Dodaj do ulubionych

Stracilem przyjaciela

IP: *.acn.pl 30.05.03, 18:32
Przed kilkoma laty przygarnelismy stara suke, owczarka szkockiego "colliey"..
Dbalismy o nia, a ona odwdzieczala sie swoim przywiazaniem.To tylko kilka lat
minelo...Dzis miala ok.11-lat, chorowala ciezko.Po operacji nie przezyla...
Po poludniu skonala w naszym domu, na naszych oczach.Odzeszla do krainy
wiecznych lowow, w piekny majowy dzien, w najpiekniejszej porze roku.
Czuje, ze stracilem wiernego i szczerego przyjaciela.... powiedzcie mi jak to
mozna przezyc?
Obserwuj wątek
    • martaa2 Re: Stracilem przyjaciela 30.05.03, 19:20
      Rozumiem Cię poniewaz przezywam to samo.Mam 9 letnią kotkę perską, którą jutro
      rano muszę uśpić.Leczyłam ją ponad 3 miesiące, robiłam wszystko co mogłam, ale
      niestety wczoraj wystąpił wylew wewnętrzny i vet powiedział,że już nie ma
      ratunku.Jutro rano idę ją uśpić, a jak na nią patrzę to mi się serce kraje i
      łzy same mi lecą ciurkiem.
      Pozdrawiam, trzymaj się !
      • Gość: kluba1 Re: Stracilem przyjaciela IP: *.we.client2.attbi.com 30.05.03, 20:38
        martaa2 napisała:

        > Rozumiem Cię poniewaz przezywam to samo.Mam 9 letnią kotkę perską, którą
        jutro
        > rano muszę uśpić.Leczyłam ją ponad 3 miesiące, robiłam wszystko co mogłam,
        ale
        > niestety wczoraj wystąpił wylew wewnętrzny i vet powiedział,że już nie ma
        > ratunku.Jutro rano idę ją uśpić, a jak na nią patrzę to mi się serce kraje i
        > łzy same mi lecą ciurkiem.
        > Pozdrawiam, trzymaj się !
        Stracilam moja Kocice-dziewice 13-tego maja. Wiedzialam, ze musze ja uspic i
        mialam podpisac zgode nastepnego dnia- rozumiem cie doskonale!! To byla jedna z
        najgorszych nocy mojego zycia!! Na drugi dzien rano wodiedzialam sie , ze
        Kocica-dziewica po mojej wizycie w szpitalu zmarla. Pomogla mi. Wiem, o co ci
        chodzi ale zapewniam cie : ty swojego zwierzatka nie zabijasz - zabija je
        choroba!! Wiem, ze to jest straszna decyzja, straszna odpowiedzialnosc ale to
        jest jedyny sposob jak mozesz swojemu przyjacielowi POMOC!! I to jest jedyna
        pomoc, ktora jest mozliwa. ZRobilas WSZYSTKO, co w twojej mocy !! Dalas jej 9
        pieknycj lat, nie zaniedbalas w chorobie. Rozumiem cie doskonale !! Ja w
        dalszym ciagu dziele jedzenie odruchowo na 5 porcji i jest mi smutno. Pozostale
        koty tez ja jeszcze szukaja pod lozkiem. Gdy ja widzialam ostatni raz w
        szpitalu, pod kroplowka, na lekarz odurzajacych to i tak wiedzialam, ze nie
        pozwolila bym jej sie tak meczyc jesli by tak miala dalej zyc. Pisz a wszyscy
        ci pomozemy!! Mnie bardzo wypowiedzi tu, na Forum pomogly jak rowniez rozmowy
        ze znajomymi. Trzymaj sie ! :-(
    • martaa2 Re: Stracilem przyjaciela 30.05.03, 21:50
      kluba bardzo Ci dziękuję za tak piękne słowa otuchy.Wiem,że tam jej będzie
      lepiej, ale mimo wszystko strasznie trudno mi się z tym pogodzić,
      tymbardziej,że co spojrzę na tę moją bidulkę to zaraz łzy mi same lecą.Przed
      godziną dostała jeszcze paraliżu wszystkich kończyn, praktycznie już nie widzi
      nie słyszy (tak stwierdził wet), tylko leży.Boję się ,że nawet tej nocy nie
      przetrzyma.
      • ciekava1 Re: Stracilem przyjaciela 31.05.03, 03:14
        martaa2 napisała:

        Ja mialam juz 5 psow (plus krotkotrwale przybledy, ktorych wlasciciele sie
        odnalezli). Smierc psiaka (zwierzecia) jest straszna :(((( Czlonek rodziny
        umiera. A najgorsze ze umierajac moje psy chowaly sie bo podobno psy maja to do
        siebie ze "nie chca byc problemem dla wiasciciela". Pamietam jak jamnik uciekal
        do ogrodu zeby umrzec w spokoju. A ja i inni z rodziny, chodzili do ogrodu i go
        przynosili. On znowu uciekal i siedzial wchowany pod krzakiem. Deszcz padal na
        niego ta e bida czekala tam na smierc. Znowu przynioslam do domu, do ciepla.
        Nad ranem znalazlam go w polowie drogi do budy - umarl wchodzac do budy :((( To
        samo bylo z innymi psami. Jeden to chowal sie po katach w domu, wciskal sie w
        najmniejsze zakamrki ( byl do duzy pies). Wkoncu umarl w ogrodzie w miejscu
        gdzie on (ani my)nigy nie chodziismy.

        Moj ostatni pies poszedl ze mna na spacer wieczorem, a za pare godzin
        zachorowal i juz w nocy go nie bylo. Na spacerze co jakis czas przystawal i
        patrzyl dlugo w moje oczy, czego nigdy nie robil przedtem. Az mnie ciarki
        przechodzily. Za wszystko sie placi. Kocha sie zwierzeta, ma sie z nimi radosc,
        ale potem jest ogromny smutek. Ale lepiej miec jakis czas przyjaciela, niz nie
        ze strachu ze potem jest bol. Bol wynikajacy z milosci do zwierzecia. Wyobraz
        sobie bol zbirow, ktorzy zle traktuja zwierzeta, ich sumienie. To jest dopiero
        cierpienie (jezeli maja sumienie). A Ty cierpisz bo kochalas zwierze.
        Zycie JEST bolesne, niestety.
      • Gość: kluba1 Re: Stracilem przyjaciela/do martaa2 IP: *.we.client2.attbi.com 31.05.03, 19:37
        martaa2 napisała:

        > kluba bardzo Ci dziękuję za tak piękne słowa otuchy.Wiem,że tam jej będzie
        > lepiej, ale mimo wszystko strasznie trudno mi się z tym pogodzić,
        > tymbardziej,że co spojrzę na tę moją bidulkę to zaraz łzy mi same lecą.Przed
        > godziną dostała jeszcze paraliżu wszystkich kończyn, praktycznie już nie
        widzi
        > nie słyszy (tak stwierdził wet), tylko leży.Boję się ,że nawet tej nocy nie
        > przetrzyma.
        Odezwij sie !!!
    • martaa2 Re: Już po wszystkim 31.05.03, 21:48
      Nie spałam prawie całą noc,kicia była już w stanie agonalnym, dzisiaj rano ją
      uśpiono.Spłakałam się znowu, strasznie mi przykro.A jak patrzę na jej pusty
      koszyk z posłankiem to aż mi się serce ściska.Staram się trzymać, ale to trudne.
      • Gość: kluba1 Re: Już po wszystkim/do martaa2 IP: *.we.client2.attbi.com 01.06.03, 00:01
        martaa2 napisała:

        > Nie spałam prawie całą noc,kicia była już w stanie agonalnym, dzisiaj rano ją
        > uśpiono.Spłakałam się znowu, strasznie mi przykro.A jak patrzę na jej pusty
        > koszyk z posłankiem to aż mi się serce ściska.Staram się trzymać, ale to
        trudne
        > .
        Jesli placz ci pomaga - to placz. Mysl o tym, ze ona juz nie jest taka
        biedna , jak byla dzien temu !! To nie slogan - ona po prostu juz nie cierpi
        bo to nie bylo zycie !! Siedzi sobie teraz pewnie w kocim niebie i rozmawia o
        tobie . Moze spotkala sie z moja Kocica-Dziewica? Jak moje pozostale koty
        teraz za bardzo rozrabiaja to im mowie : jest ktos, kto na was z gory
        spoziera !! :-))) Uwaga !! Jestescie oceniane!! :-)
        Zajmnie nam to troche czasu bo ja tez jeszcze mam swoje " wybuchy" ale trudno.
        Czy masz wiecej kotow? Ja mam 4 jeszcze. doprowadzaja mnie czesto do zupelnej
        rozpaczy. Jeden wczoraj udrapal mnie w opuszke palca i teraz
        bardzo "bolesnie " mi sie "stuka".
        Trzymaj sie !! Pisz, jesli ci to pomaga !! Nie kasuj zupelnie jej poslania,
        ale moze przestaw w inne miejsce ?
        Trzymaj sie !!
    • Gość: Dina Re: Stracilem przyjaciela IP: *.zgora.dialog.net.pl 01.06.03, 12:07
      Wiem co czujesz, przed prawie 4 laty musialam uspic moja ukochana suczke prawie
      17 letnia na wskutek intoksykacji organizmu(ropomacicze). Dla mnie byly to
      bardzo ciezkie chwile, plakalam po kilka razy dziennie. Nie mialam motywacji do
      zycia. Ciagle przed oczami mialam obrazy z naszego wspolnego zycia i z tych
      ostatnich chwil, naznaczonych choroba i cierpieniem. Nie zapomne tych oczu
      wpatrzonych we mnie, pelnych smutku, jakby chcacych powiedziec mi " Ja
      odchodze, przyszedl czas pozegnania".
      Rowniez nie zapomne kiedy wiozlam ja jeszcze zywa do weta, a w drodze powrotnej
      byla juz martwa.Kiedy wrocilismy do domu, poczulam ulge, ze zakonczyly sie jej
      cierpienia. Nic ja nie boli, nie bedzie juz wyla z bolu. I wyobrazilam ja sobie
      biegajaca po lace, szczesliwa, uwolniona od cierpien.
      Wiem, ze obserwuje kazdy moj krok i wiem, ze kiedy nadejdzie kres moich dni
      spotkam sie z nia tam i nic juz nas nie rozdzieli.
      W nocy slyszalam jakby jej oddech, odglos misek przesuwanych po ziemi.
      W domu czulam niesamowita pustke, za kazdym razem kiedy do niego wchodzilam
      ocieralam lzy, bo juz nie bylo mojej wspanialej przyjaciolki witajacej mnie od
      progu i przynoszacej mi kapcia.Wytrzymalam 3 tygodnie po ktorych przygarnelam 7
      tygodniowa suczke ON-ke bez rodowodu ze schroniska. Byla najchudszym
      szczeniakiem z grzybica, ale to ona wybrala mnie. Mam nadzieje, ze nie zaluje
      swojego wyboru. W tym roku skonczy 4 lata. Zanim ja tak naprawde pokochalam
      musialo minac troche czasu.
      Pozdrawiam.
      • Gość: Andy Re: Stracilem przyjaciela IP: *.acn.pl 01.06.03, 19:03
        Wrocilem wlasnie przed chwila.
        Zrobilem ok 600 km w dwie doby....Nic z tego nie wychodzi....
        Wiem ze czas jest tutaj jedynym lekarzem i musze to wszystko "przezuc w sobie"
        Bylem nad jeziorem Litygajno, na skraju Puszczy Boreckiej.Niestety, tam
        wspominalem tez kilkakrotne pobyty nasze z Diana.Cieszyla sie z wyjazdow i
        wiedziala kiedy jedziemy na dluzej.Lezala w przedpokoju i patrzyla jak wynosze
        sprzet wedkarski i inne graty na biwak.Zona uszyla specjalne pokrowce na kanape
        w aucie, aby pies mial swoje.....Ale powiem Wam kochani, ze to byla "znajda"...
        Kiedys "facio" wyjezdzal do Italy, i poprosil moja corke o 3-miesieczna opieke
        nad 6-letnia suka.Zgodzila sie...pierwsze "zderzenie nastapilo po naszym
        powrocie/moim z zona/ do domu, gdy byl juz pies w mieszkaniu, a corka musiala
        wyjechac na kilka godzin.Wyobrazcie sobie, jak wygladalo gdy otwieramy drzwi do
        domu, a tutaj ona szczerzy zeby na nas.Jakos weszlismy z dusza na ramieniu, a
        potem byly 3-miesiace opieki nad psem....Nic nie zapowiadalo ze powstanie
        dalszy ciag, bo nadszedl dzien i trzeba bylo psa zwrocic.Troche wzruszenia, ale
        wszystko poszlo dobrze.
        Dopiero po fakcie,corka powiedziala ze wlasciciel to "oliwa" straszna, i pies
        raz w tygodniu dostaje kostke margaryny w przeblyskach trzezwosci...
        Zal nam bylo, ale pies wrocil do swego pana i wydawalo sie ze nie bedzie
        dalszego ciagu.....
        Mylilismy sie bardzo.Minal tydzien, corka znowu pojechala do stadniny /tam
        mieszkal pies z "buzzerem" swom/ Zdarzylo sie ze sunia wyszla z domu i
        zobaczyla corke pracujaca przy koniach....Dalej domyslacie sie co byc moglo...
        Poczekala na wyjscie corki, i pobiegla za rowerem do naszego domu./ze Sluzewca
        na Ursynow - to tylko pare kilometrow/Poczatkowo chcielismy oddac psa, ale
        corka oswiadczyla ze nawet gestem jej nie wolala i na sile nie bedzie ciagnac
        jej spowrotem.Powiedomila wlasciciela ze to pies po tylu latach dokonal wyboru.
        I tak juz zostalo, a wlasciwie to dopiero sie zaczelo.Przygarnelismy ja do serc
        naszych.Byla piekna, rudo, szara z biala kryza wokol szyi.
        Najbardziej jednak zaskakiwala nas swoim wrodzonym instynktem i inteligencja.
        Gdyby ktos potrafil to moznaby ksiazke napisac na ten temat, a tak to tylko
        pozostaje w sercu nierealne zyczenie..."Lassie wroc!"
        Czy tam gdzie teraz przebywa jest kraina "wiecznego wypasu" owiec lub koz?
        Potrafila to robic bez zadnego szkolenia!
        Czy mam pisac dalej? Powiedzcie prosze...
        • Gość: piasia Re: Stracilem przyjaciela IP: diabel:* 02.06.03, 07:50
          Pisz Andy, to Ci pomoże - dzielenie się wspomnieniami, przypominanie pięknych
          chwil...

          Jesteś wspaniały, że przygarnąłeś to biedne psisko - to ona Was wybrała -
          wybrała życie z Wami.

          Na pewno, bez najmniejszych wątpliwości, biega sobie gdzieś po zielonych łąkach
          wśród śnieżyście białych owiec. I czeka, aż ktoś zawoła ją po imieniu, by w
          dzikich susach pobiec na spotkanie ze swoim panem i zapytać go (tak, zapytać!):
          dlaczego tak długo cię nie było?

          pozdrawiam
    • Gość: Daga Re: Stracilem przyjaciela IP: *.ceti.pl 02.06.03, 09:23
      tak naprawde to nie wiem co mam napisac
      po pierwsze ciesze sie ze takie miejsce istnieje gdzie mozna to powiedziec
      ale bol w sercu mam tak ogromny ze wcale nie przynosi mi to ulgi
      30 maja musialam uspic sunie przezyla z nami 14 lat ponad rok temu wykaraskala
      sie po ciezkiej operacji jednak rak nie dal za wygrana
      w piatek podjelam ciezka decyzje ale widzialam jak psiunek wyciaga lape po
      ostatni sastrzyk byl najszczesliwszym psem od miesiecy
      widzialam jak w spokoju odeszla do krainy zielonych lak
      wiem ze tak jest lepiej ale nie moge pogodzic sie z przemijajacym czasem

      Wiem jak Ci jest ciezko bo przezywam to samo ! mozliwe ze nasze zwierzaki
      ganiaja teraz razem

      Jesli jednak naszych zwierzakow bol byl wiekszy niz nasz teraz postarajmy sie
      byc tak szczesliwi jak one w krainie teczowych kwitnacych lak
      • Gość: Flora Re: Andy IP: 213.25.91.* 02.06.03, 10:03
        Witaj Andy
        Polecam Ci serdecznie podobny wątek "Mójprzyjaciel nie żyje" założony przez
        Cleo.
        Ludzie pisali tam ciekawe rzeczy. Poczytaj.
        Ja jestem pewna, że nasze zwierzaki idą sobie bez egzaminów wstępnych do raju i
        opiekują ie teraz nami.
        Pozdrawiam serdecznie
        • Gość: Andy Pare epizodow jeszcze.... IP: *.acn.pl 02.06.03, 13:29
          Po kilku miesiacach od dnia jak nasza Diana dokonala swego wyboru, corka
          pojechala na praktyke do stadniny koni.Bylo to gdzies w gorach....nie pamietam
          juz.Ale po pewnym czasie wrocila do domu na kilka dni i zabrala Diane do siebie.
          Pierwszy szok byl taki:
          W tej stadninie , wlasciciel mial stadko owiec.Pilnowane bylo przez
          wilczura /owczarka niemieckiego/.Pod wieczor gonil on owce do zagrody, ale w
          sposob taki ze wpadal za nimi do srodka, co powodowalo ze owce powtornie
          wybiegaly ratujac sie przed nim.Pierwszego dnia gdy Diana tam sie znalazla,
          sama wyszla na lake do pilnowania tych owiec.Zdumienie powstalo przed
          wieczorem, gdy wszyscy uczestnicy wraz z wlascicielam, zobaczyli jak zza sciany
          domu wylonila sie grupa owieczek zbitych w ciasny krag, a dookola tego
          przemykala Diana zadowolona ze swojej pracy.Prowadzila je wolno do zagrody i po
          zapedzeniu, nie wchodzila do srodka, lecz czekala przy wejsciu az ktos je
          zamknie.
          Dodac musze ze nie byla szkolona nigdy w tym kierunku.- to jej geny podpowiadaly
          co ma zrobic!
          W tych genach zdawalo sie byc zapisane, ze cokolwiek zyje i porusza sie to musi
          byc "zaganiane" w formie stadka i nie wolno dopuszczac do rozproszenia./tak
          przynajmniej ja to rozumalem/
          Po tym zdarzeniu, pojechalismy jesienia do Puszczy Augustowskiej na kilka dni
          na grzyby.Lowilem rowniez ryby w jez.Mikaszewo.
          Podczas szukania grzybow, odchodzilem od zony na kilkanascie metrow w bok, co
          powodowalo ze od czasu do czasu zona wykrzykiwala moje imie - aby zbytnio sie
          nie oddalac.Diana w sposob ciagly biegala pomiedzy nami i zdawalo sie ze ma
          kontrole nad wszystkim.Na kazde zawolanie zony, podchodzila do niej i
          stuknieciem nosa w noge pokazywala w ktorym kierunka nalezy isc do mnie.
          Moze to nie jest istotne, ale obserwowalem jej kazde zachowanie aby pozwolic
          sobie na rozpoznanie jej charakteru.Miala od nas wszystko czego moglismy jej
          dac.
          -jedzenie pod dostatkiem i zawsze miske z woda.
          -miala swoje "miski podrozne" /tak corka kazala zapewnic/
          - spacery kilka razy dziennie o regularnych porach
          - wyjazdy na Mazury dla niej byly zawsze ....itd.itp.
          W czasie zimy chorowalem na grype...Podczas ataku kaszlu ktory sam ledwo
          wytrzymywalem, podbiegla do mnie i glosno wyla czujac ze to nie jest do konca
          bezpieczne.Wyla i szczekala niepokojaco.
          - razu pewnego, zona moja miala chwile slabosci i zaczela sie wzruszac.Lzy jej
          podbiegly do oczu i "pociagnela nosem".
          Pies wskoczyl niemal na nia przednimi lapami i szczekal.Czula ze czlowiek ma
          ciezko w tej chwili i chciala jakos to przerwac.
          Wierzcie mi, nigdy takiego psa nie znalem.Jej "panem" byla corka, za ktora
          przybiegla z do nas, ale kochala nas wszystkich!
          Dzis wchodze do domu jak bym byl nie u siebie.Nikt mnie nie wita skomleniem...
          Sam ide do kiosku po gazete - stracilem przyjaciela.
          Pochowalismy ja na lakach wilanowskich, gdzie chodza bazanty i jest spokoj.
          W swoim sercu mam ciern i zal ze nie udalo sie zrobic wszystkiego aby ja ocalic.
          Moze zbyt pozna operacja, moze gdzes blad...?
          W narkotycznym snie ginela na naszych oczach - w domu w ktorym byla jednym z
          nas.
          Gdy glaskalem jej czolo, uspokajala sie - a ja nie wiedzialem ze to byla agonia!
          Mam nadzieje ze "zagania" swoje owce na lakach wiecznie zielonych, a pasterzem
          dla tych owiec jest ona. Pozwoli im lezec na zielonych pastwiskach....
          p.s.
          Dziekuje Wam wszystkim za slowa otuchy.
          Serdecznie dziekuje!
      • Gość: Andy Re: Stracilem przyjaciela IP: *.acn.pl 03.06.03, 12:40
        Zajrze za chwile....dzieki!
        p.s.
        wczoraj pojechalem do niej, na wilanowskie laki.Lezy spokojnie jak ja
        pochowalem.
        Pod krzaczkiem kwitnacego wlasnie czarnego bzu.Dookola cisza i jest spokojnie.
        To naprawde najpiekniejsze dni w roku, gdy drzewa stoja w przejrzystej zieleni.
        Slychac krzyk bazanta a dookola wiosenna bujnosc traw....
        Chyba rok temu, jeden kolega powiedzial mi o takim chinskim powiedzeniu:
        "lepiej miec w zyciu stu wrogow niz jednego przyjaciela"
        Niezbyt madre pomyslalem wtedy - ale teraz rozumiem, ze z wrogami to jakos
        czlowiek moze walczyc - ale przyjaciela jesli sie straci to trudno jest ten
        fakt przezyc.
        • Gość: piasia Re: Stracilem przyjaciela IP: diabel:* 03.06.03, 16:44
          Andy, a może pomyślisz o następnym przyjacielu?

          Gdy musieliśmy uśpić naszego pierwszego psa Urwisa (był ciężko chory na serce,
          męczył się strasznie, nerki nie pracowały, miał wodobrzusze i ciągłe
          pragnienie) - cała rodzina rozpaczała strasznie. Nie pomagał fakt, że w domu
          była jeszcze suka Puśka.
          A gdy przybył Szeryf, upatrzony zawczasu podwórzowy kundel chudy jak szkielet
          na chłopskim wikcie, zaraz stało się jakoś inaczej. Znów pojawił się merdający
          ogon, radosne, wierne ślepia i mokry kochany nos. I kosmate futro do głaskania,
          a pod tym futrem kochające serce.
          Szeryf nie jest "zamiast" Urwisa. Urwis ma swoje, osobne miejsce w naszych
          wspomnieniach. I choć od jego śmierci minęło 11 lat, bardzo często wpsominamy
          tamtego pierwszego psa, przypominamy sobie jego figle, psoty, jaki był sprytny
          i kochany.

          W książce "Tańczący z Wilkami" pada takie zdanie "może on musiał odejść, żeby
          zrobić miejsce dla kogoś innego"

          Lepiej jest mieć jednego przyjaciela niż stu wrogów!!!
          • Gość: Andy Re: Stracilem przyjaciela IP: *.acn.pl 03.06.03, 18:44
            Pomysle,
            Chociaz trudno bedzie zapomniec o starym...
            Co do cholery siedzi w czlowieku ze kocha zwierzaka? Niemalze wszystko co mu
            czynilem to przeciez bez mozliwosci odwzajemnienia sie z jego strony.
            Czy to zamerdanie ogonkiem albo spojrzenie madrych oczu to jest az tak cenne?
            Tyle rzeczy musze przemyslec.....
            Dzieki Ci piasia za te slowa.Jest juz czas abym na spacer wyszedl - bez niej
            tym razem.
            Jestem juz stary - mam 56 lat....
            • Gość: kluba1 Re: Stracilem przyjaciela/do Andy IP: *.we.client2.attbi.com 03.06.03, 23:53
              Gość portalu: Andy napisał(a):

              > Pomysle,
              > Chociaz trudno bedzie zapomniec o starym...
              > Co do cholery siedzi w czlowieku ze kocha zwierzaka? Niemalze wszystko co mu
              > czynilem to przeciez bez mozliwosci odwzajemnienia sie z jego strony.
              > Czy to zamerdanie ogonkiem albo spojrzenie madrych oczu to jest az tak cenne?
              > Tyle rzeczy musze przemyslec.....
              > Dzieki Ci piasia za te slowa.Jest juz czas abym na spacer wyszedl - bez niej
              > tym razem.
              > Jestem juz stary - mam 56 lat....
              Andy, Andy !!! 56 lat to kwiecie wieku !! Przypomnij sobie, co Zagloba
              powiedzial, jak mu " dwie siekiery " ( czyli 77 stuknelo) i co pozniej
              zrobil!!!:-) ( albo opowiadal, ze zrobil!! :-)
              Oczywiscie, ze merdanie ogonkiem i spojrzenie madrych oczu jest cenne !! Sam o
              tym dobrze wiesz, dlatego tak obecnie przezywasz!! Zwierzeta daja nam duuuzo
              wiecej i ty tez o tym wiesz. Przeciez nie musisz wziasc pod opieke sczeniaka.
              Ja uwazam juz od dawna, ze gdybym w zyciu miala tylko ludzi a nie miala bym
              moich zwierzat to bym dawno oszalala. Naprawde uwazam, ze bedziesz cudownym
              opiekunem nastepnego pieska z ktorym bedziesz chodzil na spacery, docenial jego
              spojrzenie madrych oczu i merdanie ogonkiem jak rowniez duuuzo wiecej. Trzymaj
              sie, daj znac co slychac!!! :-))
    • mjot1 Re: Stracilem przyjaciela 03.06.03, 20:01
      Nie dziw się, że ciężko... To był przecie normalny domownik pełnoprawny członek
      rodziny.
      Człek, gdy dostrzeże inną istotę zaczyna żyć na nowo.
      Po hermetycznym życiu w stadzie wśród tylko swego gatunku odradza się jakby
      i... odkrywa piękno świata tego.
      Raptem dostrzega, że wszystko żyje wokół! I że... jest niesamowicie piękne!
      Dostrzega raptem, że te wszystkie znane mu slogany są prawdziwe lub kompletnie
      bzdurne. I widzi to wyraźnie! Jakoś łatwiej jakby żyć...?
      To właśnie pies potrafi wyciągnąć z domu w najgorszą,
      najohydniejszą, „nieludzką” porę. A gdy już za nim wyleziemy dostrzegamy wtedy,
      że mróz czy chlapa, wieczór czy świtanie nie zabija przeciwnie ma swój urok!
      Brak ludzkiego tłoku i wrzasku... Wtedy wszystko widzimy, słyszymy, czujemy
      lepiej wyraźniej...

      Jeśliś dostrzegł zwierzaka to już Cię to nie opuści. Ty będziesz go miał! To
      jak nałóg.

      A tam w krainie wiecznych łowów po tych zielonych łąkach biegają też i moje dwa
      Trole (dogi). Jeden biedak wyrostkiem jeszcze... nawet wiosny nie zobaczył. A
      tak kochał trawę...
      I pyszczydlaków zgraja przeplata się tam z cichutkim murmurandem...
      TAM im jest dobrze...

      Najniższe ukłony!
      Czasem stawiający zwierza ponad człowieka... M.J.
    • Gość: Rena Re: Stracilem przyjaciela IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.06.03, 22:57
      dwa miesiące temu straciłam swojego psa owczarka niemieckiego . Był ze mną od
      13 lat. Śmierć psa bardzo dotknęła nas wszystkich , zwłaszcza mojego 10
      letniego syna. I wiesz co wymyśliłam ... Przyprowadziłam nowego psa - tym
      razem suczkę owczarka. Jak ją kupowałam to miała już 5 m-cy. Tochę dużo , ale
      wniosła do naszego domu tyla radości. Wiadomo, że nigdy nie zapomnimy Oskara,
      bo był naprawdę wyjątkowy, myślę , że tak wsaniałego psa mieć już nie będę.
      Ale mimo wszystko ,że nowy pies jest najlepszym lekarstwem na rozpacz. Roksa
      jest nawet podobna do Oskara , ma te same dobre oczy....
      Jeżeli jesteś już gotowy to pokochaj jakiegoś szczeniaka...... Pozdrawiam!!!!!
    • ciekava1 Re: Stracilem przyjaciela 04.06.03, 08:40
      A wiecie ze sa ludzie ktorzy zawsze psa trzymaja poza mieszkaniem, w ogrodzie.
      Nigdy go nie poznaja, ot taka stutuetka ogrodowa. Czesto mnie sie czepiaja ze
      mam psa przy sobie. Ale po co miec psa jezeli tak naprawde go sie n"nie ma?"
      Pewnie ze za wszystko sie placi, ze jest troche blota w deszczowwa pore, ze
      ciagle trzeba myslec jak wygonic ten psi zapach. Ale rozwazajac za i przeciw to
      za zawsze wygrywa. Lubie co jakis czas go usciskac, miec przy sobie. :))
      zwierze jest dla mnie jak osoba. A mam 10miesiecznego owczarka.

      Nawet teraz przy komputerze on sobie spi i pochrapuje pod moimi stopami.
      • vazniak Re: Stracilem przyjaciela 04.06.03, 08:56
        ciekava1 napisała:

        > A wiecie ze sa ludzie ktorzy zawsze psa trzymaja poza mieszkaniem, w ogrodzie.
        > Nigdy go nie poznaja, ot taka stutuetka ogrodowa. Czesto mnie sie czepiaja ze
        > mam psa przy sobie. Ale po co miec psa jezeli tak naprawde go sie n"nie ma?"
        > Pewnie ze za wszystko sie placi, ze jest troche blota w deszczowwa pore, ze
        > ciagle trzeba myslec jak wygonic ten psi zapach. Ale rozwazajac za i przeciw
        to
        >
        > za zawsze wygrywa. Lubie co jakis czas go usciskac, miec przy sobie. :))
        > zwierze jest dla mnie jak osoba. A mam 10miesiecznego owczarka.
        >
        > Nawet teraz przy komputerze on sobie spi i pochrapuje pod moimi stopami.

        Mi tez wymawiaja ze to niehigienicznie byc z psem itd.
        Gdy mamy gosci to niestety psa trzeba wyrzucic do ogrodu (decyzja zony), bo
        goscie sobie nie zycza psa w domu w czasie krotkiej czy wielotygodniowej
        obecnosci:((((
        • Gość: Flora Re: Stracilem przyjaciela IP: 213.25.91.* 04.06.03, 09:22
          vazniak napisał:


          > goscie sobie nie zycza psa w domu w czasie krotkiej czy wielotygodniowej
          > obecnosci:((((

          To dla mnie szok !!!
          To w końcu Ty jesteś gospodarzem i Ty decydujesz, czy pies będzie w domu, czy
          nie. Gościnność tak owszem, ale nie do przesady. A to już przesada.
          Na całym świecie gość dostosowuje się do gospodarza. To tylko w Polsce gościowi
          wchodzi się w d....
          Goście przyjeżdżając do ciebie wiedzą, że jest pies. Więc niech się dostosują,
          albo nie przyjeżdżają, skoro im przeszkadza.

          Mieli by prawo do fochów, gdybyś Ty do nich zawiózł swojego psa. Ale Ty jesteś
          u siebie !!!!
          Gości wywalić do budy !

          Precz z ludźmi. Niech żyją zwierzęta !!!
            • Gość: Kundel Re: Stracilem przyjaciela IP: *.acn.waw.pl 05.06.03, 00:07
              Andy "daj glos" i to szybko, ja wiem, kto jest moim przyjacielem - moje psy,
              ale oczywiscie mam przyjaciol na dwoch nogach, a oni chca akceptowac mnie z
              moimi wadami, przyzwyczajeniami bo sa prawdziwymi przyjaciolmi, inni won, bo to
              MOJ DOM i chce aby inni to szanowali.
              Pozdrawiam
              • Gość: piasia Re: Stracilem przyjaciela IP: diabel:* 05.06.03, 09:47

                Andy napisał:

                "Wstyd mi troche, bo jestem miekki...
                Ale czytajac Wasze wypowiedzi troche buduje sie na duchu - chyba nie jestem az
                tak inny od Was, kochajacych swoje psiaki.
                Obiecac moge jedno - po jakims czasie "dam glos".
                Do milego..."

                Kochany Andy!
                Wrażliwości, miękkości, miłości do żywych stworzeń nie trzeba, NIE WOLNO się
                wstydzić!
                Niech się wstydzą ci, którzy potrafią psa traktować jak ogrodową statuetkę, a
                czasem jak śmieć do wyrzucenia w pobliskim lesie!

                Im więcej takich "miękkich", tym ten świat może być odrobinę lepszy. Mój ojciec
                był "twardy", gdy Urwis zakończył życie. Ot, było mu przykro, ale bez
                rozklejania. Jemu przypadło w udziale pochować psa w ogrodzie. Zakopał go pod
                krzaczkiem na skraju ogrodu, i wracał do domu zziajany i zmęczony. I - jak
                potem opowiadał - szedł ścieżką i czekał w którym momencie Urwis wybiegnie mu
                na spotkanie. Nagle sobie uświadomił, że przecież już nigdy nie wybiegnie....
                Usiadł na trawie i rozpłakał się...

                Miłość do psa zawsze jest odwzajemniona. Ja się czasem zastanawiam, czy jestem
                w stanie dać moim czworonogom tyle, ile one mi dają.

                Pozdrawiam, odezwij się koniecznie!
    • Gość: andrzej Re: Stracilem przyjaciela IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.06.03, 05:46
      ... i ja wczoraj musiałem pożegnac swego 10-letniego przyjaciala Cezarka,
      dobermana, kochanego, oddanego.... do konca walczącego azeby pozostac z nami
      jak najdłuzej..
      pies okaz zdrowia, cztery lata temu podcza starcia z kaukazem dostał skretu
      zoładka, na szczęście szybko zauwazonego, dostał jednak mocznicy, dawano 1%
      szns na przeżycie..
      14 dni walki w domu z kroplówkami (non stop).. postawiło go na nogi..
      borykał sie jednak z nawracajacymi niestrwnościami, wymiotami kwasem solnym,,,
      po roku miał znowu cięzki stan ale wyszedła..
      potem operacja usunievcia palca (nowotwór 2 lata temu) operacja usuniecia
      kaszaka na przedramieniu (kaszak pękł).
      az do wczoraj.. serce nie wytrzymało.. miał zapewnione wszystko... kanapy,
      łozko... dostatek, dieta to tylko fotowana cięlęcinka i kurczak..
      To był drugi mój doberman poprzedni odszedł do krainy wiecznych łowów 10 lat
      temu, wytrzymałem miesiąc.. (miał 8,5 roku rak nerki-walka do końca), wiąłem
      drugiego..
      Dzisiaj ból, nie wiem co zrobie, wtedy pomogło, o dobermanie raczej nie myslę..
      48 lat. masa obowiązków z wychowaniem, moze ze schroniska jakąś psinke wezme...
      .. zobacze 8,5-letni syn b edzie miał na to wielki wpływ..
      .. powiedzenie , że naj;lepszy jest klin poprzednio sprawdziło się..
      odszedł żeby zrobic miejsce drugiemu, cierpienie jakie znosil nie okazując go
      zbytnio, pokazało jak wielkim był przyjacielem...jak bardzo chciał byc razem,
      wiedząc jak znaczącą spełnia role, wakacje, wynajem domków, ażeby i piesio było
      z nami..
      Żegnaj mój przyjacielu..
      • Gość: Andy Re: Stracilem przyjaciela IP: *.acn.pl 06.06.03, 12:30
        Wiesz, że je Cie rozumiem.
        Jeśli możesz, to opisz jakim był-gdy wyjeżdzaliscie razem...
        Jak zachowywał sie gdy wracałeś po dłuzszym czasie nieobecności,
        Może to ulży Ci nieco.
        /domyslam sie ze to pies kochajacy przestrzen, lubiacy sie wybiegac, rozladowac
        energie-oczywiscie gdy jest zdrowy/
        Zazdroszcze ze masz dopiero 48lat....
        trzymaj sie !
        • Gość: andrzej Re: Stracilem przyjaciela IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.06.03, 19:29
          Dzieki imienniku,

          ... Doberman to rzeczywiście żywioł, hasanie po polach wilanowskich, nad Wisła.
          Ale najbardziej zapisuje sie w pamięci moment powrotu do domu, zawsze o
          okreslonej porze był w okienku (miał pod nim kanape0 i czekał, latem na
          tarasie...
          ...Gdy wysiadalismy z samochodu z żona po pracy, to za chwile był skowyt
          zawodzenie, ze tak długo idziemy od samochodu parkowanego pod oknem do domu
          (parter gdzie czekał)..
          .. i szał radosci, czasami gonitwa, złapanie buta lub cokolwiek innego w pysio..
          ..Wakacje to była radość , cały czas razem rodzina (lubił bez przerwy noskiem
          sprawdzac i liczyc czy sa wszyscy..)
          .. Teraz tez moze to robic, pochowany obok domu...
          ..Tak blisko.. a tak daleko...
          Brak szczeku na kogokolwiek przechodzącego obok domu... pusty taras, puste
          kanapy gdzie sie wylegiwał..
          Serce wypełnione żalem, że trwało to tak krótko, że nie wszystko zdązyliśmy
          zrealizować.. z wyjazdów..
          ... Nie ma komu na słowo pokochaj pana wskoczyc na kolana i zacząc lizac po
          twarzy... tulac sie swym całym ciałem..
          .Jest tylko serce dalej pałajace miłościa, miłościa odwzajemniona .. i
          dozgonną..

          • kicia7 Re: Stracilem przyjaciela 06.06.03, 21:02
            MOJE PSIE NIEBO

            Dokąd idą psy, gdy odchodzą?
            No bo jeśli nie idą do nieba,
            to przepraszam Cię, Panie Boże,
            mnie tam także iść nie potrzeba.

            Ja poproszę na inny przystanek,
            tam gdzie merda stado ogonów.
            Zrezygnuję z anielskich chórów
            tudzież innych nagród nieboskłonu.

            W moim niebie będą miękkie sierści,
            nosy, łapy, ogony i kły.
            W moim niebie będę znowu głaskać
            moje wszystkie pożegnane psy.

            Barbara Borzymowska
    • Gość: Mioduszka Re: Stracilem przyjaciela IP: 212.69.73.* 13.06.03, 20:35
      "Po naszej stronie nieba na pewno jest miejsce zwane Tęczowym Mostem.
      Przychodzi tu po śmierci każde zwierzę, dla którego mocniej biło czyjeś serce.
      Są tam łąki i wzgórza, po których biegają nasi przyjaciele. Zawsze świeci
      słońce i jest pod dostatkiem jedzenia. Wszystkie zwierzęta, które były chore,
      są znów zdrowe, tak jak pamiętamy je z najlepszych czasów. Są szczęśliwe i nie
      trapią się niczym, z jednym wyjątkiem - każde tęskni za jedną specjalną osobą,
      którą musiało gdzieś tam zostawić... Zwierzęta biegają i bawią się razem, ale
      dla każdego przychodzi dzień, kiedy nagle staje i spogląda w dal. Oczy
      zaczynają mu błyszczeć, uszy łowią dźwięki, ciało drży naprężone. I nagle
      zwierzę zostawia grupę, mknie po zielonej trawie, łapy niosą je coraz
      szybciej... Zobaczył ciebie! Na twarzy poczujesz ciepły język, rękę położysz
      na ukochanym łbie i znów spojrzysz w wierne oczy swojego psa, który odszedł z
      twojego życia, ale nie zniknął z twego serca. A potem razem przekroczycie
      Tęczowy Most." - cytat z listy dyskusyjnej PSY
      Ja wierzę, że tam właśnie, w tym miejscu spotkamy naszych przyjaciół. Na mnie
      czeka Perełka.
      • Gość: Andy Re: Stracilem przyjaciela IP: *.acn.pl 13.06.03, 21:56
        Piszecie pieknie!
        Czytam kilkakrotnie o "teczowym moscie", o tych wypasanych "sniezno bialych
        owcach". Moze i troche lzej czlowiekowi na duszy ze nie tylko sam ma tesknoty
        za utraconym wiernym przyjacielem.
        Przywracacie wiare w czlowieka, w swiecie ktory tej wiary skapi swoja
        codziennoscia....
        Bylem na tych wilanowskich lakach, w miejscu gdzie zakopac musialem zwloki tej
        kochanej psiny.
        Lezy w spokoju, ale nie moge z nia nawet porozmawiac po cichutku.Jeszcze glos
        wieznie w gardle, jeszcze lza w oku sie kreci....
        Ptaki juz tak nie spiewaja jak dwa tygodnie temu.../to juz polowa Czerwca jest/
        Czasem jeszcze bazant krzyknie, coraz ciszej bedzie miala.....
        Moja stara poczciwa Diana, ktora tak bardzo kochalismy - a ona o tym wiedziala.
        Moze naprawde jest za "Teczowym mostem" ? Tam gdzie "piasia" widzi wyobraznia
        swoja te owce? Kto z nas moze to wiedziec naprawde?
        Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie

        Andy
        • Gość: samanta Re: Stracilem przyjaciela IP: *.kabel.telenet.be 14.06.03, 09:03
          Kochani !

          zawsze czytam te nekrologi ze lzami w oczach i zawsze obawiam sie , ze
          przyjdzie chwila na wpisanie mojego
          Bo zycie jest krotkie a my przezywamy swoje psy i koty , ktore zyja krocej od
          nas

          Ja juz mam czwarte zwierze w zyciu i wiem jak to jest

          Jednakze co moge powiedziec na pocieszenie?
          Tylko tyle , ze mimo , ze one zyja krocej od nas to daja nam inne spojrzenie
          na zycie a mianowicie poglebiaja nasza radosc zycia i pocieche z kazdego dnia

          Bo zeby nawet noc byla upiorna to na dzien dobry widzimy usmiechnietego
          swojego kota czy psa ,
          one sa z nami zawsze gdzie nie spojrzysz tam jest zawsze twoj kot czy pies i
          patrzy na ciebie.

          Ja mysle , ze mam nie jednego kota ale duzo ( w kazdym pomieszczeniu) ale tez
          sie martwie , ze kiedys go zabraknie i nie bedzie juz takiego samego ...

          Poniewaz nie wyobrazam sobie zycia bez zwierzaka to i tak kazdy z nich zyje
          w miom sercu i kazdy jest(byl )specjalny i niepowtarzalny a tylko pocieszyc
          sie mozna , ze natura dala im krotkie ale dobre zycie przy nas - czego nie
          kazdy czlowiek moze doswiadczyc w swoim dlugim zyciu - tylko tak cie moge
          pocieszyc ... trzymaj sie wiec i zaakceptuj kazde nowe zwierze - ono ma
          krotki zywot i potrzebuje rodziny
          • Gość: Andy Re: Przyjeciel..... IP: *.acn.pl 14.06.03, 21:16
            Wracajac do wspomnien, czytam jeszcze raz wszystkie Wasze wypowiedzi....
            "ciekava" wspomniala o chowaniu sie psa ktory czuje ze to jego ostatnie godziny
            mijaja....Bylem po smierci Diany na Mazurach i oczywiscie rozmawialem z ludzmi
            tamtejszymi o swoim smutku.Gospodarze ktorzy ze zwierzetami spedzili cale zycie
            rozumieja to, sami tez przezywaja pozegnania z psami.
            Opowiedzial mi pan Slawek /- prosty ale wspanialy czlowiek / - o tym jak zegnal
            sie z nim pies tej wiosny.Pamietam wielkiego kaukaza ktorego w budzie trzymali
            i pozwalali pobiegac po podworku pod nieobecnosc obcych ludzi.Byl chyba koniec
            Marca, jeszcze zimno bylo w tym roku, a pies ten stary juz troche
            chorowal.Glowa przekrzywiona i jeszcze jakies inne dolegliwosci....
            Wieczorem zaszczekal dziwnie.Dziwne bylo to,ze szczekal tylko gdy obcy ludzie
            zblizali sie do zagrody.Tym razem nie bylo nikogo.Gospodarstwo stoi
            kilkadziesiat metrow od szosy. Po drugim szczekaniu, wyszedl gospodarz na
            podworze i zblizyl sie do psiej zagrody.Pies podszedl do jego nog i otarl sie
            wyraznie, po czym wrocil do budy i polozyl sie w niej.
            Poczul gospodarz jakby powiedzial mu "czesc Slawek"....
            Nastepnego ranka lezal pies w tym samym miejscu w budzie - pyskiem do podworka.
            Byl martwy.
            To tak g/woli odpowiedzi na post "ciekavej"......
            Musze przyznac ze nie wytrzymalem dlugo bez zwierzecia.Wyszukalem pieska w
            necie i pojechalem na poludnie.Przejezdzalem przez Czestochowe i pomyslalem
            ze "piasia" tutaj mieszka - ale czy jest w porzadku ze mam juz nowego psa?
            Przyznac kiedys musze......
            Lezy u mych stop i czeka na ostatnie wyjscie przed snem, owczarek szetlandzki.
            Przypomina wygladem stara Colli, ale temperament inny.Czasami pozwala zapomniec
            o bolu po stracie Diany....Chociaz na chwile.....
            Czy aby jestem w porzadku wobec starego przyjaciela? Powiedzcie mi, bo takie
            mysli juz mialem kilkakrotnie.
            Potrzebuje Waszego wsparcia teraz rowniez.
            Pozdrawiam
            • Gość: Dina Re: Przyjeciel..... IP: *.zgora.dialog.net.pl 14.06.03, 22:23
              Ja po utracie mojej ukochanej kundelki Diany, wytrzymalam 3 tygodnie.
              Zaadoptowalam suczke 7 tyg. wybiedzona ze schroniska.Kiedy ja zobaczylam w
              boksie z innymi szczeniakami, z miejsca pomyslalam "tylko ona". Moze nie od
              razu polaczyla mnie z nia wielka milosc, ale z czasem stwierdzilam jak bardzo
              ja kocham.Ku pamieci tamtej Diany ta nazwalam tak samo. W tym roku mijaja 4
              lata od smierci Diany, rany sie zabliznily, ale jeszcze wspominam ja ze lzami w
              oczach.
              Nie powinienes miec wyrzutow sumienia, biorac psiaka po tak krotkim
              czasie.Mialam podobne odczucia, ale stwierdzilam z perspektywy czasu, ze ten
              nastepny psiak czeka na swojego Pana, z ktorym bedzie na dobre i na zle.
              Pamietaj,ze on pragnie tez Twojej milosci i sam chce ja Tobie ofiarowac.
              Milosci, ktora bedzie nierozerwalna do samego konca.
              • ciekava1 Re: Przyjeciel..... 15.06.03, 04:55

                > Nie powinienes miec wyrzutow sumienia, biorac psiaka po tak krotkim
                > czasie.Mialam podobne odczucia, ale stwierdzilam z perspektywy czasu, ze ten
                > nastepny psiak czeka na swojego Pana, z ktorym bedzie na dobre i na zle.
                > Pamietaj,ze on pragnie tez Twojej milosci i sam chce ja Tobie ofiarowac.
                > Milosci, ktora bedzie nierozerwalna do samego konca.

                Pewnie ze nie !!! Przeciez ten nowy piesek nie zastepuje tamtego. To jest nowe
                miejsce dla niego w Twoim sercu. Nadal trzymaj fotografie kochanego zmarlego
                pieska i rozmawiaj z nim w sercu.

                P.S. Ja jeszcze chcialam cos dodac. Sa ludzie ktorzy kupuja pieski na prezent
                dziecku a gdy ten slodki szczeniaczek wyrosnie to juz go nie chca, oddaja. A ja
                bym swojego doroslego z dolegliwosciami(czy starego) za nic nie oddala. Bo
                wlasnie wytwarza sie wiez. Widac osobowosc, charakter, jakby druga "osobe" za
                oczami. Za zadne skarby bym go nie zamienila na slodkiego zdrowego szczeniaczka.
                Sa ludzie ktrozy powinni otrzymac "prawo na posiadanie zwierzatka".
                • Gość: Andy Re: Przyjeciel..... IP: *.acn.pl 15.06.03, 09:46
                  Zgadzam sie z Toba ...
                  Najwieksze wiezi chyba powstaja w czasie choroby psa, gdy czlowiek walczy o
                  jego zdrowie i stara sie pomoc w cierpieniu.Ale jak mozna zrozumiec stworzenie
                  ktore bedac chorym ciezko, zwymiotowalo posilek i okazuje swoja skruche z tego
                  powodu.Kladzie pysk na podlodze i przewraca przepraszajaco swoje oczy.Kuli sie
                  jakby czulo swoja wine....Tego nie rozumiem.
                  Czy wowczas widzac ze czlowiek sprzata po niej i przytula chore zwierze pies
                  tez odczuwa jskosc sytuacji?Mysle ze tak jest wlasnie.
                  Pozostawie wiec ten watek bez dalszej korespondencji.Jesli "dam glos" znowu to
                  moze w czyms nowym.
                  Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich
                  • ciekava1 Re: Przyjeciel..... 15.06.03, 10:14
                    Gość portalu: Andy napisał(a):
                    Pozostawie wiec ten watek bez dalszej korespondencji.Jesli "dam glos" znowu to
                    > moze w czyms nowym.

                    Pisz nam o nowym piesku :)
                    • piasia Re: Przyjeciel..... 16.06.03, 11:43
                      Andy! Jesteś cudowny!

                      Jestem pewna, że gdyby Twoja Diana umiała mówić, to by Ci poweidziała: kiedyś,
                      gdy mnie już nie będzie, przygarnij innego psa. Masz w sobie tyle dobra i
                      miłości, że byłoby źle, gdybyś nikomu tego nie dał.

                      Jestem pewna, że Diana patrząc zza Tęczowego Mostu na Ciebie i Twojego nowego
                      przyjaciela nie jest zazdrosna! Jest szczęśliwa i to podwójnie - że pies ma
                      Ciebie i że Ty masz psa.

                      Nie miej żadnych, żadnych wyrzutów! Nie wolno Ci, rozumiesz? No! Bo się obrażę!

                      Pisz nam o nowym piesku - szetlandy są cudowne.

              • Gość: Daga Re: Przyjeciel..... IP: *.ceti.pl 17.06.03, 09:38
                Andy wczesniej juz pisalam tutaj o stracie swojego piesia
                dzieki tylko i wylacznie Tobie pozbieralam sie z tego widzialam ze nie jestem
                sama ze inni tez potrafia przywiazac sie do zwierzecia bardziej niz do
                czlowieka rozumialam Cie doskonale i tak naprawde dziekuje ze podjoles tutaj
                ten temat !!!!
                czytalam i czytalam pozniej zaczelo mi byc wstyd bo przygarnelam pod swoje
                ramiona szczeniaczka mialam wyrzuty i to ogromne jednak psiatko zajelo sie mna
                nie pozwalajac mi na odpoczynek jest cudny i zabawny ale mimo wszystko czasem
                mysli mi sie jeszcze jego imie
                Mysle ze zrobilismy dobrze biorac do siebie piesie maja dom w ktorym napewno
                znajda milosc az po kres
                Zycze powodzenia w wychowywaniu nowego domownika Twoje serduszko napewno
                znajdzie miejsce na nowa milosc chodz jedna czesc bedzie zawsze wypelniona
                miloscia do Diany
                pozdrawiam Daga
    • Gość: Dorota Re: Stracilem przyjaciela IP: *.acn.waw.pl 16.06.03, 13:11
      Czytam Wasze posty o odejsciu w " kraine wiecznych lowow",przyjaciol psich i
      kocich,nie mogac opanowac wzruszenia. One wszystkie mialy do konca, kochajacych
      wlascicieli,domy, duzo milosci i mysle, ze to lepiej kiedy One, jesli juz
      musza, odchodza przed nami, bo czy widzial, ktos z Was przerazone oczy psa
      kiedy trafia po smierci wlasciciela do schroniska, kiedy jast maly stary i
      bezbronny- przeklinam wtedy los. Jestem wolontariuszam Na Paluchu juz, albo
      tylko szesc lat, ten rok dopiero sie zaczal,a jest okrutny odeszly moje
      ukochane psy schroniskowe ADA ,LORD,REKS byly starsze po przejsciach bardzo
      madre, ich partnerzy z boksow szly do adopcji, one zostawaly wygladalo to tak,
      jak gdyby widzialy ze sa starsze maja mniejsze szanse na nowy dom,
      uczyly "mlodziez" dobrych manier usuwajac sie w cien, kiedy odeszly tak nagle
      wylam z zalu, bezsilnosci,wyrzucalam sobie ze moze nie wszystko dla nich
      zrobilam. Chociaz ja i grupa "moich" fantastycznych Wolontariuszy stale
      opiekuje sie okolo 50 psami, one zawsze musza wyjsc na spacer, jesli jest nas
      wiecej osob wychodzi wiecej psow ,ale ta piedziesiatka jest NASZA przywozimy im
      jedzenie gotowane w domu, cielece kosteczki, przytulamy je kochamy, chcemy aby
      mialy namiastke domu i pana ktory je kocha.
      Jestem dumna ze mam przyjemnosc "pracowac" z tymi mlodymi ludzimi, ktorzy w
      wiekszosci sa w wieku mojej corki.
      Kiedy odchodzi prawdzwy przyjaciel, przychodzi w czastce nastepnego, a w sercu
      jest duzo miejsca.
        • Gość: Andy Re: Kluba1 ! IP: *.acn.pl 17.06.03, 21:10
          Podobno miska nie moze sluzyc drugiemu psu....?
          Ja o tym nie wiedzialem.Jadac po nowego pieska, procz smyczy, wody, itp.rzeczy
          wzialem z soba miske po swojej Dianie.
          W drodze powrotnej zatrzymalem sie na parkingu.Pies nie chcial sie ani wysikac,
          ani jesc ani pic wode z miski...Co mialem robic? Do domu bylo ponad 150 km,
          Wzialem kochaniatko na rece i jedziemy dalej.Po ok.1/2 godziny zauwazylem ze
          miska z woda pozostala na parkingu.Nie wracalem po nia - choc przesadny nie
          jestem.
          Kupilem mlodemu dwie nowe miseczki - na wode i na jedzonko.Po Dianie wszystko
          inne pozaostalo nie do zagospodarowania.
          Nikt nie moze wiedziec jak "tam "jest.Ale wierze, ze wszyscy kochajacy swoje
          zwierzaki, pragneli by spotkac je wlasnie "tam".Ja pragnalbym bardzo....
          Tego maluszka wzialbym na rece i podszedl do starej kochanej
          Diany.Porozmawialibysmy sobie i poszli razem na spacer wsrod zielonej trawy.
          Tak bardzo to lubila....Przeciez to bylby "garden of Eden"...Prawdziwy raj.
          Kto wie jak tam jest naprawde......
          Kto wie ?
          • Gość: Andy Re: Kluba1 ! IP: *.acn.pl 17.06.03, 21:18
            I jeszcze przypomniala mi sie dawna rada...
            Jesli cos odeszlo i nie wroci, to trzeba miec sile do powiedzenia sobie ze w
            kazdym dniu cos dobrego jest - nawet jesli jest ono nieporownywalne z tym co
            stracilismy....Tak jak wiersz poety o "wiosennej bujnosci traw"...Pamietacie
            ten film?
            "choc z oczu mych nie bije juz
            ten dawny, lagodny blask...
            Choc nic nie zdola przywrocic
            wiosennej bujnosci traw, ni kwiatow dawnej swietnosci...
            = nie smucmy sie...
            Lecz czerpmy sile, z okruchow codziennosci"

            • Gość: piasia nowy pies IP: diabel:* 18.06.03, 09:12
              Andy, jak ładnie piszesz o nowym psie - kochaniątko, maluszek.... czuję, że
              jest on takim małym, dobrym plasterkiem i balsamem na Twój ból. I już chyba
              kapkę mniej Cię boli strata Diany, a więcej widzisz dobra w tym, że w ogóle ją
              miałeś.
              Pozdrawiam, pogłaskaj szetlandka.
              • Gość: kluba1 Re: nowy pies/do piasia IP: *.we.client2.attbi.com 18.06.03, 15:47
                Gość portalu: piasia napisał(a):

                > Andy, jak ładnie piszesz o nowym psie - kochaniątko, maluszek.... czuję, że
                > jest on takim małym, dobrym plasterkiem i balsamem na Twój ból. I już chyba
                > kapkę mniej Cię boli strata Diany, a więcej widzisz dobra w tym, że w ogóle

                >
                > miałeś.
                > Pozdrawiam, pogłaskaj szetlandka.

                Slicznie napisalas!!! Big :-)) !!!
                    • Gość: piasia a u nas późno! IP: diabel:* 18.06.03, 17:53
                      U mnie w tej chwili 17.50, i własnie mija 12 i pół godziny odkąd jestem w
                      pracy, buuu. Za chwilę wychodzę, a w domu czeka na mnie kochające serduszko,
                      cztery łapki, ogon-śmigiełko, błyszczące ślepka, gorący ozorek i wzsystko to do
                      kupy wzięte nazywa się Kłopot.

                      (przezornie wyskoczyłam z pracy na chwillę, żeby go wykupkać i wysiusiać, teraz
                      wracam - będzie dłuższy spacer i bardzo długie przytulanie).

                      Pozdrawiam wszystkich, do piątku, ucałujcie futrzaki!

                      PS. czy możesz słuchać radia przez internet? w takim razie polecam www.radio-
                      c.pl - w piątek rano

                      I już kończę temat godzin i róznicy czasu. Wątek nazywa się "straciłem
                      przyjaciela", a przeciez zyskujemy tu przyjaciół!
                      • ptasik Straciłam przyjaciela... 18.06.03, 19:00
                        Ja wiele lat temu, wyszedł z domu do ogrodu i przepadł bez wieści, coś koło miesiąca szalejąc szukałam po okolicy.....
                        Ludzie ze wsi, mojej i tych okolicznych jak mnie widzieli nawolującą i szykającą zaczynali się pukać w czoło....
                        ból nie do pisania tak dokońca...
                        wreszcie zapadła decyzja - natychmiast trzeba przygarnąc jakieś inne psisko
                        jest z nami już prawie 8 lat i nie wyobrażam sobie, żeby miało go zabraknąc....

                        Przeczytałam Wasze wypowiedzi od deski do deski, bucząc i chlipając ...
                        Rozumie Wasz ból, wiem jak to samkuje...
                        Współczuję, bardzo...
                        Podziwiam - bo trzeba mieć siłe aby nie zwariować i przejśc dalej...
                        Cieszę się, że nowe psiaki zastępują stare, kochane...

                        Życzę szybkiego złagodzenia bólu i spotkania na wiecznie zielonych łąkach....

                        To zaszczyt przebywać wśród takich Ludzi
                        Dziekuję
                        Katula
                        • Gość: samanta Re: Straciłam przyjaciela... IP: *.kabel.telenet.be 22.06.03, 07:41
                          Przeciez kot czy pies a nawet zolw (ktorego nigdy nie mialam) to czlonek
                          rodziny ktorego kochamy a on od nas odchodzi

                          Kiedys kupujac psa "przewidzialam go " na 10 lat , oplakalam szczeniaczka juz
                          pierwszego dnia nie znajac nawet swojej przyszlosci

                          Piesek przezyl lat 14 i mysle , ze mial doborowe zycie , spacery i wycieczki
                          samochodem co uwielbial i kapiele w jeziorach , specjalne kanapki i
                          smakolyki , "ciasteczka" i wiem , ze ludzie nie sa tak szczesliwi jak moj
                          piesek bo niektorzy gloduja , nie maja na rachunki a piesek zawsze ma cos w
                          miseczce i nie martwi sie o nic a tylko pociesza zmartwionych wlascicieli

                          Czasem naprawde zazdroszcze psu czy kotu - nasze zwierzaki maja naprawde super
                          zycie przy nas mimo , ze odchodza wczesniej - mysle , ze kazdy chcialby zyc
                          krocej a lepiej niz dlugo a zle ???
    • Gość: atra1 Re: Stracilem przyjaciela IP: *.icpnet.pl / *.cache.icpnet.pl 24.09.03, 23:13
      Przezcytałam ten post i się rozryczałam. Ponad rok temu musiałam uśpić naszą
      13letnią sunię, najmądrzejszego, najbvardziej upartego i charakternego psa na
      świecie. To był nasz pierwszy piesek i był od zawsze - miałam 9 lat jak do nas
      przyszła. Widziałam jak umierała przez tydzień, potem zapadła w śpiączkę i
      lekarze zdecydowali się ją uśpić. Nie byłam przy tym, nie miałam siły. Do
      dziś sobie to wyrzucam. Cały dom wtedy płakał. Buuuu
      • Gość: Flora Re: Stracilem przyjaciela IP: 213.25.91.* 25.09.03, 09:53
        nie miałaś przecież możliwości bycia przy tym - było to ponad Twoje siły. Nie
        wyrzucaj Sobie juz tego.

        Skąd wiesz, jakbyś przez całe lata potem cierpiała, gdybyś była wtedy ??

        Tak sobie myślę, że może zamiast się zadręczać, to prosić św. Franciszka o
        pomoc ? Ja osobiście odmawiając koronkę do Miłosierdzia Bożego proszę także o
        miłosierdzie dla całej przyrody. Przynajmniej tyle moge zrobić w sytuacji gdy
        często jestem bezsilna. Modlę się także o zbawienie dla dusz czyśćcowych
        ludzkich i zwierzęcych. Myślę, że Bóg się nie obraża o taką prośbę, bo nie
        chcę nikogo obrażać ani kpić sobie, tylko chcę dobrze dla Jego stworzeń

        pozdrawiam
        • Gość: klara Re: Stracilem przyjaciela IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.09.03, 13:06
          ja też wyrzucałam sobie że nie miałam siły byc przy moim psiaku, gdy umierał.
          cierpiał bardzo. byłam na wakacjach na wsi. po lesie jacyś zacofańcy
          porozrzucali mięso z trutka by wybić błąkajace się psy. mój pies podobno zjadł
          to. nie było mnie przy tym. jak go zobaczyłam to słaniał się na nogach i
          widziałam że bardzo cierpiał. wet powiedział że na 90% sie nie uda ale
          spróbuje. i mam wyrzuty sumienia że tak pozwoliłam cierpieć mojemu psiulkowi.
          odszedł. nadal ryczę, nawet teraz jak to piszę. a było to z 6 lat temu. ludzie
          są bez serca. dla mnie to nie są nawet ludzie. nawet zwierzak tak nie postepuje
          jak człowiek. dlatego dla mnie człowiek to najbardziej obrzydliwe i podłe
          stworzenie na ziemi.zwierzak jak cos robi to zawsze z sensem. nie zabija dla
          chciwości czy satysfakcji. teraz mam drugiego w swoim zyciu psiaka. mam
          wrażenie, że wrócił do mnie mój dawny przyjaciel. jest tak do niego podobny z
          wyglądu i przybiegł do mnie z nikąd. byłam na spacerze i przybiegł. ale
          oczywiście nigdy nie będzie drugiego takiego samego. i teraz jak myslę że będę
          musiała także z tym się kiedyś pożegnać oblewa mnie pot. mam tylko nadzieje że
          będzie to ze starości, że przeżyje spokojnie swoje życie, a nie z ludzkiego zła
          i głupoty.
          pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka