thomasseyr
15.03.17, 20:01
Dziś stwierdziłem, że jednak niektóre osoby mają samotność w genach, i kwestia jest taka, czy będę w stanie się z tym pogodzić i normalnie żyć i w miarę się cieszyć życiem, czy żyć w wiecznym przygnębieniu, dole itp. Powiem szczerze, że nie dziwię się osobom, które tak jak ja są samotne praktycznie od zawsze, ale w pewnym momencie po prostu wywieszają białą flagę. Chyba bycie z kimś nie jest nam pisane. Mamy geny samotności w swoim DNA, który powodują, że albo sami (nieumyślnie) sabotujemy własne działania, albo wynika to po prostu z innych czynników związanych z tym jacy staliśmy w wyniku samotnego życia (zgorzkniali, niepewni siebie, z nawykami, których nie jesteśmy w stanie już zlikwidować, jacyś tacy ambiwalentni na miłość, bliskość). Człowiek zawsze będzie człowiekiem i jako zwierzę stadne będzie się tliła w nim jakaś iskierka nadziei, ale wydaje mi się, że im dłużej będziemy samotni, tym lepiej będzie się po prostu znieczulić na to wszystko. Ja ze swojej strony już wiem, że od dziś pogodziłem się ze swoim stanem. Tak widocznie ma być. Nie ma sensu się szarpać. Trzeba po prostu skupić się na czymś innym w życiu, poświęcić się czemuś innemu.