gini
20.09.10, 21:41
Płk. Klich wraca do Polski Już współpracy nie ma
Tomasz Nowak2010-09-20, ostatnia aktualizacja 2010-09-20 20:32
We wtorek Federacja Rosyjska ma przekazać kolejną partię dokumentów dotyczących katastrofy pod Smoleńskiem. Jak powiedział w rozmowie z TOK FM płk. Edmund Klich, przedstawiciel Polski akredytowany przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK), będą to zarazem ostatnie materiały jakie otrzymamy od Moskwy.
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Edmund Klich, polski przedstawiciel przy Międzypaństwowej Komisji Lotniczej...
ZOBACZ TAKŻE
Jutro MAK przekaże kolejne dokumenty ws. Tu-154M
Miller: Dokumenty z Rosji niekompletne. Czekamy dalej
Wśród dokumentów przygotowanych do przekazania jest instrukcja techniczna, instrukcja użytkowania w locie, a także dziennik obsługi technicznej Tupolewa. Nie do końca wiadomo co kryje się pod tą ostatnią nazwą. Najprawdopodobniej chodzi o książkę serwisową, jednak polski przedstawiciel akredytowany przy rosyjskim komitecie nie był w stanie tego potwierdzić - Rosjanie użyli sformułowania dziennik obsługi technicznej, ja go nie widziałem więc nie mogę nic więcej powiedzieć. - stwierdził w rozmowie z TOK FM płk. Klich. - Wiem, że Rosjanie go sobie skserowali i mogą go nam już przekazać. - dodał. Zdaniem jednak ekspertów ds. lotnictwa na pokładzie Tupolewa nie było innych dokumentów, które można by w tej sposób nazwać.
W czwartek do Polski
- Powiedziano nam, że to już wszystko. Że oni teraz przygotowują projekt raportu i że już współpracy nie ma. Nie ma takiej potrzeby według nich. (MAKu - przyp.red.) - powiedział płk. Klich. Dlatego jak poinformował, w czwartek wylatuje do Polski i do Moskwy już nie będzie wracał.
Tymczasem przedstawiciel Polski wciąż ma wiele pytań do MAK-u. - Nie mamy na przykład protokołu z oblotu, poza tym w przypadku niektórych kwestii nie zgadzamy się ze stanowiskiem Rosji. - tłumaczy polski przedstawiciel. Chodzi między innymi o kwestię procedur według których odbywało się lądowanie. Zdaniem Moskwy prowadzone było ono wg zasad cywilnych, a taka wersja - jak mówi płk. Klich - zrzucałaby całą odpowiedzialność na załogę.
Przed wylotem płk. Klich ma zamiar jeszcze przekazać przedstawicielom MAK-u pożegnalne pismo w którym jeszcze raz będzie prosił o odniesienie się do wszystkich zagadnień budzących wątpliwości.
Źródło: Tokfm.pl