Dodaj do ulubionych

Nokurdeno :-((

16.02.05, 13:34
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2554353.html
Obserwuj wątek
    • pieranka Re: Nokurdeno :-(( 16.02.05, 13:41
      Ludzie, czymajcie mnie, bo zara coś komus zrobię, a nie będzie to przyjemna
      rzecz!
      • olo53 Re: Nokurdeno :-(( 16.02.05, 20:08
        Ide z toba.
        • anchan Re: Nokurdeno :-(( 17.02.05, 08:39
          czy przerobienie ubrania na białej sąsiadce na draperię biędzie uznane za
          przejaw rasizmu?
          Ostrzę pazury.
          • brezly Re: Nokurdeno :-(( 17.02.05, 08:42
            A ja ostrze skaner. Dzis popoludniem cos poslem. Zywa skamienialosc. Kamienie
            mowia po polskiemu, jakos tak.
            • vaud Re: Nokurdeno :-(( 24.02.05, 06:05
              brezly napisał:

              > A ja ostrze skaner. Dzis popoludniem cos poslem. Zywa skamienialosc. Kamienie
              > mowia po polskiemu, jakos tak.

              ---> nie moge otworzyc... :-((((
    • baloo Re: Nokurdeno :-(( 17.02.05, 09:47
      swinia zwykla. dwa miesiace temu "dzieki" takiemu babiszonowi o maly wlos
      stalibysmy sie szczesliwymi posiadaczami szczeniaka-jamnika. Bylo to tak :
      Szakale przybiegly do pani Baloonowej z krzykiem, ze sasiadka z domu
      naprzeciwko wywalila na sniegomroz szczeniaka. Ulka wziela malucha i poszla do
      niej zzapytaniem, czy jej sie przypadkiem piesek nie zgubil. T a na nia z
      morda, ze to niejestjej i bedzie brala obcych psow do domu. No to wzielismy my,
      bo by w nocy zamarzl. Szakale oczywiscie przygotowaly mu juz miche, Starszy
      Szakal caly wieczor bude klecil z przeprowadzkowych kartonow, nazajutrz
      mielismy isc do weterynarza itede itepe. Nazajutrz Ulka wyszla z Filutkiem (bo
      juz mial imie, ofkoz) przed dom , patrzy, a sasiad (maz tamtej zdziry)
      majdruje przy naszej furtce. No to sie go pyta osssohozzi no to on, ze to jego
      jamnik bo jego bo on za niego zaplacil ;-). Sie okazalo, ze sasiedztwo jest
      rozwiedzione i zyje sobie jak Pawel i Gawel - on na gorze, ona na dole. I tak
      sobie sympatycznie ze soba poczynaja, ze ona, tylko po to, zeby mu zrobic na
      zlosc, wywalila tego 2-miesiecznego psiaka na mroz, tuz przed zmrokiem. Na to
      Pani Baloonowa, ktora w zasadzie jest osoba do rany przyloz, zapowiedziala panu
      saiadowi, ze jesli jeszcze raz cos takiego sie zdarzy, to ona przyjdzie do nich
      nie z psem a z policja i zeby przekazal to szanownej eks. Odburknal i poszed.
      Ani dziekuje ani pocalujta mnie w.
      A tak bajdlej, to jest to tez przyczynek do psychologii wlascicieli
      rotweilerow. Bo rzeczona sasiadka ma wlasnie takiego milusinskiego.
      Howgh.
      • brezly Re: Nokurdeno :-(( 17.02.05, 09:56
        Sienonusz wkieszeni....
        Biedne zwierze sie staje podmiotem kompulsywnych zachowan wlascieli. Zasadniczo
        ludziom co nie lubia siebie nie powinno powierzac sie zwierzat, tak sadze.
        Rotweiler nawet, IMHO, nie rodzi sie bydleciem chamowatym.

        PS. Pamietacie pare lat temu ten reportaz w GW o stadzie krow, co zwialo ze
        zrujnowanego PGRu i wrocilo do porzadnego krowiego sposobu zycia?
        • baloo Re: Nokurdeno :-(( 17.02.05, 10:07
          aha, moim skromnym , to rotweilery o inne takie rasy kupuja wlasnie tacy
          szmaciarze i robia z nich niebezpieczna bron. A tego o krowach nie pamietam.
      • olo53 Re: Nokurdeno :-(( 17.02.05, 10:59
        Kot Simenona?
        • millefiori Re: Nokurdeno :-(( 20.02.05, 22:31
          Dzida bojowa sama do reki wskakuje:[

          brezly napisał:


          > PS. Pamietacie pare lat temu ten reportaz w GW o stadzie krow, co zwialo ze
          > zrujnowanego PGRu i wrocilo do porzadnego krowiego sposobu zycia?

          Z doswiadczen Beskidu Niskiego (Polany Surowiczne '81) pamietam tabunik luzem
          chodzacy, zlozony z ogiera, kilku klaczy i podrosnietych zrebakow. Mustangi i
          dziki zachod, doslownie! Konskie towarzystwo (podobno ze slowackiej strony
          zwialo do nas - a granica o dwa rzuty beretem) przychodzilo o zmierzchu pod
          okna chalupowej kuchni objadac sie fusami kawy zbozowej Turek, ktora byla z
          przyczyn technicznych przebojem sezonu. Konie byly wpol dzikie - nie az tak, by
          bac sie podchodzic do jedynej ludzkiej sadyby oddalonej 5 km przez gory do
          najblizszej wioski, ale juz na tyle, ze pojawienie sie czlowieka na schodach
          chalupy bylo witane zaniepokojonym poruszeniem, chrapaniem, biciem kopyt w
          ziemie i wycofywaniem sie rakiem. Ogier mial na lbie, szyi, grzbiecie i bokach
          tyle swiezych blizn, ze sie nie temu dziwilam. Byl to, jak dotad, jedyny
          potkany kon, ktory, by wziac kostke cukru czy kawalek chleba z reki, chwytal
          lapczywie cala dlon zebami, az poczul opor kosci i nastepnie szybkim skretem
          szyi cofal pysk, zgarniajac ofiarowywany kawalek lakocia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka