Dodaj do ulubionych

Trawożercy

10.05.11, 09:52
Przyznam, że już mnie zdumiewała bezczelność trawożerców, kiedy oburzali się, że nie są brane pod uwagę ich uczucia kulinarno-religijne w nie tylko tak zwanych jednostkach organizacyjnych zbiorowego żywienia, ale także w prywatnych firmach, w których podaje się jedzenie. Pomyślałem sobie: "kurde, jeden z drugim, przynieś sobie swoje kanapki z liśćmi topoli włoskiej, jak ci nie pasuje".
Ale ta próba trawożernej indoktrynacji to już jest niebywała bezczelność:

warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,9567790,_Mieso_szkodzi_zdrowiu___Manifestowali_w_centrum.html

Szkoda mi ich wiecznie głodnych dzieci, które nie znają smaku boczku (a w drastycznie zdegenerowanych rodzinach wegańskich także smaku jajek i serka), ale cóż, jest jakaś granica ingerencji w sprawy rodzinne; skoro nie są molestowane czy katowane... Ale usiłowanie propagowania bzdurnego światopoglądu, że ich dieta jest jedynie słuszna przypomina mi religijne oszołomstwo niektórych sekt religijnych.
Obserwuj wątek
    • snajper55 Re: Trawożercy 10.05.11, 10:14
      Z miłości do zwirząt? Toż przejście ludzi na wegetarianizm pociągnęłoby za sobą rzeź wszystkich krów, świń, owiec, gęsi, kaczek, kur. A także śmierć w męczarniach psów i kotów przestawianych na wegetariańską dietę. Z miłości...

      S.
    • rycho7 drogi indoktrynacji 10.05.11, 10:24
      jaceq napisał:

      > Ale ta próba trawożernej indoktrynacji to już jest niebywała bezczelność:
      >
      > _Mieso_szkodzi_zdrowiu___Manifestowali_w_centrum.html

      Mieszasz dwie jednak rozne sprawy.

      Manifestowanie wegetarianizmu jest jak procesja na Boze Cialo.

      Indoktrynacji medycznej w szkolach zdecydowanie brakuje. Ja do wegetarian mam jedyny zarzut, ze nie jadaja ryb. Co ciekawe oni sami zgadzaja sie ze mna, ze cierpia jedynie dla religijnej czystosci doktryny.

      Nie ruszaja mnie zupelnie cierpienia zyc poczetych pszenicy lub innych tworow natury lacznie z osopami luckymy.

      Natomiast w pelni popieram zalecenie dietetykow o eliminowaniu tluszczow zwierzat ladowych. Pelna eliminacja jest mozliwa jedynie przy powstrzymaniu sie spozywania wszelkich produktow pochodzenie zwierzecego. W wyjatkiem zelatyny i innych takich. Odrozniam, jednak eliminacje, w sensie ograniczania spozycia od pelnego wykluczenia. Roznorodnosc zawszej jest cenniejsza od czystosci doktryny.

      > Szkoda mi ich wiecznie głodnych dzieci

      Mnie zupelnie nie szkoda. Znam osobiscie jedna taka juz pelnoletnia. Jest bardziej zwariowana bo weganka gdy jej rodzice sa wegetarianami. Oczywiscie jak w zyciu obludnie uwaza, ze lody nie zawieraja produktow zwierzecych. Zarowno fizycznie jak i umyslowo jest kwitnaca.

      Produkty wegetarianskie nie sa zalecane dla pacjentow kardiologicznych poniewaz zawieraja zbyt duzo tluszczu. Wiec nie wiesz co mowisz powolujac sie na glod (wieczny).
      • jaceq Re: drogi indoktrynacji 10.05.11, 10:54
        rycho7 napisał:

        > Manifestowanie wegetarianizmu jest jak procesja na Boze Cialo.

        Nie tak do końca. Manifestujący w paradach Bożociałowych nie pokrzykują, że ich tryb życia jest jedynie zdrowy.

        > Natomiast w pelni popieram zalecenie dietetykow o eliminowaniu tluszczow zwierz
        > at ladowych.

        To jest w porządku, jak długo to jest tylko Twoja sprawa. I Twoich podwładnych / wasali / niewolników - obojętnie jak to zwać (np. dzieci). Tak jak w porządku jest pedalstwo pedałów, nazizm abstynentów (obojętnie: niepalących, niepijących, żyjących w celibacie), póki nie wyjdą oni (pedałowie czy abstynenci) "do świata" ze swoim przesłaniem, albo - co gorsza - ze swoją misją. Nienawidzę misjonarzy, zwłaszcza prozelickich misjonarzy.

        > Odrozniam, jednak eliminacje, w sensie ograniczania spozycia od pelne
        > go wykluczenia.

        Ale łaskawca. Jako misjonarz byłbyś skończony, zanim byś zaczął misję.

        > Zarowno fizycznie jak i umyslowo jest kwitnaca.

        Byś może. Albo tak to na pozór wygląda. Są też jednak przypadki skrajnie odmienne.
        Ciekawe kiedyś widziałem badania odnośnie związku diety ("wychowania w diecie") z chorobami psychicznymi typu anoreksja. Ciekawe było to, że nie było związku. Żadnego.

        > Wiec nie wiesz co mowisz powolujac sie na glod

        Rozwijający się osobnik żywiący się zielskiem (w dodatku niegotowanym) wygląda jak obraz nędzy i rozpaczy. A potem wypadają mu zęby i łysieje. wink
        • rycho7 Re: drogi indoktrynacji 10.05.11, 11:14
          jaceq napisał:

          > Manifestujący w paradach Bożociałowych nie pokrzykują, że ich
          > tryb życia jest jedynie zdrowy.

          Jezusik jest jedyna Prawda. Dawno nie bylem. Ale nie wierze Ci na slowo. Une majum o wiele szerzej zagrabiajaca doktryne.

          > To jest w porządku, jak długo to jest tylko Twoja sprawa

          Zalegalizowana mafia zmusza mnie do placenia na leczenie Ciebie (takze i miedzy innymi). Totez nie ma swoich spraw sa jedynie nasze.

          > nawidzę misjonarzy

          Nienawidz nienawiasnikow i patrz w lustro.

          > Jako misjonarz byłbyś skończony, zanim byś zaczął misję.

          Ja sie nie reklamuje jako misjonarz. Reklamuje sie jako potomek hajdukow, szajkaszy, uskokow. Tam gdzie nawiedze splynie krwia. My tak juz mamy.

          > jak obraz nędzy i rozpaczy. A potem wypadają mu zęby i łysieje. wink

          Zapomniales dodac, ze dostaje wilka, opada mu macica, i trapi uwiad rdzenia. Ponadtao staje sie cyklista, Cyganem i wilkolakiem.

          Ja wyraznie napisalem, ze cenie roznorodnosc. Sam nie jestem i nie zamierzam byc wegetarianinem. Ale cenie to, ze inni sa. Bywam na przyjeciach wegetarianskich, niebywale roznorodnych. Wazne, ze czerwone wino nie jest produktem zwierzecym.
        • ewa8a Re: drogi indoktrynacji 10.05.11, 11:29
          jaceq napisał:
          >Nie tak do końca. Manifestujący w paradach Bożociałowych nie pokrzykują, że ich tryb życia jest jedynie zdrowy.

          Gorzej, oni (bożociałowi) pokrzykują, że ich tryb życia jest jedynie słuszny. Mnie wegetariańskie transparenty jedynie śmieszą, bo co taki gó...arz może wiedzieć co jest dla mnie zdrowe i jakim prawem osmiela się mnie pouczać. Moja wiedza na ten temat jest znacznie rozleglejsza niż żółtodzioba, który gdzieś zasłyszał, że można jeść tylko soję i fasolę. Ale ten co sobie tylko stoi stoi z transparentem, albo ten, co pokrzykuje, że bez Boga nie da sie żyć, wcale mi nie przeszkadza, pies ich drapał.
          Denerwują mnie świadkowie Jehowy (bywam w stosunku do nich coraz bardziej niemiła), którzy ośmielają się kołatać do moich drzwi z zamiarem przeprowadzania akcji uświadamiających. Misjonarze to wyjątkowo bezczelne typy.
    • dachs Człowiek jest małpą mięsożerną 10.05.11, 12:12
      i białko zwierzęce jest mu potrzebne. Rycho miesza eliminowanie z ograniczaniem. Jeszcze nie widziałem dietetyka, który by kazał całkowicie wyeliminować tłuszcze. Sa one potrzebne do prawidłowej pracy mózgu. Co innego ograniczać, żremy tego za dużo, to fakt.
      A weganie najwyraźniej odczuwaja braki tłuszczu. smile
      • t_ete :) 10.05.11, 17:25
        dieta semiwegetarianska jest podobno najlepszym (najzdrowszym) wyjsciem ; jedyne miesko jakie dopuszcza - to drob ; zegnajcie wiec steki z wolowiny, boczki, zeberka oraz schabowe ...

        Ja Borsuku wykluczylam wszelkie mieso z jadlospisu (to juz chyba z 11 lat ?); nie czuje sie glodna ani poszkodowana wink
        Nie dokuczam 'miesozercom' - ale i oczekuje ze uszanuja moj wybor. Na szczescie 'swiat' sie zmienia. Na poczatku mojej drogi - ciagle napotykalam zdziwienie i zlosliwosci. Teraz juz nie.
        W sklepach coraz wiecej 'zielonego', roznorakich serow, a gdy jeszcze kielki i ciecierzyca i rukola i prawdziwe pomidory, ba, nawet swieza bazylia ... to zyc nie umierac smile Knajpy przestawily sie tak - by i 'odmieniec' (wege czy weganin) mogl cos zjesc. I dobrze.
        Choc zdarza mi sie czasem trafic na bankiet gdzie moge zjesc tylko 'garnie' smile no chyba ze wystarczy mi cierpliwosci na wydlubywanie kurczaka z salatki ...

        Nie czepiam sie wegan. Nie jedza produktow odzwierzecych - ale ich dieta jest fantastycznie zbilansowana produktami z soi. Na nic zda sie stukanie palcem w czolo. Soja zastepuje zwierzece bialko - i nie jest to zaden wymysl. Gdy czlek nie toleruje mleka i pochodnych - coz mu pozostaje ? Wlasnie mleko sojowe, tofu itd. Czyli - nie tylko weganie korzystaja z sojowego dobrodziejstwa smile

        Nie jem miesa i nie jest to zadne 'poswiecenie' z mojej strony. Nie tesknie i nie slinie sie do miesnych smakolykow. Gdy inni palaszuja grillowane polcie - ja wsuwam salatke. A oni mi wspolczuja. I to jest nieporozumienie. Przeciez ja sobie 'nie odmawiam' (jak ktos na diecie) miesa. Nie chce. Nie lubie. Nie mam ochoty. Wiec nie ma co wspolczuc wink

        tete

        • snajper55 Re: :) 10.05.11, 18:03
          t_ete napisała:

          > dieta semiwegetarianska jest podobno najlepszym (najzdrowszym) wyjsciem ; jedyn
          > e miesko jakie dopuszcza - to drob ; zegnajcie wiec steki z wolowiny, boczki, z
          > eberka oraz schabowe ...

          O nie! Ryb nie oddam za żadną cenę!

          > Ja Borsuku wykluczylam wszelkie mieso z jadlospisu (to juz chyba z 11 lat ?); n
          > ie czuje sie glodna ani poszkodowana wink
          > Nie dokuczam 'miesozercom' - ale i oczekuje ze uszanuja moj wybor. Na szczescie
          > 'swiat' sie zmienia. Na poczatku mojej drogi - ciagle napotykalam zdziwienie i
          > zlosliwosci. Teraz juz nie.
          > W sklepach coraz wiecej 'zielonego', roznorakich serow, a gdy jeszcze kielki i
          > ciecierzyca i rukola i prawdziwe pomidory, ba, nawet swieza bazylia ... to zyc
          > nie umierac smile Knajpy przestawily sie tak - by i 'odmieniec' (wege czy weganin)
          > mogl cos zjesc. I dobrze.
          > Choc zdarza mi sie czasem trafic na bankiet gdzie moge zjesc tylko 'garnie' smile
          > no chyba ze wystarczy mi cierpliwosci na wydlubywanie kurczaka z salatki ...
          >
          > Nie czepiam sie wegan. Nie jedza produktow odzwierzecych - ale ich dieta jest f
          > antastycznie zbilansowana produktami z soi. Na nic zda sie stukanie palcem w cz
          > olo. Soja zastepuje zwierzece bialko - i nie jest to zaden wymysl. Gdy czlek n
          > ie toleruje mleka i pochodnych - coz mu pozostaje ? Wlasnie mleko sojowe, tofu
          > itd. Czyli - nie tylko weganie korzystaja z sojowego dobrodziejstwa smile

          Soja nie zastąpi białka zwierzęcego z dwóch powodów. Jednym z nich jest całkiem inny skład aminokwasów, inny od potrzeb ludzkiego organizmu. Drugim - brak niektórych składników jak na przykład witaminy B12 nieobecnej w produktach roślinnych. Także żelazo pochodzenia roślinnego jest dużo trudniej przez człowieka przyswajane.

          > Nie jem miesa i nie jest to zadne 'poswiecenie' z mojej strony. Nie tesknie i n
          > ie slinie sie do miesnych smakolykow. Gdy inni palaszuja grillowane polcie - ja
          > wsuwam salatke. A oni mi wspolczuja. I to jest nieporozumienie. Przeciez ja so
          > bie 'nie odmawiam' (jak ktos na diecie) miesa. Nie chce. Nie lubie. Nie mam och
          > oty. Wiec nie ma co wspolczuc wink

          Nie jesz parówek sojowych i wegetariańskiej kiełbasy z grila? wink

          S.
          • rycho7 proso kluczem do rewolucji neolitycznej 10.05.11, 18:28
            snajper55 napisał:

            > Soja nie zastąpi białka zwierzęcego

            Kluczowa jest kasza jaglana. Zawiera to czego "brakuje" do "zastapienia".

            > witaminy B12

            Tylko ta witamina jest nie do zastapienia. Wymaga suplementowania. Aczkolwiek sadze, ze za pare lat znajda bakterie, ktore wytworza ja w jelitach.

            > wegetariańskiej kiełbasy z grila?

            Kuchnia arabska ma genialne warzywa z grila. Ale wyzerka. U nas meteoryt na przelomie sierpnia i wrzesnia. Nie ten klimat.
          • t_ete Re: :) 10.05.11, 20:21
            snajper55 napisał:

            > O nie! Ryb nie oddam za żadną cenę!

            Alez Snajper smile w diecie semi SA ryby i drob ; nie ma wolowiny, wieprzowiny itd.

            > Soja nie zastąpi białka zwierzęcego z dwóch powodów. Jednym z nich jest całkiem
            > inny skład aminokwasów, inny od potrzeb ludzkiego organizmu. Drugim - brak nie
            > których składników jak na przykład witaminy B12 nieobecnej w produktach roślinn
            > ych. Także żelazo pochodzenia roślinnego jest dużo trudniej przez człowieka prz
            > yswajane.

            No to dlaczego wege sa zdrowi ? smile

            > Nie jesz parówek sojowych i wegetariańskiej kiełbasy z grila? wink

            Nie. Chyba nie musze jesc czegos co udaje mieso smile Z jednym wyjatkiem. Czasami kupuje smalec weganski ale aktualnie zaprzestalam bo mnie kusilo do jedzenia chleba a nie powinnam za duzo.

            tete
            • snajper55 Re: :) 10.05.11, 21:52
              t_ete napisała:

              > Alez Snajper smile w diecie semi SA ryby i drob ; nie ma wolowiny, wieprzowiny itd.

              Napisałaś, że tylko drób, to się przeraziłem. wink

              > No to dlaczego wege sa zdrowi ? smile

              Ci, którzy całkowicie rezygnują z produktów zwierzęcych muszą brać przynajmniej witaminę B 12 i najczęściej także żelazo.

              > Nie. Chyba nie musze jesc czegos co udaje mieso smile Z jednym wyjatkiem. Czasami
              > kupuje smalec weganski ale aktualnie zaprzestalam bo mnie kusilo do jedzenia ch
              > leba a nie powinnam za duzo.

              Tyle w sklepach tych wegańskich parówek, kotletów, kiełbas, kotletów... Czy wegetarianin może tęsknić do mięsa?

              A to raczej nie dla wegetarianina:


              https://www33.patrz.pl/u/f/07/15/33/71533.jpg

              S.
              • t_ete Re: :) 10.05.11, 22:02
                snajper55 napisał:

                > Napisałaś, że tylko drób, to się przeraziłem. wink

                smile ja takze nie moglabym z ryb zrezygnowac

                > Ci, którzy całkowicie rezygnują z produktów zwierzęcych muszą brać przynajmniej
                > witaminę B 12 i najczęściej także żelazo.

                Hmmm ... powiadasz. Moze i tak. Ja nie biore.

                > Tyle w sklepach tych wegańskich parówek, kotletów, kiełbas, kotletów... Czy we
                > getarianin może tęsknić do mięsa?

                Nie wiem. Moze taki 'na sile', ktoremu po nocach sni sie kielbasa ?
                Ja nie mam takiego problemu. Nie musze jesc czegos co 'udaje' mieso zeby zaspokoic glod.
                Wole ciecierzyce w salatce niz sojowe niby kotlety. Poza tym - powiedzialam sobie kiedys ze jesli zatesknie za miesem - po prostu zaczne je jesc. Nie zatesknilam. Na razie smile

                tete



        • dachs Re: :) 10.05.11, 20:11
          Sałatki, ciecierzyca, nawet rukola - chętnie, kiełków nie ruszę.
          Zjadam dziennie spore ilości rozmaitych warzyw, do obiadu obowiązkowo micha sałaty lub cykorii doprawionej pysznym dressingiem własnej kompozycji.
          Ale białko zwierzęce jest dla mnie podstawą. Mięso, jajka, kefiry, jogurty, owoce morza.
          Bez tego nie wyobrażam sobie dnia.
          Ale widzę konfliktu między nami. Schabowego zjem sam, a kurczakiem się z Toba podzielę. smile
          I jeszcze jedno, reklama mięs, która Cię tak męczy w TV, to jednak nie to samo, co wciskanie ludziom swojej ideologii na demonstracji. smile
          • t_ete Re: :) 10.05.11, 20:30
            dachs napisał:

            > Sałatki, ciecierzyca, nawet rukola - chętnie, kiełków nie ruszę.
            > Zjadam dziennie spore ilości rozmaitych warzyw, do obiadu obowiązkowo micha sał
            > aty lub cykorii doprawionej pysznym dressingiem własnej kompozycji.
            > Ale białko zwierzęce jest dla mnie podstawą. Mięso, jajka, kefiry, jogurty, owo
            > ce morza.
            > Bez tego nie wyobrażam sobie dnia.


            > Ale widzę konfliktu między nami. Schabowego zjem sam, a kurczakiem się z Toba p
            > odzielę. smile

            Kurczaka mozesz pochlaniac sam. Ale krewetki Ci zabiore wink Nie jem miesa ani drobiu. Ryby tak (szczegolnie surowe) a za owocami morza przepadam. Jak pisalam - jestem trawozerna w pewnym sensie. Z jadlospisu wylaczylam mieso i drob. Tylko tyle. Nie moglabym zostac weganka ale ich rozumiem.

            > I jeszcze jedno, reklama mięs, która Cię tak męczy w TV, to jednak nie to samo,
            > co wciskanie ludziom swojej ideologii na demonstracji. smile

            Wolnosc do demonstrowania swoich pogladow szanuje. Mysle ze weganie (czy wegetarianie) sa 'mniej awanturujacy sie' niz aktywisci GP. A z cala pewnoscia mniej zjadliwi wink

            tete
        • jaceq Re: :) 10.05.11, 23:42
          t_ete napisała:

          > dieta semiwegetarianska jest podobno najlepszym (najzdrowszym) wyjsciem

          Z pewnością tak długo, jak długo dietetyk semiwegetariański nie będzie mi próbował niczego narzucić, zabronić, albo twierdzić, że jestem głupi że jem to, co jem. Jeśli do tego dojdzie, wtedy dla dietetyka semiwegetariańskiego dieta semiwegetariańska z pewnością okaże się niezdrowa. Bardzo niezdrowa.
          • t_ete Jaceq :) 12.05.11, 21:16
            jaceq napisał:

            > Z pewnością tak długo, jak długo dietetyk semiwegetariański nie będzie mi próbo
            > wał niczego narzucić, zabronić, albo twierdzić, że jestem głupi że jem to, co j
            > em. Jeśli do tego dojdzie, wtedy dla dietetyka semiwegetariańskiego dieta semiw
            > egetariańska z pewnością okaże się niezdrowa. Bardzo niezdrowa.

            Po pierwsze : nie powinno sie nikogo zmuszac czy narzucac ; mozna proponowac. Sam stosujesz 'prawie' semiwegetarianska diete wink gdyby tylko wylaczyc z niej boczek czy czerwone mieso ...

            Nie chcialabym zeby ktos zmuszal mnie do zjedzenia kotleta. Wiec ja nie zmuszam nikogo do zjedzenia salatki z kus kusem i pomidorami. To wybor. Chcialabym zeby 'miesozercy' to szanowali a nie obsmiewali. Wszak sami nie lubia gdy ktos uwaza ich za glupcow tylko dlatego ze jedza mieso.

            tete

      • rycho7 Re: Człowiek jest małpą mięsożerną 10.05.11, 18:19
        dachs napisał:

        > Jeszcze nie widziałem dietetyka, który by kazał całkowicie wyeliminować tłusz
        > cze

        Ja wiem Borsuku, ze bardzo mnie nie lubisz za to, ze jestem ateista (wojujacym antyklerykalem). Ale upadlasz sie totalnie pomawiajac mnie o to czego nie powiedzialem. Pokaz mi dietetyka, ktory jest za tluszczami ZWIERZECYMI (na dodatek bardzo wyraznie napisalem o zwierzetach ladowych). Tran mozesz pic.

        > A weganie najwyraźniej odczuwaja braki tłuszczu.

        Sadzisz, ze nie wystarczy oliwa z oliwek, olej rzepakowy, olej lniany i olej kokosowy?

        Weganie musza jedynie uzupelniac witamine B12. Poza tym, ze wegetarianie potrzebuja bardzo roznorodnej diety aby wszystko dostarczyc. Dieta ta w naszym klimacie jest po prostu drozsza.
        • dachs Re: Człowiek jest małpą mięsożerną 10.05.11, 20:51
          rycho7 napisał:


          > Ja wiem Borsuku, ze bardzo mnie nie lubisz za to, ze jestem ateista (wojujacym
          > antyklerykalem).

          Ale wino pijesz, a to już prawie religiantwo.


          > Ale upadlasz sie totalnie pomawiajac mnie o to czego nie powie
          > dzialem. Pokaz mi dietetyka, ktory jest za tluszczami ZWIERZECYMI (na dodatek b
          > ardzo wyraznie napisalem o zwierzetach ladowych). Tran mozesz pic.

          Taki jestem podły, że zdanie "Natomiast w pelni popieram zalecenie dietetykow o eliminowaniu tluszczow zwierzat lądowych potraktowałem zdradziecko i haniebnie jako zdanie o eliminowaniu tluszczow zwierzat lądowych. smile

          > Sadzisz, ze nie wystarczy oliwa z oliwek, olej rzepakowy, olej lniany i olej ko
          > kosowy?

          Sądzę, że nie. Dorosłemu w zasadzie egal czym się truje, ale dzieciom powinno podawać sie masło, gdyz cholesterol odgrywa dużą role w fromowaniu systemu nerwowego.
          • rycho7 Re: Człowiek jest małpą mięsożerną 10.05.11, 22:54
            dachs napisał:

            > zdanie o eliminowaniu tluszczow zwierzat lądowych.

            Jak rozumiesz co napisales to ja jestem chetny abys wyjasnil.

            > cholesterol odgrywa dużą role w fromowaniu systemu nerwowego.

            Masz jakis religiancki stosunek do informacji. Cholesterol jest tak wazny, ze produkuje go ludzki organizm, glownie jelita. Dostarczac w ogole nie potrzeba. Mozna co najwyzej wspierac tzw. dobry cholesterol. Ale on sluzy do sprzatania. Moze sobie sprzatnales mozg.

            Ja wymienilem tluszcze, ktore organizm najlepiej wykorzystuje. Jak chcesz sobie zaszkodzic to jedz margaryne. A jeszcze lepiej dawaj wnuczkom. Jak zlapia sepse to sie nie wylecza.
    • t_ete Jaceq :) 10.05.11, 17:36
      jaceq napisał:

      > Przyznam, że już mnie zdumiewała bezczelność trawożerców, kiedy oburzali się, ż
      > e nie są brane pod uwagę ich uczucia kulinarno-religijne w nie tylko tak zwanyc
      > h jednostkach organizacyjnych zbiorowego żywienia, ale także w prywatnych firma
      > ch, w których podaje się jedzenie. Pomyślałem sobie: "kurde, jeden z drugim, pr
      > zynieś sobie swoje kanapki z liśćmi topoli włoskiej, jak ci nie pasuje".
      > Ale ta próba trawożernej indoktrynacji to już jest niebywała bezczelność:

      A dlaczego to bezczelnosc ? Jestem kims w rodzaju 'trawozercy' wink i musze znosic reklamowane w TV parowki smile
      A co do bezmiesnych kanapek ... i 'miesozerca' lubi czasami przekasic ... hm ... lisc topoli smile

      > Szkoda mi ich wiecznie głodnych dzieci, które nie znają smaku boczku (a w drast
      > ycznie zdegenerowanych rodzinach wegańskich także smaku jajek i serka),

      Prawidlowe odzywianie nie polega na podawaniu miesa. Zapewniam Cie ze w weganskich rodzinach dzieci odzywiaja sie lepiej niz wsrod 'miesozercow' wink Tofu jest zdrowsze niz parowka (bo to parowke najczesciej podaje sie dzieciom, niestety) a mleko sojowe fantastycznie zastepuje mleko krowie.

      ale cóż
      > , jest jakaś granica ingerencji w sprawy rodzinne; skoro nie są molestowane czy
      > katowane... Ale usiłowanie propagowania bzdurnego światopoglądu, że ich dieta
      > jest jedynie słuszna przypomina mi religijne oszołomstwo niektórych sekt religi
      > jnych.

      Przesadzasz. Gdybys przebadal dzieci na diecie weganskiej - i dzieci 'miesozercow', mialbys inne zdanie. Te pierwsze odzywiaja sie prawidlowo, te drugie - oprocz parowek, kotletow i wedliny - pochlaniaja litrami cole oraz kilogramami - czipsy i batony.

      tete
      • snajper55 Re: Jaceq :) 10.05.11, 18:08
        t_ete napisała:

        > Przesadzasz. Gdybys przebadal dzieci na diecie weganskiej - i dzieci 'miesozerc
        > ow', mialbys inne zdanie. Te pierwsze odzywiaja sie prawidlowo, te drugie - opr
        > ocz parowek, kotletow i wedliny - pochlaniaja litrami cole oraz kilogramami - c
        > zipsy i batony.

        Cola nie jest wegetariańskim napojem? Niue ma wegetariańskich słodyczy, którymi dzieci mogą się opychać? Chyba piszesz o różnicy między dziećmi opychającymi się słodyczami popijanymi colą i tymi, które tego nie robią.

        S.
        • t_ete Re: Jaceq :) 10.05.11, 20:40
          snajper55 napisał:

          > Cola nie jest wegetariańskim napojem? Niue ma wegetariańskich słodyczy, którymi
          > dzieci mogą się opychać? Chyba piszesz o różnicy między dziećmi opychającymi s
          > ię słodyczami popijanymi colą i tymi, które tego nie robią.

          Snajper, byc wege znaczy cos wiecej niz tylko nie jesc miesa i produktow odzwierzecych. To znaczy takze - unikac konserwantow, chemii w jedzeniu itd. Jasne ze sa weganskie slodycze : suszone owoce, ciastka owsiane, batony sojowe, orzechy w cukrze ... ale nie kupisz tego wszedzie, raczej trzeba samemu przyrzadzic ; jest szansa ze rodzice moga 'limitowac' ilosc slodyczy. Weganie raczej nie pija coli, predzej soki owocowe.

          tete
      • jaceq Re: Jaceq :) 11.05.11, 00:07
        t_ete napisała:

        > A dlaczego to bezczelnosc ?

        Podejrzewam, że organizacje religijne trawożerców są jakoś budżetowo podpierane.
        Kiedys nie mieściło się w pale, by budżet mógł wspierać fanatyków religijnych np. niepalenia (jako mody), ale świat odtamtąd strasznie spsiał.

        > Jestem kims w rodzaju 'trawozercy' wink

        Z tego, co wyczytałem w tym wątku, to nie jesteś. Mam bardzo podobne upodobania kulinarne. Oczywiście nie ruszam tylko kurczaka (nie biegają już po wiejskich podwórkach jadalne kurczaki), wolę gęś, nawet może być indyk czasem (raz w roku, ale nie na święto Dziękczynienia), a najbardziej lubię eksterminację konsumpcyjną kaczek, być może zostało mi z czasów, kiedy strzelałem do kaczek, ale to dawne czasy. Teraz wolę tłustą, podwórkową kaczkę od dzikiej, suchej. A strzelać to już od dawna wolałbym do niektórych ludzi, niż do bydląt, gdybym miał alternatywę albo-albo. Oczywiście, odkąd mam na to wpływ, nie ruszam mleka, tylko jego przetwory (śmietanę, kefiry, jogurty, sery no i masło). Jajka jadam z bazaru, 10 jajek na łeb na tydzień nikomu nie zaszkodzi. Ze wszystkich ciast, najbardziej lubię boczek (wędzony, najtłuściejszy, jaki mają). Wędliny typu schab robimy sobie sami. Trzeba wykonać kurs do wędzarni i potem drugi, za kilka dni po odbiór. Kiedyś trwało to 2 tygodnie, dziś nikomu nie chce się pieprzyć, obrót się liczy. Oczywiście, pożeram ryby i stworzenia rybopodobne (bez płazów!) a także skorupiaki i mątwy. I warzywa (oprócz grochu i fasoli) w dużych ilościach. Dziś w pracy na I i II śniadanie zżarłem pół bocheneczka chleba żytniego z prawdziwym masłem, pęczek młodej cebulki ze szczypiorem, dwa pęczki rzodkiewki z białym końcem, która teraz jest najsmaczniejsza. A w sobotę na obiad planujemy młode ziemniaczki w mundurkach (polskie, już są), do tego jaja faszerowane w skorupkach, szpinaczek, brokuł/kalafior (żeby było kolorowo) w bułce tartej, do tego szparag z wody i mizeria na jogurcie z rzodkiewką i szczypiorkiem. I pomimo tego nie uważam się za trawożercę.


        >i musze znosic reklamowane w TV parowki smile

        Niestety, nie mam tv. Jednym z powodów była konieczność "znoszenia".

        > Gdybys przebadal dzieci na diecie weganskiej - i dzieci 'miesozerc
        > ow', mialbys inne zdanie. Te pierwsze odzywiaja sie prawidlowo, te drugie - opr
        > ocz parowek, kotletow i wedliny - pochlaniaja litrami cole oraz kilogramami - c
        > zipsy i batony.

        Mam zupełnie inne obserwacje. Dzieci "wegańskie" często traktują "kolę, czypsy i batony" jako "bezgrzeszną ucieczkę" od światopoglądu kulinarnego narzuconego przez rodziców. Oczywiście rodzice rzadko o tym wiedzą.
        • t_ete Re: Jaceq :) 12.05.11, 21:25
          jaceq napisał:

          > Podejrzewam, że organizacje religijne trawożerców są jakoś budżetowo podpierane
          > Kiedys nie mieściło się w pale, by budżet mógł wspierać fanatyków religijnych n
          > p. niepalenia (jako mody), ale świat odtamtąd strasznie spsiał.

          mamy zakaz palenia (prawie wszedzie) ; nie ma zakazu spozywania miesa ... obawiasz sie ze bedzie ? smile

          > Z tego, co wyczytałem w tym wątku, to nie jesteś. Mam bardzo podobne upodobania
          > kulinarne. Oczywiście nie ruszam tylko kurczaka (nie biegają już po wiejskich
          > podwórkach jadalne kurczaki), wolę gęś, nawet może być indyk czasem (raz w roku
          > , ale nie na święto Dziękczynienia), a najbardziej lubię eksterminację konsumpc
          > yjną kaczek, być może zostało mi z czasów, kiedy strzelałem do kaczek, ale to d
          > awne czasy. Teraz wolę tłustą, podwórkową kaczkę od dzikiej, suchej. A strzelać
          > to już od dawna wolałbym do niektórych ludzi, niż do bydląt, gdybym miał alter
          > natywę albo-albo. Oczywiście, odkąd mam na to wpływ, nie ruszam mleka, tylko je
          > go przetwory (śmietanę, kefiry, jogurty, sery no i masło). Jajka jadam z bazaru
          > , 10 jajek na łeb na tydzień nikomu nie zaszkodzi. Ze wszystkich ciast, najbard
          > ziej lubię boczek (wędzony, najtłuściejszy, jaki mają). Wędliny typu schab robi
          > my sobie sami. Trzeba wykonać kurs do wędzarni i potem drugi, za kilka dni po o
          > dbiór. Kiedyś trwało to 2 tygodnie, dziś nikomu nie chce się pieprzyć, obrót si
          > ę liczy. Oczywiście, pożeram ryby i stworzenia rybopodobne (bez płazów!) a takż
          > e skorupiaki i mątwy. I warzywa (oprócz grochu i fasoli) w dużych ilościach. Dz
          > iś w pracy na I i II śniadanie zżarłem pół bocheneczka chleba żytniego z prawdz
          > iwym masłem, pęczek młodej cebulki ze szczypiorem, dwa pęczki rzodkiewki z biał
          > ym końcem, która teraz jest najsmaczniejsza. A w sobotę na obiad planujemy młod
          > e ziemniaczki w mundurkach (polskie, już są), do tego jaja faszerowane w skorup
          > kach, szpinaczek, brokuł/kalafior (żeby było kolorowo) w bułce tartej, do tego
          > szparag z wody i mizeria na jogurcie z rzodkiewką i szczypiorkiem. I pomimo teg
          > o nie uważam się za trawożercę.

          Jem wszystko oprocz miesa i drobiu. Podkradlabym sporo z twojego sniadania (super !) smile
          A surowa kalarepke jadasz ? Pyszna jest.

          > Mam zupełnie inne obserwacje. Dzieci "wegańskie" często traktują "kolę, czypsy
          > i batony" jako "bezgrzeszną ucieczkę" od światopoglądu kulinarnego narzuconego
          > przez rodziców. Oczywiście rodzice rzadko o tym wiedzą.

          Pewnie tak jest. Dzieci nie aniolki, bunt to norma smile Ale domowe obyczaje zywieniowe - to wazna sprawa. Jesli cola nie jest codziennym napitkiem do kazdego posilku - to jakis plus.

          tete
      • matelot Re: Jaceq :) 11.05.11, 18:18
        Przyznam, Tete, że bardzo staram się Ciebie zrozumieć, ale...
        Wszystko co dobre, co smakuje, jest szkodliwe - niemniej i tak trzeba umrzeć. Nie jedzący mięsa umierają zdrowsi, można sparafrazować znane hasełko o niepalących.smile Kiedy czytam o tych wszystkich dietach wegańskich to odechciewa mi się żyć. Że też można sobie wyrządzać taką krzywdę na własne życzenie...

        Mamy 'taką" osóbkę w rodzinie więc jestem z "problemem" obcykany. Najgorsze są święta - stoły uginają się od wszelakiego dobra a ona, biedactwo, nie ma co jeść. No, ale wygląda dobrze: szczuplutka, w niczym nie przypomina smakosza z Jasnej Góry.smile
        • t_ete Re: Jaceq :) 12.05.11, 21:53
          matelot napisał:

          > Przyznam, Tete, że bardzo staram się Ciebie zrozumieć, ale...
          > Wszystko co dobre, co smakuje, jest szkodliwe - niemniej i tak trzeba umrzeć.

          Drogi Matelocie, ja tego nie czynie dla zdrowia ... ja to po prostu lubie. Tysiac razy wole zjesc maki z lososiem niz jakas miesna potrawe ; ryba mnie skusi, wolowina - nie. Swieza bazylia, pomidory, rukola, salata, oliwa, zwykly bialy ser - to kolor, zapach i smak. Uwielbiam smile Czy to trudno zrozumiec ?

          > Nie jedzący mięsa umierają zdrowsi, można sparafrazować znane hasełko o niepaląc
          > ych.smile

          Matelocie, umieraja i ci ktorzy dbaja o zdrowie, i ci ktorzy nie dbaja. Czasem ci dbajacy - znacznie szybciej. Nie bardzo dbam o zdrowie wink Jem to co lubie.


          Kiedy czytam o tych wszystkich dietach wegańskich to odechciewa mi się ż
          > yć. Że też można sobie wyrządzać taką krzywdę na własne życzenie...

          Spojrz na to inaczej. Czy wszystkie przepisy z 'miesnej' kuchni wywoluja Twoj entuzjazm ?
          Poza tym - jest kwestia talentow kulinarnych ... Schrzanic mozna najlepsze produkty wink

          > Mamy 'taką" osóbkę w rodzinie więc jestem z "problemem" obcykany. Najgorsze są
          > święta - stoły uginają się od wszelakiego dobra a ona, biedactwo, nie ma co jeś
          > ć. No, ale wygląda dobrze: szczuplutka, w niczym nie przypomina smakosza z Jasn
          > ej Góry.smile

          Moja kuzynka (miesozerna), przy swiatecznej okazji, zrobila specjalnie dla mnie pasztet wegetarianski (warzywa plus grzyby). Cala rodzina mi go podjadala wink a przeciez mieli pelen wybor arcyciekawych miesnych potraw. Dlaczego ? Bo byl smaczny.

          tete
          • matelot Re: Jaceq :) 13.05.11, 07:35
            No właśnie... z ta wołowiną cuś nie takwink ... znaczy ktoś kiedyś podał źle przyrządzoną i pozostał odruch Pawłowa na wspomnienie o wołowinie. Podobno takie przypadki najlepiej leczyć behawioralnie u "miszczów" patelni, ma się rozumieć. Wołowina smażona krótko na dobrze rozgrzanej patelni, potraktowana solą, czosnkiem i ziółkami z Prowansji, z której po przekrojeniu popłynie różowy "soczek", w otoczeniu sałaty lodowej z oliwkami i dressingiem, popijana czerwonym (jednak) cabernet sauvignon, musi smakować choćby nie wiem co.smile
            • t_ete Re: Jaceq :) 13.05.11, 19:38
              matelot napisał:

              > No właśnie... z ta wołowiną cuś nie takwink ... znaczy ktoś kiedyś podał źle przy
              > rządzoną i pozostał odruch Pawłowa na wspomnienie o wołowinie. Podobno takie pr
              > zypadki najlepiej leczyć behawioralnie u "miszczów" patelni, ma się rozumieć. W
              > ołowina smażona krótko na dobrze rozgrzanej patelni, potraktowana solą, czosnki
              > em i ziółkami z Prowansji, z której po przekrojeniu popłynie różowy "soczek", w
              > otoczeniu sałaty lodowej z oliwkami i dressingiem, popijana czerwonym (jednak)
              > cabernet sauvignon, musi smakować choćby nie wiem co.smile

              Matelot smile nie jem zwierzat. Nie smakuja mi. Nie dlatego ze zjadlam cos co bylo zle przyrzadzone i pozostala trauma 'calosciowa' wink A cabernet sauvignon - doceniam absolutnie.
              Z Twojej propozycji 'wyjadlabym' salate z oliwkami. Gdyby sie udalo - zwinelabym jakis pieczony czosnek i kawalek chleba smile

              tete


              • matelot Re: Jaceq :) 13.05.11, 21:06
                t_ete napisała:

                > matelot napisał:
                >
                > > No właśnie... z ta wołowiną cuś nie takwink ... znaczy ktoś kiedyś podał źl
                > e przy
                > > rządzoną i pozostał odruch Pawłowa na wspomnienie o wołowinie. Podobno ta
                > kie pr
                > > zypadki najlepiej leczyć behawioralnie u "miszczów" patelni, ma się rozum
                > ieć. W
                > > ołowina smażona krótko na dobrze rozgrzanej patelni, potraktowana solą, c
                > zosnki
                > > em i ziółkami z Prowansji, z której po przekrojeniu popłynie różowy "socz
                > ek", w
                > > otoczeniu sałaty lodowej z oliwkami i dressingiem, popijana czerwonym (j
                > ednak)
                > > cabernet sauvignon, musi smakować choćby nie wiem co.smile
                >
                > Matelot smile nie jem zwierzat. Nie smakuja mi. Nie dlatego ze zjadlam cos co bylo
                > zle przyrzadzone i pozostala trauma 'calosciowa' wink A cabernet sauvignon - doc
                > eniam absolutnie.
                > Z Twojej propozycji 'wyjadlabym' salate z oliwkami. Gdyby sie udalo - zwinelaby
                > m jakis pieczony czosnek i kawalek chleba smile
                >
                > tete
                >
                ==================
                Wciąż podkreślałaś kwestie smakowe... nie w tym rzecz. To ideologia. Już nie będę dociekał czy to "kompleks karpia". Ponoć wielu wegetarian od tego zaczynasmile Potem dochodzą mocne akcenty takie jak "zjadacze trupów". Brr... to dość silne. Sam miewam wątpliwości kiedy zdarza mi się spożywać cielęcinę. Pamiętam wciąż usłyszane gdzieś słowa: cielęta płaczą kiedy się je zabija. To ogromne wyzwanie dla mojej wrażliwości, ale sobie z tym radzę. Włącza się jakiś mechanizm, który stępia wrażliwość. O wiele trudniejsze jest spożywanie zwierząt z własnej hodowli, często mają imiona... Brrrrrr... smile
                • t_ete Re: Jaceq :) 13.05.11, 21:58
                  matelot napisał:

                  > Wciąż podkreślałaś kwestie smakowe... nie w tym rzecz. To ideologia.

                  Musi byc ideologia ? Nie smakuje. Tak jest prosciej.

                  > Już nie będę dociekał czy to "kompleks karpia". Ponoć wielu wegetarian od tego zaczynasmile
                  > Potem dochodzą mocne akcenty takie jak "zjadacze trupów". Brr... to dość silne.

                  Nie uzywam wielkich slow. Ryby jadam wiec 'karpiowe' placze bylyby niekonsekwentne ... ale wiesz co - po ostatniej Wigilii... karpia juz chyba nie dotkne sad Nie smakowal mi.

                  > Sam miewam wątpliwości kiedy zdarza mi się spożywać cielęcinę. Pamiętam wciąż
                  > usłyszane gdzieś słowa: cielęta płaczą kiedy się je zabija. To ogromne wyzwanie
                  > dla mojej wrażliwości, ale sobie z tym radzę. Włącza się jakiś mechanizm, któr
                  > y stępia wrażliwość.

                  A ja nie chce 'sobie radzic'. Mysle ze mnie rozumiesz.
                  Nie prowadze krucjaty, nie nawracam, nie wymadrzam sie przy wspolnych kolacjach, bron Boze nie obrzydzam innym. Wielu znajomych nie ma pojecia ze nie jem miesa. Coz w tym dziwnego ze ktos wybiera salatke ? Nic.

                  O wiele trudniejsze jest spożywanie zwierząt z własnej hod
                  > owli, często mają imiona... Brrrrrr... smile

                  Tak. Dla mnie niewykonalne ...

                  tete
    • pan.scan Dieta a grupa krwi, ostatnio robi się 10.05.11, 17:53
      modne. Próbowałem żyć w zgodzie z naturą, ale do tego trzeba mieć dużo cierpliwości, kasy i służbę.
      www.grupakrwi.info.pl/
      • t_ete :) 10.05.11, 20:55
        Mozna rzec ze jestem konsekwentna w 50 %. Bez sluzby i z mala kasa wink
        Jak widac grupa krwi (A) nakazuje mi mieso wylaczyc. Czyli postepuje zgodnie z soba. Absolutnie instynktownie.
        Dalej jest gorzej ...Lubie produkty wysoce wskazane (oliwa, czosnek, grapefruit, imbir, kawa, zurawina) ale i niewskazane (mleko, krewetki, osmiornice, pistacje, melon, pomarancze, ocet balsamiczny, piwo)

        Nobody's perfect wink

        tete
        • wikul Re: :) 10.05.11, 21:49
          t_ete napisała:

          > Mozna rzec ze jestem konsekwentna w 50 %. Bez sluzby i z mala kasa wink
          > Jak widac grupa krwi (A) nakazuje mi mieso wylaczyc. Czyli postepuje zgodnie z
          > soba. Absolutnie instynktownie.
          > Dalej jest gorzej ...Lubie produkty wysoce wskazane (oliwa, czosnek, grapefruit
          > , imbir, kawa, zurawina) ale i niewskazane (mleko, krewetki, osmiornice, pistac
          > je, melon, pomarancze, ocet balsamiczny, piwo)
          > tete


          Piwko pod krewetkę, czy melonika ?
          • t_ete Re: :) 10.05.11, 22:04
            wikul napisał:


            > Piwko pod krewetkę, czy melonika ?

            Pod krewetke - biale wino (neutralne). Melon z rzadka - osobno. Piwo bez zakaszania smile

            tete
            • jaceq Re: :) 10.05.11, 23:38
              t_ete napisała:

              > Pod krewetke - biale wino (neutralne).

              Też nie jestem niewolnikiem zaleceń dietetycznych nakazujących czerwone wina. Białe są o niebo lepsze, pod każdym względem. Co ciekawe, żarcie, pod które "pasuje" białe wino, jest o wiele smaczniejsze od tego typowo "pod" czerwone.

              > Melon z rzadka - osobno.

              Dokładnie tak. Żólty jak Chińczyk ogórek z niesmacznymi pestkami, okrągły jak futbolówka, częściej niż 2 razy w roku, to by było nudne.

              > Piwo bez zakaszania smile

              Bezapelacyjnie! Zakąszania wymagają ciecze piwopodobne Kompanii Piwowarskiej, Browarów Lubelskich i innych fabryk złego smaku, które trzęsą rynkiem.
              • t_ete Jak miesozerca z trawozerca ;) 12.05.11, 21:34
                jaceq napisał:


                > Też nie jestem niewolnikiem zaleceń dietetycznych nakazujących czerwone wina. B
                > iałe są o niebo lepsze, pod każdym względem. Co ciekawe, żarcie, pod które "pas
                > uje" białe wino, jest o wiele smaczniejsze od tego typowo "pod" czerwone.

                O wlasnie smile Zarcie pod ktore pasuje biale wino jest o wiele smaczniejsze ... ryby, owoce morza, salatki, warzywa, owoce ...

                > Dokładnie tak. Żólty jak Chińczyk ogórek z niesmacznymi pestkami, okrągły jak f
                > utbolówka, częściej niż 2 razy w roku, to by było nudne.

                Zle mnie zrozumiales. Nie jem melonow codziennie ale bardzo je lubie. Fakt - gdy zbyt czesto - obojetnieja. Cos w tym jest.

                > Bezapelacyjnie! Zakąszania wymagają ciecze piwopodobne Kompanii Piwowarskiej, B
                > rowarów Lubelskich i innych fabryk złego smaku, które trzęsą rynkiem.

                Nie napisze jakie piwo pije bo sie bedziesz smial do rana.

                tete
                • jaceq Re: Jak miesozerca z trawozerca ;) 12.05.11, 22:27
                  t_ete napisała:

                  > O wlasnie smile Zarcie pod ktore pasuje biale wino jest o wiele smaczniejsze ... r
                  > yby, owoce morza, salatki, warzywa, owoce ...

                  Moim zdaniem do chrupiącego, przysmażonego boczku świetnie nadaje się białe wino. Nie jestem niewolnikiem konwenansów. Pod sałatkę mogę też wypić butelkę czerwonego. Ale białe odmiany są smaczniejsze. Wyjątkiem jest beaujolais z gamay i podobne, np. "świeża" frankovka modra ze Słowacji. Chianti, rioja, kadarki mogą nie istnieć.

                  > Zle mnie zrozumiales.

                  Niekoniecznie. Melon, w moim pojmowaniu kuchni, jest owocem. Jako taki nie jest podstawą do dań, tylko co najwyżej ich ozdobnikiem, jak kapary. Albo deserem. To chciałem wyrazić.

                  > Nie napisze jakie piwo pije bo sie bedziesz smial do rana.

                  Oczywiście, że nie będę się śmiał. Co najwyżej napiszę, że ciecz sprzedawana pod nazwą "karmi" nie jest piwem, ponieważ nie spełnia wymogów definicji piwa. Podobnie jak każda inna ciecz, która zamiast informacji o składzie, posiada z tyłu napis: "zawiera słód jęczmienny". Może i zawiera, 5% ? 10% ? Ale piwem nie jest.
                  • t_ete Re: Jak miesozerca z trawozerca ;) 13.05.11, 19:21
                    jaceq napisał:

                    > Moim zdaniem do chrupiącego, przysmażonego boczku świetnie nadaje się białe win
                    > o. Nie jestem niewolnikiem konwenansów. Pod sałatkę mogę też wypić butelkę czer
                    > wonego. Ale białe odmiany są smaczniejsze. Wyjątkiem jest beaujolais z gamay i
                    > podobne, np. "świeża" frankovka modra ze Słowacji. Chianti, rioja, kadarki mogą
                    > nie istnieć.

                    Omine chrupiacy boczek wink
                    Lubie chardonnay kalifornijskie. Jest miekkie, delikatne, lagodniejsze niz francuskie. Fajne jest tez australijskie. Chilijskie nie. Nie mam wysublimowanego smaku wink lagodne wino swietnie mi sie 'wiaze' z wyrazistymi salatkami czy makaronem frutti di mare, takze z serami czy owocami. No i jest smiesznie tanie w Niemczech smile


                    > Niekoniecznie. Melon, w moim pojmowaniu kuchni, jest owocem. Jako taki nie jest
                    > podstawą do dań, tylko co najwyżej ich ozdobnikiem, jak kapary. Albo deserem.
                    > To chciałem wyrazić.

                    Jasne ze owoc. Deser lub przekaska.

                    > Oczywiście, że nie będę się śmiał. Co najwyżej napiszę, że ciecz sprzedawana po
                    > d nazwą "karmi" nie jest piwem, ponieważ nie spełnia wymogów definicji piwa. Po
                    > dobnie jak każda inna ciecz, która zamiast informacji o składzie, posiada z tył
                    > u napis: "zawiera słód jęczmienny". Może i zawiera, 5% ? 10% ? Ale piwem nie je
                    > st.

                    Nieeee wink Pije w miare normalne piwo (choc koledzy mnie wysmiewaja ze uwazam je za normalne). Lubie zielonego Bosmana (piwo lokalne), jesli jestem w Niemczech pije Berliner Kindl, czasem Oettinger a czasem 'co jest' wink Wiekszosc jest dla mnie zbyt gorzka ... Jesli mam okazje - probuje piwa z malych browarow. Bardzo lubie. Ale 'damskiech' wynalazkow karmelowych, wisniowych czy innych paskudztw nie tykam. Zniose nadmierna goryczke w piwie. Nie scierpie owocowych aromatow.
                    Wyjatek to Corona z limonka (normalny piwosz tego nie pije wink).

                    tete
      • wikul Re: Dieta a grupa krwi, ostatnio robi się 10.05.11, 21:36
        pan.scan napisał:

        > modne. Próbowałem żyć w zgodzie z naturą, ale do tego trzeba mieć dużo cierpliw
        > ości, kasy i służbę.


        Otóż to, też bym próbował gdyby nie to o czym wspomniałeś.
      • jola.iza1 Re: Dieta a grupa krwi, ostatnio robi się 10.05.11, 21:49
        www.grupakrwi.info.pl/dieta-dla-grupy-krwi-a/
        To ja se całkiem niewskazanie w połowie, w drugich pięćdziesięciu procentach na wskazanychsmile
        Jednym zdaniem, bez tej diety wiem co jeść? Bilans musi wyjść na zerosmile
      • xiazeluka "Dieta pod grupę krwi" - bujda 11.05.11, 13:28
        Większości z nazwanych "wskazane" nie biorę do ust: albo nie lubię, albo nie mam ochoty kosztować.
        Większość z nazwanych "niewskazane" pochłaniam w dużych ilościach.

        Daję słowo honoru, że nie jestem martwy. Raczej przeciwnie.

        Skoro więc mój organizm nie odczuwa potrzeby pochłonięcia jakiegoś świństwa w rodzaju wątroby, fasoli, gryki, fig, glonów, to najwyraźniej nie są one mi do niczego potrzebne.
        • jaceq Re: "Dieta pod grupę krwi" - bujda 12.05.11, 22:39
          xiazeluka napisała:

          > Większości z nazwanych "wskazane" nie biorę do ust: albo nie lubię, albo nie ma
          > m ochoty kosztować.
          > Większość z nazwanych "niewskazane" pochłaniam w dużych ilościach.

          I tak powinno być. Jeżeli mój organizm domaga się piwa, słoniny, jajek, fajek, ostryg, serów, brandy i czego tam jeszcze, to znaczy, że do czegoś to mu jest potrzebne. Organizm, przez te parę lat, co się dobrze poznaliśmy, jeszcze mnie nie oszukał i mogę też powiedzieć, że głupi nie jest. Daję mu, czego potrzebuje i żyjemy w zgodzie i harmonii, od czasu do czasu pośmiejemy się razem z różnych oszołomów diety wegańskiej czy innej równie głupiej, jednak nie dopuścimy do ingerencji osób postronnych w nasze zgodne współżycie.
    • jola.iza1 Re: Zara, moment? 10.05.11, 21:36
      To ja się wypowiem, co mi tam, wnuczęta mam, wszak?
      Z całej czwórki, jedno od zawsze nie je mięsa, jedno w porywach lubi kurcaka, wszystkie trzy czasYma rybę. Jeszcze jedno nie jada warzyw i owoców, zażera się kiełbasą. To czwarte nie lubi/jada słodkiego( to po mnie ma) Ta najstarsza nie jada mięsa, to się popytałam dawno temu, poczytałam. Może jednak zapomnieliśmy w pośpiechu co jest dla nas zdrowe, potrzebne, co nam szkodzi? A potem, jak zwykle, wszystko da się przerobić na politycznych, choćby trawożerców?
      • jola.iza1 Re: I coby było jasne 10.05.11, 21:41
        Najstarsza Wnusia jeszcze nie ma trzynastu lat, nieznane wszystkim są mody na jedzenie/niesmile
    • ewa8a Re: Trawożercy 11.05.11, 08:29
      Okres bezkrytyczny w stosunku do soi mamy już chyba za sobą. Mięso jako uzupełnienie diety, szczególnie w naszym klimacie nie jest w stanie zaszkodzić, może poza specyficznymi wyjątkami.

      ,,Fundacja Weston’a A. Price’a opracowała biuletyn „Soy Alert !”
      Podsumowanie zagrożeń spożywania soi:

      Wysoki poziom kwasu fitynowego w soi zmniejszenie przyswajania wapnia, magnezu, miedzi, żelaza i cynku. Kwas fitynowy w soi nie jest neutralizowane przez zwykłe metody przygotowania takich jak moczenie, kiełkowanie i długie, powolne gotowanie. Wysoki poziom tego kwasu w diecie powodował problemy wzrostu u dzieci.
      Inhibitorów trypsyny w soi zakłóca trawienie białka i może powodować zaburzenia trzustki. W badaniu zwierząt soi zawierające inhibitory trypsyny spowodował zahamowania wzrostu.
      Fitoestrogeny sojowe zaburzają funkcję wydzielania wewnętrznego i mogą powodować bezpłodność i raka piersi u kobiet dorosłych.
      Fitoestrogeny sojowe mogą wpływać na niedoczynność tarczycy i mogą powodować raka tarczycy. U niemowląt, zużycie wzoru soi było związane z autoimmunologicznymi chorobami tarczycy.
      Witamina B12 w soi nie jest wchłaniane i faktycznie zwiększa zapotrzebowanie organizmu na witaminy B12.
      Przetwory sojowe zwiększają zapotrzebowanie organizmu na witaminy D.
      Przetwarzanie białka sojowego wpływa na tworzeniu toksyn i wysoce rakotwórcze nitrozoaminy.
      Przetwory sojowe zawierają wysoki poziom aluminium, który jest toksyczny dla układu nerwowego i nerek. ''

      wygrajzrakiem.net.pl/2011/02/23/niezdrowa-soja/
    • matelot Re: Trawożercy 11.05.11, 17:53
      Skoro Ada deklaruje, że watek wyklikuje to znaczy, że tą watek wartościowy i warty tego by poczytać a może i coś napisać.smile

      Wyszedł mi rym quasiczęstochowski ale co mi tam... smile
    • matelot Re: Trawożercy 11.05.11, 18:07
      Za komuny takie hasełko - "Mięso szkodzi zdrowiu", cieszyłoby się uznaniem władzy, która notorycznie nie wywiązywała się z dostaw oraz byłoby z szyderstwem traktowane przez stojące w tasiemcowych kolejkach tłumy osób spragnionych dobrze przyswajalnego białka.

      Co do oszołomstwa... a niech oni tam sobie protestują. Nawet rozumiem tą panią co to chleb miała na myśli twierdząc, że "Mężczyźni wegetarianie są mniej narażeni na problemy z potencją". Pewnie jest to fakt potwierdzony praktyką czyli empirycznie dowiedziony.
      Pozwoliłem sobie spuścić z wodzy fantazję i wyobraziłem sobie jak tego, co ta pani twierdzi, można było dowieźć. Wyszło mi, że miała kilku kochanków, których regularnie kusiła swoimi wdziękami. Panowie jadający mięso pozostawali na wdzięki kusicielki ślepi i głusi z czego łatwo wnioskować, że nie jedząc mięsa traci się słuch i wzrok a nie potencję. smile
      • jaceq Re: Trawożercy 12.05.11, 22:31
        matelot napisał:

        > z czego łatwo wnioskować, że nie jedząc mięsa traci
        > się słuch i wzrok a nie potencję. smile

        Wniosek wydaje mi się więcej niż prawdopodobny.
    • wkkr Jeśli sam nie chowasz, nie bijesz i 12.05.11, 22:02
      nie sprawiasz gadziny, to smaku prawdziwego boczku tez nie znasz.
      To co kupujesz w sklepie to tylko wariacja na temat boczku jest.
      • jaceq Re: Jeśli sam nie chowasz, nie bijesz i 12.05.11, 22:30
        Ależ wiem. Nie kupuję w sklepie boczku duńskiego, który na patelni zachowuje się dokładnie jak kauczuk i podobnie pachnie. Sam nie sprawiam, nie karmię, nie biję, ale mam swoje źródła.
        A co powiesz o boczku z dzika?
        • wikul Re: Jeśli sam nie chowasz, nie bijesz i 12.05.11, 22:57
          jaceq napisał:

          > Ależ wiem. Nie kupuję w sklepie boczku duńskiego, który na patelni zachowuje si
          > ę dokładnie jak kauczuk i podobnie pachnie. Sam nie sprawiam, nie karmię, nie b
          > iję, ale mam swoje źródła.
          > A co powiesz o boczku z dzika?


          Zawsze gdy ogladam tzw.boczek duński zastanawim sie dlaczego sklepy chwalą sie tym wyrobem. Powinni ten fakt ukrywać raczej w głebokiej tajemnicy.
          Moze dlatego że ten wirtualny boczek jest chudy jak na reklamowych rysunkach ?
          • jaceq Re: Jeśli sam nie chowasz, nie bijesz i 12.05.11, 23:12
            > Moze dlatego że ten wirtualny boczek jest chudy jak na reklamowych rysunkach ?

            Boczek powinien być tłusty. Jeżeli stosunek warstw białych do czerwonych jest jak 1:4, to coś jest bardzo nie halo. W takich boczkach warstwy białe zawierają jakieś przezroczyste farfocle, których w prawdziwym boczku nie ma. Taki boczek, niekoniecznie nawet duński, rzucony na patelnię, zamiast wytapiać się z niego tłuszcz i robić się chrupki, przywiera na stałe do patelni, nie wydziela z siebie ani kropli tłuszczu, tylko jakąś galaretowatą substancję, która szybko czernieje no i ten zapach, ta woń kojarząca się z kaloszami. Taki "boczek" należy obchodzić dziesiątą ulicą.
            • matelot Re: Jeśli sam nie chowasz, nie bijesz i 13.05.11, 07:26
              Powiedz to osobnikowi "walczącemu" ze złym cholesterolem, którego źródłem jest ów smaczny tłuszczyk. Właśnie wczoraj spożyłem jajecznicę na chudziutkim, wędzonym boczku. Czy był duński? - nie wiem. Może był nawet ze świni futerkowej, zważywszy na zachwiany stosunek warstw tłustych do chudych na korzyść tych ostatnich, niemniej smakował wybornie lub mam problemy z czasów kiedy mięso było na kartki smile
              • jaceq Re: Jeśli sam nie chowasz, nie bijesz i 13.05.11, 11:07
                > Powiedz to osobnikowi "walczącemu" ze złym cholesterolem

                A po co? Jeżeli walczy z nim u siebie, to jego sprawa, ja na jego miejscu zrezygnowałbym z boczku w ogóle na rzecz jakichś innych, mniej cholesterolowych części zwierząt, albowiem raczej jestem pewien, że sztucznie odchudzany "boczek" jest takim samym (albo i większym) źródłem cholesterolu, co naturalny, nie mówiąc już o syfie, który w takim plastikowym boczku zastępuje tłuszcz (typoszereg "E", 'sztuczne prezerwatywy' (artificial preservatives) wink , wspomagacze smaku i aromatu, no i przede wszystkim ta magiczna substancja, która ma za zadanie związać jak najwięcej kranówki).
                Natomiast jeśli walczy z cholesterolem u innych, to wysoko oceniam prawdopodobieństwo, że prędzej czy później to nie cholesterol będzie jego głównym problemem zdrowotnym, tylko złamany nos i wybite zęby.

                > Właśnie wczoraj spożyłem jajecznicę na chudziutkim, wędzonym boczku.

                Spożyłeś jajecznicę na tłuszczu, którego użyłeś, może smalec, może masło, olej, margaryna, towot - nie wiem. Ten "boczek" był takim samym dodatkiem, jak np. pomidory, czy szczypiorek. Mam propozycję - zrób kiedyś taki test: kup go jeszcze raz, potrzymaj w lodówce tydzień, po czym rozwiń, oceń warstwę kleju, jakim jest pokryty i opisz wrażenia zapachowe.

                Dobry boczek wędzony kosztuje ok. 40 pln za kg. Ale to nie jest jedyny wyznacznik - trafiają się oszuści, którzy sprzedają 16-złotowy "boczek" po tyle, na zasadzie, że trafi się ktoś, dla kogo "skoro tyle kosztuje, musi być dobry". Oszustów tych zdemaskować można m.in. za pomocą proporcji, o których pisałem.

                > problemy z czasów kiedy mięso było na kartki

                Problemem w owych czasach z pewnością nie był skład surowcowy boczku (obecnie zdarza się: 100 g wędzonego boczku wyprodukowano z 72,8 g mięsa).
                • wkkr Re: Jeśli sam nie chowasz, nie bijesz i 13.05.11, 14:05
                  jaceq napisał:
                  Jeżeli walczy z nim u siebie, to jego sprawa, ja na jego miejscu zrezy
                  > gnowałbym z boczku w ogóle na rzecz jakichś innych, mniej cholesterolowych częś
                  > ci zwierząt, albowiem raczej jestem pewien, że sztucznie odchudzany "boczek" je
                  > st takim samym (albo i większym) źródłem cholesterolu, co naturalny, nie mówiąc
                  > już o syfie, który w takim plastikowym boczku zastępuje tłuszcz (typoszereg "E
                  > ", 'sztuczne prezerwatywy' (artificial preservatives) wink , wspomagacze smaku i
                  > aromatu, no i przede wszystkim ta magiczna substancja, która ma za zadanie zwią
                  > zać jak najwięcej kranówki).
                  =====================
                  Święte słowa.
        • wkkr Z pewnych względów nie jadam 13.05.11, 14:02
          boczku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka