aleks2539 01.12.05, 11:24 A raczej mam suczkę. To był impuls. Mój mąż ją kocha a ja zastanawiam się jak długo będzie żyła... Jak mam się do niej przekonać... :( Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
kasiase Re: Mam pieska :( 01.12.05, 12:22 napisz cos o niej,imie,wyglad,nie lubisz psow??? Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: Mam pieska :( 01.12.05, 13:01 mała, rasy kundelkowatej, duża nie będzie - matka i ojciec znany, na imię dostała TOFFI. tyle że ja miałam zawsze pięknie ułożony świat (jestem pedantką). Zero kurzu, błota. O siusiu na podłodze nie wspomnę. I wczoraj ten mój piękny świat runął. Nie mówię nie. Sprawa nie jest przesądzona. Po prostu mi ciężko. Facet mi mówi że to szok poporodowy... Odpowiedz Link Zgłoś
albert.flasz1 Re: Mam pieska :( 01.12.05, 13:11 Ponieważ widzę, że na tym forum wciąż jeszcze egzystują starzy autorzy oraz przywoływacze różnych rzewnych historii, pozwól więc że przytoczę jeszcze jedną: "Lucky był najbardziej pechowym psem na świecie. Naprawdę, nie zasługiwał na swe imię. Ten mieszaniec, czteroletni pies, nie kastrowany, typu beagle, miał temperament, który sprawił mi wiele trosk. Być może jest on, spośród wszystkich zwierząt, jakie leczyłem tym, który stał się najtwardszym orzechem do zgryzienia. W pewnym, krótkim momencie myślałem nawet za jego przyczyną o zmianie zawodu. Łatwo powiedzieć... Należał do Annie i Paula, dwojga młodych specjalistów, finansowo dość dobrze sytuowanych. Porzuconego czy też uciekiniera, ostatnio znaleziono Lucky'ego niemal umierającego, błąkającego się na pustkowiu między dwiema jezdniami autostrady, zdanego na obojętność ludzi. W schronisku zauważono że był odrobinę skryty, lecz nic więcej. Przetrzymywano go, jak inne, w zagrodzie i wydawał się w sumie być dość łagodnym. Jego wygląd podrostka, jego oczy tryskające psotą, jego sposób trzymania głowy zdradzający tchórza oraz jego ogon między nogami natychmiast oczarowały Annie i Paula. Gdyby choć trochę znali oni mowę ciała psów, zobaczyli by pośród tych cech psa bardzo lękliwego, który nie wróżył nic dobrego szczególnie dla kogoś, kto o psach nie wie nic a był to ich przypadek. Dostali go niedrogo, lecz, od chwili wejścia w jego posiadanie ich życie przechyliło się w stronę psychozy i nie jest to za mocne słowo. Gdy tylko wychodzili z domu, Lucky zaczynał wyć a beagle jak on, psy biegające mają szczególnie rezonujący timbre głosu. Gdy szczekał, słyszała go cała ulica. W pierwszych dniach po adopcji Annie i Paul powracając z pracy znajdowali dom przewrócony „do góry nogami”. Prawdziwe pobojowisko. Podarł na kawałki poduszki z sofy i obrobił kłami nogi drewnianego stołu w salonie. Kartonowo – gipsowa ściana przy drzwiach wejściowych była podarta, niemal rozszarpana jego pazurami. Aby zapobiec zniszczeniu wszystkiego, Paul opróżnił jeden pokój, by go w nim zamykać na czas ich nieobecności. Zawezwał nawet swego pośrednika ubezpieczeniowego (nigdy nic nie wiadomo), by sprawdzić czy polisa pokrywa straty spowodowane przez psa. Nie w tym wypadku! Lucky kładł się wszędzie, na łóżkach i fotelach a gdy próbowano go z nich usunąć, pokazywał zęby i zaczynał warczeć. W dodatku był brudasem, Annie spędziła wiele czasu ścierając podłogi i zbierając jego odchody, które rozrzucał po całym domu. Gdy go wyprowadzali, był nieposkromiony, nie do opanowania. Nienawidził smyczy. Był szczęśliwy jedynie w towarzystwie swych ziomków. Gdy zobaczył psa, zapominał o wszystkich zasadach rządzących społeczeństwem ludzi. Ponadto, był „francuskim pieskiem” i jadał tylko dobre potrawy. Pewnego razu, zjadł cały surowy rostbef, pozostawiony przez nieuwagę na ladzie kuchennej. Dla niego, suche karmy nie istniały a przecież Annie kupowała najlepsze na rynku. Sprawił że ich życie stało się piekłem. Niezdyscyplinowany, z charakterem, dominujący, onieśmielający, krętacz, czasem wręcz zły, Lucky był prawdziwym postrachem, potworem między ludźmi. Umiał przy okazji sprawiać że go kochano, jednak wyłącznie wtedy, gdy on tego chciał. Te krótkie chwile nie wystarczały jednak by przebaczono mu resztę. Tak, Annie i Paul źle trafili z Luckym. Annie przyszła do mnie sama na konsultację, gdyż od kiedy go posiadali, Lucky wymiotował. Z początku, cztery do pięciu razy w tygodniu, później wreszcie około dziesięciu razy. Miał także częste napady biegunki. Od wielu tygodni brakowało mu zapału do życia i wydawało się że schudł. Wciąż był tak samo przerażający, jednak coś było nie tak. Wchodząc do kliniki zaczął wyć i rzucać się w szelkach. Ciągnął smycz ze wszystkich sił by zbliżyć się do drugiego psa, siedzącego obok swego pana w drugim końcu poczekalni. Annie nie mogła go utrzymać, więc rzucił się wgłąb pomieszczenia. Przy okazji przewrócił stolik, na którym stała duża tropikalna roślina. Doniczka się stłukła i wilgotna ziemia rozsypała się na podłodze. Wszędzie było jej pełno. Próbując go powstrzymać mężczyzna, który tam był pośliznął się i upadł na plecy, prosto w ziemię. Michelle, moja asystentka zaczęła krzyczeć na Lucky'ego, który ze swej strony zaczął wyć. Annie osunęła się na krzesło i przyglądała się scenie ogłuszona, całkowicie rozbita przez tego psa, którego w zasadzie powinna nazwać Apokalipsą. W kilka sekund moja poczekalnia stała się prawdziwą strefą katastrofy. Udało mi się powstrzymać huragan i, podczas gdy Michelle trzymała Lucky'ego na smyczy, wszedłem z Annie do gabinetu. Marzyłem tylko o jednym: nie musieć hospitalizować tego zwierzęcia. Nie wydawał się tak bardzo chory i właśnie dostarczył nam tego dowodów lecz Annie, zadyszana nalegała bym go pozostawił. Lucky, mimo że wydawał się porywczy był bardzo chory. Podejrzewałem chorobę wątroby lub żołądka, lecz dla pewności trzeba było go poobserwować oraz przeprowadzić dokładniejsze badania. To nie był mój szczęśliwy dzień i Lucky miał zostać. Nigdy już nie wrócił do domu. Hospitalizować i leczyć zwierzę takie, jak Lucky jest przekleństwem każdego weterynarza. Czynności i zabiegi, jakich wymagają badania oraz leczenie są prawie niemożliwe w przypadku psa o jego temperamencie. Lucky nie należał do rodzaju pozwalających manipulować sobą, dotykać siebie, kłuć lub przywiązywać; tymczasem, w jego przypadku wszystkie te zabiegi były wskazane. Zwierzęta nie rozumieją tego, co z nimi robimy i w wielu przypadkach nasze wysiłki, jak bardzo nie były by chwalebne, tylko pogarszają ich stan. Przywiązałem go w gabinecie zabiegowym w miejscu, gdzie mogłem łatwo śledzić postęp jego choroby. Szczekał przez cały dzień a klienci byli porażeni jego ogłuszającym wyciem. Zwierzęta w klinice stały się bardzo lękliwe, nerwowe, nawet agresywne. Obecność Lucky'ego złamała całą harmonię kliniki. Aby pobrać próby do badań lub podać leki trzeba było łapać go na lasso i nakładać kaganiec. To niemal codzienne ćwiczenie wyczerpywało mnie. Do wlewów trzeba było założyć mu dożylny cewnik, co w przypadku Lucky'ego nie było to łatwe. Szamotał się tylko, musiałem więc wielokrotnie wkłuwać się w żyłę dogłowową znajdującą się na każdej tylnej łapie, zanim wreszcie mi się udawało. Jego naczynia stały się prawdziwym sitem. Izolacja w klinice oraz choroba odebrały mu apetyt. Z początku jeszcze troszkę jadł, lecz później już nie. Michelle, moja asystentka przygotowywała mu kurczaka lub kawałki wołowiny. Odwracał nos od całej reszty. Próbowałem go oswoić lecz nic z tego, opierał się. Nawet Michelle, choć przyzwyczajonej do zwierząt, również się nie udało. Każdego razu, gdy zbliżała się do niego warczał by trzymać ją na odległość, jeżąc kark. Lucky był oporny, hardy, był prawdziwym psem i mimo wszystko, lubiłem go właśnie za to. Nie był tak naprawdę zły; po prostu źle trafił. Urodził się w złym środowisku. Prześwietlenie wykazało jakąś masę u podstawy wątroby a analizy krwi wykazywały poważne zmiany wielu jej parametrów. Obawiałem się nowotworu ale nie byłem pewien. By potwierdzić diagnozę zasugerowałem wysłanie Lucky'ego do specjalisty, jednak Annie odmówiła. Nie chciała jeździć i obawiała się zbyt wygórowanych honorariów. Poprosiła mnie bym kontynuował oraz bym robił jak najlepiej do czasu, gdy podejmie decyzję. Kilka dni później, osłabiony chorobą i hospitalizacją, Lucky zaczął tracić równowagę. Jego boki zapadły się a jego oczy, dawniej tryskające i pełne psoty stały się tak samo matowe jak jego futro. Wezwałem Annie, by poinformować ją o postępie choroby Lucky'ego. Próbowałem uzmysłowić jej że zbliża się koniec i że lepiej byłoby zakończyć jego cierpienia. Odpowiedziała mi tonem pełnym lęku i drżącym głosem że nie jest jeszcze gotowa na podjęcie tej decyzji. W następnych dniach stan Lucky'ego załamał się. R Odpowiedz Link Zgłoś
albert.flasz1 Re: dokończenie 01.12.05, 13:17 "...Poprosiła mnie bym kontynuował oraz bym robił jak najlepiej do czasu, gdy podejmie decyzję. Kilka dni później, osłabiony chorobą i hospitalizacją, Lucky zaczął tracić równowagę. Jego boki zapadły się a jego oczy, dawniej tryskające i pełne psoty stały się tak samo matowe jak jego futro. Wezwałem Annie, by poinformować ją o postępie choroby Lucky'ego. Próbowałem uzmysłowić jej że zbliża się koniec i że lepiej byłoby zakończyć jego cierpienia. Odpowiedziała mi tonem pełnym lęku i drżącym głosem że nie jest jeszcze gotowa na podjęcie tej decyzji. W następnych dniach stan Lucky'ego załamał się. Rzadko wstawał i przestał szczekać. Był już tylko cieniem. Klinika stała się dziwnie cicha. Annie przyszła zobaczyć go i wykorzystałem jej wizytę, by po raz kolejny powiadomić ją o moich obawach. Wreszcie, przekonana że spróbowano zrobić niemożliwe, zadecydowała ku mej wielkiej uldze eutanazję Lucky'ego. Zapłaciła rachunek z płaczem i przeprosinami. Michelle próbowała ją pocieszyć podając jej papierowe chustki. Pragmatyczny, patrzyłem na tę scenę, którą widziałem już setki razy. Annie przyszła uścisnąć mi dłoń w podziękowaniu. Przed odejściem, z uczuciem wierności w oczach powiedziała mi że trzeba kochać zwierzęta, by znosić tyle trudów oraz wydawać na nie tyle pieniędzy. Zgodziłem się z nią dość przekonującym skinieniem głowy i powróciłem na zaplecze, zobaczyć Lucky'ego. Michelle tymczasem przygotowała strzykawkę z wyzwoleniem. Usiadłem i patrzyłem na Lucky'ego przez długą chwilę, łagodnie, by go nie przerazić. On również patrzył na mnie leżąc na boku, zaledwie sen w społeczeństwie ludzi. Zbliżyłem się powoli i, ku memu wielkiemu zdziwieniu, po raz pierwszy pozwolił mi się pogłaskać. To był mój szczęśliwy dzień. Lucky już nie mógł i bez wątpienia dlatego pozwolił to zrobić, jednak ja wolałem wierzyć że był wdzięczny za wszystkie wysiłki, jakie zrobiłem. Uśpiłem Lucky'ego myśląc, że dla niego również był to szczęśliwy dzień. Lucky już nie mógł i bez wątpienia dlatego pozwolił to zrobić, jednak ja wolałem wierzyć że był wdzięczny za wszystkie wysiłki, jakie zrobiłem. Uśpiłem Lucky'ego myśląc, że dla niego również był to szczęśliwy dzień." Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: dokończenie 01.12.05, 13:29 piękna historia jednak to nie Lucky a ja nie jestem Annie i dzisiaj po raz pierwszy boję się wrócić do domu... Odpowiedz Link Zgłoś
beali Re: Mam pieska :( 01.12.05, 13:27 Hmmm,czytam,nie za bardzo rozumiem,bo zwierzaki mam od dziecka i dom bez nich jest dla mnie pusty,ale przyszło mi cos do głowy.Nie znoszę i nie znosiłam nigdy okudlonych ciuchów,wręcz szału dostawałam.Zawsze miałam takie psy,które mało sierści gubiły,aż nastała Verka-wymarzona wielka psiura,miłośc od pierwszego wejrzenia.Wszystko pięknie,ale berardynka mimo nawet częstego czesania i tak gubi kudły,do tego pluje niesamowicie.Wszystko w kudłach,nawet ciuchy w szafie,szczota dla psa,do czyszczenia odzieży były non stop w ruchu.Kochałam ją i wściekałam się.Zawsze starałam się sobie tłumaczyć,co ważniejsze moje zadowolenie z rzeczy bez kudeł,czy Verka,żywe stworzenie,które czuje,kocha,potrzebuje mnie i że w koncu to nie jej wina,a ja również brudzę w domu na swój sposób.Pomogło,z czasem przyzwyczaiłam się,ilośc sierści jakoś mi w oczach zmalała,dobry odkurzacz,szczotki do ubrań i jest ok.Kudły nadal mnie wkurzają,ale już nie tak bardzo,a Verka mocno kocha i to jest największą rekompensatą;-) Spróbuj popatrzeć na nią,jak na kogoś kto czuje,boi się,cieszy,chce kochać i być kochanym.Psy aż tak bardzo w tym nie róznią się od nas,a że wywracają nam świat do góry nogami to dobrze,bo ten nasz tak pięknie poukładany często nas zniewala. Pozdrawiam Ciebie i Toffi:-) Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: Mam pieska :( 01.12.05, 13:51 dziękuję Ci za wsparcie. Cały czas walczę ze sobą. Nie wiem co zrobić. Wczoraj została wzięta od matki. Widzę w niej czasami siebie. Tak jak ja kiedyś byłam sama (przez pryzmat braku faceta). Że też nikogo nie miałam do kochania i nikt mnie nie kochał. Tylko w tym momencie wchodzi moje drugie ja: mimo iż byłam sama nie sikałam na dywan u rodziców, nie zjadłam swoich kapci i... Chyba to naprawdę szok poporodowy... Odpowiedz Link Zgłoś
albert.flasz1 Re: Mam pieska :( 01.12.05, 14:38 Jeśli jeszcze raz mogę się wtrącić... Myślę, że wyolbrzymiasz problem. Masz nowego członka rodziny, który nie jest człowiekiem - to wszystko! Dobrze że jest to szczeniak, takie z reguły dużo łatwiej i szybciej podporządkowują się życiu w zmienionych warunkach. Możesz z nim "koegzystować", nawet go "rozpuścić", np. pozwalając mu spać w łóżku, żebrać itd. (tak było np. w naszym przypadku); możesz starać się go "wytresować" (ale ze stresem lepiej uważać, wprawdzie jest to taki sam element życia jak wszystkie inne, jednak nieumiejętnie wykorzystywany może co najwyżej wyzwolić agresję), możesz robić wiele rzeczy, jednak najgorszą rzeczą jest identyfikowanie się z posiadanymi zwierzętami, przypisując im uczucia "ludzkie". One napewno czują, jednak nieco inaczej, nie oszukujmy się. Nie po to przyjmujemy je do naszego domu, by odreagować stresy, kompleksy, by służyły nam za rodzaj "podpórki"... Jeśli jesteś wystarczająco wrażliwa i krytyczna, umiesz obserwować otoczenie i wyciągać z tego wszystkiego wnioski - z czasem wszystko na pewno się ułoży! pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
ska_kanka Re: Mam pieska :( 01.12.05, 15:05 Podobnie jak Ty, szalenie dbałam (i dbam nadal:) o porządek w domu. Pierwsze dni ze szczeniaczkiem były bardzo trudne- zostawiała slady na wypucowanej podłodze (wiadomo, co chwila wychodzenie na zewnątrz, a ze to była zima jeszcze i błoto na dworze...), siusiała gdzie popadnie. Bałaganiła strasznie. Tez byłam na siebie wściekła, że wzieliśmy sobie pieska i teraz mam w domu mały cyrk. Ale... Z czasem psinka nauczyła się siusiac tylko na zewnątrz. Grzecznie prosi pod drzwiami, że chce na dwór. Gdy na dworze jest sucho, to nie wnosi brudu do domu, a gdy jest plucha, to po spacerku po prostu wycieram jej łapy (specjalnie w tym celu mam dla niej reczniki i odpowiednią miskę- bo łapki trzeba czasem po prostu umyć). Przekonałam się tez z czasem, że pies na kanapie nie jest taki straszny. Jako ze jest to sznaucer, to ma pokaźną brodę- a z takiej brody po wychłapaniu miski wody nieźle z brody kapie, ale do tego juz sie po prostu przyzwyczaiłam. Moja sunia ma już prawie rok, i chociaż pierwsze tygodnie były bardzo ciężkie i łapałam doły, to teraz nie oddałabym jej za żadne skarby. A bałagan, no cóż, pierwsze tygodnie przetrzymaj, zobaczysz, za kilka miesięcy wszystko się ułoży. Powodzenia www.evika.net.pl Odpowiedz Link Zgłoś
monisia791 Re: Mam pieska :( 01.12.05, 23:12 Cześć. Poprost od początku uprzedziłaś się do suczki a psy są najlepszymi przyjaciółmi ludzi przecież .Ja nie wiem co to znaczy życie bez zwierząt,w wieku 4 lat miałam pierwszego swojego pieska:). Teraz w domu mam 3 psy,które ze mną śpią w pokoju.Masz racje brudzą i ta sierść,ale KOCHAM JE całym sercem.Nie nastawiaj się że odpoczatku jej nie lubisz a już niedługo ją zakceptujesz a z czasem myśle że polubisz a może i nawet pokochasz. Życze powodzenia,trzymaj się. P.S. myśle że ją jednak zakceptujesz:)) Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 08:54 witam. No więc wczoraj wróciliśmy do domu. Sunia była zamknięta w kuchni, tylko trochę nasiusiała a jak z nią wyszłam na dwór to zrobiła resztę :) Wieczór więc była w porządku. Toffi trochę spała trochę się z nami pobawiła. I nadeszła noc. Trzecia w nocy a ona walczy z dywanem, oczywiście załatwiła się na niego. I w tym momencie miałam lekki kryzys. Pierwsza myśl to że dzisiaj ją oddaję. Zamknęliśmy ją w kuchni trochę piszczała ale po otwarciu drzwi przestała (do pokoju nie wróciła). Wstałam rano a tam czysto i sucho. I w nagrodę na spacer z nią wyszłam od razu po wstaniu z łóżka. Spodnie na piżamy :) Wróciliśmy a ona trochę wypiła wody i ... się zesikała. Wykończę się. Czy to normalne. Jak często siusia mały piesek? Oboje chodzimy rano do pracy. Wychodzimy z nią na spacer, ale... Wczoraj wieczorem było to samo. może za dużo pije? A ile mamy jej dawać do jedzenia? Nic nie wiem :( Kwestia oddania jej chyba na razie odeszła na dalszy plan. Ale nie wiem co dalej. No i jeszcze kwestia weterynarza. nie jest odrobaczona, zaszczepiona. Ile to będzie kosztowało, jak to wygląda (odrobaczenie). I co z podatkiem za psa. Proszę o odpowiedzi. Dzięki. Odpowiedz Link Zgłoś
blue.berry Re: Mam pieska :( 02.12.05, 09:57 moze oddajcie tego psa poki jeszcze nie jest za pozno. czytam te posty i widze jaka histeria reagujesz na niego. zamykacie go w jednym pomieszczeniu co tez nie jest najlpeszym wyjsciem. problemem jest kazde siku. kazda wlasciwie rzecz. ty tego psa nie lubisz - a on doskonale bedzie o tym wiedzial. poza tym dodatkowo masz (czy macie) zerowe pojecie o podstawowych sprawach takich jak szczepienia. moja propozycja jest taka zeby psa oddac dopoki sie jeszcze nie przyzwyczail. nie kazdy musi miec psa. a juz napewno nie powinien miec go ktos kto najzwyczajniej na swiecie psow nie lubi. Odpowiedz Link Zgłoś
ska_kanka Re: Mam pieska :( 02.12.05, 09:57 > Jak często siusia mały piesek? Oboje chodzimy rano do pracy. Wychodzimy z nią na > spacer, ale... Wczoraj wieczorem było to samo. może za dużo pije? Często. Niestety, ale z czasem uczy się to robic na dworze, a i częstotliwość maleje;). Acha, nie popełniajcie błedu i nie moczcie psiego pyszczka w siuskach, jak zrobi to w domu. Jak zauważysz że mała szykuje się lub nawet zaczyna siusiac to szybciutko na dwór. A za każde wysikanie na dworze pochwała i nagroda (pogłaskanie i smakołyk)- to działa, naprawdę. A ile mamy > jej dawać do jedzenia? Nic nie wiem :( > Kwestia oddania jej chyba na razie odeszła na dalszy plan. Ale nie wiem co > dalej. No i jeszcze kwestia weterynarza. nie jest odrobaczona, zaszczepiona. > Ile to będzie kosztowało, jak to wygląda (odrobaczenie). I co z podatkiem za > psa. Proszę o odpowiedzi. Dzięki. Koniecznie idź z nią do weterynarza. Jesli nie była szczepiona, to nie powinna mieć kontaktu z innymi pieskami i nie powinnaś tez z nią spacerować w miejscach, gdzie przebywają inne psy. Dopiero po trzecim szczepieniu piesek jest bezpieczny. Weterynarz poda tez leki na odrobaczenie i powinien porozmawiac z Tobą o tym jak psa karmić. My dajemy naszemy psiakowi suchą karmę Hills. Nie karmimy suni jedzeniem z marketu typu pedigree. Od czasu do czasu przyrządzam domowe jedzonko typu mieso z kurczaka plus marchewka plus płatki ryżowe - wszystko gotowane. Od czasu do czasu daję tez biały serek. No i stały dostep do miski z wodą. Kup jej jakies zabawki i gryzaki. W naszym przypadku najlepszym gryzakiem okazała się kostka z drewna (pozostałość po materiale z którego wykonane są drewniane schody), taki spleciony sznurek, no i zabawki, które kupowałam jej w taniej odzieży. Nie oddawajcie suczki, ona na pewno juz Was pokochała. I zobaczysz, za jakiś czas, że nie bedziesz mogła bez niej zyc. Nikt tak radośnie nie wita mnie po powrocie z pracy do domu, jak moja piesa:). Daj sobie i suni trochę czasu - Ty oswoich się z jej obecnością, a ona z czasem bedzie dorastać i stawac się posłuszna i grzeczna. Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 11:42 Dziękuję Ci bardzo za post. Na pewno mi się przyda Twoja wiedza. Nie jest tak jak piszą inni że nie chcę pieska. Chcę mieć. Tylko skoro dwadzieści kilka lat miałam ten idealny świat to trochę ciężko mi się przestawić. I wiem że ona przestanie sikać i mnie przestanie denerwować jej sierść. Tak jak z facetem. Jak zamieszkaliśmy razem to miałam takie kryzysy że Toffi to przy tym pestka. A jednak się kochamy i jest fajnie. Kwestia dotarcia. I nie chodzi o to że jej nie lubię. Cały czas ją głaszczę i przytulam. Jak narobi siusiu ja jej nie uderzę. Robi to małżonek. Ja nie miałabym serca jej skrzywdzić. Potrzeba mi trochę wytrwałości... A wracając do wątku kasy i kosztów. Chodzi mi o cennik szczepionek i odrobaczania na początek. 50-100zł wystarczy? Odpowiedz Link Zgłoś
agni_me Re: Mam pieska :( 02.12.05, 12:04 "Jak narobi siusiu ja jej nie uderzę. Robi to małżonek. Ja nie miałabym serca jej skrzywdzić." Nie wierzę, no nie wierzę!Ratunku! Powiedz, że podpuszczasz tu nas z nudów i patrzysz na reakcje. Przecież nie można być tak beztroskim i bezmyślnym. Pies to nie jest zabawka. Po pierwsze jazda z nim do lekarza weterynarii. Zaszczepić, odrobaczyć, odpchlić. Dowiedzieć się czym karmić i jak. Po drugie zamiast marnować czas na opisywanie ile razy pies zrobił siusiu na wypieszczony dywan, przeczytaj choć jedną książkę o wychowaniu psa. Psa nie wolno bić. Jak będziesz miała niemowlę i zrobi siku na dywan też go będziecie bili? I naprawdę jeszcze raz zastanów się czy pies to dobry pomysł. Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 12:18 no właśnie. facet miał psy od dziecka. Przerwa była tylko w momencie jak zamieszkaliśmy razem. Książkę już mam. i Na pewno was nie podpuszczam. Ja nigdy nawet rybki nie miałam. nie mam pojęcia o niczym i myślałam ze to forum jest po to aby sobie pomagać w takih sytuacjach. A z tym biciem. Myślałam że wie lepiej. Na to wychodzi że nie wie. Odpowiedz Link Zgłoś
agni_me Re: Mam pieska :( 02.12.05, 12:45 To jest forum Zwierzęta, nie Piękny Czysty Dom. Nie zapytałaś nas co zrobić ze szczeniakiem, jak go karmić, kiedy szczepić, jak uczyć czystości, tylko rozpaczałaś nas własnym stresem z powodu zasiusianego dywanu. Ponieważ na tym forum są miłośnicy zwierząt, nie dywanów, odpowiedzi są takie a nie inne. Skoro twierdzisz, że psa zaakceptujesz czytaj książkę, w razie wątpliwości pytaj tu i bierz się za wychowywanie szczeniaka i faceta. A dywan radzę zwinąć, tak po prostu. :) Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 13:16 Karmię go karmą dla psów. Nie pamiętam nazwy. Sucha + puszka (podpowiedział mi poprzedni właściciel suki). Szczepić to będę ją dzisiaj. Po pracy jedziemy do weterynarza. czystości uczył mąż... tak poza tematem to przynajmniej internet w domu założę. Aby być na bieżąco :) I jeszcze jedno. Czy jak pies coś zje czy wypije od razu mam biec na dwór. Nie wiem jakie zwierzaki mają przemianę materii. I czy jak jest sama w domu jak nas nie ma w pracy to włączać jej radio, zapalać lampę. Nie wiem. Odpowiedz Link Zgłoś
ska_kanka Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:06 > Czy jak pies coś zje czy wypije od razu mam biec na dwór. Profilaktycznie zaraz po zjedzeniu możesz z nią wyjść. Chociaż niewykluczone że na dworzu nic nie zrobi, a wrócisz do domu i od razu nasika. Pamietaj, ze to jeszcze dzieciak. Słuszna jest sugestia, zeby zwinąc dywan, lecz ja zrobiłam inaczej- kupilismy badziewny dywan w Ikei, więc nie było mi żal jak został zabrudzony. W czasie jak suczka miała cieczkę, zrobiłam tak samo- podmieniłam dywany. Możesz zostawiac jej włączone radio. Na pewno zostawiaj jej też zabawki. Jakbyś chciała podzielić się wrażeniami, watpliwościami, to pisz do mnie na ska_kanka@gazeta.pl . Chętnie wesprę w trudnych chwilach. Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:24 No właśnie cieczka... Jak to wygląda? W sensie ilości, czasu trwania. No i od kiedy (którego miesiąca) może ją mieć. Na pewno będziemy ją sterylizować (o tym to już pogadamy z lekarzem), chociaż podobno raz małe powinna mieć. Możesz mi coś o tym sa_sanko napisać? Odpowiedz Link Zgłoś
pierozek_monika Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:26 właśnie: jak mądrość ludowa niesie "podobno" forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=525&w=22730580&a=22755076 Odpowiedz Link Zgłoś
ska_kanka Re: Mam pieska :( 02.12.05, 15:29 Mała dostała cieczki tuż po tym jak skonczyła 9 miesięcy. Jak to wyglądało? Po prostu krwawiła. Sunia sama wylizywała wydzielinę,wiec nie zakładałam jej żadnych majtek. Najintensywniej krwawiła przez ok. 10-12 dni. Później już tylko nieznacznie, po trzech tygodniach od rozpoczęcia było juz po cieczce. Z powodu cieczki nie było żadnych zniszczeń w domu, czasem znajdowałam na podłosze maleńkie kropeczki z krwi. Nie czułam od niej żadnego nieprzyjemnego zapachu. Nie pozwalalismy jej wtedy wskakiwac na sofe czy fotele, cieczka minęła szybko i bardzo spokojnie. W tym czasie nie wypuszczalismy jej poza ogrodzenie,by nie znaczyła terenu więc nie było stada chętnych psów pod płotem. Czyli nie taki diabeł straszny...:) Opinie na temat sterylizacji sa różne, moj weterynarz polecił wykonac zabieg po pierwszej cieczce, co tez uczynimy, ale to dopiero jak bede mogła wziąc urlop, żeby pobyć z suczką po zabiegu. Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 15:33 dziękuję Ci serdecznie. Czyli mniejszy problem niż z moim okresem :) Odezwe się jutro, na dziś kończę pracę i jadę z małą na szczepienie. :) Odpowiedz Link Zgłoś
blue.berry Re: Mam pieska :( 02.12.05, 12:54 aleks2539 napisała: > no właśnie. facet miał psy od dziecka. A z tym biciem. Myślałam że wie lepiej. Na to wychodzi że nie wie. no to pogratuluj odemnie swojemu facetowi wiedzy na temat psow, jaka to nabyl od dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
blue.berry !! 02.12.05, 12:04 > Jak narobi siusiu ja jej nie > uderzę. Robi to małżonek. bijecie szczeniaka bo nasiusial na podloge?? super. widac ze macie swietne podejscie do psow i odpowiednia wiedze na ich temat. przepraszam - dziecko tez by malzonek lał jakby narobilo w pieluche a nie do nocnika? biciem ani psu nic nie wyjasnicie ani nie nauczycie go. a juz napewno nie oduczucie go siusiania w domu. to ze malzonek go bije dla psa jest kara za zrobienie siku jako takiego. psa za to sie ani nie bije, ani nie wsadza jego mordki w kaluze moczu. nauka psa siusianai na dworze polega na czestym wychodzeniu z nim, szczegolnie po przebudzeniu, jedzeniu, piciu, zabawie. w momecnie kiedy widac ze szczeniak przyklada sie do sikania, lapie sie go pod pache i na dwor a tam po wysikaniu sie pies zostaje nagrodzony. jemu sikanie na dworze ma sie kojarzyc pozytywnie a nie sikanie w domu negatywnie. reszte zrobi natura. poza tym pies potrafi posikiwac w domu do 5 miesiaca nawet. blagam - kupcie sobie jakies podreczniki o psach (np szczenie doskonale) poczytajcie posty na roznych forach o zwierzetach. jakkolwiek. 50-100 nie wystarczy. psu trzeba zalozyc ksiazeczke zdrowia. szczepienia sa w 3 trurach. odrobaczanie w dwoch. aha i jeszcze jedno - to ze szczeniak oduczy sie w koncu siusiania w domu nie oznacza przejscia z powrotem do krainy czystej szczesliwosci - psy maja zatrucia, biegunki inne choroby. potrafia sie zwymitowac lub zrobic cos gorszego w domu bo sa chore, zestresowane, nie dotrzymaja. wtedy tez bedziecie psa bili? o przepraszam - malzonek bedzie bil? Odpowiedz Link Zgłoś
blue.berry Re: !! 02.12.05, 12:53 a bo mnie telepie jak czytam takie rzeczy. nie kazdy musi miec psa, niektorzy wrecz nie powinni ich miec. Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:33 wrexham napisała: > a masz serce patrzec jak maz ja bije? nie mam. Zawsze (zdarzyło się dwa razy) biorę ją na kolana i przytulam. I już z nim rozmawiałam. Koniec przemocy w rodzinie :) Odpowiedz Link Zgłoś
dorcik_wk Re: Mam pieska :( 02.12.05, 15:29 Biorąc psiaka na kolana i przytulanie po alńsku to dzialanie niewskazane. Pies nie wie co się dzieje i za co dostał. Zacznij pilnować męża i rozmawiać z nim, a nie przytulać psa po laniu. Mój mąz też kiedyś nie wytrzymał nerwowo, ale psa nie zlał, bo nigdy nie podnieśliśmy na naszego malucha ręki, ale strasznie krzyczał na psiaka, co objawiło się tym, ze pies chował się za mną. Po takim incydencie nie rozmawiałam z mężem przez dwa dni. Tłumaczyłam mu, że skoro nigdy nie miał psa, to niech przynajmniej poczyta książki a nie krzyczy. Teraz jest ok. Ale podkreślam, nasze szczęście nigdy nie dostało w dupsko :-) Odpowiedz Link Zgłoś
pierozek_monika link 02.12.05, 10:15 pomyślałam sobie, że moze Ci się to przyda: www.klinika-wet.gorzow.pl/ksiazka.pdf Odpowiedz Link Zgłoś
snowy11 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 10:38 czytam wywody aleks i szlag mnie trafia - po co wzięliście tego pieska skoro jego obecność tak przeszkadza, nie rozumiem. Wygląda na to, że szykuje się kolejne bezdomne biedactwo, ofiara nieodpowiedzialnych ludzi, którzy zamiast przemyśleć sprawę posiadania psa zrobili sobie mały eksperyment z cyklu zobaczymy co z tego wyjdzie, może się przyzwyczaimy może nie, jak nie to do widzenia. Jeszcze rozumiem gdyby pies był agresywny, ale wściekać się na szczeniaczka za to że zrobił siusiu na dywan dzień po zabraniu go od matku to już po prostu brak wrażliwości. A teraz finanse. Jeśli pies będzie zdrowy czeka Was jedynie profilaktyczne odrobaczanie, szczepienia i krople przeciwkleszczowe w sezonie wiosenno-letnim (leczenie babeszjozy jest kosztowne). Jeśli zacznie chorować kosztuje to wszystko dużo więcej. Powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 11:49 Spokojnie. Niech Cię szlag nie trafia. Może to bardzo głupie porównanie ale jak się przyniesie noworodka do domu to też co chwilę trzeba go przebierać, karmić, cały czas potrafi albo spać albo płakać. Ale się te dziecko kocha i się nim opiekuje. I po jakimś czasie przestaje używać pampersów, nie budzi cię co pięć minut. W podobny sposób podchodzę do psa. Teraz jest raz dobrze raz gorzej. Ale później będzie tylko lepiej. I na pewno nie będzie to kolejny bezdomny pies. Nie znasz mnie i nie wiesz jaka jestem. ja nawet jej nie potrafię uderzyć. Mimo wszystko dzięki za dobre słowo :) Odpowiedz Link Zgłoś
po.prostu.ona Re: Mam pieska :( 02.12.05, 11:57 Wiesz, mam porównanie, bo mam i dziecko i psa. Uwierz, że szczenię to "pikuś" w porównaniu z noworodkiem, nie mówiąc już o niemowlęciu i dziecku w wieku przedszkolnym. Zastanawia mnie jedno - piszesz, że mąż bije małą za sikanie - to GIGANTYCZNY błąd, a poza to nic innego jak wyładowanie swej frustracji na słabszej i bezbronnej istocie. Tak się nie robi. Odpowiedz Link Zgłoś
wrexham Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:21 pies nie zaszczepiony chodzi na spacery?!?!?!? w nagrode wyszlas z nia na spacer?!?!? mniej wody, zeby nie sikala?!?!? (ogranicz jej wode w ogole to przestanie sikac) czy ty masz pojecie co ty piszesz? blue berry ma racje: oddaj tego psa czym predzej w jakies dobre rece, bo ja mu nie wroze dobrego zycia z takimi niestety IGNORANTAMI Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:31 Nie oceniaj mnie! Przynajmniej nie w ten sposób. A ty przy pierwszym psie tak wszystko doskonale wiedziałaś? Może jesteś jasnowidzem. Ja nie jestem. Ja na noc na przykład nie piję bo całą noc latam do łazienki. Do kogo mam porównywać psa. Do siebie (żywej istoty) czy do jakiegoś mebla?? Jak bym nie wiedziała jak dziecko przewinąć to też mam je oddać do domu dziecka? A może się tej czynności nauczyć????? Odpowiedz Link Zgłoś
wrexham Re: Mam pieska :( 02.12.05, 14:52 nauczyc sie? dobry pomysl, ale zmienilabym kolejnosc: najpierw sie nauczyc, a potem postarac o psa (ew. dziecko); sorry, ale twoje pytania mnie rozzoscily, naprawde swiadczyly o braku podstawowej wiedzy nt psow, a nie majac takich podstaw mozna psa skrzywdzic; twoja postawa mnie nie dziwi: "poszlam z nia w nagrode na spacer"; ty sie o psa nie staralas, maz ci go zniespodziankowal, wiec i twoj stosunek do niego jest taki, a nie inny; w sumie to dobrze, ze pytasz, a jeszcze lepiej, ze sie nie zniechecasz naszymi bezwzglednymi i okrutnymi postami tylko drazysz temat; ludzie, ktorzy pokochali psy (w tym ja) i choc troche je poznali (chcialabym sie do nich zaliczac) wiedza, jak latwo jest byc wzgledem nich niesprawiedliwym; jak trudno jest prawidlowo zinterpretowc ich zachowanie; my - owieczni opiekunowie psow tez pewnie popelnialismy bledy, tylko nikt o nich nie wiedzial bo nie bylo jeszcze wtedy internetu; staraj sie, zeby nie miec w przyszlosci wyrzutow sumienia m. Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: Mam pieska :( 02.12.05, 15:38 z tym zasponsorowaniem to nie tak do końca. Była w zaprzyjaźnionej firmie. Poszłam tam i się zakochalam. I Powiedziałam o tym facetowi. Poszedł i był równie zachwycony. Kwestia wzięcia psa wyglądała w ten sposób "iż decyzja należy do ciebie" (do męża). No i mamy Toffi. Będzie dobrze. Trzymaj kciuki i dziękuję. Odpowiedz Link Zgłoś
blue.berry ?????? 02.12.05, 15:56 przyznam ze jakos srednio rozumiem" "A raczej mam suczkę. To był impuls. Mój mąż ją kocha a ja zastanawiam się jak długo będzie żyła... Jak mam się do niej przekonać... :(" a potem "Poszłam tam i się zakochalam. I Powiedziałam o tym facetowi. Poszedł i był równie zachwycony. Kwestia wzięcia psa wyglądała w ten sposób "iż decyzja należy do ciebie" (do męża)" Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: ?????? 03.12.05, 08:20 może głupie porównanie. Nie kupiłaś kiedyś spodni, bluzki czy butów będąc zachwycona w sklepie a nie mogąc na siebie patrzeć w domu? Nie był to w sklepie jakiś impuls? Ta sama sytuacja. Tyle że niektórzy bluzkę wyrzucają i oddają a innym zaczyna się po pewnym czasie podobać i cały czas w niej chodzą. Moja "bluzka" to Toffi :) Odpowiedz Link Zgłoś
blue.berry "Moja "bluzka" to Toffi " 03.12.05, 21:02 aleks2539 napisała: > może głupie porównanie. Nie kupiłaś kiedyś spodni, bluzki czy butów będąc > zachwycona w sklepie a nie mogąc na siebie patrzeć w domu? Nie był to w sklepie > jakiś impuls? Ta sama sytuacja. Tyle że niektórzy bluzkę wyrzucają i oddają a > innym zaczyna się po pewnym czasie podobać i cały czas w niej chodzą. > Moja "bluzka" to Toffi :) wiesz co - nie chce mi sie z Toba wiecej gadac. porownujesz decyzje o wzieciu psa z zakupem bluzki. dla mnie to chore. nie powinnas miec ani psa ani zadnego innego zwierzecia. piekna z was para - mąż fachowiec od psow bije szczeniaka bo ten sika w domu, zona zas porownuje nabycie psa do kupna bluzki. szkoda gadac: ( Odpowiedz Link Zgłoś
tessciowa Re: ?????? 03.12.05, 21:38 Rany boskie jak czytam posty to mi się nuż w kieszeni otwiera. Po pierwsze paranoją jest zgadzanie się na psa jeśli tak na prawdę nic o nich nie wiemy. Po drugie koncepcja kar cielesnych w postaci bicia w stosunku do szczeniaka jest prostą drogą do wychowania sobie lękliwego psa. Wyprowadzanie psa z lęku potrafi trwać bardzo długo a afekty mogą być marne. Poza tym jak można porównywać kupno czy też wzięcie psa do kupna bluzki lub spodni w sklepie ????!!!!! Jeśli bierzemy jakiekolwiek zwierzę pod dach to bierzemy odpowiedzialność za nie. Za to co może zrobić nam i innym. Trzeba posiadać minimum zdrowego rozsądku oraz chociaż cień tzw. dorosłego myślenia!!! Przynajmniej na forum powiedziałaś, że psa nie bijecie. Mam nadzieję, że nie robicie tego. kwestię kar omówiłam już przy innych postach. Proponuję zasięgnąć bliższych informacji na temat wychowywania psa. Odpowiedz Link Zgłoś
gattara Re: Mam pieska :( 02.12.05, 17:38 Witaj, ciesze sie, ze piszesz, ze bedzie dobrze. Te wszystkie uwagi, czasem zlosliwe, to stad, ze wszyscy tu kochamy zwierzeta i troche sie boimy o Toffi. Ale wydaje mi sie, ze juz ja chyba polubilas. Jesli pojdziesz dzis do szczepienia, to napisz w poniedzialek, jak bylo i wogole jak sie uklada. Wszyscy tu chetnie Ci pomoga i doradza w miare swoich wiadomosci. Pozdrowienia dla ciebie i glaskanka dla suczki. Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: Mam pieska :( 03.12.05, 08:25 Witam. W soboty też pracuję :) Na szczepieniu byliśmy. Była bardzo grzeczna, tabletkę ma dostać w poniedziałek. Najmniej ciekawy moment był jak wychodziliśmy od weterynarza a tam siedział rotweiler (wielki, prawie cały czarny). Tak się przestraszyła biedna że az do lekarza chciała wrócić. Widzę że po szczepieniu ją jeszcze trochę boli, ale i tak jestem z niej dumna. No i całą nockę wytrzymała bez siusiu i reszty :) Odpowiedz Link Zgłoś
blue.berry Re: Mam pieska :( 02.12.05, 15:17 > A ty przy pierwszym psie tak > wszystko doskonale wiedziałaś? "wszystko i doskonale" nie ale znalam podstawe czyli: kwestie szczepien, odrobaczania, potencjalnych chorob i zagrozen zdrowia zachowania szczeniecia i calego okresu dorastania nauki sikania na dworze i wszelkich innych nauk takich jak chodzenie na smyczy, przy nodze, spelnienie polecen. wiedzialam sporo o karmieniu, o rozwoju psa (i specyfice rasy). dom zostal na przyjecie szzceniaka przygotowany (no na drewniana podloge ktora jest sliska zostala kupiona bylejaka wykladzina na okres sikania i dorastania, do tego w jednym miejscu pojawil sie kawalek linoleum i gazety na nim). pies mial odpowiednie zabawki, smycze, odzywki nie byl bity za sikanie a potem przytulany (to jest prosta droga do wychowania psiego frustrata). no i oczywscie nie wyglaszalam bzdur typu :kazda suka przynajmniej raz powinna miec szczeniaki" dlatego nadal uwazam - nie kazdy musi miec psa a niektorzy wrecz nie powinni miec psow. Odpowiedz Link Zgłoś
ninus7 Re: Mam pieska :( 03.12.05, 02:26 Problem sikania. Po piewsze usuń jeżeli możesz wszystkie dywany, bo sunia jeżeli już tam nasikała to będzie to robić, przynajmniej teraz. Wyprowadzaj ją po każdym spaniu, każdym posiłku, zabawie. Ja wynosiłam swoją sukę tak co 3 godziny, wieczorem wychodziłam późno, rano wcześnie wstarałam, trzeba się trochę przemęczyć, to tylko parę miesięcy. NAJWAŻNIEJSZE: NIGDY NIE BIĆ PSA ZA SIUSANIE W DOMU, bo nauka siusiana będzie trwała wieczność. Tak robili moi sąsiedzi (bili za każde siusianie swoją sunię) skutek był taki że kilkuletnia suka potrafiła im nasikać w mieszkaniu co odczytywali jako jej złośliwość. Jeżeli twojej suni przytrafi się siknąć w mieszkaniu i to na twoich oczach, krzyknij "fe", w przypadku mojej suki to skutkowało. Ale jezeli sunia nasika podczas waszej nieobecności to nie krzyczcie na nią, sunia nie będzie kojarzyła susiania z czymś złym, tylko wasz powrót do domu i potem będzie się bała. Jeżeli załatwi sie na dworzu to zaraz daj jej jakiś smakołyk, pogłaskaj powiedz że jest "dobrą sunia". Myślę ze jezeli ją wziełaś to jest mała czyli ma jakieś 2 miesiace, szczeniak w tym wieku nie jest w stanie wytrzymać całej nocy, musisz uzbroić się w cierpliwość. Moja suka wytrzymywała całą noc jak miała około 6 miesiecy, do tego czasu zdarzały się nocne wpadki. Nie wiem jak jest w przypadku kosztów szczepień, ja za pierwsze szczepienie zapłaciłam jakieś 30 - 35 zł, za odrobaczanie chyba około 10zł ale to było kilka lat temu, teraz będzie pewnie trochę więcej. Odpowiedz Link Zgłoś
venus22 Re: Mam pieska :( 03.12.05, 07:28 NAJWAŻNIEJSZE: NIGDY NIE BIĆ PSA ZA SIUSANIE W DOMU, poza tym pies siusianiem objawa uleglosc. bedzie sikal na sam wasz widok jak go bedziecie bic zeby wam pokazac jaki on niegrozny. KONIECZNIE kup ksiazke Stanley Coren " jak rozmawiac z psem" to najwazniejsza pozycja dla ciebie, no i na pewno cos jest w ksiegarni o szczeniakach. Venus Odpowiedz Link Zgłoś
aleks2539 Re: Mam pieska :( 03.12.05, 08:34 dzięki bardzo. Sunia bita już nie jest. i Nie będzie!!! A jeśli chodzi o szczepienie z odrobaczeniem to dałam za to 30zł (urok małej miejscowości) :) Odpowiedz Link Zgłoś
ninus7 Re: Mam pieska :( 03.12.05, 16:41 wszystko będzie OK, samo to że pytasz na forum jak postępować z pieskiem, to świadczy o tym że wcale tak nie myślisz, jak napisałaś: > A raczej mam suczkę. To był impuls. Mój mąż ją kocha a ja zastanawiam się jak > długo będzie żyła... Jak mam się do niej przekonać... :( z początku może będzie trochę trudno, ale zobaczysz że z czasem ty i twój mąż pokochacie Toffi całym sercem, życzę wam tego i Tofii też „Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia.” Albert Einstein Odpowiedz Link Zgłoś
kamila781 głowa do góry!!!! 04.12.05, 12:14 Witam! musi trochę czasu upłynąć zanim Wasza sunia zmądrzeje:), i gwarantuje, że nie będzie sikać na dywan, gryźć wszytskiego itd. sama przez to przechodziłam 3 lata temu, kiedy 6 grudnia znalazłam na klatce schodowej małego szczeniaczka i oczywiście go przygarnełam. Nigdy nie żałowałam tej decyzji, mimo że czasami było ciezko.Ciągle zasikany dywan, pogryzione tapety, nogi od krzeseł,buty. to dla mnie nic nie znaczyło. najważniejsze jest to, ze teraz moja suczka jest wspaniałym psem. o wybitnym charakterku:))) kocham ją bardzo...i ona mnie też. właśnie smacznie sobie spi na fotelu. życzę wytrwałości i konsekwencji w wychowaniu. pozdrawiam!! Odpowiedz Link Zgłoś