Dodaj do ulubionych

dziecinstwo w PRL

01.06.14, 08:02
nowahistoria.interia.pl/dziecinstwo-w-prl-zdjecie,iId,1491494,iSort,5,iTime,1,iAId,118631
Obserwuj wątek
    • aga-kosa Re: dziecinstwo w PRL 01.06.14, 09:36
      Aż dziw, żeśmy wyrośli i nasze dzieci też.
      Teraz swoich wnuków na siłę wyganiam na podwórko żeby się chciały w chowanego pobawić. A jest gdzie. Oj jest. Tylko tak oni jak i ich rówieśnicy wolą elektronikę. Place zabaw stoją puste. :( aga
        • wirujacypunkt Re: dziecinstwo w PRL 02.06.14, 15:22
          Było inne, chyba weselsze mimo, że było bardziej szare. Dużo zabaw na podwórku pod trzepakiem, gra w klasy, dwa ognie, zabawa w policjantów i złodziei. Nikt nie chciał być złodziejem, ale policjantem każdy, jak robiło się ciepło wyjazdy na biwaki, latem na obozy
          harcerskie albo kolonie. Może było mniej zabawek, a ładną zabawkę też trzeba było czasami zdobywać, ale jednak były.
          Nasze dzieciństwo chyba nie było aż takie złe, mimo, że czasy szare były, ale rodzice potrafili zadbać o to, by dzieciństwo po latach dobrze wspominać.
          • ewa9717 Re: dziecinstwo w PRL 02.06.14, 16:56
            E tam, rodzice potrafili zadbać! Najfajniejsze było to, co się robiło bez ich wiedzy ;)
            Na pewno mieliśmy dużo więcej swobody i - jednak!- poczucia bezpieczeństwa, mnie by np. siedmio-ośmioletnich idoląt do łba nie przyszło spuścić z oka, a co dopiero z grupą ulicznych dzieciaków pozwolić iść nad jezioro. A ja tak chodziłam ;) I na jagody - też w ulicznej grupce, i do ruin zamku, i nad rzekę, i rowerem po lesie...
    • plater-2 Re: dziecinstwo w PRL 24.06.14, 10:58
      Do 1965 roku mieszkalam w bardzo malej miejscowosci, kilka tysiecy mieszkancow.

      Bawilismy sie swobodnie nie tylko na wlasnym podworku, ale na ulicy (jezdni !) przed domem. Na jezdni, ktora moze raz na godzine przejezdzal samochod. Czulismy sie zupelnie bezpiecznie. Nikt nas nie nadzorował. Co nam sie mogło stać ? Starsze dzieci "dawały baczenie" na młodsze.

      Na tylach domow, za podworkami, byly ogrodki, dalej łaki, stawy i pola.

      Nasze letnie zabawy to - skakanie po sianie, łowienie kijanek w stawach, chodzenie na jabłka do sasiada. Pomagalismy pielic i zbierac porzeczki.

      Dzisiaj na rodzicow dzieci, ktore same sie bawia nad stawem, sasiedzi wezwaliby policje !
    • matylda1001 Re: dziecinstwo w PRL 24.06.14, 11:37
      Gdy miałam jakieś 7-8 lat remontowali moją ulicę. Zmieniali nawierzchnię, wszystkie rury kanalizacyjne, przewody i co tam jeszcze było potrzeba. Ulicy właściwie nie było, zamiast niej głębokie wykopy, wielkie góry wykopanej ziemi, stosy płyt chodnikowych, betonowe kręgi, z każdej bramy i klatki schodowej wychodziło się po mostku. To dopiero była piękna sprawa. Nie mogliśmy się doczekać godz. 14 kiedy to robotnicy kończyli pracę i my przejmowaliśmy wspaniały plac zabaw ;) Dzięki temu, że pracowała tylko jedna zmiana, ku naszej radości remont trwał w nieskończoność. Dorośli byli mniej zadowoleni bo chyba jednak bali się o nasze bezpieczeństwo. Teraz pewnie ogrodziliby jakoś cały teren, założyli monitoring, a właściwie nawet nie wiem, czy dla dzieci w dzisiejszych czasach taki remont byłby atrakcją.
      • tamsin Re: dziecinstwo w PRL 26.06.14, 01:14
        matylda1001 napisała:

        > Gdy miałam jakieś 7-8 lat remontowali moją ulicę. Zmieniali nawierzchnię, wszys
        > tkie rury kanalizacyjne, przewody i co tam jeszcze było potrzeba. Ulicy właściw
        > ie nie było, zamiast niej głębokie wykopy, wielkie góry wykopanej ziemi, stosy
        > płyt chodnikowych, betonowe kręgi, z każdej bramy i klatki schodowej wychodziło
        > się po mostku. To dopiero była piękna sprawa.

        mielismy jeszcze lepiej jak kladli nowe rury wzdluz Sleznej we Wroclawiu, uprzednio chyba ciagnal sie tam cmentarz zydowski (czesc sie zachowala do dzis).. Oprocz co powyzej , wykopywano stosy kosciotrupow, niektore czaszki wciaz mialy przyczepione wlosy. Mimo straszenia jadem trupim, chlopcy z podworka zlozyli prawie calego kosciotrupa pod hustawka.
        • matylda1001 Re: dziecinstwo w PRL 26.06.14, 12:12
          tamsin napisała:

          > mielismy jeszcze lepiej jak kladli nowe rury wzdluz Sleznej we Wroclawiu, uprzednio chyba ciagnal sie tam cmentarz zydowski (czesc sie zachowala do dzis).. Oprocz co powyzej , wykopywano stosy kosciotrupow, niektore czaszki wciaz mialy przyczepione wlosy. Mimo straszenia jadem trupim, chlopcy z podworka zlozyli prawie calego kosciotrupa pod hustawka. <

          No proszę! I niech ktoś teraz powie, ze takie ganianie po podwórku to czas zmarnowany, toż to była prawdziwa lekcja anatomii ;) a swoją drogą... nie zabezpieczyli tych szczątków?
          • tamsin Re: dziecinstwo w PRL 26.06.14, 23:28
            szczatki byly przedwojenne wiec nikt sie nimi nie przejmowal. Ziemia z kosciotrupami zakopali rury i teraz to juz pewnie niewielo osob o tym pamieta. Przerabianie cmentarza we Wroclawiu na park bylo bardzo prosto - usunac poniemieckie nagrobki, zasypac grobowce co sie pootwieraly i sciac niektore drzewka cmentarne. Nikt sie pewnie juz nie domysla, ze to byl cmentarz.
            • izabella1991 Re: dziecinstwo w PRL 01.07.14, 12:50
              Bardzo podobne historie zdarzały się u mnie ( Lidzbark Warmiński).Otóż nasz ,,ogólniak" miał ogródek a w ogródku jak ktoś kopał( np. na zajęciach z biologii) to mógł zawsze jakowąś ludzką kość wykopać.Po prostu w naszej szkole kochanej ( i w okolicznych też ) w czasie wojny były lazarety,a że ludzie umierali,to ich zakopywano ,gdzie się dało.Zresztą wiadomo powszechnie,że tam gdzie były przed- i powojenne cmentarze,to teraz jest m.in.szkoła ,supermarket albo i plac zabaw!
              Szkoda mi potomków tych zmarłych,którzy przyjeżdżają i na miejscu grobów bliskich widzą...plac zabaw na przykład.
                • izabella1991 Re: dziecinstwo w PRL 02.07.14, 12:12
                  plater-2 napisała:

                  > www.i-swinoujscie.pl/artykuly/30880/
                  > www.i-swinoujscie.pl/artykuly/24485/
                  Przeczytałam,co w artykułach napisano i ...zamyśliłam się...
                  Z jednej strony,umarłym park ani plac zabaw przeszkadzać nie będzie,życie jest dla żywych,a nie dla umarłych,ale jakoś tak....głupio trochę!
                  Insza inszość,że u mnie w miasteczku,jakby nie budowano niczego na miejscu starych cmentarzy,toby ...nie wybudowano niczego.Tu po prostu w czasach wojennych był cmentarz na cmentarzu,serio....
    • plater-2 dziecinstwo na Placu Broni 12.07.14, 16:35
      Refleksja po przeczytaniu watku "lektury"


      Dzisiejsze dzieci, chyba tylko w harcerstwie lub podobnych organizacjach maja okazje zaznac smaku, jakie daje swobodna zabawa-gra w grupie rowiesniczej.

      Nie piszcie mi,ze przeciez spedzaja w szkole (przedszkolu) tyle godzin, w zwiazku z tym od rowiesników izolowane nie sa !

      Roznica polega n tym, ze grupa podwórkowa nie jest tak idealnie, jak klasa szkolna, jednolita wiekowo.
      W grupie podwórkowej sa dzieci starsze i mlodsze. Starsze dla młodszych sa szansa stac sie wzorem mozliwym do doscigniecia, silniej (?) stymulowany był rozwoj umiejetnosci spolecznych.

      Dzieci same sie dobieraja w grupy, tworzyły się koalicje, aliansy podwórkowe, liderzy i ich wierni partyzanci... Dzieci spod dwunastki sprzymierzaly sie przeciwko "tym spod szóstki" i róznym "wrednym Koźlakom" :)).

      Sliczna, wzruszajca historia chłopców z Placu Broni jest trudna do zrozumienia dla współczesnego dziecka, postawa Nemeczka niezrozumiala.
      Mylę się
        • plater-2 a dawali za darmo ? 20.07.14, 15:24
          Artykuly szkolne za moich czasow mozna bylo kupic "zasadniczo" bez problemu (z wyjatkiem tzw. "brulionów" czyli 100 kartkowych zeszytów.

          Bez problemu do lata 1980, potem nie było kartek tylko Wydzial Handlu lub pan kierownik sklepu wprowadzal własne doraźne ograniczenia, żeby dla wszystkich z kolejki starczyło.

          Podręczniki szkolne były na talony, czyli kartki (nowe oraz całe komplety dla prymusów), reszte sie kupowało od kolegów. Nie pamietam, zeby szkoła w tym pośredniczyła, a zmieniałam podstawówkę kilkakrotnie.

          Pośredniczyła w tym sensie, że kilka dni przed końcem roku był dzień kiermaszowy albo klasa starsza do młodszej szła z propozycja kupna książek.

          Dam się zabić, że żadnych ksiązek i pomocy w szkole nie dawali za darmo. Jesli ktoś pamięta, proszę się odezwać.

          Pamiętam, że szkoła kupowała (organizowała?) wyprawki dzieciom romskim.
          • horpyna4 Re: a dawali za darmo ? 21.07.14, 20:44
            Owszem, kiedyś można było podręczniki załatwić legalnie tylko przez szkołę. To musiała być I połowa lat 60. i było tak w Warszawie; część podręczników była mocno używana i podniszczona i nie było tak, że prymusi dostali nowe - przynajmniej w moim liceum. Te podniszczone były tańsze, a wycena zależała od stopnia zużycia, który władze szkolne określały w procentach, ale żadnych darmowych podręczników nie było. Ale na szczęście miałam znajomego kierownika księgarni, więc nie miałam takich problemów.

            Pamiętajcie, że okres PRL to 45 lat. Do szkoły chodziło się dużo krócej, więc w zależności od tego, na które lata przypadała nauka w szkole, można mieć zupełnie różne wspomnienia i rzeczywistość z lat 1955-66 miała się nijak do tej z lat 1977-89.
            • aga-kosa Re: a dawali za darmo ? 21.07.14, 22:00
              Nasza córka urodziła się w 1974 i miała darmowe podręczniki chyba przez osiem lat. Podręczniki trzeba było oddać po zakończeniu roku szkolnego. W jej szkole - SP na wsi - otrzymywały książki wszystkie dzieci . Klasa po klasie.
              Dwoje dzieci w szkole i nie miałam żadnych kłopotów ze zdobyciem zeszytów.
              Na początku lat pięćdziesiątych blok, kredki, zeszyty, baśnie .. przynosił Mikołaj.
              Dwadzieścia lat temu przypomniałam sobie, że rak strasznie dawno nikt mi kredek nie podarował. Było mi tak przykro aż łzy mi poleciały.
              Dzieci, kiedy dowiedziały się co było przyczyna łez na Mikołaja kupiły kredki ołówkowe , blok i gumkę myszkę. :) aga
              • horpyna4 Re: a dawali za darmo ? 22.07.14, 09:25
                No właśnie, inaczej było w latach 70., a inaczej w 50.

                Początkowo podręczniki kupowało się po prostu w księgarni. Potem były reglamentowane za pośrednictwem szkół, ale normalnie się za nie płaciło i szkoły sprowadzały je po prostu z księgarń. A za późniejszego peerelu reglamentacja przybrała ostrzejszą formę; opisana przez Ciebie sytuacja to właściwie czasowe wypożyczanie uczniowi podręczników, które pozostawały własnością szkoły i dlatego trzeba było je zwracać. Dlatego też nie płaciło się za nie.
          • luccio1 Re: a dawali za darmo ? 13.10.14, 17:16
            Moja szkoła to dokładnie te same lata, co Twoja: 1961-73. Pamiętam, jak na początku klasy VI, czyli jesienią 1966, Mama zszywała pracowicie "wnętrze" trzech zeszytów szesnastokartkowych (przez tyle dało się przepchnąć igłę). Potrzebowałem wtedy zeszytu 60-kartkowego do matematyki - a takiej wielkości i w kratkę nie dało się kupić w całym Krakowie. Dzięki pracy Mamy miałem - nieco cieńszy (48 kartek).
          • a_weasley Re: a dawali za darmo ? 03.12.14, 22:38
            Plater-2 napisała:

            > Artykuly szkolne za moich czasow mozna bylo kupic "zasadniczo" bez problemu (
            > z wyjatkiem tzw. "brulionów" czyli 100 kartkowych zeszytów.
            > Bez problemu do lata 1980, potem nie było kartek

            I owszem, w 1982 r. były, czy także w 1983 nie pamiętam. Nie było kuponów, tylko jeden papiór z napisem "Talon na zeszyty, klasa <>" względnie "Talon na zeszyty, szkoła średnia - wszystkie klasy" i kupowało się od razu zestaw. Przy czym to było ściśle ograniczone w czasie, w październiku już można było kupować bez kartek, szło o rozładowanie szczytu, jaki się zawsze robił na początku roku szkolnego.

            > Podręczniki szkolne były na talony, czyli kartki (nowe oraz całe komplety dla prymusów),

            Tego nie pamiętam. Pamiętam natomiast sytuację, że każdy mógł kupić w szkole trzy nówki i losowano, które, można się było potem tymi improwizowanymi talonami wymieniać.

            > Pośredniczyła w tym sensie, że kilka dni przed końcem roku był dzień
            > kiermaszowy albo klasa starsza do młodszej szła z propozycja kupna książek.

            Było.
    • plater-2 Re: dziecinstwo w PRL 22.07.14, 09:52
      Ciekawe, co piszesz aga-kosa...
      Moja kariera szkolna zaczęła się w 1961, skończyła w 1973.
      Zawsze kupowałam podręczniki od starszego o rok kuzyna, a nowo wprowadzone na talon w księgarni.
      W 1981 udzielałam się już w oświacie i nie słyszałam o czymś takim, żeby za darmo "dawali podreczniki". Tym bardziej wypożyczali.

      Jakas lokalna inicjatywa ??? Województwo ??

      W drugiej połowie lat 60 zasiedlono i posłano do szkoły dzieci romskie. Wiem, ze szkoły (wydział oświaty) fundowały im "wyprawki", ale nie wiem, czy również podręczniki.

      Mogło to w praktyce wyglądać tak, że wychowawca na własna rękę "organizował" dzieciom , których rodzice nie zatroszczyli sie o to, jakies egzemplarze porzucone przez uczniów, ofiarowane itp.

      Moje pierwsze dzicko poszło do szkoły jesienia 1987 i niczego nie "dawali".
      • ewa9717 Re: dziecinstwo w PRL 22.07.14, 11:30
        No to "udzielałam się", jak mówisz w oswiacie od 1978 roku - i szkoła ( przynajmniej podstawowa i gimazjum, do bibliotekarki z liceum się nie dodzwoniłam, jest gdzieś na urlopie) od wtedy do dziś (specjalnie zadzwoniłam do pracującej w szkolnej bibliotece znajomej) ma przynajmniej kilkanaście kompletów podręczników, które wypozycza najuboższym. I nie są to dzieci romskie, bo tych w moim pipidówku chyba nigdy nie było.
        • matylda1001 Re: dziecinstwo w PRL 22.07.14, 12:27
          Przełom lat 60/70. Książki zawsze miałam nowe, kupowane w księgarni albo pod koniec roku w szkole, czyli szkoła też organizowała sprzedaż nowych. Potem zawsze znajdował sie na nie chętny z następnego rocznika. Coś mi się kołacze w pamięci, że przynajmniej w pewnym okresie, na końcu książki była drukowana tabelka. Do tej tabelki wpisywali się kolejni użytkownicy książki - rok szkolny, imię i nazwisko. Miejsce dla czterech użytkowników, czyli książka miała "przeżyć" cztery lata. Książek za darmo sobie nie przypominam, chociaż myślę, że i w tamtych czasach szkoly dysponowały kilkunastoma zestawami dla tych, którym rodzice nawet starych nie kupili, ale o tym się nie mówiło.
          • plater-2 Re: dziecinstwo w PRL 23.07.14, 09:48
            Dam głowę, że byłaś prymuska i dostawałaś komplet talonów, by za ich okazaniem wykupić w księgarni nowe podręczniki.

            Tabelkę pamietam, nikt jej nie wypełniał, moze sam nadgorliwy uczeń ;) ?

            Tabelki takie znajdowalam w podręcznikach moich francuskich kuzyneczek.
            Podręczniki wypozyczaly, a pani bibliotekarka wpisywala ocene przy zwrocie. Jak ktos zgubil - musial zaplacic.
            • ewa9717 Re: dziecinstwo w PRL 23.07.14, 10:38
              Wcale nie trzeba było być aż prymuską. Nasza pani miała zwykle kilka kompletów talonów, a poza tym talony na poszczególne podręczniki. Do stolika podchodziło się wedle uzyskanych efektów naukowych ;) i dostawało po talonie z każdej kupki, najpierw komplet, potem bez czegoś, potem bez więcej czegosiów, aż się kupka wyczerpała.
              • plater-2 Re: dziecinstwo w PRL 23.07.14, 13:19
                U nas tez bylo podobnie. Wychowawca mial kilka (3-4) komplety talonow i otrzymywali je najlepsi uczniowie. Potem po kilka talonow bylo dla czworkowych, pojedyncze temu i owemu. Nowe wydania - nie pamietam czy byl talon, czy normalnie sie kupowalo.
                Nie bralam talonow, kupowalam od kuzyna.
                • aga-kosa Re: dziecinstwo w PRL 23.07.14, 17:07
                  Może dlatego, że córka miała zawsze biało-czerwony pasek... to dostawała te książki...
                  Stać nas było na nowe...
                  To było na Dolnym Śl i wtedy było chyba wałbrzyskie województwo. :0 aga
            • matylda1001 Re: dziecinstwo w PRL 24.07.14, 01:05
              plater-2 napisała:

              > Dam głowę, że byłaś prymuska i dostawałaś komplet talonów, by za ich okazaniem
              wykupić w księgarni nowe podręczniki.<

              Prymuską? Owszem, posiadałam plakietkę "wzorowy uczeń" - ówczesny odpowiednik dzisiejszego świadectwa z czerwonym paskiem (obciach!), ale prymuską to była Ela Maj, która wiedziała wszystko, zawsze i na każdy temat :) O posiadaniu nowych podręczników decydowało raczej to, że byłam jedynaczką. Nie bardzo miałam po kim dziedziczyć używane, a i rodziców stać było na nowe. Zresztą, w tamtych czasach, dla jednego dziecka, to nie był to taki straszny wydatek. Gorzej, że zupełnie nie przypominam sobie talonów.
              • plater-2 Re: dziecinstwo w PRL 25.07.14, 08:58
                Ciekawe, bo ja pamiętam talony, ale zupełnie nie pamietam plakietek "wzorowy uczeń".

                Taka plakietke nosiło moje dziecko najstarsze w latach 1987-1989.

                Potem nie pamietam, chyba zlikwidowano.

                W jakich latach chodzilas do szkoły ?

                • aga-kosa Re: dziecinstwo w PRL 26.07.14, 18:10
                  Syn tak jak i jego koledzy całą podstawówkę nosił ortalionową bluzę z białym kołnierzem i córka też w granatowym fartuszku chodziła do podstawówki. Przyglądam się teraz naszym dorosłym dzieciom i jakoś kompleksów z tego powodu u nich nie widzę.
                  Nie żalą się też, że przeczytali za dużo lektur. Nie współczują swoim dzieciom, że mają za dużo zadane. Czyżby na tym ich kompleksy polegały na tym, że mieli więcej materiału do opanowania. ;)
                  Mam mieszane uczucia kiedy ministerstwo pragnie ułatwić życie współczesnej młodzieży i dba aby się młódź nie zmęczyła nauką.
                  Jak można nie mieć kłopotów z matematyką kiedy nie ma obowiązku wykucia tabliczki mnożenia. aga
                  • referee Re: dziecinstwo w PRL 26.07.14, 20:15
                    Zdecydowanie dzieciństow podczas PRL było bardziej wartościowe merytorycznie w porównanie z obecnymi czasami.

                    Podwórka, boiska, korty, pływalnie pełne amatorów sportu.
                    Na podwórkach dominowała piłka nożna- począwszy od tak zwaneh gry "5-tkę" "na trzepaku do normalnych meczów. Dziewczęta grały w tak zwaną gumę ( gra dla mnie zawsze groteskowo-nonsensowna), siatkówkę, i tzw. "dwa ognie".
                    Jezdziło się non-stop na rowerach, na eskapady nawet kilkunastokilometrowe ku strapieniu rodziców.
                    Z rozrywek intelektualnych to gra w kapsle (Wyścig Pokoju był czymś kultowym) i gra w szachy na ławkach w cieniu drzew.
                    Kluby Małego Modelarza i Domy Kultury w których przyszli architekci, konstruktorzy, artyści mogi stawiać swoje pierwsze kroki.
                    Już nie wspominając o świetnym zapleczu do sportowego szkolenie dzieci i młodzieży, zaczynając od poziomu szkolnego i lokalnego.
                      • ewa9717 Re: dziecinstwo w PRL 27.07.14, 11:02
                        Pływalni to u nas w pipidówku nie było, może ze względu na liczne jeziora, ale korty (asfaltowe co prawda) były przy obu podstawówkach już w mezozoiku, czyli za moich czasów ;)
                      • referee Re: dziecinstwo w PRL 27.07.14, 17:15
                        plater-2 napisała:

                        > Nie przypominam sobie kortow i pływalni...

                        Tak jak pisze Eva, może w małych miejscowościach nie było.
                        U Częstochowie były pływalnie:
                        Hutnik, Budowlani, i chyba Skra
                        korty: RKS Raków, Skra, Budowlani, Poraj

                        i zwykłe asfaltowe przy podstawówkach i podwórkach.

                          • referee Re: dziecinstwo w PRL 27.07.14, 23:38
                            horpyna4 napisała:

                            > No dobrze, ale to chyba u schyłku PRL. Bo w latach 50. i 60. kortów praktycznie
                            > nie było, pływalni ogólnodostępnych też.

                            Piszę o latach mojego dzieciństwa i młodości (lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte).
                            Komuniści, PRL, a może cały Blok Wschodni, inwestowały w rozwój sportu- tak rekreacyjnego jak i wyczynowego. Sport tzw. masowy był jednym z atutów propagandowych PRL.

                            A jeżeli chodzi o wyczyn to Piłka nożna, lekkoatletyka, hokej, siatkówka były wysoko w rankingach międzynarodowych. Owocowała praca od podstaw, praca z dziećmi i młodzieżą,którą robiło między innymi mnóstwo społeczników.
                            A turnieje dzikich drużyn? No dobrze teraz są rózne imprezy orgnizowane dla narybku przez sponsorów, znane koncerny.
                            Ale brakuje mi tutaj ducha zwycięstwa, zadziorności, po prostu etosu walki na boisku. I to widać w polskich U-14, U-15, U-17 kończąc na Naszych Biało-Czerwonych. Coś nie tak z mentalnością.
                • matylda1001 Re: dziecinstwo w PRL 28.07.14, 00:26
                  plater-2 napisała:

                  > Ciekawe, bo ja pamiętam talony, ale zupełnie nie pamietam plakietek "wzorowy uczeń". >
                  Taka plakietke nosiło moje dziecko najstarsze w latach 1987-1989.
                  Potem nie pamietam, chyba zlikwidowano.<

                  Za moich czasów w klasach 1-3 nosiło się małą czerwoną kokardkę przypiętą do fartuszka na lewej piersi Plakietki nosiło się dopiero od 4 klasy do 8. Miały owalny kształt, były czerwone z białą obwódką i z białymi napisami. Za to moje córki chyba nie miały plakietek, bo bym pamiętała (więc może zlikwidowali) ale miały świadectwa z czerwonym paskiem, średnia musiała być powyżej 4,8.
                  Moja młodsza córka biła szkolne rekordy :) na świadectwie maturalnym miała 4 celujące i jedną piątkę, oraz średnią z czterech lat 5,7.

                  > W jakich latach chodzilas do szkoły ?<

                  Do pierwszej klasy poszłam w 1968r.
            • konsta-is-me Re: dziecinstwo w PRL 13.09.14, 22:49
              Tez pamietam te tabelki , TRZEBA bylo je wypelnic, i ci co dostali ksiazki jako ostatni, mieli najgorzej, bo dostawali bure za nie najlepszy stan podrecznikow, mimo ze czesto otrzymali juz podniszczone.Z nadgorliwymi uczniami nie ma to nic wspolnego.
    • minerwamcg Re: dziecinstwo w PRL 06.08.14, 15:26
      Dzieciństwo w PRLu doczekało się już swoistej mitologizacji. Obiegowe pojęcie jest takie, że jeśli zbierałeś historyjki z Donaldem, grałeś kapslami w Wyścig Pokoju, słuchałeś pocztówek dżwiękowych i nosiłeś teksasy - to już koniecznie miałeś taaaaakie zarąbiste dzieciństwo. A guzik prawda! Być dzieckiem zawsze było dobrze, źle, paskudnie, wspaniale, cudownie i obrzydliwie jednocześnie. Tylko z innych powodów.
      Jeżeli robiłeś to wszystko, co wymieniłam powyżej, to można o Tobie powiedzieć tylko jedno: jesteś starym bykiem/starą gropą. I tylko tyle.
      • matylda1001 Re: dziecinstwo w PRL 06.12.14, 00:28
        minerwamcg napisała:

        >> Jeżeli robiłeś to wszystko, co wymieniłam powyżej, to można o Tobie powiedzieć
        tylko jedno: jesteś starym bykiem/starą gropą. I tylko tyle.<

        Starą gropą... A pewnie ;) Większość książek pani Chmielewskiej przeczytałam w pierwszym wydaniu, a czasami nawet osobiście rozcinałam karty.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka