Dodaj do ulubionych

Jaromír Nohavica - a sprawa polska

14.01.05, 22:19
W przypadku Konrada Mazowieckiego i Krzyżaków - sprawa jest bezsporna. Kto
natomiast sprowadził Jaromira Nohavicę do Polski - pewności nie ma. Wiadomo
tylko, że już dziś wymienić można listę osób, zasługujących na pochwały, za
umacnianie tradycyjnych więzów przyjaźni czesko-polskiej...

Popularność cieszyńskiego pieśniarza w naszym kraju rosła wraz z jego sławą w
Czechach, głównie za sprawą płyty Divne stoleti z 1996 roku i dzięki coraz
liczniejszym występom dla polskiej widowni, która rozpieszcza artystę,
gdziekolwiek się on nie pojawi.

Nohavicomania zatacza coraz szersze kręgi. Znane są przypadki
wielokilometrowych migracji fanów w poszukiwaniu miejsca, nawet domniemanego,
występu ich ulubionego artysty. Dzięki informacjom na stronie www.nohavica.cz
można z dużą precyzją i niemałym prawdopodobieństwem namierzać przeloty
czeskiego barda, choć nie lubi tak o sobie mówić, rezerwując raczej miano
pieśniarza, jako mniej koturnowe i wyniosłe.

Co by nie mówić o zasługach osób, popularyzujących sylwetkę artysty,
najistotniejszym czynnikiem sprawczym obecności Nohavicy w świadomości
polskiego odbiorcy - był on sam. Może się mylę, ale uważam, że silne związki
twórcy "Sarajewa" z Polską i Polakami, fakt, że wiele lat mieszka w Czeskim
Cieszynie, obracanie się w swoistym czesko-polsko-śląskim tyglu kulturowym -
że wszystko to, poparte talentem i wrażliwością, sprawiło, iż Polska dla
Nohavicy-człowieka mogła stanowić pewną atrakcję, a dla Nohavicy-twórcy -
wyzwanie. Podjęcie tego wyzwania było tylko kwestią czasu.

Sam często podkreślał swoje fascynacje polską piosenką, w osobie Grechuty,
Osieckiej czy Młynarskiego - by wymienić tylko tych największych. Było ich
znacznie więcej, bo Jaromira, poza piosenką, ciekawiła także polska poezja,
teatr, film czy telewizja. Regularnie czytywał polską prasę, która przed 1989
rokiem, mimo cenzury, znacznie bardziej zbliżała się do prawdy niż prasa
czeska.

Zagrać dla polskiej publiczności, tak w końcu bliskiej językowo, będąc już
twórcą uznanym we własnym kraju i ukształtowanym w swoich poglądach na świat,
odwrócić trochę role, może trochę sprawdzić się - takie myśli mogły
towarzyszyć Jarkowi Nohavicy przed przyjazdami do Polski. Z drugiej strony -
nie musiał tak daleko do niej jeździć, miał ją o rzut kamieniem, miał ją na
co dzień, w groteskowo-geograficznie podzielonym na pół mieście.

Znał się dzięki temu na polskich sprawach nie gorzej niż Polacy. Poszedłbym
nawet dalej w tych rozważaniach, licząc na czeskie poczucie humoru, że
Nohavica to w zasadzie Polak, tylko dziwnym zrządzeniem losu mieszkający po
drugiej stronie Olzy. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że polscy słuchacze, choć
nie zawsze do końca rozumieją słowa piosenek i tak doskonale je rozumieją?
Mówię Wam - Polak!

Zastanawiając się poważnie nad twórczością Nohavicy, wypada mi przyznać, że
jest ona ponadnarodowa, a jednocześnie ma w sobie coś właściwego tylko
Czechom. To "coś" to dystans, ów ironiczny uśmieszek, przymrużone do siebie
samego oko, aby nie traktować wszystkiego, co nas otacza, z tak śmiertelną
powagą i w kategoriach ostatecznych.

Jaromir powiedział kiedyś, że piosenka musi być tak zbudowana, aby zostawiała
miejsce dla słuchacza, szczelinę zapraszającą do środka. W tym znaczeniu,
pieśni Wysockiego czy Kaczmarskiego - takich szczelin nie zostawiały. Były po
brzegi wypełnione słowami, obrazami, emocjami. Były zamknięte. Piosenki
Jaromira rzadko krzyczą, nikomu się za bardzo nie narzucają, a mimo to
wsiąkają w pamięć, nękają melodyjnością frazy, wzruszają taktownością,
prostotą i finezją.

Co sprawia, że ta kameralna w zasadzie twórczość, liryczny dyskurs z życiem o
sensie miłości, o namiętnościach i cierpieniu - ma tak uniwersalny wymiar?

Ja chyba wiem, ale zachęcam Państwa do samodzielnego udzielenia sobie
odpowiedzi. Ja chyba wiem, bo od momentu zetknięcia się z Jaromirem Nohavicą
zaczęła się moja wielka przygoda z czeską piosenką, z językiem czeskim,
czeską literaturą i historią.

Te proste i śpiewne pieśni rozpaliły we mnie ciekawość do ludzi, którzy
mieszkali i mieszkają tak blisko mnie, a o których tak niewiele dotąd
wiedziałem. Jaromir powiada, że mieszkamy zbyt blisko, by być dla siebie jako
narody - atrakcyjni. Może coś w tym jest... Dla mnie to, co usłyszałem w
Warszawie w 1998 roku wydało się na tyle atrakcyjne i egzotyczne, że
zapragnąłem poznać człowieka, który stoi za tymi pieśniami, poznać ludzi,
których on zna, poznać pisarzy, którzy ukształtowali jego wrażliwość. Nie
rozczarowałem się. W Jarku Nohavicy poznałem człowieka o iskrzącej osobowości
i zaraźliwym poczuciu humoru, faceta inteligentnego i życzliwego ludziom.

W piosence "Cieszyńska" brzmi taka oto pointa: "...dobrze, że człowiek nigdy
nie wie, co go czeka." Trzy lata temu, nie mając pojęcia o języku czeskim,
znając tylko Kunderę, Hrabala, Kafkę i "Dzielnego Wojaka Szwejka", nie
przypuszczałem, że będę niebawem próbował czytać w oryginale "Śmierć pięknych
saren" Oto Pavela, biegał po antykwariatach w poszukiwaniu słowników
(zwłaszcza czesko-polski jest nie do zdobycia; łatwiej o mongolsko-włoski),
tłumaczył teksty Nohavicy i Plihala, spędzał z Jaromirem długie godziny w
studiu Mirka Kluza w Jabloncu i czytał książki o historii Pragi. Nie
wiedziałem, co mnie czeka. Ale gdybym wiedział - też bym dał się unieść tej
fali.

W tym apetycie na Czechów nie jestem chyba dzisiaj już taki osamotniony.
Widzowie w trakcie ostatniej trasy koncertowej Jaromira Nohavicy pozostawali
w niemym zdumieniu, że coś tak dobrego przybyło do nas z tak bliska i w tak
prostej postaci. To zmusza do zastanowienia nad, obsesyjnym u wielu twórców
ostatnich lat, przerostem mięśni nad mózgiem (czytaj: formy nad treścią).

Po koncercie w Studiu im. Agnieszki Osieckiej w PR III Polskiego Radia, miała
miejsce rozmowa telefoniczna między Jaromirem Nohavicą a, obecnym na widowni,
Krzysztofem Daukszewiczem:
Nohavica - "...w zasadzie wychowałem się na pańskich piosenkach".
Daukszewicz - "To ciekawe(?) w jak różnym wieku ludzie przeżywają swoje
dzieciństwo, bo ja na pańskich też!"

W rzeczy samej. Piosenki cieszyńskiego pieśniarza mogą nas dopaść w różnym
wieku. Może to być dla niektórych wiek XXI. Ja załapałem się jeszcze na
końcówkę poprzedniego, ale pieśni te nie wprowadziły w moje życie
dekadenckiej zadumy - przeciwnie - wniosły harmonię i optymizm.

Tolek Muracki
Obserwuj wątek
    • stoik1 wywód zakręcony jak korkociąg 16.01.05, 11:42
      ten typ tak ma
      widocznie
      • wislok1 A gdzie wino ? 16.01.05, 12:50

      • gin-z-tonikiem Re: wywód zakręcony jak korkociąg 06.02.05, 13:25
        Dla mnie w porządku. Tolek Muracki ma lekkie pióro i czyta mi się go
        rewelacyjnie, podobnie jak jego przekłady tekstów Nohavicy, czego nie mogę
        powiedzieć o części tłumaczeń Renaty Putzlacher. A może kolega nie przepada za
        Daukszewiczem wink ?
        • justyng Re: wywód zakręcony jak korkociąg 06.02.05, 15:45
          Dla mnie tłumaczenia pani Puztalcher są zdecydowanie lepsze. Odzwierciedlają
          klimat piesni Nohavicy... nie chodzi o to by przetłumaczyć słowo w słowo, ale
          by zachować sens, charakter i specyficzny klimat. Jej poetyckość jest
          niebanalna. smile
          • gin-z-tonikiem tłumaczenia 07.02.05, 09:56
            Napisałam "części tłumaczeń Renaty Putzlacher". Na przykład "A gdy se mnu sekne"
            (za śpiewność,krótkość wersów i mniejsze "uładzenie" zbliżone do oryginału) oraz
            "Mikimauz" wolę w przekładzie pana Murackiego.

            I tutaj pytanko -
            • stoik1 Re: tłumaczenia 07.02.05, 12:13
              gdy kitę odwalę - będzie wspaniale....
              jednak wolę to po czesku
              • gin-z-tonikiem Re: tłumaczenia 07.02.05, 13:43
                Bezspornie! smile wszystkie teksty Nohavicy najlepiej brzmią w oryginale. Pozdrawiam.
            • joanna_filipczak Re: tłumaczenia 07.02.05, 14:39
              "špatné zprávy chodí jako policie za úsvitu"
              Mój stary, wysłużony słowniczek potwierdza, że "policie" to policja, więc raczej pani Renata.

              PS. Na koncercie we Wrocławiu w 1997 Jaromir Nohavica śpiewał po polsku "Sarajewo", "Kiedy kitę odwalę" i "Jaskółko fruń"
              • stoik1 Re: tłumaczenia 07.02.05, 15:09
                no i ze sprawy polskiej zrobił nam się wątek o przekładach
                i dobrze, osobiście wolę wątki wielotematyczne
              • gin-z-tonikiem Re: tłumaczenia 07.02.05, 16:59
                dziekuję za "policie" smile
                • joanna_filipczak Nie ma sprawy :) 08.02.05, 02:48
                  Zawsze do usług.
        • stoik1 nie przepada 06.02.05, 23:09
          zdecydowanie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka