mjot1
06.03.04, 09:39
Anty szczególnie na tym forum
Co chwila pojawiają się wątki o konieczności sterylizacji, kastracji,
trzebieniu, wycięciu (czy jak tam to zwał) zwierzaków.
Pogląd, że wycięcie jest jedynym, prostym i cudownym sposobem na rozwiązanie
problemów związanych z nieszczęściem zwierzaków cieszy się wielkim wzięciem i
zatacza w postępie geometrycznym coraz to szersze kręgi. Idea ta coraz
częściej i głośniej gości na wszelakich łamach i z coraz to więcej ust
usłyszeć ją można.
Zwolennikami jałowienia są wszyscy i przeciwnicy i miłośnicy zwierzaków.
Ci pierwsi upatrują w nim likwidację znienawidzonych i zbędnych wg nich
populacji ci drudzy zmniejszenie nieszczęścia bezpańskości (bezdomności).
Rozumiem tych pierwszych, bo metoda ta dużo mniej drastyczna od czystej w
formie eksterminacji okazać się może tyleż skuteczniejszą.
Rozumiem świat medyków weterynarii, bo z czegoś przecie trzeba żyć.
Jednak w zadumę wprowadza mnie (czasem nawet nachalny) lobbing za kastracją
tych, którzy zwą siebie miłośnikami i przyjaciółmi zwierzaków. Szczególne
powołanie i pasję w pełnieniu tej zbawiennej misji wykazują tzw. „artyści”
(od)twórcy, bo przecie nie twórcy. Ta cała zgraja aktorów, modelek czy innych
gwiazd błyszczących światłem tak jasnym i trwałym jak skra.
Cóż widać takie obecnie mamy dziwne czasy, że autorytetami nie tylko
moralnymi stali się komedianci!
Tak na swój użytek owe poglądy i mody lansowane przez tych wszystkich
idolów „kreatorów” i „artystów” a podchwytywane i wdrażane przez gawiedź
nazywam właśnie „filozofią komediantów”.
Przez lata Człowiek, istota rozumna, twórca wielki Bogu podobny w swej
łaskawości raczył nakombinować ileś tam gatunków ku uciesze swojej. Ileż
dobra uczynił on wielki. Dał przecie możliwość istnienia. Dał życie.
Człowiek jak to człowiek pobawił się i zabawka mu się znudziła.
I chwila obecna. Wielki krok cywilizacyjny naprzód. A przecie nadal to jest
ta sama gra tylko inny jej etap, inny poziom ale bohaterowie ci sami.
To ten sam człowiek zaczyna zabawę w odbieranie tego, co w jego mniemaniu dać
raczył; prawo istnienia.
Oczywiście, że wyjałowienie rozwiąże kwestię nadmiaru i bezdomności
zwierzaków. Rozwiąże ją raz na zawsze!
Przecie jest to jedynie łagodniejsza forma eksterminacji populacji!
Musi jednak do licha zastanawiać ta bezkrytyczna wiara w czynienie dobra tym
właśnie sposobem? Dobra czynionego ponoć dla tychże właśnie zwierząt.
Czy ktokolwiek ze zwolenników owej cudownej metody może mi powiedzieć ile
procent danej populacji należy poddać wycięciu? Ile osobników męskich a ile
żeńskich w stosunku? Przecie my nie mamy zielonego pojęcia o liczebności
istot, których istnienia to ma dotyczyć.
Jeśli już ruszymy z tą jakże zbawienną akcją, w którym momencie należało
będzie ją przerwać? Kto da hasło, że już wystarczy?
Czy owe „dobro” naprawdę czynione będzie dla tych istot? Czy może chodzi tu
jedynie o gatunek ludzki?
Dlaczego jeśli jest to tak dobroczynna i zbawienna dla populacji metoda to
nie wprowadzić jej w stosunku do ludzi właśnie?
Czyż naprawdę tak trudno zauważyć, że największym dobrodziejstwem jakie
możemy naturze uczynić to właśnie zniknąć z tego świata? I to zniknąć w
sposób angielski bez trzaskania drzwiami!
Na koniec.
Nie jestem zaprzysięgłym przeciwnikiem „wycinania”. Ja tylko mam wątpliwości.
Podziwiam tych wszystkich, którzy wątpliwości nie mają, którzy są tak
zdecydowanie pewni bo ja niestety tak cudownego daru pozbawin jestem.
Niestety wraz z podziwem ogarnia mnie też obawa czasem więcej niż obawa. Bo
mój własny króciutki żywot nauczył mnie jednej prawdy: pewność nie tyle
graniczy, lecz wręcz przenika się nawzajem z bezmyślnością.
Napisałem to com napisał z nadzieją, że może u kogoś błyśnie malutka iskierka
niepewności...
A jeśli to się stanie w kilku przypadkach to cel swój osiągnę.
Właśnie taka malutka iskierka niepewności wystarczającą jest by wprowadzić w
ruch szare komory i zmusić je do wykańczającego mozołu przemyśleń.
Najniższe ukłony!
Wątpliwościami mjotan M.J.