sheila_take_a_bow
13.10.04, 07:23
Przez ostatnich kilka dni - moglabym jesc i jesc. Caly czas przelykam sline i
ciagle mi malo. Mimo tego, ze staram sie i jem normalne sniadanie i cieply
obiad. Jeszcze sie hamuje i nie rzucam na slodycze, ale boje sie co sie
bedzie dzialo jak hamulce mi puszcza. Za soba mam ogromne skoki wagi, raz w
gore raz w dol, naprzemienne odchudzanie sie i tycie od 15-ego roku zycia
(czyli od 10-ciu lat). Czytalam tutaj bardzo madry wpis rumiankowej o tym,
zeby nie odchudzac sie na sile, byc dla siebie dobra, polubic sie itd. I to
byly piekne slowa i gratuluje samej rumiankowej, ze dobrze sobie radzi, ale
co robic, kiedy przychodzi napad na lodowke i nie mozna przestac jesc?
Jest 7:20, zjadlam bule grahamke i kubeczek bialego serka grani. Wypilam
cappucino. I chcialabym jeszcze, chociaz nie jestem glodna i chyba nie bylam
przed sniadaniem tez. Jeszcze bym cos zjadla. To apetyt, nie glod. Zrobie
sobie jeszcze jedno cappucino, moze mi przejdzie?
Mam dosyc tego ciaglego myslenia o odchudzaniu, o "wałeczkach" wokol talii...