Dodaj do ulubionych

Antywątek

06.03.04, 09:39
Anty szczególnie na tym forum
Co chwila pojawiają się wątki o konieczności sterylizacji, kastracji,
trzebieniu, wycięciu (czy jak tam to zwał) zwierzaków.
Pogląd, że wycięcie jest jedynym, prostym i cudownym sposobem na rozwiązanie
problemów związanych z nieszczęściem zwierzaków cieszy się wielkim wzięciem i
zatacza w postępie geometrycznym coraz to szersze kręgi. Idea ta coraz
częściej i głośniej gości na wszelakich łamach i z coraz to więcej ust
usłyszeć ją można.
Zwolennikami jałowienia są wszyscy i przeciwnicy i miłośnicy zwierzaków.
Ci pierwsi upatrują w nim likwidację znienawidzonych i zbędnych wg nich
populacji ci drudzy zmniejszenie nieszczęścia bezpańskości (bezdomności).
Rozumiem tych pierwszych, bo metoda ta dużo mniej drastyczna od czystej w
formie eksterminacji okazać się może tyleż skuteczniejszą.
Rozumiem świat medyków weterynarii, bo z czegoś przecie trzeba żyć.
Jednak w zadumę wprowadza mnie (czasem nawet nachalny) lobbing za kastracją
tych, którzy zwą siebie miłośnikami i przyjaciółmi zwierzaków. Szczególne
powołanie i pasję w pełnieniu tej zbawiennej misji wykazują tzw. „artyści”
(od)twórcy, bo przecie nie twórcy. Ta cała zgraja aktorów, modelek czy innych
gwiazd błyszczących światłem tak jasnym i trwałym jak skra.
Cóż widać takie obecnie mamy dziwne czasy, że autorytetami nie tylko
moralnymi stali się komedianci!
Tak na swój użytek owe poglądy i mody lansowane przez tych wszystkich
idolów „kreatorów” i „artystów” a podchwytywane i wdrażane przez gawiedź
nazywam właśnie „filozofią komediantów”.

Przez lata Człowiek, istota rozumna, twórca wielki Bogu podobny w swej
łaskawości raczył nakombinować ileś tam gatunków ku uciesze swojej. Ileż
dobra uczynił on wielki. Dał przecie możliwość istnienia. Dał życie.
Człowiek jak to człowiek pobawił się i zabawka mu się znudziła.

I chwila obecna. Wielki krok cywilizacyjny naprzód. A przecie nadal to jest
ta sama gra tylko inny jej etap, inny poziom ale bohaterowie ci sami.
To ten sam człowiek zaczyna zabawę w odbieranie tego, co w jego mniemaniu dać
raczył; prawo istnienia.
Oczywiście, że wyjałowienie rozwiąże kwestię nadmiaru i bezdomności
zwierzaków. Rozwiąże ją raz na zawsze!
Przecie jest to jedynie łagodniejsza forma eksterminacji populacji!
Musi jednak do licha zastanawiać ta bezkrytyczna wiara w czynienie dobra tym
właśnie sposobem? Dobra czynionego ponoć dla tychże właśnie zwierząt.
Czy ktokolwiek ze zwolenników owej cudownej metody może mi powiedzieć ile
procent danej populacji należy poddać wycięciu? Ile osobników męskich a ile
żeńskich w stosunku? Przecie my nie mamy zielonego pojęcia o liczebności
istot, których istnienia to ma dotyczyć.
Jeśli już ruszymy z tą jakże zbawienną akcją, w którym momencie należało
będzie ją przerwać? Kto da hasło, że już wystarczy?
Czy owe „dobro” naprawdę czynione będzie dla tych istot? Czy może chodzi tu
jedynie o gatunek ludzki?
Dlaczego jeśli jest to tak dobroczynna i zbawienna dla populacji metoda to
nie wprowadzić jej w stosunku do ludzi właśnie?
Czyż naprawdę tak trudno zauważyć, że największym dobrodziejstwem jakie
możemy naturze uczynić to właśnie zniknąć z tego świata? I to zniknąć w
sposób angielski bez trzaskania drzwiami!

Na koniec.
Nie jestem zaprzysięgłym przeciwnikiem „wycinania”. Ja tylko mam wątpliwości.
Podziwiam tych wszystkich, którzy wątpliwości nie mają, którzy są tak
zdecydowanie pewni bo ja niestety tak cudownego daru pozbawin jestem.
Niestety wraz z podziwem ogarnia mnie też obawa czasem więcej niż obawa. Bo
mój własny króciutki żywot nauczył mnie jednej prawdy: pewność nie tyle
graniczy, lecz wręcz przenika się nawzajem z bezmyślnością.

Napisałem to com napisał z nadzieją, że może u kogoś błyśnie malutka iskierka
niepewności...
A jeśli to się stanie w kilku przypadkach to cel swój osiągnę.
Właśnie taka malutka iskierka niepewności wystarczającą jest by wprowadzić w
ruch szare komory i zmusić je do wykańczającego mozołu przemyśleń.

Najniższe ukłony!
Wątpliwościami mjotan M.J.
Obserwuj wątek
    • Gość: Lena Re: Antywątek IP: 212.180.154.* 06.03.04, 10:45
      Kurde, przeczytałam ale nie wiem o co biega.A takie jedno pytanie: wyciąłeś ten
      tekst z "Pana Tadeusza"? czy sam napisałeś ;-).
      A tak na marginesie, masz w domu jakieś zwierzątko?
      • carmella Re: Antywątek 06.03.04, 11:02
        wiesz co, a ja myslalam, ze to ja jestem inteligentna inaczej i nie rozumiem
        tego watku...
    • fion_a Re: Antywątek 06.03.04, 11:43
      Mnie tez nie wydaje się, zeby ktos z krzyczacych "kastratów" zastanowił się głębiej nad problemem. Z pewnością nikt nie dokonał obliczeń w skali globalnej, jaki odsetek owych psów, kotów i innych powinien zostać poddany kastracji, oraz jaki to będzie miało wpływ chociażby na liczbę myszy w piwnicach;))

      Ale sama nie mam lepszego pomysłu na ograniczenie liczby bezdomnych zwierzat,zwłasza, ze przybywa ich coraz wiece i wiecej....
      coraz wiecej jest równiez zwierzat nierasowych,coraz wiecej zwierzat zapełnia schrniska...

      Jaka jest alternatywa??Pokryc schroniskami 50% terytorium kraju??
      Czy moze nakazac kazdemu wziecie 3 psów i 2 kotów ze schroniska??albo bezdomnych,biegajacych po osiedlach??

      Moim zdaniem bezwzględnie lczbę tych zwierzat nalezy ograniczyc.......
      Bo chyba lepszym rozwiazaniem jest nie dopuscic do urodzenie, baa, nawet do zapłodnienia, szczeniaczków, niz je skazywac na zycie w schrnisku, czy topienie w worku zaraz po urodzeniu, bo i takie przypadki nie sa odosobnione.

      > Dlaczego jeśli jest to tak dobroczynna i zbawienna dla populacji metoda to
      > nie wprowadzić jej w stosunku do ludzi właśnie?

      Co wiecej, pisałes tez o ludziach, owszem....niekontrolowane namnazanie sie ludzi tez do niczego dobrego w obecnych warunkach nie prowadzi....
      wszysko jest sknczone, wiekszosc zasobów na Ziemii jest ograniczna(choćby energia - ropy wystaczy przy obecnym zuzyciu na lat 50,wegla na 180 i co potem?? -Niewielu ludzi sie nad tym zastyanawia,niewielu o tym wie...i jakze niewielu mysli wybiegaja poza ich codzinne zycie?? ) równiez powierzchnia Ziemii jest ograniczona....

      A czy myslisz,ze nie zostanie ona wprowadzona??Myslisz,ze ktos nie wpadnie na to,zeby sterylizowac ludzi??

      A w jakim celu powstały chocby zwykłe srodki antykoncepcyjne??Własie o to,by ogranizyc nasze namnazanie sie....

      A ze psu ciezko byłoby nałozyc prezerwatywe, a suke karmic tabletkami, dlatego sie je kastruje/sterylizuje.

      I nalezy to robic,tylko w sposób kontrolowany.
      Chociz predzej czy pozniej i tak wszytsko wymknie sie spod kontroli.....

      Bo niestety ludzi sie nie zmieni,a przynajmniej jak da tej pory, nikomu nie udało sie na nich wpłynac.......
      • Gość: carmella Re: Antywątek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.04, 12:56
        wiesz kastracja chroni tez przez chorobami. hormonow w srodkach
        antykoncepcyjnych jest zawsza za duzo, nawet w naszych ludzkich, bo czesc
        zostaje wydalona, a ochrona musi byc zachowana .
        ze zwierzatkami jeszcze jest gorzej, bo sa roznej wielkosci, roznej masy i jest
        tych hormonow wiecej niz potrzeba.
        Kotki ktore stosuja hormony czesto choruja na ropomacicze, a leczenie i tak
        konczy sie wycieciem narzadow. wiec moze lepsza sterylizacja juz od razu.
        Szczegolnie, ze to akurat zwierzetom z reguly nie szkodzi w zaden sposob,
        zwierzaki sa spokojniejsze i bardziej domowe. I jezeli nie planuje sie hodowli
        to naprawde nie musimy sie martwic o kotke w rujce
        • fion_a Re: Antywątek 06.03.04, 14:02
          Ja to wszystko własnie rozumiem.
          I rozumem równiez to, ze czasem nawet najleszemu włascicielowi nie uda sie upilnowac suki czy kotki w rui,ale jeśli bedzie to osoba kochajaca swe zwierze, to pewnie zapewi maluszkom jak najlepsze domy (co sie stanie z nimi potem-tego nikt nie przewdzi).

          Ale własnie najbardziej martwia i złoszcza mnie ludzie, którym jest to niemal zupełnie obojetne,co bedzie,jak suka urodzi, gdzie podzieja sie szczeniaki....
          albo co gorsza, juz ciezarna suka bedzie niepotrzebna.....

          Dlatego jednym z rozwiazan moze tu byc własie sterylizacja. Albo testy psychologiczne na wrazliwosc przyszłych posiadaczy zwierzat??

          Tylko,czy tacy zainnetresuja sie tym swoim "pupilem" na tyle,by go jednak wysterylizowac??

          Owszem,jesli ktos znalazłby sposób, zeby wytłumaczyc ludziom, co to znaczy miec zwierze i jakie konsewencje sie z tym wiaza, wpłynałby na rozwiniecie ich wrazliwosci byłby naprawde wielki..........
          ale ja nie wierze w takie cuda.....
          • Gość: Dina Re: Antywątek IP: *.zielman.pl 06.03.04, 19:09
            Nie ma bardziej humanitarnej metody jak na dzien dzisiejszy ograniczjacej
            populacje zwierzat.
            A statystyki mowia same za siebie:
            -tylko co drugi pies ze schroniska znajduje dom, najwieksze sznse maja psy
            mlode.
            -w niektorych schroniskach uspiono ponad 90% zdrowych psow
            -40% szczeniat w schroniskach ginie.
            Najwieksze problemy z jakimi borykaja sie schroniska to niedofinansowanie, brak
            programu masowej sterylizacji i przepelnienie.
            Ewa Gebert prezes Rady Krajowej Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierzat
            twierdzi,że "jedyna szansa, aby zmniejszyc liczbe bezdomnych zwierzat jest
            masowy program sterylizacji".
            Przytoczę prawdziwa historyjke, oczywiscie we fragmencie, zamieszczona w "Moim
            psie":
            " A bylo to tak.Idac do pracy w Pultusku, gdzie akurat mieszkalam, uslyszalam
            dobiegajace ze smietnika zalosne popiskiwanie.Znalazlam lezacego na kupie
            smieci psa, a wlasciwie psi szkielet, pokryty brudna, potargana, bialo-kremowa
            sierscia. Suka owczarek podhalanski miala na szyi zacisniety drut, od ktorego
            zrobila sie pokryta grubym strupem rana.
            Nie moglam jej zabrac do wynajetego pokoju...
            ...Dzwonilam do warszawskich schronisk. W kazdym ta sama odpowiedz:
            przepelnienie..."
            Historia zakonczyla sie szczesliwie dla suczki, znalazla dom w Austrii.
            Ta historia doskonale odzwierciedla sytuacje w naszym kraju i stosunek
            spoleczenstwa do zwierzat.Jest to jeden przypadek z wielu okrucienstwa
            wyrzadzonego zwierzetom.
            Pomimo istniejacej ustawy o ochronie zwierzat, kazde okrucienstwo popelnione na
            zwierzeciu jest uwazane przez wymiar sprawiedliwosci jako znikoma szkodliwosc
            spoleczna i niewielu sprawcow okrucienstwa jest karanych.
            Inna historia, ktorej ja doswiadczylam.
            Na dzialkach sa kotki, ktore w zeszlym roku urodzily malenstwa. Kociaki rosly
            zdrowe, mialy juz 2,5 miesiaca. Ktoregos dnia zastalam jedno kocie
            nieprzytomne, zabralam je natychmiast do weterynarza. Wet stwierdzil, ze malec
            zostal otruty i jego godziny sa policzone.Dostal leki i pozostalo czekac. Nie
            macie pojecia jak maly popiskiwal i walczyl o zycie. Niestety
            przegral...Odszedl do krainy lowow kilka godzin pozniej.
            Drugiego kociaka znalazlam juz marwego dzien pozniej, jeszcze sasiadka slyszala
            przerazliwe miauczenie dzien wczesniej. Inny sasiad chcial kociaka dla swoich
            rodzicow. Znalazl 5 kociat ok. 2 miesiecznych utopionych w beczce.
            Czy te zwierzaki zasluszyly na taki los? One nikomu nie wyrzadzily krzywdy.
            Tego typu historie spowodowaly, ze nie mam zadnych dylematow jesli chodzi o
            kastracje, ktora pozwoli zapobiec takim tragediom i jeszcze przedluzy zycie.
            Stracilam suczke, ktora zachorowala na ropomacicze. Jest to choroba,
            przynoszaca ogromne cierpienie. Doszlo u niej do samozatrucia, za pozno bylo na
            operacje. Nie zapomne nigdy tego przerazliwego wycia z bolu, wtedy juz
            wiedzialam, ze jedynym ukojeniem bolu bedzie eutanazja.Tak tez zrobilam.

    • Gość: lw Re: Antywątek IP: *.crowley.pl 06.03.04, 19:29
      Spróbuję zebrać odpowiedź w kilku punktach:
      1.populacja psów i kotów a więc zwierząt udomowionych nie jest pod kontrolą
      zjawiska,które występuje w przyrodzie-konkurencji międzygatunkowej związanej z
      piramidą pokarmową(w naturze jak pojawi się zbyt dużo osobników będących wyżej
      w piramidzie pokarmowej to po pewnym czasie częsć z nich zginie z braku pokarmu)
      nie znaczy to,że w ogóle nie ma takiej konkurencji w tych populacjach,ale nie
      jest ona obecna w takim stopniu jak w przyrodzie.
      2.Nigdy nie będziemy w stanie wysterylizować całej populacji-nawet gdyby
      wprowadzono obowiązek to i tak znajdą się tacy,którzy ukryją zwierzaka albo tez
      pozostaną gdzieś pojedyncze zdziczałe osobniki,o których na pewno długo nikt
      się nie dowie-przy braku konkurencji wystarczy aby miały jeden miot w roku(choć
      zwykle maja wiecej-suki 2 kotki 2-4),jak to średnio bywa 3-5 szt.młodych,to ile
      to da w ciągu średniego życia 8 lat.
      3.W tych krajach,gdzie wprowadzono obowiązek dotyczy on mieszańców ras,zwierząt
      z rodowodem się nie sterylizuje,ale za to kontrola nad hodowla jest większa-
      jest to typowa hodowla,planowana,mająca na celu utrzymanie danej rasy i to w
      jak najlepszym stanie(przestrzega się badań w kierunku chorób dziedzicznych i
      wyklucza takie osobniki z rozrodu-u nas nawet psom wnętrom robiono zabiegi
      sprowadzenia jąder na miejsce).Jest tam też wyższa świadomość i edukacja.
      4.Nawet tam gdzie nie ma obowiązku sterylizowania 100%rasowych zwierząt-
      rodowodowych,to i tak są one często sterylizowane po zakończeniu wieku
      optymalnego do rozmnażania(kiedy potomstwo ma szansę zdrowo się rozwinąć w
      ciele mocnej zdrowej samicy i jednocześnie organizm samicy jest w stanie
      zregenerować się po takim wysiłku jakim jest ciąża i karmienie młodych)ze
      względów zdrowotnych.
      5.Względy zdrowotne i traktowanie psa,kota jako członka rodziny.
      Świadome posiadanie zwierzaka ma dwie płaszczyzny-dla jednych waścicieli będzie
      to zachwyt daną rasą(wyglądem,charakterem,cechami użytkowymi)i będą skupiali
      swoje wysiłki właśnie na dbaniu o to aby ta rasa nie zniknęła(pojedyncze
      osobniki będą traktowane mniej emocjonalnie),dla drugich najważniejszy jest sam
      kontakt z pojedynczym zwierzęciem jako takim i dbanie właśnie o jego zdrowie.
      Dla tej drugiej grupy ludzi ważniejsze będzie jak najdłuższe utrzymanie
      pojedynczego osobnika w jak najlepszym zdrowiu.I tu nie można zaprzeczyć,że
      sterylizacja w odpowiednim wieku działa bardziej na korzyść zdrowia niż na
      niekorzyść.Argumenty przeciw nie są jak do tej pory w 100% pewne-np.zdarzające
      się czasem nietrzymanie moczu może mieć wiele przyczyn i występuje też u
      zwierząt niesterylizowanych w wyniku zaburzeń hormonalnych związanych z
      patologicznymi zmianami w narządach rozrodczych(cysty jajnikowe,uszkodzenia
      poporodowe,guzy u samic i nowotwory jąder u samców),podobnie otyłość-znaczenie
      ma tu przede wszystkim żywienie,zmiana zachowania-dla niedoświadczonego
      właściciela jest to zmiana związana z zabiegiem,mimo iż pojawia się w pewnym
      odsępie czasu od zabiegu a zwykle jest to typowa zmina związana z osiągnięciem
      dojrzałości fizycznej i psychicznej przez zwierzę(zabieg zwykle przeprowadza
      się właśnie w wieku uznanym za bliski osiągnięcia dojrzałości),co następuje u
      wszystkich zwierząt ale nie zawsze w tym samym wieku i w takim samym stopniu
      (dopiero posiadanie kilku zwierząt i uważne ich obserwowanie daje tu jasny
      obraz,że nie jest to związane ze sterylizacją).Natomiast te za są bardziej
      pewne:na pewno u wysterylizowanej samicy nie dojdzie do zmian nowotworowych lub
      zapalnych w macicy,guzy w obrebie gruczołu mlekowego i zewnętrznych narządów
      rozrodczych są w większości hormonozależne,podobnie u samców-powiększanie się
      prostaty,guzy w skórze odbytu i przerost gruczołów łojowych na na nasadzie ogona
      powstaja wskutek działania testosteronu.
      6.Trzeba sobie uświadomić,że te udomowione zwierzęta żyją w innych niż żyłyby
      naturalnie warunkach(choć na pewno przez te setki lat hodowli trochę się
      zmieniły,ale podstawowe instynkty,zachowania,działanie układu dokrewnego jest
      niemal identyczne jak u żyjących nieudomowionych kuzynów).Niektóre z tych
      zachowań są dla ludzi uciążliwe a nawet niebezpieczne,dlatego zmienia się je
      przez tresurę i odpowiednie wychowywanie=uczenie.W normalnym stadzie psowatych
      wyłaniana jest w walkach przywódczyni i przywódca stada i tylko te zwierzęta
      się rozmnażają,u pozostałych zwierząt ze stada wydzielanie hormonów płciowych a
      więc i zachowanie zmienia się pod wpływem feromonów-domowe zwierzęta nie żyją z
      innymi osobnikami swojego gatunku w takiej bliskości,więc te mechanizmy są
      zaburzone.Ciąże urojone które u domowych suczek kończą się obrzękiem i zmianami
      zapalnymi,a czasem i nowotworami gruczołu mlekowego,w naturze nie miałoby to
      miejsca,bo mleko byłoby wypijane przez liczne potomstwo dominującej pary.
      Samce,które przez właścicieli są traktowane jako ważni członkowie stada
      zachowują się jak własnie dominujące w stadzie,nie ma jednak tych regulacji
      między osobnikami co w jednym stadzie-tzn.ruja u poszczególnych samic żyjących
      w jego pobliżu występuje bez synchronizacji-cały rok-stąd cały czas wydziela on
      duże ilości testosteronu,co w naturze nie miałoby miejsca.Stąd też i ciągłe
      walki o samice i terytorium.O ile w naturze walki między osobnikami pozwalają
      na przeżywanie i rozmnażanie się najsilniejszych i najzdrowszych osobników
      to w przypadku zwierząt trzymanych w domach jest to niepożądane,bo przecież
      zależy właścicielowi na posiadaniu długo zdrowego,ładnego i niepokaleczonego
      zwierzaka.Dodatkowo najlepiej aby zwierzak był towarzyski ,co pozwoli jego
      włascicielowi na towarzyskie spotkania z innymi ludźmi i ich zwierzakami.
      Głownie odpowiada za to odpowiednie wychowywanie i uczenie zwierzaka,ale
      wszelkie nauki odchodzą na bok jeśli zadziała pierwotny i chyba najważniejszy
      instynkt-zachowania gatunku a więc i walki o swój teren i stado.
      7.Gdyby w interesie lekarzy weterynarii były tylko zyski z wykonywanych
      sterylizacji to ilu z nich miałoby także wysterylizowane zwierzęta?(a
      zapewniam,że te niehodowlane=nierasowe są prawie u wszystkich wysterylizowane)
      Lekarze mają po prostu wiekszą wiedzę w tej dziedzinie,możliwość obserwowania
      bardzo dużej ilości zwierząt(=przypadków klinicznych)i weryfikownia tej wiedzy.
      8.Co do problemu poruszonego przy okazji-poprawiania świata ludzi to gatunek
      ludzki jako istot myślących bardziej posługują się rozumem niż instynktami
      (oczywiście są wyjątki)i dlatego sterylizowanie nie jest tu rozwiązaniem-
      wystarczy odpowiednie pokierowanie procesami myślenia+warunki bytowe(w biednych
      krajach tzw.III świata co prawda biedni ludzie mniej świadomie się rozmnażają
      ale z kolei śmiertelność jest tam większa).Ludzie jednak żyją w grupach
      własnego gatunku i podlegają podobnym regulacjom jak zwierzęta w ich
      naturalnych populacjach=stadach.
      9.W niektórych krajach kobiety poddają się także profilaktycznym zabiegom
      usunięcia macicy w pewnym wieku,aby ustrzec się nowotworów(np.łagodnych
      mięśniaków).Ilu mężczyzn ma problemy z przerotem prostaty.U ludzi jednak
      usunięcie samych gonad=jajników lub jąder ma poza kwestią zdrowotną(zaburzenia
      związane z menopauzą u kobiet)także i aspekt psychologiczny-dla ludzi płciowość
      jest nie tylko związana z zachowaniem gatunku(dla zwierząt akt płciowy jest
      tylko z tym związany-w naturze zwierzęta nie kopulują poza sezonem
      rozrodczym).Podobnie u zwierząt naczelnych-np.szympansów w ogrodach
      zoologicznych nie kastruje się,u nich kopulacja ma też aspekt socjologiczny.Te
      różnice między naczelnymi i ludźmi a innymi gatunkami wynikają choćby z
      faktu,że inny jest cykl płciowy-u ludzi i naczelnych samice mają cykle w
      krótkich odstępach i w zasadzie brak tu sezonowości natomiast np.u psowatych i
      kotowatych cykl jest długi i w naturalnych warunkach jet wyraźna sezonowość
      związana z dostępnością pokarmu zależną od pór klimatycznych.
      • dina2 Do iw 06.03.04, 21:14
        Mam pytanie do Ciebie dotyczace obowiazku kastracji. Wiem, że cos takiego
        funkcjonuje, prawdopodobnie w Szwecji czy USA. Czy możesz podac mi kraje w
        ktorych taki obowiazek wprowadzono na pewno?
        • Gość: lw Re: Do iw IP: *.crowley.pl 06.03.04, 23:53
          O obowiązku kastracji wszystkich niehodowlanych psów i kotów niestety nie wiem
          dokładnie,często są to nawet lokalne przepisy dla danej części kraju.Natomiast
          prawie w całej Europie zachodniej są sterylizwane wszystkie zwierzęta w
          schroniskach dla zwierząt oraz bezpańskie koty więc nawet nie muszą wprowadzać
          obowiązku sterylizacji jako takiego-bo po kilku latach takiego postępowania
          jest znacznie mniejsza ilość zwierząt,które niekontrolowanie się rozmnażają(te
          niepilnowane lub porzucone nie chodzą sobie po ulicach tak długo jak u nas i
          jak trafią do schroniska i nie zgłosi się właściciel,to są sterylizowane i już
          takie trafiają do nowego właściciela).W tej kwestii-dobrze zorganizowanej
          kontroli porzuconych zwierząt,a także tych bezpańskich(tu wchodzą w grę koty)to
          Wielka Brytania,kraje skandynawskie,USA,w Hiszpanii takie akcje wyłapywania i
          sterylizacji bezpańskich zwierząt przeprowadzały organizacje zajmujące się
          ochroną zwierząt m.in.z Wielkiej Brytanii przy współpracy z miejscowymi
          lekarzami i władzami(jedna znajoma,która przywiozła suczkę z Hiszpanii jakieś 3
          lata temu-mówiła,że tam zwierzaki mają jeszcze gorzej niż u nas-mnóstwo
          bezdomnych psiaków,nad którymi nikt się nie litował,które rozmnażały się na
          ulicach-nie wiem jaka jest teraz sytuacja).U nas w nielicznych tylko
          schroniskach sterylizuje się(jak na razie to sterylizuje się tylko suczki oraz
          koty obie płcie-chętniej są brane do domów kocurki bez problemu "pachnienia",w
          niektórych można nawet przynieść na zabieg po niższych cenach tzw."podwórkowe"
          kotki,które po kilku dniach są odbierane przez opiekunów(=najczęściej panie o
          dobrym sercu,które te miejskie koty dokarmiają i leczą)i wypuszczane
          spowrotem.W Polsce też ok.3 lat temu byli lekarze weterynarii i przedstawiciele
          Brytyjskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami na spotkaniach i pokazywali
          techniki szybkiej sterylizacji z małych cięć i ze szwami śródskórnymi,króre nie
          wymagają w zasadzie kontroli ani wyciągania,aby można było wykorzystać je w
          akcjach ograniczania liczby bezdomnych zwierzaków.Niestety u nas jest błędne
          koło jak na razie-schroniska mają tyle zwierzaków do utrzymania,że nie bardzo
          jak mają z własnych funduszy steryliować,nie zawsze też są warunki do
          oddzielenia samic w rui.Na Śląsku np.niektórzy weci próbowali zorganizwać taką
          akcję,żeby każda z lecznic np.raz na tydzień wysterylizowała jakąś liczbę
          zwierzaków ze schroniska,ale akcja nie rozwinęła się.
          • dina2 Do iw- dziękuję! 07.03.04, 15:47
            Dzięki za wyczerpującą odpowiedź!
          • Gość: m.pw Re: Do iw IP: *.konstancin-jeziorna.sdi.tpnet.pl 07.03.04, 22:19
            cytat "Niestety u nas jest błędne koło jak na razie-schroniska mają tyle
            zwierzaków do utrzymania,że nie bardzo jak mają z własnych funduszy steryliować"

            ...Ale jak się chce to mozna np. W kocim Azylu, liczacym 300 ogonów wszystkie
            stworzenia sa wystrerylizowane, mało tego do osoby prowadzącej Azyl sa
            zgłaszane liczne interwencje. Pani lub wolontariusze jadą z klatka- pułapka i
            łapią koty piwniczne, które sa zawożone do lecznic na zbiegi, po
            rekonwalescencji wracaja tam skąd przybyły, bo inaczej zjadłyby lokatorów myszy.
            Pewnie ze wymaga to orgomnych funduszy, ale trzeba sie o nie postarać.
            Szefostwo państwowych schronisk (no moze nie wszystkich) jak sie dorwie do
            koryta, to nie bedzie się zabijało, bo i po co - pensyjka leci tak czy owak.
            Dlatego jest tak źle!
            Zupełnie jest inaczej gdy ktos robi to z sercem, wtedy sam nie zje, nie
            przepuści forsy na bzdury i jeszcze jak trzeba dołoży ze swoich oszczędności.
            Wiele osób pewnie wie o kim piszę. nie wymieniam jej nazwiska , bo niektóre
            wredne babska zazdroszczą - naprawdę nie wiem czego?
            • Gość: kluba1 krotko: IP: *.we.client2.attbi.com 08.03.04, 17:54
              a masz jakies inne rowiazanie czy tez wolisz po prostu wypracowania pisac?
              • Gość: Dziunia Re: krotko: IP: *.srg.vectranet.pl / *.srg.vectranet.pl 09.03.04, 23:15
                Ja uważam,że w dzisiejszych czasach wydajemy bardzo duzą ilosć pieniędzy na
                schroniska,zamiast np.na Domy Dziecka. I tu jestem za sterylizacją wszystkich
                zwierząt,które są w schronisku,żeby ograniczyć ilość nie chcianych zwierząt.
                Tak samo w hodowlach,suka jeżeli nie jest juz hodowlana,lub pies powinno byc
                tak samo.Inną sprawą jest głupota ludzka.
                Dlaczego w innych krajach,nie ma schronisk,a jak chcesz kupic sobie psa lub
                kota jesteś sprawdzony i oczekujesz na zwierzaka.
                Na pewno wszystkie "kundle" są po prostu usypiane.
                A u nas co się robi? Rano wypuszcza sie psa na spacer a wieczorem wpuszcza się
                do domu a później wielkie ździwienie,jak to sie mogło stać?
                • venus22 Re: krotko: 10.03.04, 02:17
                  NO JAK TO PANIE MJOCIE JESZCZE CIE PRZEKONALAM!?
                  GDZIE SA TE STARE WATKI!!!
                  Venus
                  • venus22 Re: krotko: 10.03.04, 02:18
                    mialo oczywiscie byc NIE PRZEKONALAM.
                    grrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
                    Venus
                    • Gość: tomaszxxx Re: krotko: IP: *.aster.pl / *.aster.pl 10.03.04, 15:59
                      Ja mam prośbę do odpowiadających na wpis mjot-a.
                      Czasem warto zastanowić się, czy mimo internetowej konwencji gadania o
                      wszystkim - o błahostkach i rzeczach poważnych - nie spojrzeć na post , na
                      który Ci przyszło odpowiadać z odrobiną samokrytycyzmu. Nie zawsze
                      reprezentujesz sobą Drogi Forumowiczu wystarczająco wiele, żeby pisać
                      komentarz, szczególnie krytyczny.
                      Forma urwanych zdań, jakiegoś totalnego bełkotu z podstawówki ujetego kilkoma
                      zdaniami własnie - na prawdziwie mądre słowa?? Dziwię się - świadectwo sobie
                      dajecie, pisząc tutaj. Przeczytajcie Droga Młodzieży swoje posty pisane w skali
                      kilku ostatnich miesięcy, dowiecie się kim jesteście.
                      Wydrukujcie post pierwszy i przeczytajcie jak broda wam urośnie - może łatwiej
                      pojąć przyjdzie.
                      Ja na przykład na wpisy założyciela watku nie odpowiadam - obojętnie czy mam
                      podobne zdanie, czy nie.
                      Dla mało kumatych - z szacunku.
                      Czapki z głów internetowe pokolenie, post mjot-a w ramki i nad łóżko.
                      A kolegom opowiadać, że z Int. jednak czegoś można się nauczyć.
                      • maniia Re: krotko: 10.03.04, 22:48
                        Gość portalu: tomaszxxx napisał(a):

                        > > pojąć przyjdzie.
                        > Ja na przykład na wpisy założyciela watku nie odpowiadam - obojętnie czy mam
                        > podobne zdanie, czy nie.

                        No bo Ty reprezentujesz znieczulice.
                      • ombu Re: krotko: 10.03.04, 22:58
                        Gość portalu: tomaszxxx napisał(a):

                        A tak oprócz filozofii brukowej,to Ty sobą coś reprezentujesz?
                        Trochę samokrytycyzmu również Tobie by sie przydało,poczytaj swoje wszystkie
                        posty wstecz i się zastanów ale tym razem nad sobą.
                        To jest forum a nie fan club ;-)
    • mjot1 Słów kilka 10.03.04, 19:15
      Pamiętajcie. Nie ma obowiązku by czytać (przynajmniej w tej kwestii panuje
      niezaprzeczalna wolność wyboru).

      Dzięki Iw za odpowiedź wyczerpującą a pełną spokoju i taktu. To w
      świecie „forumowym” rzadkość niezwykła.
      Zmusiłeś mnie Waść bym na wiele spraw spojrzał pod innym kątem. Dzięki!
      Nie byłbym jednak sobą gdybym wyzbył się wątpliwości.
      Tak Venus. Taka już ma natura żem ciągle nie przekonany, ciągle wątpiący.
      Należę do zdecydowanej i cichej większości społeczeństwa mającej wątpliwości i
      do znikomej garstki tych, którzy do wątpliwości owych się przyznają.
      Przecie ja nie potępiam w czambuł sterylizacji! Ja jedynie nie widzę w tym
      sposobie remedium na zło wszelakie. Mym zdaniem jest to walka ze skutkiem nie
      zaś z przyczyną.
      Piszecie, że przecie nie wszystkie będą poddane zabiegowi, bo to, bo tamto, bo
      jeszcze coś... Jakiż brak konsekwencji?
      A więc ileż to osobników w waszych planach nie będzie wysterylizowanych? Setki?
      Tysiące? Dziesiątki tysięcy? Cały czas mowa jest o czymś o skali czego nie mamy
      zielonego pojęcia!
      Gdy nieśmiało wspominam, że podstawową sprawą jest rejestracja zwierzaków a
      przez to przypisanie ich konkretnemu właścicielowi ponoszącemu za zwierza
      całkowitą odpowiedzialność z opłatami włącznie to otrzymuję odpowiedzi, że to
      wbrew zdrowemu rozsądkowi a obok zaraz głosy zdziwienia, że zwierzęta są
      bezpańskie.

      Na niezwykle podchwytliwe pytanie: czy mam w domu jakieś zwierzątko?
      Odpowiadam: Tak. Mam.
      Mam, bo mam po temu warunki. Nie mam zwierzaków takich, jakie bym chciał mieć,
      ponieważ mam te, którymi jakiś „miłośnik zwierząt” raczył się już nacieszyć,
      więc mają u mnie dożywocie. Mam ich tyle ile mogę mieć ze względu na finanse i
      na warunki którymi dysponuję. Mają u mnie przestrzeń i są z dala od ludzi od
      tych ich „największych przyjaciół”. U mnie one nie wchodzą w drogę człowiekowi
      i człowiek im w drogę nie wchodzi. U mnie nie ma problemu „niechcianych”
      czy „niespodziewanych” ciąż!
      Tak. Mam warunki i mam zwierzaki!
      Kiedyś gdym jeszcze był łykiem zwierząt nie miałem ze względu właśnie na
      warunki.
      Powtarzam. Zwierzak musi mieć zapewnione WARUNKI by być i by żyć!
      Sam kaprys, chęci czy miłość nie wystarczą.

      Miłośnicy zwierząt...
      Te wspaniałe aukcje gdzie wciska się ludziskom żywe istoty jak pluszowe zabawki.
      Taki kochany puszysty piesek proszę niech państwo wezmą dziecku, a może państwo
      wezmą dwa?
      Medialna sława rośnie... Jakiż to wielki miłośnik zwierząt.
      Jeśli ktoś napisze (choćby i na tym forum), że chciałby mieć pieska czy kotka
      tylko, że bywa w domu jedynie kilka godzin na dobę i często wyjeżdża otrzymuje
      natychmiast masę odpowiedzi i rad w stylu:
      Ależ nie ma sprawy! Spraw sobie dwa albo siedem i po kłopocie!
      Drapie? Oj przecież można mu poobcinać pazurki albo nawet usunąć chirurgicznie.
      Można kurom obcinać dzioby by się nie dziobały wzajemnie.
      Można przyciąć uszy czy ogony.
      Śmierdzi? Nie kłopocz się. Kastracja załatwi problem.
      Zwierzak jest zbyt żywotny? Sterylizacja i po problemie.
      Nie chcesz niechcianej ciąży? Sterylizacja...
      Itd. itd.
      Wysterylizuj a spełnisz dobry uczynek.
      Czy to jest okaleczanie zwierzęcia? Ależ skąd!
      Wszystko to przecie jedynie dla dobra zwierzaka. Będzie ci wdzięczny za to, że
      żyje, że ma dach nad głową, że ma michę, że ma ciebie zbawco!
      On tak przecież się cieszy na twój widok tak macha ogonkiem, tak mruczy i taki
      jest szczęśliwy...

      Tak sterylizacja to planowa kontrola pogłowia. To nasza powinność, to pomoc
      gatunkom w przeżyciu.
      Stosujemy już to przecie od lat w gospodarce łowieckiej. Odstrzały selekcyjne i
      redukcyjne...
      Gdyby nie my ludzie to naturę przecie już dawno szlak by trafił! Ona durna nic
      tylko zmierza ku samozagładzie. Jedynie w nas nadzieja, że świat nadal
      pozostanie piękny...
      A każdy, kto ewentualnie myśli inaczej? Toż to przecie chyba jaskiniowiec jakiś?

      Powodzenia w samozachwycie
      z najniższymi ukłonami
      życzący M.J.
    • elaos Re: Antywątek 11.03.04, 09:06
      Mogę tylko za Tomaszemxxx powtórzyć <czapki z głów> i nie jest istotne czy
      jestem za czy przeciw, po prostu Twój tekst czyta się wspaniale.
      Pozdrawiam serdecznie - Elaos z kotką po sterylizacji (mimo wielu wątpliwości).
    • Gość: lw Re: Antywątek IP: *.crowley.pl 11.03.04, 17:28
      Ja już tylko tak na koniec-też chciałabym móc roztaczać takie naturalistyczne,
      niemalże rajskie wizje,ale rzeczywistość(poza malutkimi oazami,jak ta własności
      M.J.)jest już całkiem inna.Nie można do sztucznie stworzonych gatunków odnosić
      się tak jak do dzikich a niewątpliwie pies domowy(Canis familaris),kot
      domowy,świnia domowa,krowa,kura(i inne z przymiotnikiem domestica lub
      familaris)to stworzone przez człowieka gatunki(drogą selekcji,krzyżowań)i o ile
      część z nich jest w stanie przeżyć w zupełnie dzikich warunkach.Tak więc za
      populację tych zwierząt w 100% odpowiada człowiek.Mam nadzieję,że te
      naturalistyczne przekonania M.J.nie odnoszą się także do pomocy lekarskiej dla
      jego podoopiecznych.Gdyby do domowych zwierzat stosować te same prawa co dzikich
      to powinniśmy puścić naszych pupili do lasu,niech sobie same polują,giną w
      czasie ciężkich zim,zostają zagryzione przez większe drapieżniki(tylko gdzie
      znaleźć takie 100% naturalne środowisko,gdzie nie ingeruje człowiek dokarmiając
      sarny,zające,gdzie daleko do obejść z łatwą zdobyczą w śmietnikach).Ja osobiście
      mam bardziej personalistyczne podejście do moich zwierząt,czuję się w 100% za
      nie odpowiedzialna i chcę aby mogły się ze mną cieszyć jak najdłużej,a jest to
      udowodnione,że sterylizacja zapobiega wielu częstym chorobom-jeżeli mogę to
      zrobić dla mojego przyjaciela to filozoficzne rozważania i moje odczucia
      związane z tym,że ja rozmyślam,że po zabiegu to jednak boli(a zwierzak sam nad
      tym nie rozmyśla i już po kilku dniach po prostu zaczyna normalnie funkcjonować)
      schodzą na dalszy plan.O przetrwanie gatunku Canis familaris troszczą się
      hodowcy,tak więc gatunek na pewno nie zniknie,a mieszańce już teraz są tworzone
      np.z wilkiem albo odtwarzanie ras,które zastąpiono potem innymi bodajże np.ogar
      polski-odtworzenie więc w razie potrzeby "gatunku kundelek"nie bedzie problemem.
      A moje sumienie nie pozwala mi filozofować o zagładzie gatunku w sytuacji gdy
      często wspaniałe osobniki psy i koty,których żaden z przedstawicieli ich
      "stwórców" nie chce przygarnąć giną z powodu braku pokarmu,otruwania,chorób z
      powodu złego odżywiania i zbyt bliskiego kojarzenia na tak małym terenie i
      często zbytniego zagęszczenia,wpadania pod samochody i poddawania eutanazji
      przez osoby,które też wolałyby aby ktoś te zwierzaki przygarnął,ale już lepiej
      uśpić niż pozwolić aby padły w męczarniach.Szanowny M.J a czy pomyślałeś co
      stanie się z tymi teraz tak sielankowo u Ciebie żyjącymi stworzeniami gdy zmieni
      się Twoja sytuacja albo Ciebie zabraknie?Pewnie,że można powiedzieć-ale co
      przeżyły to ich,a potem to już mniej ważne.Każdy ma prawo do własnych przekonań
      i myśli,ale postępowanie już powinno być mądre i rozsądne-za siebie można tak
      zadecydować-teraz się wyszaleję,co mnie obchodzi co będzie później,ale za
      zwierzaka,bliską osobę to już mamy moralny obowiązek odpowiadać.Warto czasem
      zamiast pięknych,wzruszających,wymyślonych filmów w TV pooglądać Animal Planet i
      dowiedzieć się,jak w Australii nasze ukochane koty sprowadzone tam przez nowych
      osadników,zabijają dzikie gatunki,często zagrożone,jak przedstawiciele bardziej
      cywiliowanych i świadomych państw walczą o tworzenie rezerwatów dzikich zwierząt
      w biednych krajach,które dopiero zachłystują się wolnym rynkiem i pieniądze z
      inwestycji są ważniejsze niż rodzima przyroda,że zagłada wielu gatunków nie jest
      związana z planowaną kontrolą liczebności a właśnie brakiem kontroli nad
      innymi,konkurencyjnymi gatunkami w zmieniającym się środowisku.
      Świat jest teraz taki jaki jest,bardzo zmieniony przez człowieka i nie da się
      cofnąć,trzeba więc robić wszystko aby był jak najlepszy i często teraz człowiek
      jest zmuszony regulować to co zaburzył,choć wcale nie jest to łatwe i proste.
    • mjot1 A niech tam. Jeszcze słówko. 13.03.04, 10:13
      Najmocniej przepraszam!
      Wszak wielkim nietaktem wręcz grubiaństwem jest zwracanie się do damy
      per "Waść"!
      Iw wybacz proszę!
      A swoją drogą jeślim tak oczywistą pomyłkę popełnił w stosunku do Iw to czyż
      nie jest możliwym, że mylę się w ogóle? Na tym padole wszystko jest możliwe...

      Zwierzę domowe...
      Od dawna zastanawia mnie ile też zwierz taki ma w sobie jeszcze prawdziwej
      natury a na ile jest już „sztucznością” jedynie?
      Jeśli prześledzić żywot bezdomnych kotów skazanych na bezpańskość choćby w
      wyniku akcji „cywilizowania” Bieszczad to wynika z tego, że Matka Natura jakoś
      sobie potrafi radzić.
      Jeśli ktokolwiek miał przyjemność widzieć sforę bezpańskich psów tę ich
      fantastyczną organizację, hierarchię i zgranie w działaniu i nadal będzie
      twierdził, że pies nie jest w stanie przeżyć bez człowieka, że zatracił swe
      naturalne cechy zwierzęcia stadnego i drapieżcy to dla mnie ktoś taki może być
      jedynie ślepcem.
      Podarujcie choć raz w życiu swym psiakom żołądek przeżuwacza a zobaczycie w
      końcu, że jest to prawdziwy zwierz z rodziny psowatych.
      Piszesz Iw: „mieszańce już teraz są tworzone np. z wilkiem albo odtwarzanie
      ras, które zastąpiono potem innymi bodajże np. ogar polski-odtworzenie więc w
      razie potrzeby "gatunku kundelek" nie będzie problemem.”
      Więc nadal radosna twórczość trwa. Mieszaniec psa z wilkiem jest faktycznie
      wielce odkrywczym zamierzeniem. A może by tak jeden z drugim „odkrywca” raczył
      ruszyć swą szlachetną część ciała z „laboratorium” w plener i rozejrzeć się?
      „Świniodzik”, „żubroń” itd. Taaa... Mądrość ludzka nie ma sobie równej!
      Mowa też o Australii i innych „lądach”. O kotach, o ropuchach, o gryzoniach,
      owadach itd. itd., które przywlókł tam człowiek i że czynią gwałt na naturze.
      Toż jest to skutek nie przyczyna! Przyczyną jest człowiek! To on uczynił gwałt!
      Widzimy i piszemy to samo a jakby obok siebie jednak.
      Ja chciałbym byśmy my ludzie w końcu dostrzegli siebie w tym wszystkim a nie
      zwierzęta jedynie. Jeśli nie pojmiemy podstawowej przyczyny każda akcja po
      prostu nie ma sensu! To nie natura jest częścią naszego życia to my jesteśmy
      jedynie częścią natury. Wypisuję tu slogany i prawdy oczywiste, bo coś mi się
      wydaje, że zbyt wielu tę oczywistość jakby gdzieś zatraciło...
      Jest popyt, więc i „produkcja” idzie pełną parą, jest więc również
      mnóstwo „odrzutów produkcyjnych”. Czy każdy musi mieć zwierzaka? No, po jakie
      licho? Zwierzak to nie jest jakiś tam mebel, który da się dopasować do każdego
      wnętrza i oczekiwań właściciela. Zwierzę żyje. Zwierzę jest, jakie jest i jeśli
      decydujemy się by je mieć to podejmujmy decyzję świadomie. Mamy przecie mózg!
      Więc nie oszczędzajmy go, lecz używajmy, choć czasem.
      Czy piszący tu na tym forum są bez winy? Nie zdarzyło się Wam nigdy przekonywać
      kogoś, że koniecznie powinien mieć zwierzaka? Bo to dobry uczynek, a bo dom bez
      zwierza taki jakiś jakby niekompletny, że dziecko powinno wychować się ze
      zwirzakiem, itd. itd. nie wywieraliście nigdy i na nikim presji? A jeśli ktoś
      pod naszym wpływem sprawił sobie zwierza i po pewnym czasie zrezygnował z niego
      to czy mieliście choćby symboliczne wyrzuty sumienia? Czy jednoznacznie i
      autorytatywnie stwierdziliście, że on to niechybnie musi być złym człowiekiem a
      już na pewno gorszym od nas; miłośników!
      Czy tego typu działania niby niewinne a wręcz przeciwnie w intencjach jakże
      słuszne nie są czasem siłą napędową owego popytu i „produkcji”?
      Czy czasem nie powinniśmy zmienić frontu i zacząć robić wszystko
      by „miłośników” zwierząt było jak najmniej właśnie?!

      Iw martwi się czy „moje” zwierzaki mają opiekę lekarską.
      Toż przecie napisałem, że zapewniam im warunki do życia. Mam ich tyle na ile
      mnie stać, zapewnione mają u mnie „dożywocie” i mają swojego prywatnego
      lekarza „rodzinnego”. Ja pomimo tego że dobrowolnie zrezygnowałem z zaszczytu
      bycia łykiem i zamieszkałem w krzakach to nie zamieszkałem jednak w „jaskini”.
      Dumasz też, co ewentualnie stanie się z nimi po moim zejściu?
      Cóż ureguluje to „prawo dżungli”. Ja nie bardzo liczę na „miłośników” i nie
      chciałbym by moje zwierzaki znalazły się w getcie, mam też podstawy by sądzić,
      że i one tego nie chcą. One już zaznały rozkoszy obcowania z ludźmi wolę by
      miały może i krótszy żywot niż ciśnięcie w środowisko zupełnie obce i może i
      długą, lecz jednak wegetację.

      Przy okazji.
      Obok ponownie wyskoczyły wątki o „kotkach bonsai”.
      Poszperajcie po tym forum, poczytajcie wypowiedzi miłośników zwierząt i ułóżcie
      sobie z nich charakterystykę kota.
      Oto leży na piernatach wychuchany wypieszczony z wytrefioną ondulacją pachnący
      kosmetykami. Mieszka w tych czterech ścianach od szczenięcia za ich progiem nie
      był, bo nie chce. Nigdy nie widział i nie chce widzieć osobników swego gatunku
      my mu przecie wystarczamy, a jeśli już spotyka się to jedynie z tak jak i on
      szlachetnie urodzonymi podczas wystaw. On doskonale rozumie znaczenie wystaw
      jest taki szczęśliwy, gdy zwycięża. Przemieszcza się jedynie samochodem w
      pięknym domku który nas sporo kosztował, ale dla niego gotowi jesteśmy przecie
      na wiele wyrzeczeń. Nic nie niszczy, bo ma przypiłowane pazurki albo nawet
      usunięte chirurgicznie (może nawet ząbki ma podpiłowane?). Nie znaczy niczego
      nie jest nadpobudliwy, bo jest oczywiście wysterylizowany. Potrafi nawet
      załatwić się w toalecie jakiż on mądry. Gdy nas nie ma całymi dniami śpi. Jest
      naprawdę szczęśliwy ma pełną michę pysznego jedzonka, ma nas i naszą miłość.
      Itd. itd...
      Tak wygląda kot. Wspaniały niezależny łowca...
      A może to bonsai? Że za duży? Butelka naszego mieszkania też przecie jest spora.

      Najniższe ukłony!
      W kwestii zwierząt nie mogący nijak zatrzeć rysującej się na planie
      pierwszym monstrualnej sylwetki człowieka M.J.
      • desperacja Re: A niech tam. Jeszcze słówko. 13.03.04, 12:26
        mjot gratuluje wspanialego postu.

        POwiem Tobie tez o tyranii weterynarzy, ktorzy nie usuna jednego jadra (ktore
        nie zeszlo) bo to NIEETYCZNE. Wlasciciel jest zmuszony do poddania psa
        calkowitej kastracji.Tak, i to w demokratycznym kraju.
        • Gość: lw Re: do desperacji IP: *.crowley.pl 13.03.04, 19:32
          Prosze,nie pisz fałszywych zdań o lekarzach,nikt nie jest doskonały i wet też
          jest tylko człowiekiem,ale tutaj mają rację i pozostawienie tego jednego jądra
          jest nie tylko nieetyczne,bo taki pies,który jest wnętrem ma wadę genetyczną,a
          więc jego organizm nie ma takiej autoregulacji jak powienien,jeżeli zabieg jest
          przeprowadzany u dorosłego psa to to zdrowe jądro jest zwykle już powiększone,bo
          "pracuje" za siebie i za to "felerne"bo poziom hormonów we krwi musi być
          odpowiedni,żeby wpłynąć hamująco na tzw.releasing hormons z podwzgórza,a jeśli
          nie jest powiększone to na pewno się powiększy po usunięciu tego
          niezstąpionego.Wnęter nawet jeśli ma więc jedno jądro to i tak zwykle jest
          bezpłodny -jedno jądro może produkować za mało plemników albo wskutek zbytniego
          pobudzania przez regulacyjne hormony z przysadki i podwzgórza produkuje za
          szybko i nieprawidłowe.Takie"bombardowane"hormonami jądro może ulec
          nowotworzeniu,bo nowotwory gonad zwykle są tzw.hormonozależne.Pomijam już
          fakt,że ta wada jest dziedziczna i jeśli jednak psu uda się zapłodnić jakąś
          suczkę zanim jądro ulegnie zmianom,to jego dzieci będą miały tą samą wadę,a
          odpowiedzialny człowiek chyba do tego nie dopuści.Taki psiak przez
          rozregulowanie hormonów jest też często bardziej pobudliwy niż normalny pies a
          więc niepotrzebnie się męczy.Poczytaj jakieś naukowe opracowania(choćby
          podręczniki z biologii z gimnazjum)o regulacji hormonalnej-oś
          podwzgórze-przysadka-gruczoły wewnętrznego wydzielania(np.jądra)a potem wpisz
          np.w google "wnętrostwo"lub "cryptorhismus"niezalężnie czy problemy zdrowotne
          bedą opisane u ludzi,psów czy innych gatunków ssaków.A jeśli chodzi o demokrację
          to być może znajdziesz jakiegoś przedkładającego kasę ponad uczciwość i zdrowie
          zwierzaka weta,tylko po kilku latach nie wypisuj na jakimś forum,że był taki
          jeden co zrobił taki zabieg chociaż inni nie zgodzili się i pies ma nowotwór
          jądra z przerzutami albo przerośniętą prostatę i przepuklinę kroczową i nie ma
          dla niego ratunku.
          • goscia2 Re: do desperacji 14.03.04, 02:19
            Moja mam miala usuniety jeden jajnik - tez jest rezregulowana hormonalnie?
            • krawatko Re: do desperacji 14.03.04, 03:11
              Tez gratuluje postu Mjotowi.
            • Gość: lw Re: do Gosci2 IP: *.crowley.pl 15.03.04, 11:56
              oprócz w/w haseł tj.regulacja hormonalna-oś podwzgórze-przysadka-gruczoły
              wewnętrznego wydzielania proponuję zapytać ginekologa,pożyczyć np.od studentów
              medycyny kilka książek z ginekologii lub ewentualnie jeśli znasz języki obce
              poczytać publikacje internetowe www.google.pl/search?hl=pl&ie=UTF-
              8&oe=UTF-8&q=results+of+unilateral+ovariectomy&btnG=Szukaj+z+Google&lr=
              a jeśli chodzi o rozregulowanie hormonalne to nie Twoja mama jest rozregulowana
              tylko działanie jej osi podwzgórze-przysadka-jajniki i zapewne musi zgłaszać
              się po tym zabiegu na badania kontrolne i została uprzedzona,że może być
              konieczne zrobienie po pewnym czasie drugiego zabiegu a na razie dzięki
              zostawieniu jajnika(bo zapewne w czasie zabiegu była przed menopauzą)nie musi
              stosować hormonalnej terapii zastępczej,gdyby była po menopauzie usunięto by
              oba jajniki.
              • goscia2 Re: do Gosci2 15.03.04, 23:24
                mama miala usuniete w wieku 20 lat z powodu cysty, teraz ma ponad 50 i jeden
                jajnik. Nigdy jej nie mowiono ze ma sie zglaszac na badania kontrolne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka