ignorant11 Re: Dylematy Rosji 12.01.04, 05:08 Ostateczny kryzys tej polityki nastąpił w 1999 r., kiedy stosunki Rosji z Zachodem osiągnęły stadium "zimnego pokoju". Wówczas do NATO przystąpili nowi członkowie, doszło do akcji przeciwko Jugosławii, zaś Borys Jelcyn i członkowie jego rodziny znaleźli się w centrum finansowego skandalu związanego z Bank of New York. Nowy etap stosunków Rosja - Zachód związany jest z Władimirem Putinem. Prezydent od razu ogłosił nowe zasady swojej polityki zagranicznej, której podstawę powinno stanowić uznanie realnej rzeczywistości, pragmatyzm, wyraźny wybór priorytetów i oszczędność środków. Już z przedwyborczego programu Putina wynikało, że przyszły prezydent widzi Rosję jako część społeczności demokratycznych narodów. Przywołując jako przykład demokratyczny rozwój państw zachodnich, skonstatował: "prawie siedem dziesięcioleci szliśmy ulicą prowadzącą w ślepy zaułek i wytyczoną obok najważniejszej drogi cywilizacji". Program współpracy z Zachodem spektakularnie został potwierdzony 11 września 2001 r., kiedy Putin jako pierwszy wśród światowych przywódców zdecydowanie poparł USA. W ciągu następnego pół roku wykonany został milowy krok w kierunku zachodnim. Rosja stała się częścią globalnej koalicji antyterrorystycznej, nawiązała - jeszcze dwa lata wcześniej nie do pomyślenia - stosunki z NATO w ramach "dwudziestki", podpisała z USA umowę o redukcji strategicznych potencjałów ofensywnych, uaktywniła pertraktacje z Unią Europejską. Wydawało się, że nareszcie nastąpił przełom i Rosja stanie się częścią społeczności północnoatlantyckiej. Jednakże już na jesieni 2002 r. te procesy straciły impet. Coraz częściej można było usłyszeć pytania: a co nam daje popieranie USA w walce z terroryzmem? I bezprecedensowe ustępstwa geopolityczne? "Dwudziestka" NATO pozostaje czysto formalną strukturą. Stosunki z UE, w których Władimir Putin pokładał wielkie nadzieje, nie rozwijają się. Więcej - okazało się, że Rosji bardzo trudno układa się współpraca z Unią. Powrócił temat Czeczenii, Rosja nie zdołała przekonać Europy, że czeczeńscy separatyści i międzynarodowi terroryści to tak naprawdę jedno i to samo. Istotna próba zbliżenia się z Europą podjęta została w przededniu i w czasie irackiej kampanii, kiedy Rosja poparła Niemcy i Francję przeciwników amerykańskiej strategii. Ożywiło to tę część politycznego spektrum, która dowodziła, że interesy Rosji i USA są absolutnie nie do pogodzenia. Politolog i polityk Aleksander Dugin pisał w lutym 2003 r.: "Na naszych oczach powstaje zaczyn nowego modelu urządzania świata, alternatywy wobec modelu amerykańskiego". Zdaniem Dugina Europa razem z Rosją powinna stać się samodzielnym biegunem wielobiegunowego świata, a więc przeciwwagą wojskowo- politycznej potęgi USA. Ten scenariusz okazał się nierealistyczny. UE udowodniła swoją niezdolność do przekształcenia się w alternatywę USA, proces wypracowania wspólnej europejskiej polityki w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony zabuksował. Nadzieja na wykorzystanie transatlantyckiego pęknięcia w interesie Rosji okazała się płonna. Więcej - do władz Rosji szybko dotarło, że nastroje antyamerykańskie, szybko rosnące w związku z niepopularną kampanią iracką USA, mogą wywołać daleko idące negatywne skutki. Dzisiaj, pół roku po zakończeniu kampanii, w moskiewskich salonach władzy przeważają całkowicie inne nastroje. Wyraźnie wzrasta irytacja polityką UE. Na niedawnym spotkaniu z kanclerzem Gerhardem Schröderem Putin powiedział wiele ostrych słów pod adresem brukselskiej biurokracji, która "zachowuje się nieuczciwie" i próbuje "wykręcać Rosji ręce". Konkretnie chodzi tu o stanowisko Unii podczas negocjacji o przystąpieniu Rosji do WTO (Światowej Organizacji Handlu), jednakże w gruncie rzeczy to manifestacja rozczarowania Moskwy. Umacnia się przekonanie, że stawianie na Europę jako na głównego partnera - co Putin ogłosił w 2000 r. - okazało się niesłuszne. Sergiej Karaganow, przewodniczący prezydium Rady Polityki Obrony, powiedział niedawno, że Rosji, aby się szybko rozwijała, potrzebny jest potężny krążownik, który będzie potrafił holować ją w kierunku reform. Jest przekonany, że Europa zagłębiona w swoich wewnętrznych problemach takim krążownikiem być nie może. USA konkurent do spadku po ZSRR A więc kto może? Grupa analityków bliskich Kremlowi, kojarzona z Glebem Pawłowskim, jest zdania, że tylko Stany. W przededniu wrześniowej wizyty Władimira Putina Pawłowski sformułował tezy doktryny strategicznego sojuszu Rosji i USA. Zakładają one, że "praktycznie nie zaproponowano alternatywy dla rosyjsko-amerykańskiej współpracy strategicznej i najwidoczniej takowa nie istnieje". Co prawda wśród ekspertów istnieją różne poglądy na stosunki ze Stanami. Od ostrożnych sceptyków do reprezentantów tzw. platformy kompleksu wojskowo-przemysłowego. Uważają oni, że Stany Zjednoczone były, są i będą zawsze strategicznymi przeciwnikami Rosji, interesy obu państw są praktycznie wszędzie sprzeczne, celem polityki zagranicznej Białego Domu jest ustanowienie kontroli nad bogactwami naturalnymi Rosji i jej potencjałem jądrowym, a w perspektywie rozczłonkowanie Rosji, podobnie jak w swoim czasie Związku Radzieckiego. Zwolennicy tego poglądu nie mają jawnej reprezentacji we władzach państwa, jednakże z całą pewnością ich poglądy brano pod uwagę w tezach nowej polityki obronnej. Przecież właśnie w środowisku wojskowych i kompleksu przemysłowo- obronnego te poglądy są bardzo silne. W polityce rosyjskiej jest dość rozpowszechniony taki oto punkt widzenia: Rosja i USA konkurują ze sobą na obszarze byłego ZSRR. Powszechną uwagę zwróciło oświadczenie ministra Iwanowa wygłoszone w sztabie generalnym 2 października 2003 r.: "Nie możemy wykluczyć prewencyjnego użycia siły, jeśli będą tego wymagać interesy Rosji czy też nasze zobowiązania sojusznicze". Problem w tym, w jakich sytuacjach i przeciwko komu Rosja gotowa byłaby prewencyjnie użyć siły. Ta niejasność wywołała już wielkie zaniepokojenie sąsiadów Rosji, np. Gruzji. Groźby pod adresem Gruzji, gdzie znajdowali schronienie czeczeńscy bojownicy, słyszeliśmy z ust ministra Iwanowa jeszcze w latach 2001-02. Na spotkaniu ministrów obrony państw NATO w Colorado Springs w połowie października, Iwanow wyjaśnił, że mówiąc o prewencyjnym użyciu siły ma na myśli użycie armii w krajach WNP. Kryteria: niebezpieczna wewnętrzna destabilizacja, która może mieć wpływ na sytuację w Rosji, dyskryminacja pewnych kategorii obywateli, przede wszystkim Rosjan, nieprzestrzeganie wolności demokratycznych, niezdolność rządów do sprawowania władzy. W istocie jest to kalka strategicznej doktryny USA i jej projekcja na terytorium, które Rosja uważa za sferę swoich interesów i wpływów. Zdaniem wielu zwolenników współpracy z USA Moskwa może dogadać się z Waszyngtonem co do zasad gry na postsowieckim obszarze i odbudowy tam swojej przywódczej roli. Liberalne imperium Miejsce Rosji na postsowieckiej przestrzeni stopniowo staje się kluczowym tematem całej rosyjskiej polityki - zagranicznej, wewnętrznej, gospodarczej. Jeśli chodzi o obronę, sojusznikami Rosji są państwa-członkowie układu o kolektywnym bezpieczeństwie - Kirgizja, Tadżykistan i Kazachstan, a także Białoruś. Jednocześnie i w Kirgizji, i w Tadżykistanie USA ma bazy wojskowe, a Azerbejdżan, Gruzja, Ukraina i Mołdawia chciałyby przystąpić do NATO. Nad koncepcją Rosji jako środka ciężkości przyciągającego byłe republiki sowieckie żywo dyskutuje się nie tylko w kręgach nacjonalistów i tych, którzy tęsknią do Związku Radzieckiego, ale i wśród liberałów. Kiedy do odtworzenia ZSRR wzywali komuniści, nikogo to nie dziwiło. Ale w sierpniu 2003 r. o misji nowego "liberalnego imperium" powiedział Anatolij Czubajs, przywódca liberalnego Sojuszu Prawicy. Zdaniem Czubajsa Rosja już dzisiaj jest liderem na postsowieckiej przestrzeni i w gospodarce, Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Dylematy Rosji(3) 12.01.04, 05:10 Nad koncepcją Rosji jako środka ciężkości przyciągającego byłe republiki sowieckie żywo dyskutuje się nie tylko w kręgach nacjonalistów i tych, którzy tęsknią do Związku Radzieckiego, ale i wśród liberałów. Kiedy do odtworzenia ZSRR wzywali komuniści, nikogo to nie dziwiło. Ale w sierpniu 2003 r. o misji nowego "liberalnego imperium" powiedział Anatolij Czubajs, przywódca liberalnego Sojuszu Prawicy. Zdaniem Czubajsa Rosja już dzisiaj jest liderem na postsowieckiej przestrzeni i w gospodarce, i przemianach demokratycznych. Jej zadaniem jest przyciągnięcie byłych sowieckich republik, ale nie siłą i nie ideologią, tylko demokracją i ekonomiką. Rosja, wraz ze swoimi partnerami, twierdzi Czubajs, powinna być zamykającym ogniwem wielkich demokracji na półkuli północnej - a to są USA, Japonia, Unia Europejska. Nie należy tego traktować dosłownie - w kampanii wyborczej także i liberałowie starają się o sympatie wyborców o poglądach nacjonalistycznych. Niemniej jednak widać, że właśnie ten temat wykorzystuje się jako "przynętę". Rosja jednocząca sąsiadów i wraz z nimi przekształcająca się w potężny ośrodek siły to koncepcja, która może pogodzić liberałów i konserwatystów, "zapadników" i słowianofilów. Określając miejsce Rosji w świecie, Czubajs powiedział: nie potrzebujemy dążyć do przystąpienia do Unii, ani do NATO, Rosja jest samowystarczalnym państwem, które nie powinno przystosowywać się do obcych regulaminów. To współbrzmi z wypowiedziami prezydenta, który krytykuje UE właśnie za próby narzucenia Rosji swoich wymagań. "Ręce Rosji są coraz silniejsze, nie wykręcą nam rąk nawet tacy mocarze, jak kraje Unii Europejskiej". Geopolityka i stereotypy Po trzech latach stabilności i rozwoju związanych z nazwiskiem obecnego prezydenta Rosja zaczyna formułować swoje projekty na przyszłość. Wejście do społeczności atlantyckiej, o czym marzono 12 lat temu, u zarania rosyjskiej demokracji, teraz nie wydaje się już głównym, a co ważniejsze - realnym celem. Zadanie jest wyjątkowo skomplikowane. Chodzi o wypracowanie taktyki, która byłaby samodzielna, ale nie konfrontacyjna. Która zakładałaby, jeśli nie formalny sojusz, to przynajmniej ścisłe partnerstwo z państwami Zachodu, oparte na założeniu, że wspólnych interesów mamy więcej niż rozbieżnych. W tym celu konieczne jest przezwyciężenie całej masy historycznych stereotypów oraz ideologicznych schematów. Jednak niedawne decyzje Kremla, takie jak aresztowanie Michaiła Chodorkowskiego i odejście szefa kancelarii prezydenta Aleksandra Wołoszyna (uważanego za liberała), skłaniają ponownie do obaw, że ludzie, którzy sprawują realną władzę, mogą dokonać odmiennego geopolitycznego wyboru. tłum. Irena Lewandowska Fiodor Łukianow, redaktor naczelny "Russia in Global Affairs" Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ: www.pajacyk.pl Ignorant +++ Odpowiedz Link