Dodaj do ulubionych

Polak z Izraela...

IP: 5.3.1R* / *.cust.bezeqint.net 09.03.04, 06:31
Rozmowa z Ryszardem Montusiewiczem,
świeckim misjonarzem katolickim w Izraelu
Pokonać lęk wobec większości

Ryszard Montusiewicz - w Izraelu od ośmiu lat,
dziennikarz, korespondent KAI, Polskiego Radia,
Radia Watykańskiego i różnych tytułów prasowych.
Wraz z żoną zaangażował się w życie Kościoła
w Ziemi Świętej. Ojciec dziesięciorga dzieci.
- Od ponad pół wieku państwo żydowskie walczy z arabskimi sąsiadami o swoje
przetrwanie. Istnieje też opinia, że Izrael jest przyczółkiem cywilizacji
zachodniej na Bliskim Wschodzie. Czy można się z tym zgodzić?
- Izrael jest w swoim regionie niewątpliwie jedynym państwem demokratycznym.
Demokracja ta funkcjonuje, opierając się na standardach zachodnioeuropejskich
i amerykańskich. W przestrzeni publicznej zderza się wiele partii
politycznych. Społeczeństwo uczestniczy w wolnych wyborach parlamentarnych.
Opozycja mówi mocnym głosem. Ścierają się skrajne poglądy i obozy. Tak było
od początku istnienia tego państwa. W tym sensie Izrael wyróżnia się na tle
państw arabskich. Bo choć mamy w nich niekiedy do czynienia - jak chociażby w
Egipcie czy Jordanii - z zalążkowym systemem demokratycznym, to w gruncie
rzeczy wszystkie rządzone są autorytarnie.
- Ale w Europie i USA słychać często, iż Izrael jest państwem ideologii
nacjonalistycznej.
- Nie używałbym aż tak kategorycznego sformułowania. Izrael ze swej definicji
jest państwem narodu żydowskiego, mimo że Żydzi stanowią w nim "tylko" nieco
ponad trzy czwarte mieszkańców. W syjonizmie, który pozostaje ideologicznym
fundamentem tego państwa, elementy demokratyzmu przeplatają się z wizją
żydowskiego państwa narodowego. Oczywiście, obok syjonizmu istotnym
czynnikiem kształtującym państwowość izraelską jest judaizm z jego
pojęciem "narodu wybranego". Tkwi w tym pewien paradoks, bo Izrael to, z
jednej strony, państwo zdecydowanie laickie i nowoczesne, z drugiej -
poniekąd religijne. Okazuje się bowiem, że tożsamość żydowska jest na tyle
mocno zakorzeniona w swej historii, że nie może się odciąć od perspektywy
biblijnej, a zatem wyeliminować z siebie pierwiastków religijnych.
- Syjonizm musi jednak mieć określony wpływ na stosunek Izraela do jego
obywateli, którzy nie są Żydami.
- Konsekwencją syjonizmu jest przede wszystkim otwarcie się na przyjmowanie
wszystkich Żydów z całego świata. To państwo powstało dzięki imigracji, która
rozpoczęła się w końcu XIX wieku. Używa się hebrajskiego terminu alija, czyli
wstępowanie, bo Żyd, który przybywa do Izraela, niejako wstępuje do
Jerozolimy, co jest równoznaczne z powrotem do swojej duchowej ojczyzny i
korzeni tożsamości. Te kolejne fale imigracyjne "importują" przy okazji
rozmaite języki i kultury. Ale zarazem państwo to jest zamknięte na powrót
Palestyńczyków, którzy - dobrowolnie lub mniej czy bardziej przymusowo -
opuścili jego terytorium po roku 1948. Sprawa prawa powrotu uchodźców - jak
ją formułują Palestyńczycy - należy do newralgicznych i najtrudniejszych do
rozwiązania w konflikcie.
- A więc reguły demokratycznego społeczeństwa obywatelskiego obejmują w
Izraelu tylko Żydów?
- Prawa obywatelskie są dla wszystkich równe. Odczucie tej równości w
praktyce zależy od punktu widzenia. Z jednej strony, Żydzi są postrzegani
przez Arabów jako najeźdźcy i okupanci, którzy doprowadzili do tego, że setki
tysięcy Palestyńczyków zostały zmuszone, by opuścić swoje domy i pola. Z
drugiej strony, Arabom żyje się w Izraelu co najmniej nie najgorzej. Dla
porównania wystarczy pojechać do Egiptu czy Syrii. Izraelscy Arabowie - bo
takiego sformułowania, o ironio (!), się używa - mają możliwość życia i
rozwoju.
Jeżeli jedziemy, na przykład, przez Galileę, widzimy mnóstwo nowoczesnych
wiosek arabskich. Budują okazałe domy, hotele i restauracje, uprawiają
winorośle i drzewa oliwkowe, handlują. Pracują w firmach swoich i żydowskich.
Niewątpliwie czerpią korzyści z tego, że Izrael jest państwem nowoczesnym i
wysoko rozwiniętym - choć rzadko się do tego przyznają, bo to niepoprawne
politycznie. Zanim we wrześniu 2000 roku wybuchła druga intifada (powstanie),
dwieście tysięcy Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy, czyli
spoza terytorium Izraela, znajdowało zatrudnienie u pracodawców izraelskich.
Gdyby nie wybuch zbrojnego konfliktu i bankructwo procesu pokojowego, to taka
koegzystencja dwóch narodów byłaby nadal możliwa, a w efekcie powstałoby obok
Izraela państwo palestyńskie.
- Ale większość mediów na świecie prezentuje zupełnie inny obraz. Postulat
własnego, niepodległego państwa cieszy się poparciem znaczącej części
Palestyńczyków.
- Oczywiście, tego prawa i dążenia, poza skrajnie nacjonalistycznymi
środowiskami żydowskimi, nie kwestionuje się w Izraelu. Na powołanie państwa
palestyńskiego godzi się także premier Szaron. Ale powstanie państwa
Palestyńczyków wcale nie oznacza, że Arabowie izraelscy zechcieliby się tam
przeprowadzić i zamieszkać. Znam ich wielu, z wieloma rozmawiam na co dzień.
Chociaż o państwie Izrael wyrażają się źle, to jednak są świadomi tego, że o
wiele gorzej żyłoby im się w jakimkolwiek państwie muzułmańskim, z powodu
albo biedy ekonomicznej, albo restrykcyjnego ustawodawstwa wyznaniowego.
Podam taki przykład. W 1995 roku władze izraelskie wycofały się z Betlejem i
przekazały administrację tego miasta ekipie Arafata. Już pod koniec lat
dziewięćdziesiątych betlejemscy Arabowie-chrześcijanie napomykali, trochę na
ucho, iż lepiej by im było, gdyby ich miastem administrowały władze
izraelskie. Ze strony administracji palestyńskiej i islamu odczuwali presję.
Emigrowali, choć już nie rządzili nimi Izraelczycy i nie było jeszcze
intifady.
Inna rzecz, na którą warto byłoby zwrócić uwagę w kontekście problemu
dyskryminacji Arabów, to służba wojskowa. Młodzi Żydzi mają obowiązek
służenia w wojsku: chłopcy trzy lata, dziewczęta dwa. Z tego obowiązku
zwolnieni są Arabowie, ale jeżeli ktoś z nich chce podjąć służbę wojskową, to
może, nie ma tu żadnych formalnych przeszkód. Arabowie są więc w tej sytuacji
uprzywilejowani. Kolejna sprawa to edukacja. Uczelnie są otwarte dla
wszystkich. Za studia płacą i Żydzi, i Arabowie. Obie społeczności mogą na
rozmaite sposoby regulować te płatności: dzięki fundacjom, stypendiom czy
rozmaitym formom zapomogowym. Rodzina muzułmańska - obywatele Izraela - z
dziesięciorgiem dzieci dostaje takie same zasiłki, jak podobnej wielkości
rodzina żydowskich ortodoksów.
- A więc opinia, że Arabowie są w Izraelu obywatelami drugiej kategorii, jest
bezpodstawna?
- Też nie. Jeśli jakaś rodzina arabska mieszka na terenie dzisiejszego
Izraela z pokolenia na pokolenie od kilkuset lat, to może czuć, że obecnie
nie jest już u siebie. Bo, przykładowo, kiedy do Izraela przybywa rodzina
imigrantów żydowskich z Rosji albo Etiopii, jest traktowana przez żydowskie
państwo - z racji jego definicji - jako "swoja". Tacy imigranci uzyskują od
państwa i różnych organizacji społecznych czy religijnych wsparcie
materialne, socjalne. A nieżydowscy rdzenni mieszkańcy dzisiejszego Izraela,
czyli Arabowie, takich przywilejów są pozbawieni. Nie ma się więc co im
dziwić, że czują się pokrzywdzeni.
- A pamięć o holocauście? Czy Izraelczycy, pielęgnując ją, nie popadają w
narodową megalomanię?
- Być może takie niebezpieczeństwo istnieje w USA. Ale w Izraelu go nie
zauważam. Oprócz holocaustu istnieją inne doświadczenia, chociażby walka o
istnienie własnego państwa przez ostatnie półwiecze, odrębne wydarzenia
historyczne i tradycje kulturowe Żydów żyjących w świecie arabskim. Poza tym
duże znaczenie ma wielokulturowość - i ta rdzenna, i ta będąca efektem
imigracji. Żydzi są narodem, który swoich dziejów nie zapomina i się ich nie
wypiera. W programie edukacji dzieci, młodzieży, żołnierzy są wycieczki do
Yad Vashem. Ale też obowiązkowo zwiedzają chrześcijańskie świątynie, nie
tylko w Jerozolimie. Przysi
Obserwuj wątek
    • Gość: Mosze Re: Polak z Izraela...2 IP: 5.5R2D* / *.pop.bezeqint.net 09.03.04, 06:34
      Rozmowa z Ryszardem Montusiewiczem,
      - A pamięć o holocauście? Czy Izraelczycy, pielęgnując ją, nie popadają w
      narodową megalomanię?
      - Być może takie niebezpieczeństwo istnieje w USA. Ale w Izraelu go nie
      zauważam. Oprócz holocaustu istnieją inne doświadczenia, chociażby walka o
      istnienie własnego państwa przez ostatnie półwiecze, odrębne wydarzenia
      historyczne i tradycje kulturowe Żydów żyjących w świecie arabskim. Poza tym
      duże znaczenie ma wielokulturowość - i ta rdzenna, i ta będąca efektem
      imigracji. Żydzi są narodem, który swoich dziejów nie zapomina i się ich nie
      wypiera. W programie edukacji dzieci, młodzieży, żołnierzy są wycieczki do Yad
      Vashem. Ale też obowiązkowo zwiedzają chrześcijańskie świątynie, nie tylko w
      Jerozolimie. Przysięga wojskowa jest składana u murów starożytnej żydowskiej
      fortecy Masada. A piknik spędza się w beduińskich lub druzyjskich namiotach. W
      Izraelu nie słychać narzekań na nadmierne pielęgnowanie pamięci historycznej,
      bo świat idzie do przodu. Jest pietyzm wobec tej pamięci, ale towarzyszy mu
      walka o teraźniejszość i spojrzenie w przyszłość.
      Mamy z żoną znajomego, malarza izraelskiego pochodzącego z Tunezji. Ożenił się
      z Żydówką, której rodzina pochodzi ze Słowacji. Jej rodzice przeżyli holocaust
      i zaraz po wojnie przyjechali do Izraela. Nasi znajomi wybrali się tego lata z
      dziećmi na Węgry i Słowację, aby poznać swoje korzenie. Wynajęli samochód z
      Budapesztu do Bratysławy, a stamtąd w Tatry i do Koszyc. Tam spotkaliśmy się z
      nimi. Ten tunezyjski Żyd, mimo że pochodził z zupełnie innego kręgu
      kulturowego - jest Sefardyjczykiem, żona zaś Aszkenazyjką - przeżywał historię
      teściów jak swoją. Pobyt w kraju, z którego przybyli teściowie, był dla niego
      czymś niezmiernie ważnym, poruszył go do głębi, pomógł mu zrozumieć - jak nam
      wyjawił - także siebie.
      - Izrael jest państwem, na którego obszarze koegzystują trzy wielkie religie
      monoteistyczne. Czy w wypadku mieszkańców tego kraju przynależność konfesyjna
      łączy się z poczuciem tożsamości etnicznej?
      - Wyznawanie jakiejś religii jest w Izraelu jakby pewną koniecznością
      ustawodawczą. Ustawodawstwo bowiem nie przewiduje, na przykład, zawierania
      ślubów cywilnych. Żydzi deklaratywnie niereligijni i tak przez najważniejsze
      wydarzenia życiowe, chociażby małżeństwo czy pogrzeb, formalnie przynależą do
      judaizmu. W ostatnich latach imigranci z byłego Związku Sowieckiego zaczęli
      walczyć o prawo do pochówków świeckich lub przynajmniej do tego, żeby na
      cmentarzach były miejsca świeckie. I takie miejsca na cmentarzach się pojawiły.
      Nieco trudniejsze jest rozgraniczenie pomiędzy Arabami-muzułmanami a Arabami-
      chrześcijanami. Chrześcijanie chcą podkreślać swoją odrębną tożsamość. Młodzi
      Arabowie noszą duże, złote, okazałe krzyże - tylko po to, żeby nie pomyślano o
      nich, sądząc po wyglądzie i fizjonomii, że są muzułmanami. W takich przejawach,
      jak ten lub podobnych, chrześcijaństwo jest tylko formalne, a religijność -
      często - nadmiernie zrytualizowana i w konsekwencji powierzchowna. Niekiedy
      kontakt z chrześcijaństwem dokonuje się tylko w trakcie chrztów, zaręczyn,
      ślubów, pogrzebów. Krążą nawet takie anegdoty, według których Arabowie uważają,
      że chrzest wybiela skórę, a więc wyklucza traktowanie kogoś jak muzułmanina.
      Oczywiście, to się wiąże z tym, iż postrzeganie Arabów i muzułmanów jest w
      Izraelu bardzo negatywne. A zatem szuka się różnych środków, żeby zaakcentować
      tożsamość chrześcijańską.
      - A jaka jest w Izraelu sytuacja Kościołów chrześcijańskich?
      - Chrześcijan jest mało, niecałe dwa procent, i są skupieni w kilkunastu
      różnych Kościołach. Większość chrześcijan arabskich jest wyznania
      greckoprawosławnego. Istnieje, oczywiście, zadawniony problem podziałów
      wewnątrzchrześcijańskich. Źródła wrogości sięgają epoki wypraw krzyżowych. Dla
      radykalnych hierarchów Kościoła greckoprawosławnego katolicy to najeźdźcy,
      kolonizatorzy, którzy wszystkich Arabów traktują - podobnie jak krzyżowcy -
      jedną miarą. Ale i Kościół greckokatolicki, zwany melchickim, uznający prymat
      papieża, jest postrzegany przez wyznawców prawosławia jako schizmatycki.
      Historyczne uwarunkowania są bardzo skomplikowane.
      Jeden przykład. W latach dwudziestych włoski Kościół katolicki prowadził akcję
      misyjną wśród Arabów w Ziemi Świętej. Misjonarze trafiali do prawosławnych
      wiosek, których mieszkańcy od wielu lat nie mieli żadnej posługi
      duszpasterskiej. I ci pozbawieni kontaktu z duchowieństwem ludzie, widząc
      księdza, prosili go, żeby z nimi został. W ten sposób bez żadnych nacisków,
      mniej lub bardziej świadomie, prawosławni przechodzili na katolicyzm.
      Między Arabami prawosławnymi i katolickimi relacje są na ogół bardzo dobre,
      wręcz rodzinne. Często zdarzają się małżeństwa mieszane katolicko-prawosławne.
      Obowiązuje zasada, zgodnie z którą żona idzie zawsze za mężem, a więc przyjmuje
      jego wyznanie.
      Jest też trzecia gałąź chrześcijańska: kościoły protestanckie. Powstały na
      bazie ewangelizacji prowadzonej od końca XIX wieku.
      - Panuje powszechnie przekonanie, że chrześcijaństwo w Izraelu to religia
      Arabów. Ale przecież mieszkają tam także chrześcijanie Żydzi.
      - Pierwsza grupa Żydów-chrześcijan - katolików i protestantów - dotarła do
      Izraela po powstaniu tego państwa. Byli wśród nich przybysze z Polski, którzy
      jako dzieci przyjęli chrzest. Wymieńmy tu księdza prałata Grzegorza
      Pawłowskiego, który ocalał z holocaustu na Zamojszczyźnie, czy karmelitę, ojca
      Daniela Rufeisena, uratowanego przez siostry zakonne na Wileńszczyźnie. Wielu
      chrześcijan przybyło z Francji, między innymi benedyktyn, ojciec Jean Baptiste
      Gurion. W sierpniu został mianowany biskupem dla wspólnot języka hebrajskiego.
      Do znanych Żydów-chrześcijan należał dominikanin, ojciec Bruno Hussar,
      założyciel słynnej osady żydowsko-arabskiej Newe Szalom (Oaza Pokoju). Poza tym
      w Izraelu jest sporo małżeństw mieszanych, chrześcijańsko-żydowskich. Są też
      indywidualne konwersje, które nierzadko owocują powołaniami kapłańskimi czy
      zakonnymi.
      - A Żydzi-prawosławni?
      - Takie sformułowanie jest pewnym skrótem myślowym. Od czternastu lat mamy nową
      sytuację, a to za sprawą imigrantów z dawnego ZSRS. Przybyło ich około miliona.
      Wśród nich, według źródeł rabinicznych, około 200 tysięcy nie legitymizuje się
      pochodzeniem żydowskim albo nie spełnia wymogów halachicznych [prawa
      religijnego] żydostwa. Część z tych osób jest ochrzczona - może 30-50 tysięcy.
      Ci pochodzący z zachodniej Białorusi, zachodniej Ukrainy czy krajów
      nadbałtyckich - w Kościele katolickim, pochodzący z Rosji - w prawosławnym.
      Formalnie niektórzy z tych ludzi są chrześcijanami. Jeżeli byłoby ich 50
      tysięcy, mielibyśmy już do czynienia ze znaczącą społecznością chrześcijańską.
      (Dość przypomnieć, że chrześcijan arabskich jest w sumie około 130 tysięcy).
      Wielu z nich zostało tylko ochrzczonych, ale nie brakuje i takich, którzy
      uczestniczyli w życiu Kościoła. I dla tych imigrantów liturgia katolicka
      sprawowana jest po rosyjsku.
      - Ale przecież Żydzi na terenie byłego Związku Sowieckiego to społeczność,
      która w ogromnej większości uległa sekularyzacji. Czy nie importują teraz ze
      sobą tożsamości świeckiej?
      - Jest bardzo różnie. Niektórzy radykalni rabini alarmują, że wraz z zalewem
      emigrantów "psuje się krew żydowska". Bardzo otwarta formuła imigracji - na
      podstawie dokumentów, że babka była Żydówką - sprawia, że do Izraela
      przyjeżdżają rozbudowane rodziny, które ani z judaizmem, ani w ogóle z
      jakąkolwiek formą tożsamości żydowskiej nie miały nigdy kontaktu. To są
      imigranci ekonomiczni. Uciekają od biedy, od beznadziei, zdarza się, że
      traktują Izrael jako tranzyt do USA, Kanady czy państw Europy Zachodniej. Ale
      są też imigranci, dla których tożsamość żydowska była bardzo ważna i w dawnym
      ZSRS pielęgnowali swoją tradycję, swoje zwyczaje, przechowywali pamiątki
      rodzinne. Rozpoczęli powrót do judaizmu już w Rosji,
      • Gość: Mosze Re: Polak z Izraela...3 IP: 5.5R2D* / *.cust.bezeqint.net 09.03.04, 06:38

        Jest też trzecia gałąź chrześcijańska: kościoły protestanckie. Powstały na
        bazie ewangelizacji prowadzonej od końca XIX wieku.
        - Panuje powszechnie przekonanie, że chrześcijaństwo w Izraelu to religia
        Arabów. Ale przecież mieszkają tam także chrześcijanie Żydzi.
        - Pierwsza grupa Żydów-chrześcijan - katolików i protestantów - dotarła do
        Izraela po powstaniu tego państwa. Byli wśród nich przybysze z Polski, którzy
        jako dzieci przyjęli chrzest. Wymieńmy tu księdza prałata Grzegorza
        Pawłowskiego, który ocalał z holocaustu na Zamojszczyźnie, czy karmelitę, ojca
        Daniela Rufeisena, uratowanego przez siostry zakonne na Wileńszczyźnie. Wielu
        chrześcijan przybyło z Francji, między innymi benedyktyn, ojciec Jean Baptiste
        Gurion. W sierpniu został mianowany biskupem dla wspólnot języka hebrajskiego.
        Do znanych Żydów-chrześcijan należał dominikanin, ojciec Bruno Hussar,
        założyciel słynnej osady żydowsko-arabskiej Newe Szalom (Oaza Pokoju). Poza tym
        w Izraelu jest sporo małżeństw mieszanych, chrześcijańsko-żydowskich. Są też
        indywidualne konwersje, które nierzadko owocują powołaniami kapłańskimi czy
        zakonnymi.
        - A Żydzi-prawosławni?
        - Takie sformułowanie jest pewnym skrótem myślowym. Od czternastu lat mamy nową
        sytuację, a to za sprawą imigrantów z dawnego ZSRS. Przybyło ich około miliona.
        Wśród nich, według źródeł rabinicznych, około 200 tysięcy nie legitymizuje się
        pochodzeniem żydowskim albo nie spełnia wymogów halachicznych [prawa
        religijnego] żydostwa. Część z tych osób jest ochrzczona - może 30-50 tysięcy.
        Ci pochodzący z zachodniej Białorusi, zachodniej Ukrainy czy krajów
        nadbałtyckich - w Kościele katolickim, pochodzący z Rosji - w prawosławnym.
        Formalnie niektórzy z tych ludzi są chrześcijanami. Jeżeli byłoby ich 50
        tysięcy, mielibyśmy już do czynienia ze znaczącą społecznością chrześcijańską.
        (Dość przypomnieć, że chrześcijan arabskich jest w sumie około 130 tysięcy).
        Wielu z nich zostało tylko ochrzczonych, ale nie brakuje i takich, którzy
        uczestniczyli w życiu Kościoła. I dla tych imigrantów liturgia katolicka
        sprawowana jest po rosyjsku.
        - Ale przecież Żydzi na terenie byłego Związku Sowieckiego to społeczność,
        która w ogromnej większości uległa sekularyzacji. Czy nie importują teraz ze
        sobą tożsamości świeckiej?
        - Jest bardzo różnie. Niektórzy radykalni rabini alarmują, że wraz z zalewem
        emigrantów "psuje się krew żydowska". Bardzo otwarta formuła imigracji - na
        podstawie dokumentów, że babka była Żydówką - sprawia, że do Izraela
        przyjeżdżają rozbudowane rodziny, które ani z judaizmem, ani w ogóle z
        jakąkolwiek formą tożsamości żydowskiej nie miały nigdy kontaktu. To są
        imigranci ekonomiczni. Uciekają od biedy, od beznadziei, zdarza się, że
        traktują Izrael jako tranzyt do USA, Kanady czy państw Europy Zachodniej. Ale
        są też imigranci, dla których tożsamość żydowska była bardzo ważna i w dawnym
        ZSRS pielęgnowali swoją tradycję, swoje zwyczaje, przechowywali pamiątki
        rodzinne. Rozpoczęli powrót do judaizmu już w Rosji, gdzie działają organizacje
        pomagające w emigracji do Izraela, nie tylko od strony organizacyjnej, ale i
        przygotowujące religijnie. I jest też grupa takich, którymi kierują pobudki nie
        religijne, lecz wyłącznie patriotyczne. Ale ci Żydzi przywożą ze sobą także
        pamięć o życiu w Związku Sowieckim. Wszyscy poniekąd importują tę rzeczywistość
        postsowiecką.
        Przez osiem lat zauważyłem, jak się zmieniły ulice i dzielnice miast w Izraelu.
        Są takie, które się rusyfikują. Jest kilka partii Żydów rosyjskich, choć
        ostatnio przeżywają kryzys polityczny. Na czele jednej stoi Natan Szczarański,
        znany żydowski dysydent. Działają media rosyjskojęzyczne, wszędzie można się
        porozumieć po rosyjsku. Ostatnia kampania wyborcza prowadzona była równolegle
        po hebrajsku i po rosyjsku. Niektórzy mówią, że ci "Rosjanie" przywieźli ze
        sobą wódkę, kiełbasę i psy.
        Reasumując, można u tych imigrantów zauważyć dwie tendencje: młodzi chcą być
        Izraelczykami, starsi zaś są przywiązani do kultury rosyjskiej. I to jest
        kolejny podział. Społeczność arabska traktuje ich wrogo, bo są przyjezdni,
        obcy, stanowią konkurencję.
        - A jak chrześcijanie ustosunkowują się do obecnej sytuacji politycznej w
        Izraelu?
        - Generalnie Kościoły chrześcijańskie w Izraelu są propalestyńskie. Ich wierni
        to w znaczącej większości Arabowie. Ale to też jest trudne do sprecyzowania. Bo
        ktoś, kto jest Ormianinem czy maronitą (katolikiem libańskim), nie powinien być
        uznawany za Palestyńczyka. Są duchowni, którzy bardzo aktywnie włączają się do
        konfliktu po stronie palestyńskiej. I to budzi zastrzeżenia zarówno państwa
        izraelskiego, jak i Watykanu. Tak jest w wypadku patriarchy łacińskiego,
        arcybiskupa Michela Sabbaha, Palestyńczyka. Aby zmienić ten stan rzeczy,
        potrzebna byłaby pewna wewnętrzna reewangelizacja tego Kościoła. Chodzi o to,
        jak Kościół na Bliskim Wschodzie widzi swoje korzenie w religii żydowskiej, w
        historii narodu wybranego. Jeśli te kwestie są powoli przyjmowane w Polsce, to
        tym bardziej powoli przyjmuje się je na Bliskim Wschodzie. Chrześcijaństwo było
        tu zawsze specyficzne, musiało się bronić przed islamem, a jednocześnie broni
        się - choć nie musi, a co je upolitycznia - od ponad 50 lat przed Izraelem.
        Kolejny problem to stan świadomości duchowieństwa - bardziej nacjonalistycznej
        niż eklezjalnej. Przy takim nastawieniu tym bardziej nie można pozostać poza
        konfliktem, w który zaangażowani są wierni. Dominuje typ religijności
        etnicznej, opartej na silnym pierwiastku nacjonalistycznym. Wielu moim
        znajomym - arabskim i palestyńskim katolikom - bliżej jest do arabskiego
        muzułmanina niż do katolika pochodzenia żydowskiego. Więź przez krew i nację
        jest bliższa niż przez chrzest.
        - Jakie więc stanowisko powinni zająć chrześcijanie?
        - W sytuacji konfliktu izraelsko-palestyńskiego, który obejmuje też kwestie
        religijne, Kościoły chrześcijańskie mogą odegrać rolę opatrznościową, są bowiem
        w mniejszości. Chrześcijanie nie są aktywnymi stronami tego konfliktu. Mogą się
        dystansować od wydarzeń, aby nie interpretować ich jednostronnie. Zwracając
        uwagę na cierpienia, zło, winy obu stron, chrześcijanie mogą wskazywać drogę
        pojednania i pokoju.


    • panidanka Re: Polak z Izraela... 09.03.04, 08:03
      Mosze

      to BARDZO ciekawe i...
      takie POKOJOWE

      może jednak jest jakaś szansa jak napisał Polak z Izraela?

      pozdrawiam was obu

      D.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka