Gość: Lilka
IP: *.71.107.41.213.rev.coltfrance.com
01.08.03, 11:00
Wiecie co, wczoraj byłam jak zwykle na spacerze z moją psicą. W parku też
chodzi te swoją rotweilerką pewien pan, znajomy właśnie ze spacerów. Zawsze
podchodził do mojej Yeti, witał się z nią, rozmawiał. Yeti zawsze próbowała
prowokować do zabawy jego sukę, ale ta za każdym razem warczała. I wczoraj
było tak samo, tyle tylko że tamta suka już Yeti ugryzła i to na tyle silnie
że aż zapiszcała. moja psica była w kagańcu i na smyczy i nie jest to pies
(mastiff tybetański) , który pozwoli sobie w kaszę dmuchać, ale po prostu tym
razem nie miała jak się obronić. A od właściciela tamtej suki usłyszałam, że
nic się nie stało, że dzięki temu będzie pamiętać, że się nie podchodzi. A na
domiar wszystkiego ten facet dość mocno poklepywał moją psicę po głowie,
czego ona nie lubi.Pogłaskałam ją, powiedziałam parę pocieszjących słów, ale
wieczorem kiedy mój mąż chciał pogłaskać ją po głowie, ona schylała głowę,
jakby się bała. Szybko jej przeszło,ale ja mam wyrzuty sumienia, że nie
zwróciłam facetowi uwagi, że mogłam zdjąć kaganiec, żeby moja miała równe
szanse z tamtą, że naraziłam psa na stres. Do tj pory myślałam że Yeti nie
jest zbyt wrażliwym psem. Co o tym sądzicie?