wikul
15.11.15, 20:31
Szanowny Panie Prezydencie,
Pozwoli pan, że tego grzecznościowego tytułu użyję tylko ten jeden raz. Tylko grzecznościowo, bo na bycie szanowanym trzeba zasłużyć. Szacunku nie dostaje się ani z nadania partii ani prezesa, ani nawet z tytułu objęcia wysokiego stanowiska. Ja w momencie pańskiego wyboru na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej kredyt szacunku Panu dałem. Mimo obrzydliwej kłamliwej kampanii prowadzonej przez pańską partię żartobliwie nazywaną prawo i sprawiedliwość, mimo morza nienawiści i prawdziwego gebelsowskiego przemysłu pogardy rozpętanego przeciwko dobremu, uczciwemu człowiekowi, jakim jest Bronisław Komorowski, dałem Panu – mały – kredyt szacunku i wiary w człowieka.
Został Pan wybrany na Prezydenta dumnego silnego państwa, należącego do Europy. Była szansa, że tak ogromny zaszczyt jest w stanie zmienić człowieka, Zmusić go do wspięcia się na palce, do przeskoczenia własnych ograniczeń i małości by sprostać wielkiemu wyzwaniu.
Nawet Pan nie spróbował. Był Pan zbyt zajęty wykonywaniem poleceń partii i prezesa związanych z realizacją kampanii wyborczej swojej dotychczasowej asystentki. Nie zawahał się Pan przed poskarżeniem się w Niemczech na Polskę i jej niesprawiedliwości związane, w domyśle, ze złą niepisowską władzą. Nie zawahał się Pan przed prowadzeniem kampanii w Paryżu, gdzie tłumaczył Polonii, że jeszcze nie pora wracać, bo jeszcze Polska jest nieodzyskana przez bliską panu formację. Przez trzy miesiące lekceważył Pan demokratycznie wybrany Rząd Rzeczypospolitej, w oczekiwaniu na lepszy wybór.
Dziś formacja, do której przynależności i wierności Pan nie ukrywał ani przez chwilę i ukrywać nie zamierza do końca swojej prezydentury, wzięła w Polsce pełnię władzy. Wygłosił Pan w związku z tym laudację z okazji nominacji p. Szydło na stanowisko premiera. Sądzę, że było panu doskonale obojętne kogo wskaże prezes partii na to stanowisko. Mógł przed panem stać Gliński, Błaszczak, Macierewicz – laudacja i tak brzmiała by tak samo.
Prezydent prawie czterdziestomilionowego kraju wygłosił wiernopoddańcze przemówienie, składając hołd i potwierdzenie wierności swojemu panu i władcy. Nie mówił pan jak prezydent, mówił pan jak urzędnik w carskiej Rosji, bo
„Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego”
Panie prezydencie: to będzie pański krzyż, który będzie pan niósł przez całą prezydenturę, tak jak swój meldunek niósł Lech Kaczyński. Ale to pański problem i wcale mi pana nie szkoda.
Mówi się, że ktoś urodzi się zduszą niewolnika, nigdy nie będzie wolny. Pewnie trzeciorzędny funkcjonariusz partii nigdy nie wyrośnie na męża stanu, ale – na Boga! – musi pan przyjąć do wiadomości, że to nie prezes Kaczyński wybrał pana na prezydenta, nawet, jeśli to on kazał panu kandydować. Na prezydenta wybrał pana Naród Polski i to o jego wielkości powinien pan pamiętać w pierwszej kolejności, a prezes, jakkolwiek dla pana ważny, powinien być na drugim miejscu.
Pisząc trzy miesiące temu artykuł „A jeśli Duda” dałem panu kredyt zaufania i wyraziłem nadzieję wielu głosujących na Prezydenta Komorowskiego, że być może „dasz radę”
Dzisiaj oczekuje tylko minimum przyzwoitości. A i tak obawiam się rozczarowania.
Jacek Parol