asia.si
31.10.04, 13:04
Od marca mam kota. jak go brałam, dowiedziałam się, że jest najsłabszy z
miotu i że trzeba o niego dbać. okazało się, że faktycznie jest b. wrażliwy.
co i raz rozwolnienie, jakieś lambrie, mimo, iż regularnie go szczepię,
odrobaczam itd. Ostatnio okazało się, że jest na coś uczulony i drapie się
okrutnie, biedaczysko. zadzwoniłam do hodowczyni, od której go brałam, która
na mnie strasznie nakrzyczała, że za późno dzwonię, że nie dbam o kota, bla,
bla. jednocześnie przekazała mi szereg zaleceń, co i jak podawać kotu. więc
poszłam do weta i naiwnie przedstawiłam mu sugestię tej pani, poprosiłam o
recepty, a ten w ryk, że chcę kota zabić, że nie wolno leczyć kota w ten
sposób, że zachowuję się jak stara babcia (też nie wiem o co chodzi).
skontaktowałam się z hodowczynią, a ona na to: że weterynarze na kotach się
nie znają, że nie potrafią ich leczyć, że są bez sensu, że to ona ma
doświadczenie itd. szczerze powiem, że zgłupiałam, zupełnie nie wiem kogo się
słuchać, bo to mój pierwszy kot. a przychodzi czas kastracji. :(