witomir
26.02.04, 14:54
Twórca ekofilozofii Henryk Skolimowski jest wychowankiem szkoły filozofii
analitycznej, do naszego kraju importowanej z Zachodu. Sama zaś ekofilozofia
jest od analityczności jak najdalsza; jest po prostu filozofią duchową
korzystającą z modnych u końca XX stulecia nurtów intelektualnych. Ten
właśnie jej rys - potężnie nieścisłe pojęcia "rewerencji", "świata jako
świątyni", "umysłu uczestniczącego" i innych, ochoczo używanych terminów -
nakazuje zainteresować się słowiańską i polską, czy też szerzej - agrarną -
proweniencją twórcy filozofii ekologicznej. Bo nie jest przypadkiem, że
właśnie takie korzenie ma filozofia nauczająca miłości do Ziemi i wszelkiego
na niej bytującego stworzenia.
Pomocne stanie się tu dobrze już zakorzenione w nauce rozróżnienie kultur
koczowniczych-myśliwskich i agrarnych-osiadłych. Oba te sposoby
funkcjonowania człowieka i społeczności przez niego stworzonej są
komplementarne.
Znane z historii społeczności koczownicze żywiły się mięsem upolowanych
zwierząt, a pomocniczą rolę w ich egzystencji odgrywała hodowla i handel.
Centralną postacią takiej społeczności - jej żywicielem! - był myśliwy, na
którego czyhało sporo niebezpieczeństw. Dlatego nie działał on w pojedynkę;
potrzebował zorganizowania grupy polującej i niezbędnego w niej podziału ról.
Grupa taka musiała mieć dowódcę, którego woli się w jakimś stopniu poddawała.
Musiał to być ktoś o rzeczywiście nieprzeciętnych na tle grupy cechach,
zdolny zapanować tak nad podległymi mu ludźmi, jak i nad samym procesem
polowania. Wymagał bezwzględnego posłuszeństwa, pod rygorem nieudanego
polowania, które oznaczało klęskę całej wspólnoty. Z czasem wytworzyła się w
takich społecznościach swoista kasta zawodowych dowódców, którzy nie byli
uczeni codziennych prac typowych dla danej społeczności, natomiast
wychowywano ich w świadomości przywódcy, postawionego wysoko ponad tłumem.
Najciekawszy zaś proces przebiegł w społecznościach koczowniczych, gdy już
stały się one osiadłe, a dawne nawyki działały dalej. Wtedy to pierwotny
przywódca społeczności uległ stopniowo zmitologizowaniu i stał się bogiem.
Żyjący przywódca mógł być co najwyżej namiestnikiem tak uczynionego bóstwa.
Bóstwa społeczności koczowniczych są zawsze "pozaświatowe", co wynika jasno z
logiki mitologizowania i deifikacji osób kiedyś kierujących społecznością, a
dziś pamiętanych. Są też surowe i nieprzyjazne, jak i same warunki życia
pierwotnego koczownika, niepewnego jutra i przeważnie bezradnego wobec
niepojętych sił przyrody.
Dzięki centralizacji władzy i ujednoliceniu wierzeń; dzięki stworzeniu w
miarę jednolitego systemu mitologicznego, generującego porządek społeczny -
kultury koczownicze wytworzyły scentralizowane struktury władzy, najpierw
plemiennej, potem państwowej, a wreszcie imperialnej. Aby zachować ciągłość
tradycji, potrzebna była najpierw instytucja "ludzi-kronik", potem pismo i na
koniec historia. Jej uporządkowany przebieg wydarzeń wyznaczył
też "obiektywny", linearny wzorzec odczuwania czasu, właściwy koczownikom po
dziś dzień. Przenika on z historii do mitologii: teogonie koczownicze pełne
są uporządkowanych chronologicznie opowieści o walkach bogów, zakończonej
ostatecznym rozdzieleniem ról, jakie bóstwa pełnią już w czasach
historycznych.
Drugi wzorzec życia - agrarny - właściwy jest osiadłym społecznościom
rolniczym, żyjącym z uprawy ziemi. Myślistwo, aczkolwiek społecznościom takim
znane, odgrywało rolę marginalną, a handlu nauczyły się one dopiero pod
wpływem kontaktów z szerszym światem. W dawnych czasach społeczności agrarne
żyły właściwie niemal bez łączności ze światem spoza rolniczej wioski. Cała
organizacja społeczna była ściśle lokalna, co bezcelowym czyniło budowę
wyższych szczebli organizacji społecznej, takich jak choćby federacja gmin,
czy państwo. Poczucie czasu jest tu cykliczne, związane nierozerwalnie z
rocznym cyklem przyrodniczym. Nie ma też zapisu dziejów w dzisiejszym tego
słowa rozumieniu, choć istnieje pamięć zbiorowa, przechowująca kiedyś nadane
prawa. W związku z tym mniejszą rolę odgrywa historia i w ogóle przekaz.
Tradycja brana jest wprost z sił natury: z wielkiego kręgu życia i
przemijania. Nie ma w społecznościach typowo agrarnych wyspecjalizowanych
kapłanów; rolę taką, jako zajęcie dodatkowe, przejmuje najczęściej
przedstawiciel specyficznego "rzemiosła", jakim jest praktyczna magia, np.
uzdrowiciel, szaman lub wróżbita. Podczas corocznych obrzędów kapłańska w
swej istocie rola mistrza ceremonii nie jest, sądząc z zachowanych przekazów
historycznych, przypisana na stałe do osoby, lecz powierzana, jako szczególny
zaszczyt, komuś zasłużonemu dla społeczności - przeważnie któremuś z
seniorów. Bóstwa agrarne to personifikacje sił przyrody; znane z historii
społeczności agrarne nie wytworzyły pojęcia Boga-Stwórcy, który byłby
rodzajem dowódcy świata; Absolut jest tu bliższy pojęciom bezosobowym, takim
jak "brahman", czy "sangha". Przyroda pojmowana jest jako wieczna, zaś
zarządzające nią siły niematerialne przechodzą w nieskończoność cykl przemian
podobny do obserwowanego w naturze materialnej. Wydaje się, że wyobraźnia
agrarna niespecjalnie rozdziela świat materialny i niematerialny; byty takie
jak choćby słowiańskie kłobuki i płanetniki57 żyją blisko ludzi i podzielają
ich codzienność. Można powiedzieć, że ze zdolności stwarzania bogów
społeczności agrarne korzystają oszczędnie. Ciekawym rysem jest tu niemal
całkowite zatarcie hierarchii bytów: człowiek jest wobec sił niematerialnych
niemal równorzędnym partnerem, gdyż i on, i bogowie są jednako cząstką
bezosobowego Absolutu i jednako korzystają z tych samych sił natury. Siły te
są przez społeczności agrarne rozpoznane i wykorzystywane dużo lepiej niż w
społeczeństwach koczowniczych, przez co nie stwarzają większego zagrożenia58.
Silne też jest przywiązanie do ziemi w sensie bioenergetycznym, czego
jaskrawym przykładem są choćby obrzędy o charakterze magicznym odprawiane na
miejscach mocy, powszechne w kulturach agrarnych59.
Nietrudno zauważyć, że dzisiejsza cywilizacja zachodnia jest koczownicza do
trzewi. Wszystkie jej żywotne korzenie - religia żydowska, kultura rzymska,
filozofia grecka i pochodne od nich chrześcijaństwo - są tworem społeczności
koczowniczych. Wraz z wynalezieniem środków szybkiej łączności i masowego
komunikowania się zanikły te elementy lokalności, które jeszcze do połowy XVI
stulecia były w kulturze Zachodu obecne. Ruszyła niepowstrzymanie machina
zdobywczości, co z historii znane jest jako imperialistyczna faza rozwoju
kultury zachodnioeuropejskiej. Gdy zaś po przeszło trzech stuleciach
niepowstrzymanego pędu koczowników do gospodarczego i militarnego podboju
reszty świata zorientowano się w rozmiarach zniszczeń, jakie pozostawiła po
sobie ta zdobywczość - Ziemia była już potężnie zdewastowana. Z lęku przed
zupełną utratą środowiska życia zrodził się ruch ekologiczny. Dopracował się
on niezłych i rzeczywiście przyjaznych środowisku technologii, ale już
filozofię musiał wziąć od kultur rolniczych. Dzisiejsi eko-nowinkarze chętnie
sięgają do symboliki i mitologii agrarnych ze swej istoty kultur: celtyckiej,
słowiańskiej, chińskiej, etruskiej czy kultur indiańskich. Ale już środki
propagacji tych symbolik i mitów są stricte technologiczne: płyta CD, taśma
video, coraz częściej także Internet.
Taka też osobliwa mieszanka obyczajów dociera i do nas. Co ciekawe,
traktowana jest jak zupełna nowość. Tymczasem właśnie zagubiona cząstka
Słowiańszczyzny, jaką jest agraryzm i kontemplatywność leżą u podłoża
ekofilozofii. Wielką ironią historii jest zatem fakt, że prace Henryka
Skolimowskiego ukazały się najpierw po angielsku, najpierw zyskały uznanie na
koczowniczym Zachodzie, a dopiero za jego pośrednictwem docierają do miejsca,
z którego de facto wyszły...60
Agraryzm, a dokładn