Dodaj do ulubionych

Mam pieska :(

01.12.05, 11:24
A raczej mam suczkę. To był impuls. Mój mąż ją kocha a ja zastanawiam się jak
długo będzie żyła... Jak mam się do niej przekonać... :(
Obserwuj wątek
    • kasiase Re: Mam pieska :( 01.12.05, 12:22
      napisz cos o niej,imie,wyglad,nie lubisz psow???
      • aleks2539 Re: Mam pieska :( 01.12.05, 13:01
        mała, rasy kundelkowatej, duża nie będzie - matka i ojciec znany, na imię
        dostała TOFFI.
        tyle że ja miałam zawsze pięknie ułożony świat (jestem pedantką). Zero kurzu,
        błota. O siusiu na podłodze nie wspomnę. I wczoraj ten mój piękny świat runął.
        Nie mówię nie. Sprawa nie jest przesądzona. Po prostu mi ciężko. Facet mi mówi
        że to szok poporodowy...
        • albert.flasz1 Re: Mam pieska :( 01.12.05, 13:11
          Ponieważ widzę, że na tym forum wciąż jeszcze egzystują starzy autorzy oraz
          przywoływacze różnych rzewnych historii, pozwól więc że przytoczę jeszcze jedną:
          "Lucky był najbardziej pechowym psem na świecie. Naprawdę, nie zasługiwał na
          swe imię. Ten mieszaniec, czteroletni pies, nie kastrowany, typu beagle, miał
          temperament, który sprawił mi wiele trosk. Być może jest on, spośród wszystkich
          zwierząt, jakie leczyłem tym, który stał się najtwardszym orzechem do
          zgryzienia. W pewnym, krótkim momencie myślałem nawet za jego przyczyną o
          zmianie zawodu.
          Łatwo powiedzieć...
          Należał do Annie i Paula, dwojga młodych specjalistów, finansowo dość dobrze
          sytuowanych. Porzuconego czy też uciekiniera, ostatnio znaleziono Lucky'ego
          niemal umierającego, błąkającego się na pustkowiu między dwiema jezdniami
          autostrady, zdanego na obojętność ludzi.
          W schronisku zauważono że był odrobinę skryty, lecz nic więcej. Przetrzymywano
          go, jak inne, w zagrodzie i wydawał się w sumie być dość łagodnym. Jego wygląd
          podrostka, jego oczy tryskające psotą, jego sposób trzymania głowy zdradzający
          tchórza oraz jego ogon między nogami natychmiast oczarowały Annie i Paula.
          Gdyby choć trochę znali oni mowę ciała psów, zobaczyli by pośród tych cech psa
          bardzo lękliwego, który nie wróżył nic dobrego szczególnie dla kogoś, kto o
          psach nie wie nic a był to ich przypadek.
          Dostali go niedrogo, lecz, od chwili wejścia w jego posiadanie ich życie
          przechyliło się w stronę psychozy i nie jest to za mocne słowo. Gdy tylko
          wychodzili z domu, Lucky zaczynał wyć a beagle jak on, psy biegające mają
          szczególnie rezonujący timbre głosu. Gdy szczekał, słyszała go cała ulica.
          W pierwszych dniach po adopcji Annie i Paul powracając z pracy znajdowali dom
          przewrócony „do góry nogami”. Prawdziwe pobojowisko. Podarł na kawałki poduszki
          z sofy i obrobił kłami nogi drewnianego stołu w salonie. Kartonowo – gipsowa
          ściana przy drzwiach wejściowych była podarta, niemal rozszarpana jego pazurami.
          Aby zapobiec zniszczeniu wszystkiego, Paul opróżnił jeden pokój, by go w nim
          zamykać na czas ich nieobecności. Zawezwał nawet swego pośrednika
          ubezpieczeniowego (nigdy nic nie wiadomo), by sprawdzić czy polisa pokrywa
          straty spowodowane przez psa. Nie w tym wypadku! Lucky kładł się wszędzie, na
          łóżkach i fotelach a gdy próbowano go z nich usunąć, pokazywał zęby i zaczynał
          warczeć. W dodatku był brudasem, Annie spędziła wiele czasu ścierając podłogi i
          zbierając jego odchody, które rozrzucał po całym domu.
          Gdy go wyprowadzali, był nieposkromiony, nie do opanowania. Nienawidził smyczy.
          Był szczęśliwy jedynie w towarzystwie swych ziomków. Gdy zobaczył psa,
          zapominał o wszystkich zasadach rządzących społeczeństwem ludzi.
          Ponadto, był „francuskim pieskiem” i jadał tylko dobre potrawy. Pewnego razu,
          zjadł cały surowy rostbef, pozostawiony przez nieuwagę na ladzie kuchennej. Dla
          niego, suche karmy nie istniały a przecież Annie kupowała najlepsze na rynku.
          Sprawił że ich życie stało się piekłem.
          Niezdyscyplinowany, z charakterem, dominujący, onieśmielający, krętacz, czasem
          wręcz zły, Lucky był prawdziwym postrachem, potworem między ludźmi.
          Umiał przy okazji sprawiać że go kochano, jednak wyłącznie wtedy, gdy on tego
          chciał. Te krótkie chwile nie wystarczały jednak by przebaczono mu resztę.
          Tak, Annie i Paul źle trafili z Luckym.
          Annie przyszła do mnie sama na konsultację, gdyż od kiedy go posiadali, Lucky
          wymiotował. Z początku, cztery do pięciu razy w tygodniu, później wreszcie
          około dziesięciu razy. Miał także częste napady biegunki. Od wielu tygodni
          brakowało mu zapału do życia i wydawało się że schudł. Wciąż był tak samo
          przerażający, jednak coś było nie tak.
          Wchodząc do kliniki zaczął wyć i rzucać się w szelkach. Ciągnął smycz ze
          wszystkich sił by zbliżyć się do drugiego psa, siedzącego obok swego pana w
          drugim końcu poczekalni. Annie nie mogła go utrzymać, więc rzucił się wgłąb
          pomieszczenia. Przy okazji przewrócił stolik, na którym stała duża tropikalna
          roślina. Doniczka się stłukła i wilgotna ziemia rozsypała się na podłodze.
          Wszędzie było jej pełno.
          Próbując go powstrzymać mężczyzna, który tam był pośliznął się i upadł na
          plecy, prosto w ziemię. Michelle, moja asystentka zaczęła krzyczeć na
          Lucky'ego, który ze swej strony zaczął wyć. Annie osunęła się na krzesło i
          przyglądała się scenie ogłuszona, całkowicie rozbita przez tego psa, którego w
          zasadzie powinna nazwać Apokalipsą. W kilka sekund moja poczekalnia stała się
          prawdziwą strefą katastrofy.
          Udało mi się powstrzymać huragan i, podczas gdy Michelle trzymała Lucky'ego na
          smyczy, wszedłem z Annie do gabinetu. Marzyłem tylko o jednym: nie musieć
          hospitalizować tego zwierzęcia. Nie wydawał się tak bardzo chory i właśnie
          dostarczył nam tego dowodów lecz Annie, zadyszana nalegała bym go pozostawił.
          Lucky, mimo że wydawał się porywczy był bardzo chory. Podejrzewałem chorobę
          wątroby lub żołądka, lecz dla pewności trzeba było go poobserwować oraz
          przeprowadzić dokładniejsze badania.
          To nie był mój szczęśliwy dzień i Lucky miał zostać. Nigdy już nie wrócił do
          domu.
          Hospitalizować i leczyć zwierzę takie, jak Lucky jest przekleństwem każdego
          weterynarza. Czynności i zabiegi, jakich wymagają badania oraz leczenie są
          prawie niemożliwe w przypadku psa o jego temperamencie. Lucky nie należał do
          rodzaju pozwalających manipulować sobą, dotykać siebie, kłuć lub przywiązywać;
          tymczasem, w jego przypadku wszystkie te zabiegi były wskazane. Zwierzęta nie
          rozumieją tego, co z nimi robimy i w wielu przypadkach nasze wysiłki, jak
          bardzo nie były by chwalebne, tylko pogarszają ich stan.
          Przywiązałem go w gabinecie zabiegowym w miejscu, gdzie mogłem łatwo śledzić
          postęp jego choroby. Szczekał przez cały dzień a klienci byli porażeni jego
          ogłuszającym wyciem. Zwierzęta w klinice stały się bardzo lękliwe, nerwowe,
          nawet agresywne. Obecność Lucky'ego złamała całą harmonię kliniki.
          Aby pobrać próby do badań lub podać leki trzeba było łapać go na lasso i
          nakładać kaganiec. To niemal codzienne ćwiczenie wyczerpywało mnie. Do wlewów
          trzeba było założyć mu dożylny cewnik, co w przypadku Lucky'ego nie było to
          łatwe. Szamotał się tylko, musiałem więc wielokrotnie wkłuwać się w żyłę
          dogłowową znajdującą się na każdej tylnej łapie, zanim wreszcie mi się udawało.
          Jego naczynia stały się prawdziwym sitem.
          Izolacja w klinice oraz choroba odebrały mu apetyt. Z początku jeszcze troszkę
          jadł, lecz później już nie. Michelle, moja asystentka przygotowywała mu
          kurczaka lub kawałki wołowiny. Odwracał nos od całej reszty.
          Próbowałem go oswoić lecz nic z tego, opierał się. Nawet Michelle, choć
          przyzwyczajonej do zwierząt, również się nie udało. Każdego razu, gdy zbliżała
          się do niego warczał by trzymać ją na odległość, jeżąc kark.
          Lucky był oporny, hardy, był prawdziwym psem i mimo wszystko, lubiłem go
          właśnie za to. Nie był tak naprawdę zły; po prostu źle trafił. Urodził się w
          złym środowisku. Prześwietlenie wykazało jakąś masę u podstawy wątroby a
          analizy krwi wykazywały poważne zmiany wielu jej parametrów. Obawiałem się
          nowotworu ale nie byłem pewien. By potwierdzić diagnozę zasugerowałem wysłanie
          Lucky'ego do specjalisty, jednak Annie odmówiła. Nie chciała jeździć i obawiała
          się zbyt wygórowanych honorariów. Poprosiła mnie bym kontynuował oraz bym robił
          jak najlepiej do czasu, gdy podejmie decyzję.
          Kilka dni później, osłabiony chorobą i hospitalizacją, Lucky zaczął tracić
          równowagę. Jego boki zapadły się a jego oczy, dawniej tryskające i pełne psoty
          stały się tak samo matowe jak jego futro.
          Wezwałem Annie, by poinformować ją o postępie choroby Lucky'ego. Próbowałem
          uzmysłowić jej że zbliża się koniec i że lepiej byłoby zakończyć jego
          cierpienia. Odpowiedziała mi tonem pełnym lęku i drżącym głosem że nie jest
          jeszcze gotowa na podjęcie tej decyzji.
          W następnych dniach stan Lucky'ego załamał się. R
          • albert.flasz1 Re: dokończenie 01.12.05, 13:17
            "...Poprosiła mnie bym kontynuował oraz bym robił jak najlepiej do czasu, gdy
            podejmie decyzję.
            Kilka dni później, osłabiony chorobą i hospitalizacją, Lucky zaczął tracić
            równowagę. Jego boki zapadły się a jego oczy, dawniej tryskające i pełne psoty
            stały się tak samo matowe jak jego futro.
            Wezwałem Annie, by poinformować ją o postępie choroby Lucky'ego. Próbowałem
            uzmysłowić jej że zbliża się koniec i że lepiej byłoby zakończyć jego
            cierpienia. Odpowiedziała mi tonem pełnym lęku i drżącym głosem że nie jest
            jeszcze gotowa na podjęcie tej decyzji.
            W następnych dniach stan Lucky'ego załamał się. Rzadko wstawał i przestał
            szczekać. Był już tylko cieniem. Klinika stała się dziwnie cicha.
            Annie przyszła zobaczyć go i wykorzystałem jej wizytę, by po raz kolejny
            powiadomić ją o moich obawach. Wreszcie, przekonana że spróbowano zrobić
            niemożliwe, zadecydowała ku mej wielkiej uldze eutanazję Lucky'ego.
            Zapłaciła rachunek z płaczem i przeprosinami. Michelle próbowała ją pocieszyć
            podając jej papierowe chustki. Pragmatyczny, patrzyłem na tę scenę, którą
            widziałem już setki razy.
            Annie przyszła uścisnąć mi dłoń w podziękowaniu. Przed odejściem, z uczuciem
            wierności w oczach powiedziała mi że trzeba kochać zwierzęta, by znosić tyle
            trudów oraz wydawać na nie tyle pieniędzy.
            Zgodziłem się z nią dość przekonującym skinieniem głowy i powróciłem na
            zaplecze, zobaczyć Lucky'ego.
            Michelle tymczasem przygotowała strzykawkę z wyzwoleniem. Usiadłem i patrzyłem
            na Lucky'ego przez długą chwilę, łagodnie, by go nie przerazić. On również
            patrzył na mnie leżąc na boku, zaledwie sen w społeczeństwie ludzi.
            Zbliżyłem się powoli i, ku memu wielkiemu zdziwieniu, po raz pierwszy pozwolił
            mi się pogłaskać. To był mój szczęśliwy dzień.
            Lucky już nie mógł i bez wątpienia dlatego pozwolił to zrobić, jednak ja
            wolałem wierzyć że był wdzięczny za wszystkie wysiłki, jakie zrobiłem. Uśpiłem
            Lucky'ego myśląc, że dla niego również był to szczęśliwy dzień.
            Lucky już nie mógł i bez wątpienia dlatego pozwolił to zrobić, jednak ja
            wolałem wierzyć że był wdzięczny za wszystkie wysiłki, jakie zrobiłem. Uśpiłem
            Lucky'ego myśląc, że dla niego również był to szczęśliwy dzień."
            • aleks2539 Re: dokończenie 01.12.05, 13:29
              piękna historia
              jednak to nie Lucky a ja nie jestem Annie
              i dzisiaj po raz pierwszy boję się wrócić do domu...
        • beali Re: Mam pieska :( 01.12.05, 13:27
          Hmmm,czytam,nie za bardzo rozumiem,bo zwierzaki mam od dziecka i dom bez nich jest dla mnie pusty,ale przyszło mi cos do głowy.Nie znoszę i nie znosiłam nigdy okudlonych ciuchów,wręcz szału dostawałam.Zawsze miałam takie psy,które mało sierści gubiły,aż nastała Verka-wymarzona wielka psiura,miłośc od pierwszego wejrzenia.Wszystko pięknie,ale berardynka mimo nawet częstego czesania i tak gubi kudły,do tego pluje niesamowicie.Wszystko w kudłach,nawet ciuchy w szafie,szczota dla psa,do czyszczenia odzieży były non stop w ruchu.Kochałam ją i wściekałam się.Zawsze starałam się sobie tłumaczyć,co ważniejsze moje zadowolenie z rzeczy bez kudeł,czy Verka,żywe stworzenie,które czuje,kocha,potrzebuje mnie i że w koncu to nie jej wina,a ja również brudzę w domu na swój sposób.Pomogło,z czasem przyzwyczaiłam się,ilośc sierści jakoś mi w oczach zmalała,dobry odkurzacz,szczotki do ubrań i jest ok.Kudły nadal mnie wkurzają,ale już nie tak bardzo,a Verka mocno kocha i to jest największą rekompensatą;-)
          Spróbuj popatrzeć na nią,jak na kogoś kto czuje,boi się,cieszy,chce kochać i być kochanym.Psy aż tak bardzo w tym nie róznią się od nas,a że wywracają nam świat do góry nogami to dobrze,bo ten nasz tak pięknie poukładany często nas zniewala.
          Pozdrawiam Ciebie i Toffi:-)
          • aleks2539 Re: Mam pieska :( 01.12.05, 13:51
            dziękuję Ci za wsparcie. Cały czas walczę ze sobą. Nie wiem co zrobić. Wczoraj
            została wzięta od matki. Widzę w niej czasami siebie. Tak jak ja kiedyś byłam
            sama (przez pryzmat braku faceta). Że też nikogo nie miałam do kochania i nikt
            mnie nie kochał. Tylko w tym momencie wchodzi moje drugie ja: mimo iż byłam
            sama nie sikałam na dywan u rodziców, nie zjadłam swoich kapci i... Chyba to
            naprawdę szok poporodowy...
            • albert.flasz1 Re: Mam pieska :( 01.12.05, 14:38
              Jeśli jeszcze raz mogę się wtrącić... Myślę, że wyolbrzymiasz problem. Masz
              nowego członka rodziny, który nie jest człowiekiem - to wszystko! Dobrze że
              jest to szczeniak, takie z reguły dużo łatwiej i szybciej podporządkowują się
              życiu w zmienionych warunkach. Możesz z nim "koegzystować", nawet
              go "rozpuścić", np. pozwalając mu spać w łóżku, żebrać itd. (tak było np. w
              naszym przypadku); możesz starać się go "wytresować" (ale ze stresem lepiej
              uważać, wprawdzie jest to taki sam element życia jak wszystkie inne, jednak
              nieumiejętnie wykorzystywany może co najwyżej wyzwolić agresję), możesz robić
              wiele rzeczy, jednak najgorszą rzeczą jest identyfikowanie się z posiadanymi
              zwierzętami, przypisując im uczucia "ludzkie". One napewno czują, jednak nieco
              inaczej, nie oszukujmy się. Nie po to przyjmujemy je do naszego domu, by
              odreagować stresy, kompleksy, by służyły nam za rodzaj "podpórki"... Jeśli
              jesteś wystarczająco wrażliwa i krytyczna, umiesz obserwować otoczenie i
              wyciągać z tego wszystkiego wnioski - z czasem wszystko na pewno się ułoży!
              pzdr
        • ska_kanka Re: Mam pieska :( 01.12.05, 15:05
          Podobnie jak Ty, szalenie dbałam (i dbam nadal:) o porządek w domu. Pierwsze dni
          ze szczeniaczkiem były bardzo trudne- zostawiała slady na wypucowanej podłodze
          (wiadomo, co chwila wychodzenie na zewnątrz, a ze to była zima jeszcze i błoto
          na dworze...), siusiała gdzie popadnie. Bałaganiła strasznie. Tez byłam na
          siebie wściekła, że wzieliśmy sobie pieska i teraz mam w domu mały cyrk. Ale...
          Z czasem psinka nauczyła się siusiac tylko na zewnątrz. Grzecznie prosi pod
          drzwiami, że chce na dwór. Gdy na dworze jest sucho, to nie wnosi brudu do domu,
          a gdy jest plucha, to po spacerku po prostu wycieram jej łapy (specjalnie w tym
          celu mam dla niej reczniki i odpowiednią miskę- bo łapki trzeba czasem po prostu
          umyć). Przekonałam się tez z czasem, że pies na kanapie nie jest taki straszny.
          Jako ze jest to sznaucer, to ma pokaźną brodę- a z takiej brody po wychłapaniu
          miski wody nieźle z brody kapie, ale do tego juz sie po prostu przyzwyczaiłam.
          Moja sunia ma już prawie rok, i chociaż pierwsze tygodnie były bardzo ciężkie i
          łapałam doły, to teraz nie oddałabym jej za żadne skarby. A bałagan, no cóż,
          pierwsze tygodnie przetrzymaj, zobaczysz, za kilka miesięcy wszystko się ułoży.
          Powodzenia
          www.evika.net.pl
    • monisia791 Re: Mam pieska :( 01.12.05, 23:12
      Cześć.
      Poprost od początku uprzedziłaś się do suczki a psy są najlepszymi przyjaciółmi
      ludzi przecież .Ja nie wiem co to znaczy życie bez zwierząt,w wieku 4 lat
      miałam pierwszego swojego pieska:). Teraz w domu mam 3 psy,które ze mną śpią w
      pokoju.Masz racje brudzą i ta sierść,ale KOCHAM JE całym sercem.Nie nastawiaj
      się że odpoczatku jej nie lubisz a już niedługo ją zakceptujesz a z czasem
      myśle że polubisz a może i nawet pokochasz.
      Życze powodzenia,trzymaj się.
      P.S.
      myśle że ją jednak zakceptujesz:))
      • aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 08:54
        witam. No więc wczoraj wróciliśmy do domu. Sunia była zamknięta w kuchni, tylko
        trochę nasiusiała a jak z nią wyszłam na dwór to zrobiła resztę :) Wieczór więc
        była w porządku. Toffi trochę spała trochę się z nami pobawiła. I nadeszła noc.
        Trzecia w nocy a ona walczy z dywanem, oczywiście załatwiła się na niego. I w
        tym momencie miałam lekki kryzys. Pierwsza myśl to że dzisiaj ją oddaję.
        Zamknęliśmy ją w kuchni trochę piszczała ale po otwarciu drzwi przestała (do
        pokoju nie wróciła). Wstałam rano a tam czysto i sucho. I w nagrodę na spacer z
        nią wyszłam od razu po wstaniu z łóżka. Spodnie na piżamy :) Wróciliśmy a ona
        trochę wypiła wody i ... się zesikała. Wykończę się. Czy to normalne. Jak
        często siusia mały piesek? Oboje chodzimy rano do pracy. Wychodzimy z nią na
        spacer, ale... Wczoraj wieczorem było to samo. może za dużo pije? A ile mamy
        jej dawać do jedzenia? Nic nie wiem :(
        Kwestia oddania jej chyba na razie odeszła na dalszy plan. Ale nie wiem co
        dalej. No i jeszcze kwestia weterynarza. nie jest odrobaczona, zaszczepiona.
        Ile to będzie kosztowało, jak to wygląda (odrobaczenie). I co z podatkiem za
        psa. Proszę o odpowiedzi. Dzięki.
        • blue.berry Re: Mam pieska :( 02.12.05, 09:57
          moze oddajcie tego psa poki jeszcze nie jest za pozno. czytam te posty i widze
          jaka histeria reagujesz na niego. zamykacie go w jednym pomieszczeniu co tez
          nie jest najlpeszym wyjsciem. problemem jest kazde siku. kazda wlasciwie rzecz.
          ty tego psa nie lubisz - a on doskonale bedzie o tym wiedzial.
          poza tym dodatkowo masz (czy macie) zerowe pojecie o podstawowych sprawach
          takich jak szczepienia.
          moja propozycja jest taka zeby psa oddac dopoki sie jeszcze nie przyzwyczail.
          nie kazdy musi miec psa. a juz napewno nie powinien miec go ktos kto
          najzwyczajniej na swiecie psow nie lubi.
        • ska_kanka Re: Mam pieska :( 02.12.05, 09:57
          > Jak często siusia mały piesek? Oboje chodzimy rano do pracy. Wychodzimy z nią na
          > spacer, ale... Wczoraj wieczorem było to samo. może za dużo pije?

          Często. Niestety, ale z czasem uczy się to robic na dworze, a i częstotliwość
          maleje;). Acha, nie popełniajcie błedu i nie moczcie psiego pyszczka w siuskach,
          jak zrobi to w domu. Jak zauważysz że mała szykuje się lub nawet zaczyna siusiac
          to szybciutko na dwór. A za każde wysikanie na dworze pochwała i nagroda
          (pogłaskanie i smakołyk)- to działa, naprawdę.

          A ile mamy
          > jej dawać do jedzenia? Nic nie wiem :(

          > Kwestia oddania jej chyba na razie odeszła na dalszy plan. Ale nie wiem co
          > dalej. No i jeszcze kwestia weterynarza. nie jest odrobaczona, zaszczepiona.
          > Ile to będzie kosztowało, jak to wygląda (odrobaczenie). I co z podatkiem za
          > psa. Proszę o odpowiedzi. Dzięki.

          Koniecznie idź z nią do weterynarza. Jesli nie była szczepiona, to nie powinna
          mieć kontaktu z innymi pieskami i nie powinnaś tez z nią spacerować w miejscach,
          gdzie przebywają inne psy. Dopiero po trzecim szczepieniu piesek jest
          bezpieczny. Weterynarz poda tez leki na odrobaczenie i powinien porozmawiac z
          Tobą o tym jak psa karmić. My dajemy naszemy psiakowi suchą karmę Hills. Nie
          karmimy suni jedzeniem z marketu typu pedigree. Od czasu do czasu przyrządzam
          domowe jedzonko typu mieso z kurczaka plus marchewka plus płatki ryżowe -
          wszystko gotowane. Od czasu do czasu daję tez biały serek. No i stały dostep do
          miski z wodą.

          Kup jej jakies zabawki i gryzaki. W naszym przypadku najlepszym gryzakiem
          okazała się kostka z drewna (pozostałość po materiale z którego wykonane są
          drewniane schody), taki spleciony sznurek, no i zabawki, które kupowałam jej w
          taniej odzieży.

          Nie oddawajcie suczki, ona na pewno juz Was pokochała. I zobaczysz, za jakiś
          czas, że nie bedziesz mogła bez niej zyc. Nikt tak radośnie nie wita mnie po
          powrocie z pracy do domu, jak moja piesa:). Daj sobie i suni trochę czasu - Ty
          oswoich się z jej obecnością, a ona z czasem bedzie dorastać i stawac się
          posłuszna i grzeczna.

          • aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 11:42
            Dziękuję Ci bardzo za post. Na pewno mi się przyda Twoja wiedza. Nie jest tak
            jak piszą inni że nie chcę pieska. Chcę mieć. Tylko skoro dwadzieści kilka lat
            miałam ten idealny świat to trochę ciężko mi się przestawić. I wiem że ona
            przestanie sikać i mnie przestanie denerwować jej sierść. Tak jak z facetem.
            Jak zamieszkaliśmy razem to miałam takie kryzysy że Toffi to przy tym pestka. A
            jednak się kochamy i jest fajnie. Kwestia dotarcia. I nie chodzi o to że jej
            nie lubię. Cały czas ją głaszczę i przytulam. Jak narobi siusiu ja jej nie
            uderzę. Robi to małżonek. Ja nie miałabym serca jej skrzywdzić. Potrzeba mi
            trochę wytrwałości... A wracając do wątku kasy i kosztów. Chodzi mi o cennik
            szczepionek i odrobaczania na początek. 50-100zł wystarczy?
            • agni_me Re: Mam pieska :( 02.12.05, 12:04
              "Jak narobi siusiu ja jej nie uderzę. Robi to małżonek. Ja nie miałabym serca
              jej skrzywdzić."

              Nie wierzę, no nie wierzę!Ratunku!

              Powiedz, że podpuszczasz tu nas z nudów i patrzysz na reakcje. Przecież nie
              można być tak beztroskim i bezmyślnym.

              Pies to nie jest zabawka. Po pierwsze jazda z nim do lekarza weterynarii.
              Zaszczepić, odrobaczyć, odpchlić. Dowiedzieć się czym karmić i jak. Po drugie
              zamiast marnować czas na opisywanie ile razy pies zrobił siusiu na wypieszczony
              dywan, przeczytaj choć jedną książkę o wychowaniu psa. Psa nie wolno bić. Jak
              będziesz miała niemowlę i zrobi siku na dywan też go będziecie bili? I
              naprawdę jeszcze raz zastanów się czy pies to dobry pomysł.
              • aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 12:18
                no właśnie. facet miał psy od dziecka. Przerwa była tylko w momencie jak
                zamieszkaliśmy razem. Książkę już mam. i Na pewno was nie podpuszczam. Ja nigdy
                nawet rybki nie miałam. nie mam pojęcia o niczym i myślałam ze to forum jest po
                to aby sobie pomagać w takih sytuacjach. A z tym biciem. Myślałam że wie
                lepiej. Na to wychodzi że nie wie.
                • agni_me Re: Mam pieska :( 02.12.05, 12:45
                  To jest forum Zwierzęta, nie Piękny Czysty Dom. Nie zapytałaś nas co zrobić ze
                  szczeniakiem, jak go karmić, kiedy szczepić, jak uczyć czystości, tylko
                  rozpaczałaś nas własnym stresem z powodu zasiusianego dywanu. Ponieważ na tym
                  forum są miłośnicy zwierząt, nie dywanów, odpowiedzi są takie a nie inne.

                  Skoro twierdzisz, że psa zaakceptujesz czytaj książkę, w razie wątpliwości
                  pytaj tu i bierz się za wychowywanie szczeniaka i faceta. A dywan radzę zwinąć,
                  tak po prostu. :)
                  • aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 13:16
                    Karmię go karmą dla psów. Nie pamiętam nazwy. Sucha + puszka (podpowiedział mi
                    poprzedni właściciel suki). Szczepić to będę ją dzisiaj. Po pracy jedziemy do
                    weterynarza. czystości uczył mąż...
                    tak poza tematem to przynajmniej internet w domu założę. Aby być na bieżąco :)
                    I jeszcze jedno. Czy jak pies coś zje czy wypije od razu mam biec na dwór. Nie
                    wiem jakie zwierzaki mają przemianę materii. I czy jak jest sama w domu jak nas
                    nie ma w pracy to włączać jej radio, zapalać lampę. Nie wiem.
                    • ska_kanka Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:06
                      > Czy jak pies coś zje czy wypije od razu mam biec na dwór.

                      Profilaktycznie zaraz po zjedzeniu możesz z nią wyjść. Chociaż niewykluczone że
                      na dworzu nic nie zrobi, a wrócisz do domu i od razu nasika. Pamietaj, ze to
                      jeszcze dzieciak. Słuszna jest sugestia, zeby zwinąc dywan, lecz ja zrobiłam
                      inaczej- kupilismy badziewny dywan w Ikei, więc nie było mi żal jak został
                      zabrudzony. W czasie jak suczka miała cieczkę, zrobiłam tak samo- podmieniłam
                      dywany. Możesz zostawiac jej włączone radio. Na pewno zostawiaj jej też zabawki.
                      Jakbyś chciała podzielić się wrażeniami, watpliwościami, to pisz do mnie na
                      ska_kanka@gazeta.pl . Chętnie wesprę w trudnych chwilach.
                      • aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:24
                        No właśnie cieczka...
                        Jak to wygląda? W sensie ilości, czasu trwania. No i od kiedy (którego
                        miesiąca) może ją mieć. Na pewno będziemy ją sterylizować (o tym to już
                        pogadamy z lekarzem), chociaż podobno raz małe powinna mieć. Możesz mi coś o
                        tym sa_sanko napisać?
                        • pierozek_monika Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:26
                          właśnie: jak mądrość ludowa niesie "podobno"
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=525&w=22730580&a=22755076
                        • ska_kanka Re: Mam pieska :( 02.12.05, 15:29
                          Mała dostała cieczki tuż po tym jak skonczyła 9 miesięcy. Jak to wyglądało? Po
                          prostu krwawiła. Sunia sama wylizywała wydzielinę,wiec nie zakładałam jej
                          żadnych majtek. Najintensywniej krwawiła przez ok. 10-12 dni. Później już tylko
                          nieznacznie, po trzech tygodniach od rozpoczęcia było juz po cieczce. Z powodu
                          cieczki nie było żadnych zniszczeń w domu, czasem znajdowałam na podłosze
                          maleńkie kropeczki z krwi. Nie czułam od niej żadnego nieprzyjemnego zapachu.
                          Nie pozwalalismy jej wtedy wskakiwac na sofe czy fotele, cieczka minęła szybko i
                          bardzo spokojnie. W tym czasie nie wypuszczalismy jej poza ogrodzenie,by nie
                          znaczyła terenu więc nie było stada chętnych psów pod płotem. Czyli nie taki
                          diabeł straszny...:)
                          Opinie na temat sterylizacji sa różne, moj weterynarz polecił wykonac zabieg po
                          pierwszej cieczce, co tez uczynimy, ale to dopiero jak bede mogła wziąc urlop,
                          żeby pobyć z suczką po zabiegu.
                          • aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 15:33
                            dziękuję Ci serdecznie. Czyli mniejszy problem niż z moim okresem :)
                            Odezwe się jutro, na dziś kończę pracę i jadę z małą na szczepienie. :)
                • blue.berry Re: Mam pieska :( 02.12.05, 12:54
                  aleks2539 napisała:
                  > no właśnie. facet miał psy od dziecka.
                  A z tym biciem. Myślałam że wie lepiej. Na to wychodzi że nie wie.

                  no to pogratuluj odemnie swojemu facetowi wiedzy na temat psow, jaka to nabyl
                  od dziecka.
            • blue.berry !! 02.12.05, 12:04
              > Jak narobi siusiu ja jej nie
              > uderzę. Robi to małżonek.

              bijecie szczeniaka bo nasiusial na podloge?? super. widac ze macie swietne
              podejscie do psow i odpowiednia wiedze na ich temat.
              przepraszam - dziecko tez by malzonek lał jakby narobilo w pieluche a nie do
              nocnika?
              biciem ani psu nic nie wyjasnicie ani nie nauczycie go. a juz napewno nie
              oduczucie go siusiania w domu. to ze malzonek go bije dla psa jest kara za
              zrobienie siku jako takiego. psa za to sie ani nie bije, ani nie wsadza jego
              mordki w kaluze moczu. nauka psa siusianai na dworze polega na czestym
              wychodzeniu z nim, szczegolnie po przebudzeniu, jedzeniu, piciu, zabawie. w
              momecnie kiedy widac ze szczeniak przyklada sie do sikania, lapie sie go pod
              pache i na dwor a tam po wysikaniu sie pies zostaje nagrodzony. jemu sikanie na
              dworze ma sie kojarzyc pozytywnie a nie sikanie w domu negatywnie. reszte zrobi
              natura. poza tym pies potrafi posikiwac w domu do 5 miesiaca nawet.
              blagam - kupcie sobie jakies podreczniki o psach (np szczenie doskonale)
              poczytajcie posty na roznych forach o zwierzetach. jakkolwiek.

              50-100 nie wystarczy. psu trzeba zalozyc ksiazeczke zdrowia. szczepienia sa w 3
              trurach. odrobaczanie w dwoch.

              aha i jeszcze jedno - to ze szczeniak oduczy sie w koncu siusiania w domu nie
              oznacza przejscia z powrotem do krainy czystej szczesliwosci - psy maja
              zatrucia, biegunki inne choroby. potrafia sie zwymitowac lub zrobic cos
              gorszego w domu bo sa chore, zestresowane, nie dotrzymaja. wtedy tez bedziecie
              psa bili? o przepraszam - malzonek bedzie bil?
              • agni_me Re: !! 02.12.05, 12:16
                jagodzie, może powinnyśmy się wymieniać? ;))
                • blue.berry Re: !! 02.12.05, 12:53
                  a bo mnie telepie jak czytam takie rzeczy.
                  nie kazdy musi miec psa, niektorzy wrecz nie powinni ich miec.
            • wrexham Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:23
              a masz serce patrzec jak maz ja bije?
              • aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:33
                wrexham napisała:

                > a masz serce patrzec jak maz ja bije?

                nie mam. Zawsze (zdarzyło się dwa razy) biorę ją na kolana i przytulam. I już z
                nim rozmawiałam. Koniec przemocy w rodzinie :)
                • dorcik_wk Re: Mam pieska :( 02.12.05, 15:29
                  Biorąc psiaka na kolana i przytulanie po alńsku to dzialanie niewskazane. Pies
                  nie wie co się dzieje i za co dostał. Zacznij pilnować męża i rozmawiać z nim,
                  a nie przytulać psa po laniu. Mój mąz też kiedyś nie wytrzymał nerwowo, ale psa
                  nie zlał, bo nigdy nie podnieśliśmy na naszego malucha ręki, ale strasznie
                  krzyczał na psiaka, co objawiło się tym, ze pies chował się za mną. Po takim
                  incydencie nie rozmawiałam z mężem przez dwa dni. Tłumaczyłam mu, że skoro
                  nigdy nie miał psa, to niech przynajmniej poczyta książki a nie krzyczy.
                  Teraz jest ok. Ale podkreślam, nasze szczęście nigdy nie dostało w dupsko :-)
        • pierozek_monika link 02.12.05, 10:15
          pomyślałam sobie, że moze Ci się to przyda:
          www.klinika-wet.gorzow.pl/ksiazka.pdf
          • aleks2539 Re: link 02.12.05, 11:52
            dziękuję serdecznie. już wydrukowałam :)
        • snowy11 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 10:38
          czytam wywody aleks i szlag mnie trafia - po co wzięliście tego pieska skoro
          jego obecność tak przeszkadza, nie rozumiem. Wygląda na to, że szykuje się
          kolejne bezdomne biedactwo, ofiara nieodpowiedzialnych ludzi, którzy zamiast
          przemyśleć sprawę posiadania psa zrobili sobie mały eksperyment z cyklu
          zobaczymy co z tego wyjdzie, może się przyzwyczaimy może nie, jak nie to do
          widzenia. Jeszcze rozumiem gdyby pies był agresywny, ale wściekać się na
          szczeniaczka za to że zrobił siusiu na dywan dzień po zabraniu go od matku to
          już po prostu brak wrażliwości.
          A teraz finanse. Jeśli pies będzie zdrowy czeka Was jedynie profilaktyczne
          odrobaczanie, szczepienia i krople przeciwkleszczowe w sezonie wiosenno-letnim
          (leczenie babeszjozy jest kosztowne). Jeśli zacznie chorować kosztuje to
          wszystko dużo więcej. Powodzenia.
          • aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 11:49
            Spokojnie. Niech Cię szlag nie trafia. Może to bardzo głupie porównanie ale jak
            się przyniesie noworodka do domu to też co chwilę trzeba go przebierać, karmić,
            cały czas potrafi albo spać albo płakać. Ale się te dziecko kocha i się nim
            opiekuje. I po jakimś czasie przestaje używać pampersów, nie budzi cię co pięć
            minut. W podobny sposób podchodzę do psa. Teraz jest raz dobrze raz gorzej. Ale
            później będzie tylko lepiej. I na pewno nie będzie to kolejny bezdomny pies.
            Nie znasz mnie i nie wiesz jaka jestem. ja nawet jej nie potrafię uderzyć. Mimo
            wszystko dzięki za dobre słowo :)
            • po.prostu.ona Re: Mam pieska :( 02.12.05, 11:57
              Wiesz, mam porównanie, bo mam i dziecko i psa. Uwierz, że szczenię to "pikuś" w
              porównaniu z noworodkiem, nie mówiąc już o niemowlęciu i dziecku w wieku
              przedszkolnym. Zastanawia mnie jedno - piszesz, że mąż bije małą za sikanie -
              to GIGANTYCZNY błąd, a poza to nic innego jak wyładowanie swej frustracji na
              słabszej i bezbronnej istocie. Tak się nie robi.
        • wrexham Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:21
          pies nie zaszczepiony chodzi na spacery?!?!?!?
          w nagrode wyszlas z nia na spacer?!?!?
          mniej wody, zeby nie sikala?!?!?
          (ogranicz jej wode w ogole to przestanie sikac)
          czy ty masz pojecie co ty piszesz?
          blue berry ma racje: oddaj tego psa czym predzej w jakies dobre rece, bo ja mu
          nie wroze dobrego zycia z takimi niestety IGNORANTAMI
          • aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:31
            Nie oceniaj mnie! Przynajmniej nie w ten sposób. A ty przy pierwszym psie tak
            wszystko doskonale wiedziałaś? Może jesteś jasnowidzem. Ja nie jestem. Ja na
            noc na przykład nie piję bo całą noc latam do łazienki. Do kogo mam porównywać
            psa. Do siebie (żywej istoty) czy do jakiegoś mebla?? Jak bym nie wiedziała jak
            dziecko przewinąć to też mam je oddać do domu dziecka? A może się tej czynności
            nauczyć?????
            • wrexham Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:52
              nauczyc sie? dobry pomysl, ale zmienilabym kolejnosc: najpierw sie nauczyc, a
              potem postarac o psa (ew. dziecko); sorry, ale twoje pytania mnie rozzoscily,
              naprawde swiadczyly o braku podstawowej wiedzy nt psow, a nie majac takich
              podstaw mozna psa skrzywdzic; twoja postawa mnie nie dziwi: "poszlam z nia w
              nagrode na spacer"; ty sie o psa nie staralas, maz ci go zniespodziankowal,
              wiec i twoj stosunek do niego jest taki, a nie inny; w sumie to dobrze, ze
              pytasz, a jeszcze lepiej, ze sie nie zniechecasz naszymi bezwzglednymi i
              okrutnymi postami tylko drazysz temat; ludzie, ktorzy pokochali psy (w tym ja)
              i choc troche je poznali (chcialabym sie do nich zaliczac) wiedza, jak latwo
              jest byc wzgledem nich niesprawiedliwym; jak trudno jest prawidlowo
              zinterpretowc ich zachowanie; my - owieczni opiekunowie psow tez pewnie
              popelnialismy bledy, tylko nikt o nich nie wiedzial bo nie bylo jeszcze wtedy
              internetu;
              staraj sie, zeby nie miec w przyszlosci wyrzutow sumienia
              m.
              • aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 15:38
                z tym zasponsorowaniem to nie tak do końca. Była w zaprzyjaźnionej firmie.
                Poszłam tam i się zakochalam. I Powiedziałam o tym facetowi. Poszedł i był
                równie zachwycony. Kwestia wzięcia psa wyglądała w ten sposób "iż decyzja
                należy do ciebie" (do męża). No i mamy Toffi. Będzie dobrze. Trzymaj kciuki i
                dziękuję.
                • blue.berry ?????? 02.12.05, 15:56
                  przyznam ze jakos srednio rozumiem"

                  "A raczej mam suczkę. To był impuls. Mój mąż ją kocha a ja zastanawiam się jak
                  długo będzie żyła... Jak mam się do niej przekonać... :("

                  a potem

                  "Poszłam tam i się zakochalam. I Powiedziałam o tym facetowi. Poszedł i był
                  równie zachwycony. Kwestia wzięcia psa wyglądała w ten sposób "iż decyzja
                  należy do ciebie" (do męża)"
                  • aleks2539 Re: ?????? 03.12.05, 08:20
                    może głupie porównanie. Nie kupiłaś kiedyś spodni, bluzki czy butów będąc
                    zachwycona w sklepie a nie mogąc na siebie patrzeć w domu? Nie był to w sklepie
                    jakiś impuls? Ta sama sytuacja. Tyle że niektórzy bluzkę wyrzucają i oddają a
                    innym zaczyna się po pewnym czasie podobać i cały czas w niej chodzą.
                    Moja "bluzka" to Toffi :)
                    • blue.berry "Moja "bluzka" to Toffi " 03.12.05, 21:02
                      aleks2539 napisała:

                      > może głupie porównanie. Nie kupiłaś kiedyś spodni, bluzki czy butów będąc
                      > zachwycona w sklepie a nie mogąc na siebie patrzeć w domu? Nie był to w
                      sklepie
                      > jakiś impuls? Ta sama sytuacja. Tyle że niektórzy bluzkę wyrzucają i oddają a
                      > innym zaczyna się po pewnym czasie podobać i cały czas w niej chodzą.
                      > Moja "bluzka" to Toffi :)

                      wiesz co - nie chce mi sie z Toba wiecej gadac. porownujesz decyzje o wzieciu
                      psa z zakupem bluzki. dla mnie to chore. nie powinnas miec ani psa ani zadnego
                      innego zwierzecia. piekna z was para - mąż fachowiec od psow bije szczeniaka bo
                      ten sika w domu, zona zas porownuje nabycie psa do kupna bluzki.
                      szkoda gadac: (
                    • tessciowa Re: ?????? 03.12.05, 21:38
                      Rany boskie jak czytam posty to mi się nuż w kieszeni otwiera. Po pierwsze
                      paranoją jest zgadzanie się na psa jeśli tak na prawdę nic o nich nie wiemy. Po
                      drugie koncepcja kar cielesnych w postaci bicia w stosunku do szczeniaka jest
                      prostą drogą do wychowania sobie lękliwego psa. Wyprowadzanie psa z lęku
                      potrafi trwać bardzo długo a afekty mogą być marne. Poza tym jak można
                      porównywać kupno czy też wzięcie psa do kupna bluzki lub spodni w
                      sklepie ????!!!!! Jeśli bierzemy jakiekolwiek zwierzę pod dach to bierzemy
                      odpowiedzialność za nie. Za to co może zrobić nam i innym. Trzeba posiadać
                      minimum zdrowego rozsądku oraz chociaż cień tzw. dorosłego myślenia!!!
                      Przynajmniej na forum powiedziałaś, że psa nie bijecie. Mam nadzieję, że nie
                      robicie tego. kwestię kar omówiłam już przy innych postach. Proponuję zasięgnąć
                      bliższych informacji na temat wychowywania psa.
                • gattara Re: Mam pieska :( 02.12.05, 17:38
                  Witaj, ciesze sie, ze piszesz, ze bedzie dobrze. Te wszystkie uwagi, czasem
                  zlosliwe, to stad, ze wszyscy tu kochamy zwierzeta i troche sie boimy o Toffi.
                  Ale wydaje mi sie, ze juz ja chyba polubilas. Jesli pojdziesz dzis do
                  szczepienia, to napisz w poniedzialek, jak bylo i wogole jak sie uklada.
                  Wszyscy tu chetnie Ci pomoga i doradza w miare swoich wiadomosci. Pozdrowienia
                  dla ciebie i glaskanka dla suczki.
                  • aleks2539 Re: Mam pieska :( 03.12.05, 08:25
                    Witam. W soboty też pracuję :) Na szczepieniu byliśmy. Była bardzo grzeczna,
                    tabletkę ma dostać w poniedziałek. Najmniej ciekawy moment był jak
                    wychodziliśmy od weterynarza a tam siedział rotweiler (wielki, prawie cały
                    czarny). Tak się przestraszyła biedna że az do lekarza chciała wrócić. Widzę że
                    po szczepieniu ją jeszcze trochę boli, ale i tak jestem z niej dumna. No i całą
                    nockę wytrzymała bez siusiu i reszty :)
            • blue.berry Re: Mam pieska :( 02.12.05, 15:17
              > A ty przy pierwszym psie tak
              > wszystko doskonale wiedziałaś?

              "wszystko i doskonale" nie ale znalam podstawe czyli:
              kwestie szczepien, odrobaczania, potencjalnych chorob i zagrozen zdrowia
              zachowania szczeniecia i calego okresu dorastania
              nauki sikania na dworze i wszelkich innych nauk takich jak chodzenie na smyczy,
              przy nodze, spelnienie polecen.
              wiedzialam sporo o karmieniu, o rozwoju psa (i specyfice rasy).
              dom zostal na przyjecie szzceniaka przygotowany (no na drewniana podloge ktora
              jest sliska zostala kupiona bylejaka wykladzina na okres sikania i dorastania,
              do tego w jednym miejscu pojawil sie kawalek linoleum i gazety na nim).
              pies mial odpowiednie zabawki, smycze, odzywki

              nie byl bity za sikanie a potem przytulany (to jest prosta droga do wychowania
              psiego frustrata).

              no i oczywscie nie wyglaszalam bzdur typu :kazda suka przynajmniej raz powinna
              miec szczeniaki"

              dlatego nadal uwazam - nie kazdy musi miec psa a niektorzy wrecz nie powinni
              miec psow.
    • ninus7 Re: Mam pieska :( 03.12.05, 02:26
      Problem sikania.
      Po piewsze usuń jeżeli możesz wszystkie dywany, bo sunia jeżeli już tam
      nasikała to będzie to robić, przynajmniej teraz.
      Wyprowadzaj ją po każdym spaniu, każdym posiłku, zabawie. Ja wynosiłam swoją
      sukę tak co 3 godziny, wieczorem wychodziłam późno, rano wcześnie wstarałam,
      trzeba się trochę przemęczyć, to tylko parę miesięcy.
      NAJWAŻNIEJSZE: NIGDY NIE BIĆ PSA ZA SIUSANIE W DOMU, bo nauka siusiana będzie
      trwała wieczność. Tak robili moi sąsiedzi (bili za każde siusianie swoją sunię)
      skutek był taki że kilkuletnia suka potrafiła im nasikać w mieszkaniu co
      odczytywali jako jej złośliwość.
      Jeżeli twojej suni przytrafi się siknąć w mieszkaniu i to na twoich oczach,
      krzyknij "fe", w przypadku mojej suki to skutkowało.
      Ale jezeli sunia nasika podczas waszej nieobecności to nie krzyczcie na nią,
      sunia nie będzie kojarzyła susiania z czymś złym, tylko wasz powrót do domu i
      potem będzie się bała.
      Jeżeli załatwi sie na dworzu to zaraz daj jej jakiś smakołyk, pogłaskaj powiedz
      że jest "dobrą sunia".
      Myślę ze jezeli ją wziełaś to jest mała czyli ma jakieś 2 miesiace, szczeniak w
      tym wieku nie jest w stanie wytrzymać całej nocy, musisz uzbroić się w
      cierpliwość. Moja suka wytrzymywała całą noc jak miała około 6 miesiecy, do
      tego czasu zdarzały się nocne wpadki.
      Nie wiem jak jest w przypadku kosztów szczepień, ja za pierwsze szczepienie
      zapłaciłam jakieś 30 - 35 zł, za odrobaczanie chyba około 10zł ale to było
      kilka lat temu, teraz będzie pewnie trochę więcej.
      • venus22 Re: Mam pieska :( 03.12.05, 07:28
        NAJWAŻNIEJSZE: NIGDY NIE BIĆ PSA ZA SIUSANIE W DOMU,

        poza tym pies siusianiem objawa uleglosc. bedzie sikal na sam wasz widok jak go
        bedziecie bic zeby wam pokazac jaki on niegrozny.

        KONIECZNIE kup ksiazke Stanley Coren " jak rozmawiac z psem" to najwazniejsza
        pozycja dla ciebie, no i na pewno cos jest w ksiegarni o szczeniakach.


        Venus
      • aleks2539 Re: Mam pieska :( 03.12.05, 08:34
        dzięki bardzo. Sunia bita już nie jest. i Nie będzie!!! A jeśli chodzi o
        szczepienie z odrobaczeniem to dałam za to 30zł (urok małej miejscowości) :)
    • ninus7 Re: Mam pieska :( 03.12.05, 16:41
      wszystko będzie OK, samo to że pytasz na forum jak postępować z pieskiem, to
      świadczy o tym że wcale tak nie myślisz, jak napisałaś:
      > A raczej mam suczkę. To był impuls. Mój mąż ją kocha a ja zastanawiam się jak
      > długo będzie żyła... Jak mam się do niej przekonać... :(

      z początku może będzie trochę trudno, ale zobaczysz że z czasem ty i twój mąż
      pokochacie Toffi całym sercem, życzę wam tego i Tofii też


      „Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia.”
      Albert Einstein
      • kamila781 głowa do góry!!!! 04.12.05, 12:14
        Witam!
        musi trochę czasu upłynąć zanim Wasza sunia zmądrzeje:), i gwarantuje, że nie
        będzie sikać na dywan, gryźć wszytskiego itd. sama przez to przechodziłam 3
        lata temu, kiedy 6 grudnia znalazłam na klatce schodowej małego szczeniaczka i
        oczywiście go przygarnełam. Nigdy nie żałowałam tej decyzji, mimo że czasami
        było ciezko.Ciągle zasikany dywan, pogryzione tapety, nogi od krzeseł,buty. to
        dla mnie nic nie znaczyło. najważniejsze jest to, ze teraz moja suczka jest
        wspaniałym psem. o wybitnym charakterku:))) kocham ją bardzo...i ona mnie też.
        właśnie smacznie sobie spi na fotelu.
        życzę wytrwałości i konsekwencji w wychowaniu. pozdrawiam!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka