiedy któreś z
        moich braci czy sióstr zawiera bliższe znajomości (małżeństwa, itp.)
        to tematem przewodnim jest poinformowanie o moim postępku swojego
        partnera. Oczywiście oburzenie przekłada się na to, że
        koniecznością staje się dla nich zdobycie możliwości pognębienia
        mnie lub szantażu. A ja wiem to i dziś, że gdybym ponownie znalazła
        się w takiej sytuacji, ponownie wybrałabym adopcję. Kiedy kogoś
        kocha się naprawdę to nie myśli się o sobie. Mam do siebie żal za
        popełniony błąd młodości, oczywiście, że mam. Płacę za to każdym
        dniem tęsknoty. Jest to piękne w ludziach, że przejmują obowiązek
        wychowania od tych, którzy sobie nie radzą. Ucieszyłam się wpisami
        ludzi, którzy uświadomili mi potrzebę i sens istnienia adopcji jako
        jedynej drogi do stania się rodzicem. Największym jednak w tym
        wszystkim problemem jest świadomość odpowiedzialności za oddane
        dziecko, która wierzcie mi nie kończy się wraz z jego oddaniem. A tu
        niestety nie wiesz nic, nie możesz wiedzieć, nawet tego czy żyje.
        Choćby tylko jakaś anonimowa wiadomość, że zdrowe, że ma dobrze, że
        szczęśliwe. Za zdjęcie swojego oddanego dziecka oddałabym skarb.
        Mur. Bo nie wolno. Bo ryzyko. Przepraszam za chaos i to co tu piszę.
        Wcześniejsze wpisy mnie ośmieliły, ponieważ pierwszy raz nikt nie
        ubliżał, nie wyzywał.
        • bertrada Re: Matka bio- dwie strony medalu 24.08.09, 13:08
          Dziecko adoptowane ma prawo poznać swoich biologicznych rodziców. Z własnego
          doświadczenia mogę powiedzieć, że nie ma fizycznej możliwości skutecznego
          zatajenia przed kimś faktu, że był adoptowany. Stąd wniosek, że Twoje dziecko na
          pewno wie, że gdzieś ma biologiczną matkę. Jak osiągnie pełnoletniość z
          pewnością przyjdzie mu do głowy, żeby szukać swoich korzeni. Natomiast jak tego
          nie zrobi to być może dlatego, że jest szczęśliwe i nie ma ochoty na żadną
          rewolucję w swoim życiu. Mam wrażenie, że chętniej szukają swoich rodzin osoby,
          którym nie układa się w życiu. Tak, że powiedziałabym nawet, że skoro Twoje
          dziecko nie dąży do kontaktu z Tobą to jest to dobry znak.

          A co do Twojej rodziny i jej stosunku do Ciebie, to mam wrażenie, że znaleźli
          sobie jakiś wór treningowy. A to, że oddałaś dziecko do adopcji nie jest powodem
          tylko pretekstem, to tego żeby Ci dokopywać. Jakbyś nie oddała, to znaleźliby
          sobie inny. I ten stan będzie trwał dopóki im się nie postawisz. Potrenuj trochę
          asertywność. A przynajmniej naucz się olewać ich zagrywki. Jak nie będą mieli
          satysfakcjonującego odzewu, to odpuszczą. Bo co to za przyjemność w dowalaniu
          komuś, kogo to nie rusza.
        • kawka74 Re: Matka bio- dwie strony medalu 24.08.09, 13:16
          Za zdjęcie swojego oddanego dziecka oddałabym skarb.
          > Mur. Bo nie wolno. Bo ryzyko.

          Dla jego dobra. To dla Ciebie na pewno trudne, ale to ze strony dziecka musi wyjść inicjatywa kontaktu czy choćby przekazania jakiejkolwiek informacji. Przypuszczam, że w ośrodku, za pośrednictwem którego przeprowadzono adopcję, są Twoje dane, poza tym dziecko (skoro minęło już prawie 20 lat) ma wgląd w swoje dokumenty. Jeśli tego zechce, znajdzie do Ciebie drogę, ale musisz dać mu czas.
          Postawę Twojej rodziny pozostawiam bez komentarza.
          • trudno_tak Re: Matka bio- dwie strony medalu 31.08.09, 15:58
            fly.ing...

            dziękuję, że napisałaś na tym forum

            Zawsze myślę ciepło o mamie biologicznej mojego synka. Gdyby nie
            ona, nie miałabym GO. Myślę o niej, gdy mały ma urodziny, gdy są
            święta i w wielu innych momentach.
            I czuję wdzięczność.
            Mój synek będzie znał prawdę o swoim pochodzeniu i jeśli zechce
            poznać Tą, która go urodziła, pomożemy mu.

            Boję się tylko, czy to jej nie zrani, może wolałaby nie...
            • rodzicebiologiczni Re: Matka bio- dwie strony medalu 01.09.09, 19:29
              agataka26 napisał "Wiele o Niej myślałam, o Jej uczuciach, o tym jak
              często o nas myśli nie wiedząc o nas nic, o tym jak bliska jest dla
              Niej nasza córka. Myślałam o tym kim jest dla mojego dziecka Mamą
              czy Panią, która ją urodziła... dzisiaj wiem...

              Wielkimi krokami nadchodził dzień pierwszych urodzin mojej córki, to
              ważna data dla nas, rodziców, dla dziecka i dla... jej biologicznej
              mamy. Im bliżej urodzin, tym bardziej chciałam Jej powiedzieć... tym
              bardziej myślałam o tym co Ona czuje, o tym jak bardzo można wyprzeć
              dziecko z pamięci... chciałam do Niej napisać, że córka jest
              wspaniałym dzieckiem, że jest zdrowa, że jesteśmy szczęśliwą
              rodziną, że bardzo ją kochamy.
              Mąż był przeciwny, dla niego wszystko było takie proste: Ona oddała,
              my adoptowaliśmy - początek i koniec związku.
              Do mnie nieustannie wracały myśli o tym co Ona czuje..? Wiem, że nie
              mogła być mamą trzeciego dziecka, że Jej decyzja była w pełni
              świadoma i jakże dojrzała i odpowiedzialna, ale cały czas byłam
              pewna, że Ona myśli o córce, że Jej niewiedza jest bardzo bolesna.
              My rodzice adopcyjni chcemy wiedzieć wszystko, każdy strzępek
              wiadomości ma dla nas znaczenie, a Ona... poza zapewnieniem, że
              dziecko trafiło do dobrych ludzi nie wie zupełnie nic...
              Zrobiła dla swojej córki tak wiele, z miłości do niej postanowiła ją
              oddać, nie widziała jej nigdy.
              Zadzwoniłam do Niej...
              Zadzwoniłam do biologicznej matki mojej córki.
              Głos wiązł mi w gardle, powiedziałam: Jestem mamą Pani córki ,
              wydawało mi się, że to nie ja, nie mój głos.
              A Ona... zaprzeczyła. Właściwie niczego innego się nie spodziewałam,
              powtórzyłam to jeszcze raz i dodałam: Jeżeli nie chce Pani ze mną
              rozmawiać, proszę mi to powiedzieć, zrozumiem, bo nie chcę burzyć
              Pani spokoju
              Teraz wiem, że spokój dała Jej nasza rozmowa...
              Płakała: Kochacie ją?
              Jak??!! Jak mam ją zapewnić w kilku słowach, że kocham moje dziecko
              ponad życie? Że jest moim słońcem?!
              Płakałam. Kochamy ją najbardziej na świecie...
              Chciała wiedzieć wszystko: jakie ma oczy, kiedy zaczęła chodzić, czy
              dobrze śpi w nocy, czy to ja nie mogę mieć dzieci...
              Zachłysnęła się, opowiadała mi o sobie, dlaczego tak postąpiła, o
              tym jak przepraszała Boga za to co zrobiła, o tym jak była w sądzie
              i sędzia Jej powiedziała, że dziecko trafiło do bardzo dobrych
              ludzi, o tym, że czeka na mieszkanie, o swojej sytuacji materialnej,
              o swoim "chłopie", który zostawił Ją z dziecmi.
              Mówiła... dziękowała... za wszystko... za to, że zadzwoniłam,
              wiadomość od nas była czymś o czym bała się marzyć, za to, że chcę
              być mamą Jej dziecka.
              Wiem, że bardzo chciałaby nas poznać, zobaczyć córkę, my nie
              jesteśmy na to gotowi i być może nigdy nie będziemy. Wiem też, że
              bardzo ją kocha, że moje dziecko zawsze znajdzie u Niej wsparcie.
              Nie jestem Jej wrogiem, nie jestem tą "która zabrała", dla mnie to
              wiele zmienia. Już wiem, co powiem kiedyś o Niej córce, wiem, że
              jeśli córka będzie chciała poznać swoje korzenie, to drzwi są
              otwarte.
              Obiecałam Jej, że jeszcze kiedyś zadzwonię, dotrzymam obietnicy, dla
              mojej córki, która ma dwie kochające mamy."
              • mamaalex Re: Matka bio- dwie strony medalu 02.09.09, 08:45
                znam agatka26 bardzo dobrze ,znam tez ten wątek z naszego bociana ,który
                zacytowałaś ,tylko nie wiem czy agataka26 była by zachwycona ,że go tu umieściłaśuncertain
              • izabelar0 Re: Matka bio- dwie strony medalu 04.10.09, 12:56
                rodzicebiologiczni napisała:

                > agataka26 napisał "Wiele o Niej myślałam, o Jej uczuciach, o tym
                jak
                > często o nas myśli nie wiedząc o nas nic, o tym jak bliska jest
                dla
                > Niej nasza córka. Myślałam o tym kim jest dla mojego dziecka Mamą
                > czy Panią, która ją urodziła... dzisiaj wiem...
                >
                > Wielkimi krokami nadchodził dzień pierwszych urodzin mojej córki,
                to
                > ważna data dla nas, rodziców, dla dziecka i dla... jej
                biologicznej
                > mamy. Im bliżej urodzin, tym bardziej chciałam Jej powiedzieć...
                tym
                > bardziej myślałam o tym co Ona czuje, o tym jak bardzo można
                wyprzeć
                > dziecko z pamięci... chciałam do Niej napisać, że córka jest
                > wspaniałym dzieckiem, że jest zdrowa, że jesteśmy szczęśliwą
                > rodziną, że bardzo ją kochamy.
                > Mąż był przeciwny, dla niego wszystko było takie proste: Ona
                oddała,
                > my adoptowaliśmy - początek i koniec związku.
                > Do mnie nieustannie wracały myśli o tym co Ona czuje..? Wiem, że
                nie
                > mogła być mamą trzeciego dziecka, że Jej decyzja była w pełni
                > świadoma i jakże dojrzała i odpowiedzialna, ale cały czas byłam
                > pewna, że Ona myśli o córce, że Jej niewiedza jest bardzo bolesna.
                > My rodzice adopcyjni chcemy wiedzieć wszystko, każdy strzępek
                > wiadomości ma dla nas znaczenie, a Ona... poza zapewnieniem, że
                > dziecko trafiło do dobrych ludzi nie wie zupełnie nic...
                > Zrobiła dla swojej córki tak wiele, z miłości do niej postanowiła

                > oddać, nie widziała jej nigdy.
                > Zadzwoniłam do Niej...
                > Zadzwoniłam do biologicznej matki mojej córki.
                > Głos wiązł mi w gardle, powiedziałam: Jestem mamą Pani córki ,
                > wydawało mi się, że to nie ja, nie mój głos.
                > A Ona... zaprzeczyła. Właściwie niczego innego się nie
                spodziewałam,
                > powtórzyłam to jeszcze raz i dodałam: Jeżeli nie chce Pani ze mną
                > rozmawiać, proszę mi to powiedzieć, zrozumiem, bo nie chcę burzyć
                > Pani spokoju
                > Teraz wiem, że spokój dała Jej nasza rozmowa...
                > Płakała: Kochacie ją?
                > Jak??!! Jak mam ją zapewnić w kilku słowach, że kocham moje
                dziecko
                > ponad życie? Że jest moim słońcem?!
                > Płakałam. Kochamy ją najbardziej na świecie...
                > Chciała wiedzieć wszystko: jakie ma oczy, kiedy zaczęła chodzić,
                czy
                > dobrze śpi w nocy, czy to ja nie mogę mieć dzieci...
                > Zachłysnęła się, opowiadała mi o sobie, dlaczego tak postąpiła, o
                > tym jak przepraszała Boga za to co zrobiła, o tym jak była w
                sądzie
                > i sędzia Jej powiedziała, że dziecko trafiło do bardzo dobrych
                > ludzi, o tym, że czeka na mieszkanie, o swojej sytuacji
                materialnej,
                > o swoim "chłopie", który zostawił Ją z dziecmi.
                > Mówiła... dziękowała... za wszystko... za to, że zadzwoniłam,
                > wiadomość od nas była czymś o czym bała się marzyć, za to, że chcę
                > być mamą Jej dziecka.
                > Wiem, że bardzo chciałaby nas poznać, zobaczyć córkę, my nie
                > jesteśmy na to gotowi i być może nigdy nie będziemy. Wiem też, że
                > bardzo ją kocha, że moje dziecko zawsze znajdzie u Niej wsparcie.
                > Nie jestem Jej wrogiem, nie jestem tą "która zabrała", dla mnie to
                > wiele zmienia. Już wiem, co powiem kiedyś o Niej córce, wiem, że
                > jeśli córka będzie chciała poznać swoje korzenie, to drzwi są
                > otwarte.
                > Obiecałam Jej, że jeszcze kiedyś zadzwonię, dotrzymam obietnicy,
                dla
                > mojej córki, która ma dwie kochające mamy."


                ale jaja, przynajmniej trzymajcie sie jednej wersji "histori", bo za
                kazdym razem opowiadacie co innego, to podalabym do...
    • marijohanna Re: Matka bio- dwie strony medalu 15.09.09, 12:50
      rowniez bardzo Ci dziekuje za ten wpis.
    • kasialu Re: Matka bio- dwie strony medalu 15.09.09, 14:50
      Ja też chciałam zadzwonić do MB mojej córeczki... chciałabym wysyłać
      jej listy, zdjęcia... ale się nie odważyłam do tej pory.
      • lusiasia Re: Matka bio- dwie strony medalu 06.10.09, 19:58
        wspolczuje ci
        czytalam ostatnio artykul o podobnej tematyce jak szybko mozna adoptowac w
        krajach bylego ZSRR, z powodu kryzysu
        nie mowiac juz o Azji (Kambodza, Wietnam to adopcje wlasnie z biedy)
        nie jestes wcale przypadkiem odosobnionym

        moze kiedys odnajdzie cie to dziecko i powie ze u niego wszystko dobrze, zycze
        ci tego
        • jucha32 Re: Matka bio- dwie strony medalu 18.10.09, 17:38
          Matka ,ojego syna była młoda, piła i się szlajała. Ojciec w
          papierach podany był jako NN. Dziewczyna miała dwoje starszych
          dzieci, którymi zajmowali się jej rodzice. Trzeciego nie byli
          w stanie wychowywać. Odebrano jej prawa rodzicielskie.
          Nie mam żalu do tej dziewczyny. W ogóle o niej nie myślę. Dzięki
          niej mam cudownego synka.
          Znam również historię kobiety. która urodziła kolejne dziecko
          i z biedy je oddałą.
          Nie można genralizować, że wszystkie matki biologiczne matki wywodzą
          się z patologii.
    • mamakar Re: Matka bio- dwie strony medalu 07.12.09, 15:42
      Witam
      Ja też jestem mb, znam dokładnie twój ból sad ja przez 16 lat
      marzyłam żeby ją zobaczyć, cokolwiek się dowiedzieć łudziłam się że
      jak dowiem sie tylko że wszystko w porządku będzie mi lepiej. Rok
      temu moja córeczka nawiązala ze mna kontakt , był to najpiękniejszy
      dzień w moim zyciu, były długie rozmowy jakbyśmy chciały nadrobić
      stracony czas doszło nawet do dwóch spotkań po czym cisza...
      Pisałam maile ale bez odzewu nie mogę tego zrozumieć ponieważ
      dostałam od niej tyle ciepłych słów nie było w niej ani odrobiny
      żalu do mnie
      Zostaje mi nadal czekać, może powinnam być spokojniejsza wiedząc
      jaka jest mając nadzieje że jest szczęśliwa ale boli jeszcze gorzej
      jak na nowo otwarta rana .
      Cały czas wierzę,że może nam się jeszcze uda w jej dorosłym zyciu
      spotkać.
    • liliowy.motylek Re: Matka bio- dwie strony medalu 23.12.09, 13:30
      prowadze pogotowie rodzinne dla noworodkow zostawianych w szpitalu
      zaraz po urodzeniu.... trafiaja one do naszej rodziny i zajmujemy
      sie nimi razem z mezem i nasza 5 -letnia coreczka do czasu az
      sytuacja prawna ich jest uregulowania i moga isc do adopcjismile jedna
      z rodzin ktora adoptowala "naszego" Szymka opowiedziala nam jak
      zamknela sprawe adopcji z mama biologiczna ich starszej coreczki( po
      Szymek byl ich drugim dzieckiem adopcyjnym i wiem ze z jego mama
      biol. zamierzali postapic podobnie) Oni chcec podziekowac mamie
      biologicznej ich coreczki napisali do niej list, w ktorym
      powiedzieli ze sa jej wdzieczmi za dar jaki im ofiarowala,,,, ze nie
      potepiaja jej i nigdy o niej nie beda mowic zle ich dziecku i ze
      zrobia wszystko by malenka byla szczesliwa w ich rodzinie .... to
      tak w ogolnym ujeciusmile zostawili ten list w osrodku adopcyjnym
      proszac by go przekazano mamie biologicznej... i po krotkim czasie
      ta sama droga dostali od niej odpowiedzsmile wiec mysle ze to jest
      sposob na zapewninie mam biologicznych, ze dziecko ktore odarowaly
      osoba ktore wlasnych dzieci miec nie moga... ma sie dobrze i jest w
      nowym domu szczesliwesmile co o Tym myslicie?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka