Dodaj do ulubionych

Geniusz Prezydenta!

25.03.05, 17:56
Tym razem Lecha Wałęsy:

"Pewnym ludziom puknęło na głowę. Mnie też puknęło, bo byłem bez przerwy w
walce. Przez tamte warunki każdy z nas jest troszeczkę zboczony"

www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20050325&id=my11.txt
Obserwuj wątek
    • wikul Re: Geniusz Prezydenta! 25.03.05, 19:30
      wieprz-nieczysty napisała:

      > Tym razem Lecha Wałęsy:
      > "Pewnym ludziom puknęło na głowę. Mnie też puknęło, bo byłem bez przerwy w
      > walce. Przez tamte warunki każdy z nas jest troszeczkę zboczony"
      >
      > www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20050325&id=my11.txt


      A oto co o autorze , "obrońcu polskości i kościoła" pisze Tomasz P.
      Terlikowski, ("Racja Polska", Nr 28 - 13.07.2003 - fragment)

      Życiorys spisany na nowo
      Na tej stronie można zapoznać się również z biografią autora. Dowiedzieć się z
      niej można, że Jerzy Robert Nowak "urodził się 8 września 1940 roku w Terespolu
      nad Bugiem", że jest historykiem (profesorem wyższej uczelni) i publicystą.
      Autorem 20 książek i ponad 600 artykułów. Czołowym polskim specjalistą w
      zakresie historii i kultury węgierskiej, autorem m.in. książek o Powstaniu
      Węgierskim w 1956 r., historii literatury węgierskiej XX wieku, wyboru
      pamiętników Franciszka II Rakoczego.
      To wszystko oczywiście jest prawda, ale... z oficjalnej, można by powiedzieć
      kanonicznej wersji biografii profesora niewiele można się dowiedzieć. Pomija
      ona bowiem niejako milczeniem prawie 50 lat jego życia, które spędził na
      wiernej służbie Polsce Ludowej. Jerzy Robert Nowak niechętnie wspomina o tym,
      że przez większą część swojego życia był członkiem sojuszniczej dla PZPR
      partyjki nazywającej się Stronnictwem Demokratycznym. Pod koniec PRL-u udało mu
      się nawet, niewątpliwie za zasługi wejść do jej władz.
      "Niezłomny bojownik o polskość", "wybitny antykomunista", "sumienie polskich
      katolików i narodowców" w okresie PRL-u zajmował się także wierną służbą
      ówczesnym jego władcom. Był pracownikiem ambasady PRL na Węgrzech i
      podlegającego MSZ Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM). Obecnie
      każdy pracownik tych instytucji musi przejść szczegółową kontrolę odpowiednich
      służb. Trudno sobie wyobrazić, by wtedy było inaczej i by opozycjonista i
      prawdziwy antykomunista mógł mieć dostęp do ściśle strzeżonych tajemnic
      dyplomacji komunistycznej.
      Oczywiście można przyjąć, że Jerzy Robert Nowak doskonale się kamuflował. I
      jest to chyba najprawdziwsza wersja. Kamuflaż był tak dobry, że nikt - nawet on
      sam - nie wiedział jeszcze w czasach komunizmu, że w istocie jest
      niepodległościowcem i antykomunistą, a nie lojalnym aparatczykiem Polskiej
      Rzeczpospolitej Ludowej.
      Spór o kolaboranta...
      Całkiem niedawno Jerzy Robert Nowak wydał kolejną poważną pracę, w której
      rozprawia się z mitem poety dla dzieci Jana Brzechwy. W książce tej autor
      udowadnia, że nie należy dzieciom czytać bajeczek o np. lisie Witalisie, bowiem
      ich autor przez 10 lat kolaborował ze stalinizmem. "Spór o kolaboranta
      Brzechwę", bo taki tytuł nosi owo wiekopomne dzieło ma na celu "ukazanie istoty
      hańby domowej niektórych głośnych polskich autorów na przykładzie 10-letniej
      prostalinowskiej "twórczości" Jana Brzechwy. J. R. Nowak demaskuje próby
      tuszowania tej hańby przez oskarżanie krytyków Brzechwy o rzekomy antysemityzm.
      I w sumie dobrze, że taka książka się ukazała, bowiem rzeczywiście Brzechwa,
      tak jak wielu polskich autorów ma na sumieniu obrzydliwe panegiryki na cześć
      Józefa Stalina czy Bolesława Bieruta. Szkoda tylko, że książkę tę napisał
      człowiek, który sam jeszcze w latach 80-tych (gdy za działalność opozycyjną
      trafiało się najwyżej do więzienia, a nie skazywano na śmierć, a myślenie
      samodzielne było w zasadzie bezkarne) bronił, jako w sumie uczciwego człowieka
      zbrodniarza formatu równego Stalinowi (a kto wie, czy biorąc pod uwagę rozmiary
      kraju, w jakim rządził i szkody, jakie mu wyrządził nie większego), czyli
      dyktatora komunistycznej Albanii Envera Hodży. W opublikowanej wówczas pracy
      Nowak napisał: "niesłuszne wydają się sądy pomniejszające czy wręcz negujące
      intelektualne i polityczne zdolności Hodży".
      Warto przypomnieć, że słowa te odnoszą się do człowieka, który otwarcie
      kontynuował tradycje polityczne największych zbrodniarzy XX wieku - Józefa
      Stalina i Mao Tse Tunga. Skazywał on setki tysięcy swoich poddanych na łagry (i
      to nawet wtedy, gdy gdzie indziej one zniknęły), których okrucieństwo trudno
      nawet porównywać z okrucieństwem najsurowszych łagrów sowieckich. Czystki były
      w partyjnym aparacie Albanii na porządku dziennym.
      Albania również, jako pierwsza w 1967 roku ogłosiła się jedynym państwem
      ateistycznym na świecie. To od niej rozpoczęły się brutalne czystki w
      kościołach. "Prymas Gaspar Thaci, arcybiskup Szkodry, zmarł w areszcie domowym,
      strzeżony przez tajną policję. Vincent Prendushi, arcybiskup Durresi, skazany
      na trzydzieści lat ciężkich robót, zmarł w lutym 1949 roku, najprawdopodobniej
      na skutek tortur. W lutym 1948 roku skazano na śmierć i rozstrzelano pięciu
      duchownych, wśród nich biskupów Volai i Ghini, nuncjusza apostolskiego. Ponad
      stu zakonników i zakonnic, księży i seminarzystów zostało straconych lub zmarło
      w więzieniu. (?) Wybiegnijmy w przyszłość i przypomnijmy, że w 1967 roku Enver
      Hodża oświadczył, że Albania stała się pierwszym ateistycznym krajem na
      świecie. A gazeta "Nendori" doniosła z dumą, że wszystkie meczety i kościoły
      zostały zburzone lub zamknięte: w sumie 2169, w tym 327 sanktuariów
      katolickich" - opisuje losy Albanii w "Czarnej księdze komunizmu" Karel
      Bartosek.
      To wszystko nie przeszkodziło jednak Nowakowi uznać wielkości politycznej i
      intelektualnej Hodży. Powstaje pytanie, czy "jeden z najwybitniejszych
      historyków współczesności" o tym nie wiedział, czy udawał, że nie wie. Jeśli to
      pierwsze - to trudno uwierzyć w rzetelność obecnych jego prac, jeśli to
      drugie?, to trzeba sobie zadać pytanie czy autor "Sporu o kolaboranta Brzechwę"
      sam także nim nie był.
      Hungarysta na usługach
      Za tą drugą możliwością przemawia inna część twórczości Jerzego Roberta Nowaka.
      W większości swoich życiorysów podkreśla on, że jest znakomitym znawcą historii
      i kultury Węgier. Uważny czytelnik tych jego prac, gdy już otrząśnie się z
      zachwytów nad bogactwem bibliograficznych szczegółów, musi jednak zauważyć, że
      książki te pisane były na wyraźne zamówienie władz, albo - przynajmniej ze
      świadomością, że muszą być napisane tak, by podobały się komunistom.
      W opublikowanej w 1988 roku pracy "Węgry. Burzliwe lata 1953-1956", wydanej w
      wydawnictwie (sic!) Związku Studentów Polskich Almapress-Studencka Oficyna
      Wydawnicza ZSP, Nowak niezwykle ostro ocenił bohaterskiego węgierskiego
      kardynała Mindszentyego. Powód był niezwykle prosty: węgierski hierarcha w
      odróżnieniu od Nowaka był za czasów komunizmu anty-komunistą. Dlatego zdaniem
      Nowaka nie da się wybronić tezy zachodnich historyków, którzy w postawie
      kardynała widzieli przede wszystkim chrześcijańską obronę prawdy. "Nie wydają
      się uzasadnione stosowane przez niektórych autorów zachodnich (...) próby
      wybronienia postawy Mindszentyego. (...) W sprzeczności z odpowiednimi
      fragmentami z przemówienia Mindszentyego pozostaje np. opinia Hugh Seton-
      Watsona, który twierdził, iż kardynał Mindszenty przedstawił się nie jako
      reakcjonista, żądny zemsty... lecz jako chrześcijański patriota, występujący na
      rzecz jedności narodu...". Jednym słowem kardynał Midszenty był dla Nowaka
      antykomunistycznym, nierozumiejącym historycznych konieczności, chorym z
      nienawiści człowiekiem, którego słusznie pozbyto się z Węgier.
      Jak na obecnego antykomunistę Nowak dość dziwnie ocenia "zasługi" Armii
      Czerwonej dla rozwoju Węgier. "Załamanie się horthystowskiej struktury państwa
      i wejście wojsk radzieckich stworzyło możliwość przeprowadzenia radykalnych
      zmian gospodarczych i społecznych niezbędnych dla zdrowego rozwoju kraju". A
      zatem, zdaniem Jerzego Roberta Nowaka - socjalizm czy wręcz komunizm jest
      zdrowym kierunkiem rozwoju kraju. Nad fałszerstwami i oszustwami, dzięki którym
      komuniści doszli do władzy na Węgrzech Nowak przechodzi do

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka