gandalph
27.01.05, 10:45
Po raz któryś już od 1989 r. odżywa sprawa tzw. teczek, tym razem za
przyczyną aktywistów spod znaku LPR. Po raz kolejny też rodzi się we mnie
wątpliwość, czy chodzi o naiwność, głupotę czy może o cyniczną prowokację?
Niezależnie od tego, o którą z ewentualności chodzi, dyskwalifikują one
autorów jako polityków; politykowi nie przystoi naiwność, tym bardziej
głupota, zaś prowokatorów należy po prostu tępić.
Na co liczą autorzy tego pomysłu? Na oczyszczenie atmosfery politycznej w
kraju? Jakim cudem? Przecież mówiono już wielokrotnie, że akta nieboszczki SB
zostały gruntownie przetrzebione u schyłku lat 80-ych XX w., ponoć
to "trzebienie" trwało jeszcze na początku roku 1990. Oznacza to tylko tyle,
że zostało to, co SB chciała aby zostało. Zadam zatem naiwne pytanie, czy SB
z miłości dla ojczyzny zostawiła Najjaśniejszej wszystko to, co miała
najcenniejszego? Czy może wręcz przeciwnie, pozostawiła "truciznę" rażącą zza
grobu?
Nie trzeba być zbytnio przenikliwym ani namiętnym "czytaczem" literatury
sensacyjnej, aby odkryć tę oczywistość, że nie wszystko, co było zawarte w
archiwach SB przed ową akcją niszczenia teczek miało jakąkolwiek wartość.
Danych o najwartościowszych (z punktu widzenia SB) agentach nigdy tam nie
było, nie było więc co niszczyć. Najbardziej szkodliwi agenci to ci, którzy
swoje teczki mieli w Moskwie (do tych teczek i tak nigdy nie dotrzemy). Przy
okazji: Moskwa z pewnością miała niezależne od SB i PZPR kanały zdobywania
informacji. Wreszcie, postawmy samych siebie (w wyobraźni) w roli oficera SB,
który ma wyjątkowo wydajnego informatora. (wiadomo, że w "służbach" danych
osobowych agentów nie ujawnia się nawet przełożonym). Na podstawie prostego
zestawienia uzyskanych informacji ktoś móglby zidentyfikować źródło ich
pochodzenia. Zatem, co robi oficer? Zdobyte informacje "rozpisuje na role"
tj. zakłada parę teczek lipnych agentów, wziętych choćby z książki
telefonicznej. I teraz, po latach, któryś z takich nieszczęśników dowiaduje
się, że figuruje na liście seksotów. Jak ma się bronić?
Co niektórzy, na zarzut nieprawdziwości danych w teczkach, mówią, "a po co SB
miałaby tworzyć fałszywki, żeby oszukiwac samą siebie?" Ależ tak, tyle, że
może nie samą siebie, lecz swoich przełożonych. Jeszcze przed 1989 r. wiadomo
było, że MSW w latach 80-ych podwoiło się, tzn. wszystkie wydziały w MO
zostały zdublowane przez swoje odpowiedniki w SB, łącznie z wydziałami PG.
Przecież ci oficerowie musieli czymś się wykazać, aby uzasadnić swoje
apanaże, premie, talony na samochody itd. A papier jest cierpliwy!
Albo weźmy inną ewentualność. Oto jakiś sprytny opozycjonista wymyka się
latami SB-cji, a ta na odchodnem zakłada mu teczuszkę, potem ktoś
robi "przeciek kontrolowany" i taki gość jest spalony, mimo że z SB nie
współpracował, a wręcz przeciwnie. Kto i w jaki sposób ma zweryfikować te
dane? Może powołać dawnych SB-ków na biegłych, aby temu delikwentowi
wystawić "certyfikat moralności"?
Krótko mówiąc, śmieci pozostawione przez SB nie mają żadnej wartości
operacyjnej, być może mają jakąś wartość dla historyków, dlatego im właśnie
należy to pozostawić.
Dlatego uważałem i uważam, że zamiast urządzać wojnę teczkową w imię
oczyszczania kraju od byłych seksotów lepiej zająć się likwidacją pożywki dla
dawnych kanalii. To znaczy, dokończyć prywatyzację, zlikwidować bariery dla
przedsiębiorczości itd. itp. Tymczasem w tej dziedzinie jest bardzo duzo do
zrobienia. Ba, pod pewnymi względami nawet cofamy się. Przypomnę, że ustawa o
działalności gospodarczej z 1988 r. (!) przewidywała tylko kilka rodzajów
działalności wymagającej koncesji: wydobycie i przeróbka kopalin, radiofonia
i TV, wytwarzanie i obrót uzbrojeniem, amunicją i materiałami wybuchowymi,
wytwarzanie i obrót środkami farmaceutycznymi, wytwarzanie i obrót alkoholem.
Może coś pominąłem. Nie minęło parę lat i lista rozszerzyła się do coś ok.
100 pozycji. Przecież nie kto inny jak ex-minister Glapiński wprowadził
koncesjonowanie handlu paliwami, czego ustawa Rakowskiego nie przewidywała
(to tylko dla przykładu). Nie muszę dodawać, że za każdym takim
koncesjonowaniem idą różne dziwne powiązania.
Lustracja? Owszem, ale nie pod kątem współpracy z d. SB, lecz pod kątem po
prostu kwalifikacji (myślę o sędziach, prokuratorach, lekarzach,
nauczycielach i paru innych profesjach).
Co byśmy nie zrobili z teczkami, to i tak likwidacja spuścizny po PRL zajmie
1-2 pokolenia. Najtrudniej jednak zlikwidować to, co tkwi w mentalności
ludzi, a z tym nie jest najlepiej. Dodajmy: niejednokrotnie mamy do czynienia
z "zakażeniem wtórnym"; ten i ów młody czlowiek, ktory nie może pamiętać
czasów PRL, głosi poglądy jakby naczytał się "Trybuny Ludu" z
jej "najlepszych" czasów. Wyrugowanie takich bzdur wymaga najwięcej czasu.