mihusky
23.11.06, 18:55
Z niecierpliwościa czekałem na debatę, po której spodziewałem się ,że wreszcie
poznam program superkandydata Dorywalskiego. Z jego ulotek i plakatów
dowiaduję się jedynie o piastowanych przez niego funkcjach i zapoznaję się z
inwecją w tworzeniu haseł.
Kandydat odmówił udziału w debacie ze wzgledu na... "żałobę narodową".
Wykazał sie przy tym strachem przed dyskusją o problemach naszego miasta i
niezrozumieniem czym jest debata. Otóż, dla informacji Szanownego Kandydata,
debata nie jest tożsama z "Tańcem z gwiazdami", teleturniejem "Jeden z
dziesięciu" czy relacją z wyboru miss nastolatek.
Debata wyborcza, po której wielu spodziewało się starcia zamiarów i koncepcji
rozwoju miasta i gminy, może z rozrywką mieć tyle wspólnego, ile kandydat w
niej występujący. Najwidoczniej kandydat Dorywalski uznał, że jego kandydatura
i zamiary nie gwarantują zachowania powagi u radiosłuchaczy, albo też ci
radiosłuchacze najwyraźniej mu dyndają.
Kandydat Dorywalski miga się przed ujawnieniem głęboko skrywanych swych myśli,
co mnie jako wyborcę głęboko irytuje. Jako wyborca chciałbym miec wybór między
planami, przemyśleniami, zamiarami, a nie miedzy tym czy któs jest młody czy
dojrzały, mieszka we Włoszczowie czy poza nią. Jak na razie, wobec braku
ujawnienia swych zamiarów wobec miasta i gminy, jedynie takie opozycje jestem
w stanie konstruować.
Im dłużej się temu przyglądam i, łudząc się, czekam na wypowiedź kandydata
Dorywalskiego, tym bardziej skłaniam się ku przekonaniu, że ten skądinąd
sympatyczny z wyglądu człowiek, na temat miasta nie ma kompletnie nic do
powiedzenia. Dynada mu i miasto i mieszkańcy! Kandydowanie na burmistrza jest
zaś dla niego polityczną wprawką zainicjowaną przez zaprzyjaźnionego ministra.
Nie potrafię w żaden inny sposób wytłumaczyc tej arogancji.
Kiedy schylałem się, by podnieść spod drzwi ulotkę kandydata Dorywalskiego,
miałem nadzieję, ża na jej rewersie - po drugiej stronie peronu i twarzy -
odnajdę w prawniczo lapidarnym stylu zapisane zamysły przyszłego burmistrza.
Znalazłem "spis ważnych telefonów". Równie dobrze na burmistrza mógłbym wybrać
książkę telefoniczną... jest w niej znacznie więcej treści.