Gość: adamm
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
09.06.04, 01:40
nie pisać.
Niech przemówi sam Francuz, francuski Żyd - krytyka będzie tym bardziej
wiarygodna:
Fragment:
Czy Stany Zjednoczone mogą jeszcze domagać się prawa do ingerencji w imię
krwi przelanej za wyzwolenie Europy? Tak. Mimo wszelkich niedawnych
niegodziwości, do jakich doszło w irackich więzieniach? Wbrew aktom moralnie
nie do zniesienia, szkodliwym politycznie i strategicznie absurdalnym, za
które USA ponoszą całkowitą odpowiedzialność? Tak. Albowiem - na dobre i złe -
Stany Zjednoczone pozostają demokracją. Lub zgoła - najbardziej przykładną z
demokracji. Jedyną, według mojej wiedzy, która nigdy nie ocenzurowała w
trakcie trwającej wojny świadectw zbrodni, popełnionych przez jej żołnierzy.
Jedyną, pod rządami której prasa i telewizja mogą ukazać w ciągu kilku
tygodni rozmiary niecnych czynów i w swobodny sposób oceniać to wszystko, co
doprowadziło do tego wielkiego nieszczęścia. Jedyną, gdzie specjalne komisje
parlamentarne wzywają - skutecznie - prezydenta, ministrów, generałów, szefów
służb specjalnych, by ich przesłuchiwać w sposób stanowczy, bez zważania na
ich godność ani możliwe restrykcje, jakie spadną na członków komisji.
Przypominam, że Francja - tak chętnie udzielająca lekcji innym - w ciągu
ostatnich 40 lat nie oskarżyła, nie osądziła ani nie skazała żadnego ze
swoich żołnierzy, którzy torturowali w czasie wojny algierskiej. Dopiero w
2000 r. francuski parlament uznał, że tzw. wydarzenia algierskie były wojną.
Pięćdziesiąt lat po ustaniu walk, w 1995 r., prezydent Chirac uznał
odpowiedzialność Francji za to wszystko, co zdarzyło się w latach 1940 - 1945
[deportacja Żydów do obozów zagłady, łapanki organizowane przez francuską
policję - w tym ta największa, w Vel'd'Hiv w 1943 r. - przyp. tłum.]. A
dzisiaj, dziesięć lat po wydarzeniach, w odróżnieniu od Belgii, ONZ,
Waszyngtonu, mój kraj obstaje - lewica i prawica są tu zgodne - przy odmowie
wygłoszenia jakichkolwiek przeprosin wobec narodu Tutsi, na który spadła
zagłada. Oto, co wynosi nas, Francuzów, na moralne wyżyny nieosiągalne dla
tych prostackich jankesów, gnębionych do tego przez bezczelną prasę,
dociekliwych senatorów, u których rządzący zmuszani są do natychmiastowego
otwierania swoich tajnych teczek.
Gdzie indziej - proszę posłuchać różnicy w tonie - rządzi omerta. Kwiecień
2004. Pierwszy zapis na wideo: systematyczne tortury, wydłubane oczy, wyrwane
ręce i nogi rzekomych bojowników, piramida ciał. Drugi zapis: egzekucja matki
i jej pięciorga dzieci (od 12 miesięcy do 7 lat) w okolicach Szatoj, w
Czeczenii. Dwa świadectwa, nakręcone przez rosyjskich żołnierzy, przerażonych
tym, co zrobili ich towarzysze broni. Te zdjęcia publikuje jeden, jedyny
moskiewski dziennik, "Nowaja Gazieta", i nic z tego nie wynika. Żadne radio,
żadna stacja telewizyjna nie zwraca na nie uwagi. Podobnie jak wymiar
sprawiedliwości. Milczy hierarchia wojskowa i polityczna. Świat nabiera wody
w usta. Bush jest przyjmowany protestami. Putin - jak brat.
Przecież dzisiaj tylko obywatel amerykański ośmiela się spojrzeć, ocenić i
osądzić na gorąco niegodziwości popełnione w jego imieniu. Ameryka nie jest
zasiedlona przez same anioły, pozostaje niemniej ojczyzną numer 1 praw
człowieka. Dlatego, że - bardziej niż inne kraje - wyposaża się w środki
chroniące przed gwałceniem tych praw. Poszanowanie dla praw człowieka to zaś
miara naszej zdolności do oparcia się temu, co nieludzkie. Złu, z którym
musimy się wciąż mierzyć, i diabłowi, który siedzi w każdym z nas.