mordimer997
20.09.11, 23:19
A ja, przekornie. Uważam, że to równo zarobki dla kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach to może być dyskryminacja.... mężczyzn. Pracuje w państwowej firmie. Zarobki na tych samych stanowiskach są takie same. Koleżanki chodzą na urlopy macierzyńskie, wychowawcze, zwolnienia lekarskie związane z ciążami. Nie ma z tym problemu. Firma państwowa, więc szefowie specjalnie się tym nie przejmują. Wszystko cacy - zgodnie z kodeksem pracy. Tylko, że jak koleżanki pójdą na urlopy związane z ciążami, to ktoś jednak musi pracować. Kto?, pozostali pracownicy. Ich zadania są dzielone między pozostałych. W szczególności te najgorsze, które nie mogą czekać - pilne. Ja dostaje jedne z najgorszych, bo przecież: "jesteś facetem i w ciążę nie zajdziesz" Do tego po powrocie koleżanki często korzystają ze zwolnień lekarskich - wiadomo dzieci chorują. Przeciętny czas pobytu na wolnych związanych z ciążą to jeden rok, plus późniejsze zwolnienia na chorujące dzieci. Pań w firmie jest więcej niż panów. Zatem przejęcie obowiązków nie jest 1:1. W ciągu kilku lat dostawałem pracę po co najmniej kilku paniach. Państwowa firma ma sztywny budżet na etaty, więc nikt nie jest zatrudniany na zastępstwo tylko dodatkową pracą są obciążani ci co pozostają. W efekcie pracuję zauważalnie więcej niż koleżanki. Moja wydajność jest dużo wyższa ponieważ w długich okresach czasu kończę o wiele więcej tematów niż one. Natomiast pensje mamy równe. Odbieram to jako rażącą niesprawiedliwość. Nie przekonują minie argumenty typu, że przecież dzieci ktoś musi rodzić. Musi tylko co to ma wspólnego ze mną. Nie ja przecież przyczyniłem się do tych ciąż :). Niech partnerzy tych Pań martwią się o swe wybranki, a nie ja, obcy przecież człowiek, który na zasadzie przypadku pracuje w tej samej firmie wraz z nimi. Dlaczego mam więc pracować za nie, i mieć płacone tyle samo? Prywatne firma kierująca się rachunkiem ekonomicznym, jakoś to różnicują i jednak kobietom płaca mniej. Teraz to rozumiem. Nie stoi za tym jakaś złośliwość, czy chęć dyskryminacji tylko zwykła finansowa kalkulacja. Mniej pracujesz to mniej zarabiasz. Bo pewnie zauważyli to o czym ja przekonałem się na własnej skórze i wynagradzają lepiej bardziej wydajnych pracowników. A państwowa firma ma to w nosie. Uprzedzając pytania czemu nie zmienię pracy skoro mi źle. Rozważam zmianę pracy. Może pójdę tam gdzie może jest jest "dyskryminacja" wg. Feministek, ale przynajmniej, ci co więcej i wydajniej pracują są też lepiej wynagradzani.