ignorant11
05.03.04, 00:17
Sława!
Serbska kultura po Miloszeviciu
Ivan Czolović 25-02-2004, ostatnia aktualizacja 25-02-2004 19:22
http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34475,1930922.html
Po klęsce poniesionej w Chorwacji, Bośni i Kosowie serbska elita uznała, że
osiągnięcie z bronią w ręku celów polityki Slobodana Miloszevicia -
zjednoczenia wszystkich ziem serbskich w jednym państwie - jest na razie
nierealne. Ale nadal uważa je za słuszne i sprawiedliwe. Nad tym, jak wygląda
kultura serbska po Miloszeviciu, zastanawia się Ivan Czolović *
Na trzy dni przed przewrotem 5 października 2000 r., w którego wyniku upadł
reżim Slobodana Miloszevicia, prezydent zwrócił się do narodu z dłuższym
orędziem. Podjął ostatnią próbę odzyskania zaufania przed przewidzianą na 8
października drugą turą wyborów [prezydenckich w Jugosławii], której
niesądzone było się odbyć. W orędziu przedstawił siebie i swój reżim jako
ostatnią ostoję serbskiej tożsamości narodowej, kultury, literatury i języka.
Ostrzegł obywateli, że opozycja pozostaje na służbie obcych interesów i jeśli
dojdzie do władzy, będzie dążyć do zrujnowania kultury narodowej -
wszystkiego, co stanowi specyfikę serbskiej tożsamości. "Zniszczenie
tożsamości narodowej - przewidywał prezydent - będzie jednym z ważnych zadań
marionetkowej władzy". Serbii grozi "szybkie rozstanie się ze swoją historią,
przeszłością, tradycją, ze swymi symbolami narodowymi, ze swym językiem
literackim".
Miloszević starał się obrazowo przedstawić katastrofę. Tożsamość Serbii
zostałaby zredukowana "do paru narodowych potraw, kilku pieśni oraz imion
bohaterów narodowych w nazwach artykułów spożywczych i kosmetyków". Prezydent
to wie, ponieważ znane mu jest doświadczenie innych narodów - wskazuje zaś
ono, że "naród ledwie zauważa, jak szybko zaczyna używać obcego języka jako
swojego, identyfikować się z cudzymi postaciami historycznymi, zapominając o
swoich, lepiej znać literaturę okupanta od własnej, gloryfikować cudzą
historię, często szydząc ze swojej, być podobnym do innych, nie do siebie".
Zabronią nam naszej poezji
Czy wydarzenia, jakie nastąpiły po obaleniu Miloszevicia, potwierdziły którąś
z jego pesymistycznych prognoz? To prawda, pojawiają się opinie zbieżne z
ocenami byłego prezydenta. Na przykład historyk Srdzia Trifković - który
mieszka w Chicago, ale często drukuje komentarze polityczne w
pismach „Politika”, „Knjiżevne Novine” i „Zbilja” - również twierdzi, że po
Miloszeviciu nastąpi „deserbizacja”. Serbowie zostaną bez swych symboli i
największych pisarzy, będą za to mieli pomnik pewnego homoseksualisty, w czym
Trifković widzi największą zniewagę dla dumnego bałkańskiego narodu
wojowników. Pisze: „Hasło »Miloszević ponosi winę za wszystko « nie zostało i
nie może zostać przyjęte bez tzw. denazyfikacji, która oznacza deserbizację”.
Podobnie jak Miloszeviciowi jemu także sprawia rozkosz dręczenie nas
drobiazgowymi opisami amputacji serbskiej duszy narodowej: "Dla naszego dobra
wyleczą nas z naszej mitomanii i kompleksu ofiary. Dla naszego dobra
zabroniona zostanie poezja pisana dziesięciozgłoskowcem (...). Dla naszego
dobra zmniejszą nam ilość cholesterolu w żywności; alkohol i tytoń zastąpią
viagrą i prozakiem, jogging uczynią obowiązkowym" ("Politika" z 9 czerwca
2001).
Opinię Miloszevicia podziela też Aleksander Milenković, autor
felietonu „Spojrzenie z boku na jugosłowiański eksperyment” („Politika” z 3
stycznia 2001). Twierdzi on, że Serbia stała się ofiarą nowego ładu
światowego i NATO z powodu swojej tożsamości narodowej. Dla Sojuszu
Atlantyckiego, tej „siły ponadnarodowej (...), każda wartość na świecie
zawierająca określenie »narodowy « jakiejkolwiek proweniencji staje się celem
do wyeliminowania (...). Wraz ze zniszczeniem śladów kultury wyrwane zostają
korzenie i ginie tożsamość wspólnoty społecznej. Sprzyja to wysiłkom potęg
światowych, dążących do stworzenia roboczo-konsumpcyjnej ludzkiej plazmy
(...). Na cel biorą one nie tyle system społeczny i oligarchię rządzącą
zaatakowanego kraju, ile jego zasoby i terytorium”.
Do tekstu, z którego pochodzi ten cytat, pasowałby tytuł, pod jakim
dziennik "Politika" opublikował orędzie Miloszevicia: "Nie atakuje się Serbii
z powodu Miloszevicia, lecz Miloszevicia z powodu Serbii". Nas jednak
felieton Milenkovicia interesuje przede wszystkim dlatego, że wyraźnie
pojawia się tutaj rozumienie kultury jako elementu najsilniej łączącego naród
z terytorium ("korzenie"). To dlatego kultura staje się celem ataków nowego
porządku ponadnarodowego - karczującego szczepy kultur narodowych, by
osłabionym w ten sposób narodom można było łatwo odebrać ich terytoria.
Nowy prezydent Jugosławii Vojislav Kosztunica [jego stanowisko przestało
istnieć w lutym 2002 r., po powstaniu federacji Serbii i Czarnogóry; obecnie
jest desygnowany na premiera Serbii] już na początku kadencji wypowiedział
się o "odnowie duchowej", "duchowym dziedzictwie i tradycji" - przyznając
poniekąd rację swemu poprzednikowi, bo tak samo jak on postawił troskę o
symbole narodowe na pierwszym planie swojego programu politycznego. Ostrzegł
też przed niebezpieczeństwem, jakie grozi państwu i narodowi, jeśli się tę
troskę porzuci. "Odnowa duchowa potrzebna jest właśnie dlatego - mówił w
Hilandarze w październiku 2000 r. - że narody, które jej nie dokonają,
przyjmując wszystko z wewnątrz i z zewnątrz, mogą zniknąć". [Hilandar -
serbski monastyr na górze Atos z cerkwią Wniebowstąpienia Najświętszej Marii
Panny z końca XII w.; cel religijno-patriotycznych pielgrzymek prawosławnych
Serbów].
Kosztunica nie chciał się wdawać w rozważania, co to jest owo "wszystko", ale
jego ostrzeżenie było w istocie jeszcze bardziej dramatyczne niż ostrzeżenia
Miloszevicia i Trifkovicia, kończyło się bowiem straszliwą wizją: naród
serbski może zniknąć. Naród został tu ukazany jako wspólnota, której
przetrwanie zależy od pokonania niebezpiecznej różnorodności w obrębie
narodowej przestrzeni "duchowej" i od zaostrzenia kontroli na jej granicach.
Nowy prezydent obalił jednak pesymistyczną diagnozę starego, robi bowiem
wszystko, by pokazać, że odejście Miloszevicia nie oznacza zaniechania troski
państwa o tradycję narodową, narodowe świętości i kulty. Wprost przeciwnie,
Kosztunica od samego początku stara się prześcignąć w tym swego poprzednika.
Nie tylko kontynuuje zadzierzgniętą przez Miloszevicia serdeczną współpracę z
najbardziej wpływowymi biskupami Serbskiej Cerkwi Prawosławnej i członkami
Serbskiej Akademii Nauk i Sztuk, a zwłaszcza z pisarzami, ale też bardzo ją
rozwinął.
Przede wszystkim jednak przelicytował Miloszevicia swą gotowością do
uczestnictwa w różnych rytuałach polityczno-religijnych i polityczno-
literackich. Wkrótce po objęciu urzędu wziął udział w nowym pogrzebie Jovana
Duczicia w Trebinju [Duczić - serbski poeta i polityk, 1874-1943, zmarł w
Libertville (USA); w październiku 2000 r. jego zwłoki uroczyście przeniesiono
do mauzoleum w Trebinju w Bośni] i odbył pielgrzymkę do Hilandaru.
Pracownicy sprawy narodowej
Przedstawiając siebie i swój reżim jako ostatnią linię obrony kultury,
Miloszević przejął jeden z ważnych elementów strategii, jaką serbska elita
polityczna zaczęła stosować po wojnach w Chorwacji i Bośni (1991-95), a
jeszcze bardziej stanowczo po wojnie w Kosowie (1999). Wojny toczyły się o
rozszerzenie terytorium państwowego Serbii - o przyłączenie części Chorwacji
oraz Bośni i Hercegowiny, gdzie ludność serbska stanowiła większość, później
o umocnienie serbskiej władzy w Kosowie lub podział etniczny tej prowincji.
Po klęsce serbska elita - której główne instytucje i najwybitniejsi
przedstawiciele mniej czy bardziej aktywnie popierali politykę wojenną
Miloszevicia - nie zakwestionowała celów