Dodaj do ulubionych

Oko Boga na was patrzy!

17.11.05, 18:43

urbanlegends.about.com/gi/dynamic/offsite.htm?
site=antwrp.gsfc.nasa.gov/apod/ap030510.html
Obserwuj wątek
    • zupagrzybowa Helix Nebula @ Aquarius 17.11.05, 22:34
      The Helix Nebula, given a technical designation of NGC 7293, lies about 650
      light-years away towards the constellation of Aquarius and spans about 2.5
      light-years.

      wink))

      antwrp.gsfc.nasa.gov/apod/astropix.html
      • blanka_lock Re: Helix Nebula @ Aquarius 17.11.05, 22:50
        Przepiękne zdjęciasmile))
        Rozpiętość Nebuli 2.5 roku świetlnego??? Nie mogę sobie wyobrazić tego.
        • aurora.we.mgle co to lata swietlne: 17.11.05, 22:58
          1 rok swietlny to 10 trylionow km, czyli 2,5 roku to 25 trylionow km. To chyba
          latwiej sobie wyobrazicsmile
          -----

          Note on Cosmic Distances
          In astronomy, distances are measured in units of light years, where one light
          year is the distance that light travels in a year—10 trillion kilometers. For
          historical reasons having to do with measuring distances to nearby stars,
          professional astronomers use the unit of parsecs, with one parsec being equal
          to 3.26 light years.

          Astronomers compute the distance to remote galaxies (ones that are more than
          about 20 million light years away) with Hubble's law. According to Hubble's
          law, the universe is expanding in such a way that distant galaxies are receding
          from one another with a speed which is proportional to their distance. The
          recession causes the radiation from a galaxy to shift to longer wavelengths—the
          red shift. From a measurement of the red shift and the constant of
          proportionality, called Hubble's constant, astronomers can determine the
          distance to a galaxy.

          One of the central problems of modern astronomy is to accurately determine
          Hubble's constant, which is a measure of the rate of expansion of the universe.
          At present it is known to an accuracy of about 20 percent, so we usually modify
          distances by saying "about 100 million light years," for example. We assume
          throughout the Photo Album a value of the Hubble constant that corresponds to a
          recession velocity of 600 kilometers per second for a source at a distance of
          30 million light years or 10 million parsecs (H0 = 60 km/s/Mpc).
      • drf a na sloncu czarna plama wielkosci Jupitera.... 17.11.05, 22:52

        spaceweather.com/
        BIG SUNSPOT: An impressive sunspot, "NOAA 822," has appeared on the
        Earth-facing side of the sun. Measured from end to end, it is wider than
        Jupiter, and it is crackling with M-class (medium-sized) solar flares. So far
        none of the explosions has hurled a coronal mass ejection toward Earth.
        Geomagnetic storms and auroras are possible, however, if this 'spot unleashes a
        major flare in the days ahead.


        822 ?
      • jaceq Re: Helix Nebula @ Aquarius 17.11.05, 23:24

        A to w ogóle istnieje?

        antwrp.gsfc.nasa.gov/apod/image/0511/ngc346_hst_lf54.jpg

        Mnie to wygląda, jak moja wątroba w obecnym stadium.


        zupagrzybowa napisała:
        > The Helix Nebula...

        _____________________________
        Ojciec Dyrektor: "Radio Maryja to zbiorowa psychoterapia"
        • zupagrzybowa oczy w kosmosie 17.11.05, 23:52
          antwrp.gsfc.nasa.gov/apod/ap051006.html
          This gorgeous island universe lies about 85 million light-years distant in the
          southern constellation Fornax. Inhabited by young blue star clusters, the spiral
          arms of NGC 1350 seem to join in a circle around the galaxy's large, bright
          nucleus - giving the galaxy the appearance of a limpid cosmic eye. NGC 1350 is
          about 130,000 light-years across making it as large or slightly larger than our
          own Milky Way.
          • aurora.we.mgle zezowane oczy w kosmosie na dzis:) 19.11.05, 01:53
            www.universetoday.com/am/uploads/2005-1115d316-full.jpg
            • aurora.we.mgle a to MY, czyz nie jestesmy supraboscy? 19.11.05, 02:01
              cassfos02.ucsd.edu/public/tutorial/MW.html
              • owca_czarna Re: a to MY, czyz nie jestesmy supraboscy? 19.11.05, 02:45
                aurora.we.mgle napisała:

                > cassfos02.ucsd.edu/public/tutorial/MW.html

                Cudeńka dzieją się na tym niebie. Można być tego świadkiem ... tylko aniołów
                tam brak.

                www.planetarium.torun.pl/orbitarium/orbiatrium.html
          • palnick Oczy w kosmosie? Raczej boże jajko sadzone :) n/t 19.11.05, 08:34
            • aurora.we.mgle Re: Oczy w kosmosie? Raczej boże jajko sadzone :) 19.11.05, 16:13
              dzien dobry Palniczku. Wprawdzie nie mozna wykluczyc tej ewentualnisci, to
              jednak nalezaloby najpierw udowodnic, ze B-g ma jajka, a jesli ma, to
              zastanowic sie, kto mogl je posadzic w kosmosie. Koniecznie nalezy wyslac w
              kosmos kolejne sondy, ktore zaczna zbierac dowody do tej intrygujacej tezy,
              ktora wszelako zblizylaby B-ga do czlowieka. Nalezy ponadto ustalic plec B-ga,
              bo "jajko" moze przeciez przynalezec do obu plci. W kazdym razie, ja
              zaladowalam sobie Droge Mleczna (eliptyczny image) na ekran komputera i teraz
              caly czas mam poczucie obcowania z kosmososem. To daje wlasciwa perspektywe na
              wszystkie nasze doczesne ludzkie problemy. Wyobraz sobie, ze my z naszym
              Sloncem okrazamy Droge Mleczne raz na 250 milionow lat. Mozna miec absolutna
              pewnosc, ze za 250 milionow lat naszego gatunku juz nie bedzie. Czy to
              pocieszajace, czy przerazajace? Cieszmy sie wiec kazda bezcenna chwila w
              obecnej organizacji "naszej" materii.
              serdecznoscismile
              • zupagrzybowa Ko(s)Miczna perspektywa.... 19.11.05, 16:44
                To jest dobry punkt wyjscia aby spojrzec z dystansem do czlowieka i jego miejsca
                w Naszym uniwersum ...wink

                hubblesite.org/newscenter/newsdesk/archive/releases/category/galaxy/
                • aurora.we.mgle Re: Ko(s)Miczna perspektywa.... 19.11.05, 17:08
                  tak wlasnie jest i zaluje niezmiernie, ze ludzie koncentruja sie na niszczeniu
                  naszego gatunku i srodowiska, zamiast na celebrowaniu cudu organizacji materii
                  zwanej zyciem.
                  pozdro zupkosmile
    • aurora.we.mgle chwila kosmicznej refleksji 19.11.05, 20:10
      A Psalm of Life
      What the heart of the young man said to the psalmist


      TELL me not, in mournful numbers,
      Life is but an empty dream!
      • jaceq Re: chwila kosmicznej refleksji 19.11.05, 23:09

        SIR ROLAND POD MROCZNĄ WIEŻĄ STANĄŁ
        Robert Browning

        Pomyślałem zrazu, że kłamie każdym słowem
        Ów chromy dziadyga ze swym złośliwym okiem,
        Którym zerkał z boku, jak łgarstwo na mnie działa,
        I z tą gębą swoją, co ledwo mogła powstrzymać
        Bliski już wybuchu napór rozradowania
        Na widok nowej ofiary pochwyconej w sidła.



        Bo, po cóż innego sterczałby tu, o kulach?
        Tylko by czatować z zapasem łgarstw i łowić
        Podróżnych, co mogliby napotkać go, gdzie stoi,
        I spytać o drogę. Jak trupio parsknąłby śmiechem,
        Jakież epitafium zacząłby mi od razu
        Wypisywać szczudłem w tym pyle przy rozstajach,



        Gdybym się skierował za jego poduszczeniem
        Na ów trakt złowróżbny, który, jak wszyscy wiedzą,
        Ukrywa Mroczną Wieżę. A jednak bez szemrania
        Poszedłem, gdzie wskazał; nie skłaniała mnie duma,
        A tym mniej nadzieja dojścia tam gdzieś do celu,
        Ale raczej ulga, że się z czymś skończy wreszcie.



        Bo cóż z mojej całej wędrówki po tym świecie,
        Cóż z mojej nauki tak wielu lat? Nadzieja
        Zmieniła się w widmo, co nie jest w stanie sprostać
        Żadnej już radości, gdyby ją sukces przyniósł -
        Więc nie próbowałem powściągać zrywu serca
        Wiedząc, że tym razem tylko klęska czeka.



        Podobnie jest z chorym, który już bliski śmierci,
        Wydaje się martwy, a czuje, jak płacz krewnych
        Wybuchnął i ustał, i jak się z nim żegnają,
        I słyszy, jak jedni wychodzą nabrać oddechu
        ("Jako że się wszystko skończyło - powiedziano. -
        I ciosu, co spada, żaden żal nie odwróci."),



        A inni się kłócą, czy przy rodzinnych grobach
        Jest jeszcze dość miejsca i jaki dzień najlepszy
        Do wyprowadzenia zwłok wraz z przygotowaniem
        Tabliczki nad grobem, szarf różnych i klepsydry -
        Ciągle słyszy wszystko i tylko o to się modli,
        Aby im wstydu nie przynieść i nie odwlec zejścia.



        Tak ja - który tyle zniosłem już dla tej sprawy,
        Któremu tylekroć wróżono klęskę, wliczany
        Tak często do "Bandy", czyli w rycerski poczet
        Tych, co Mrocznej Wieży szukają w swych wędrówkach -
        Uznałem za rzecz najlepszą przegrać jak wszyscy oni
        I już tylko drżałem, czy zdołam temu sprostać.



        Więc cicho jak rozpacz odszedłem od dziadygi,
        Od tego wstrętnego kulasa, z głównej drogi
        Na ścieżkę, którą mi wskazał. Co najmniej ponury
        Był to dzień i półmrok zapadł u jego schyłku,
        Lecz jeden błysk skośny okiem dość krwawym łypnął,
        Bym spostrzegł, jak ta równina wchłania zabłąkanych.



        Bo jeszcze po dwóch krokach nie zdążyłem się związać
        Z tym wszystkim dookoła, a już gdym stanął, by spojrzeć
        Wstecz po raz ostatni na bezpieczny gościniec -
        Gościńca nie było! Szara równina wszędzie!
        Nic, tylko równina do granic nieboskłonu.
        Musiałem iść naprzód; to tylko mogłem zrobić.



        Ruszyłem więc naprzód. Jeszczem nie widział nigdy
        Aż tak wynędzniałej przyrody; nic nie kwitło -
        Jak cedrowych gajów można by kwiatów szukać!
        Lecz chwast, wilcze łyko, zgodnie ze swoim prawem,
        Pleniło się bujnie, choć nie wprawiało w podziw,
        Rzekłbyś, że tu osty ukrytym były skarbem.



        Ubóstwo, bezwładność, a wszystko wykrzywione
        W jakiś dziwny sposób, to cały plon tej ziemi.
        "Patrz lub nie patrz - mówi Przyroda opryskliwie -
        To nie ma znaczenia; nic na to nie poradzę;
        Pomóc mi tu może tylko Sąd Ostateczny,
        Ogniem prężąc grudy i wyzwalając wnętrze."



        Gdy jakiś sterczący pęd ostu się wyniesie
        Ponad swe współziomki, łamią mu kark - bo w krzywych
        Tli zawiść. Kto zrobił te szczeliny i dziury
        W sinych liściach szczawiu - tak zmiętych, że się nigdy
        Już nie zazielenią? Jakiś zwierz przejść tu musiał,
        Na śmierć je tarmosząc w zwierzęcej swojej pasji.



        A trawa rosła skąpo jak włosy trędowatych -
        Źdźbła cienkie i wyschłe powyłaziły z błota,
        Które wyglądało jakby z krwią wymieszane;
        Jakiś koń oślepły o zesztywniałych kościach
        Stał całkiem zgłupiały - chociaż się jednak przywlókł
        Wypędzony tutaj z diabelskiej swej stadniny!



        Czy żywy? Wyglądał, jakby był raczej zdechły,
        Z tą szyją mięsistą, chudą żylastą jak struna,
        Z oczyma zgasłymi pod wyrudziała grzywą.
        Rzadko idzie w parze nieszczęście ze śmiesznością;
        Tak wielkiej odrazy jeszczem do bydląt nie czuł -
        Pewnie przez swą podłość na ten zły los zasłużył.



        Więc zamknąłem oczy, by odczuć własne serce.
        Jak człowiek, co żąda szklanki wina przed walką,
        Tak ja zapragnąłem haustu szczęśliwszych wspomnień,
        By nabrać otuchy, że i tu nie ulegnę.
        Wprzód pomyśl, walcz potem - to jest żołnierska sztuka;
        Smak czasów minionych - i wszystko będzie dobrze!



        Na nic! Przyjaciela twarz sobie uroiłem
        Rumianą w peruce z wełny złotej - zuch z niego!
        Już czułem nieledwie, jak bierze mnie pod ramię
        Swoim zwykłym gestem, by mnie zatrzymać w miejscu,
        Lecz oto - niestety! - hańba tej jednej nocy!
        Zapał uszedł z serca i zostawił je zimne.



        Potem drugi, człowiek honoru - oto stoi
        Szczery jak przed laty, kiedy go pasowano.
        Na co szlachetni się ważą (mówił) - on się waży.
        Lecz scena się zmienia - cóż za wstrętny pergamin
        Do piersi mu przypiął kat? Jego właśni ludzie
        Czytają. To zdrajca - przekląć i tylko splunąć!



        Już lepsze to, co tu i teraz, niż przeszłość taka -
        A więc z powrotem do ciemniejącej ścieżki!
        Ni widu, ni słychu, jak tylko okiem sięgnąć.
        Czy noc ześle tutaj nietoperza lub sowę? -
        Pytam, lecz cos jednak na tej posępnej równi
        Zwróciło moją uwagę i odmieniło myśli.



        Znienacka rzeczułka przecięła moją ścieżkę,
        A podeszła chytrze, jak się ślizgają węże.
        Żaden nurt ospały, pełen posępnych tonów -
        Raczej jakaś łaźnia, gdy tak pienił się mimo,
        W sam raz dla diabelskich, jarzących się w mroku racic -
        Gniew czarnego wiru opluty szumowiną.



        Wąski a złośliwy! Wzdłuż tego nurtu
        Chyliły się klęcząc skarłowaciałe olchy;
        Tam tez się rzucała z mokrych wierzb głową na dół
        Ciżba samobójców w chwili rozpaczy niemej;
        Ten nurt, co im tyle zła niósł, pomimo wszystko
        Toczy się tu dalej, nie wzruszony tym wcale.



        Kiedym brodził - wszyscy święci! - jakże się bałem,
        Że natrafię stopą na twarz jakiegoś trupa
        Albo ze kij, którym wymacywałem dziury,
        Zaplącze się nagle w czyjąś brodę czy włosy!
        Mógł to być szczur wodny potracony kosturem -
        Ale dał się słyszeć jak gdyby - och! - wrzask dziecka.



        Z ulgą osiągnąłem wreszcie brzeg przeciwległy.
        Teraz będzie lepiej. Jakże mylne przeczucie!
        Kto tu toczył walkę, jaka wojnę przynieśli
        Ci, których krok wściekły deptał mokradła, chlupiąc?
        Jak wśród ciżby ropuch wpędzonych w staw zatruty
        Lub żbików w żelaznym i rozżarzonym koszu -



        Taki się rozegrać musiał tu bój w tej niecce.
        Tu? Choć mieli całą równinę do wyboru?
        Żaden ślad nie wiedzie do tej stajni Augiasza
        I nie wyprowadza - widocznie w obłęd wpadli,
        Jak ci galernicy, wśród których straż turecka
        Chrześcijan przeciw żydom judziła dla rozrywki.



        I gorzej niż obłęd - o mile stąd - tam oto!
        Dla jakiej złej sprawy tamten przyrząd, to koło,
        Ten strug, a nie koło - brona zdolna potargać
        Tors ludzki jak jedwab? Jakieś czarcie narzędzie
        Porzucone kiedyś albo tu przeniesione,
        By stalowe zęby zardzewiałe naostrzyć.



        Dalej szmat wyręby, dawniej las, jak się zdaje,
        Potem trzęsawisko, a teraz goła ziemia,
        Żałośnie jałowa (jakby wariat z uciechy
        Zrobił cos i zniszczył, a potem zamiar zmienił
        I precz poszedł sobie!); tutaj w zasięgu oczu
        Bagno, glina, gruz, piasek - jedno czarne pustkowie.



        Jątrzy się cos w barwach wesołych i ponurych
        Na pochyłym gruncie, co w plastry mchu zapada
        Lub w inną substancję, jakby czyrakowatą;
        Dalej dąb zbutwiały, a w jego pniu szczelina -
        Jak skrzywiona warga o połupanych brzegach,
        Co się w śmierć otwiera, pękając przy konaniu.



        A do końca drogi jeszcze ciągle daleko!
        Nic, jak sięgnąć okiem, tylko ten zmierzch przede mną,
        Nic, ku czemu by krok skierować! Gdym tak myślał,
        Ptak czarny i wielki, przyjaciel Apollina,
        Tuż obok przepłynął nie bijąc smoczym skrzydłem,
        Którym mi włos musnął - to on mnie wiódł zapewne.



        Bo gdym podniósł oczy, zacząłem mimo zmroku
        Uświadamiać sobie, ze już zami
        • jaceq Re: chwila kosmicznej refleksji 19.11.05, 23:10

          Bo gdym podniósł oczy, zacząłem mimo zmroku
          Uświadamiać sobie, ze już zamiast równiny
          Są wzgórza dookoła - jeśli tak grzecznie nazwać
          Zwykle wstrętne kopy i garby okoliczne.
          Wytłumaczcie sami, dlaczego mnie zdziwiły!
          Ale jak je przebyć, tegom nie wiedział także.



          Jednak zwęszyłem w tym pewną złośliwą sztuczkę,
          Z którą - Bóg wie kiedy - już raz się gdzieś spotkałem,
          W jakimś złym śnie może. Tutaj się bowiem kończył
          Marsz naprzód tą drogą. I oto jednocześnie
          Z myślą o odwrocie - jak wtedy - coś tu trzasło
          Niby zamek bramy - i jesteśmy w pułapce!



          Ale tez od razu przyszło objawienie -
          Byłem już na miejscu! Te dwa wzgórza na prawo
          W skurczu jak dwa byki zwarte rogami w walce,
          A na lewo kopa wysoka, łysa... Głupiec,
          Kto w drzemkę zapada w tej najważniejszej chwili,
          Po latach spędzonych wśród przygotowań do niej!



          Bo cóż tam sterczało, jeśli nie Wieża sama?
          Przysadzista baszta, ślepa jak serce szaleńca,
          Z brunatnych kamieni - nie ma podobnej nigdzie
          Na szerokim świecie. Tak szyderczy elf burzy
          Nie wcześniej wskazuje niewidzialną ławicę,
          Aż wtedy, gdy statek osiada już i pęka.



          Nic nie widać? Bo mrok zapada? Ależ po to
          Powrócił dzień znowu! Zanim gasnące słońce
          Odeszło - błysnęło jeszcze przez chmur szczelinę:
          Wzgórza się pokładły jak olbrzymy na łowach
          Z łapami pod brodą wokół zwierzęta w potrzasku -
          "Pchnij i skończ z tym teraz - zarzuć go na barki!"



          Nic nie słychać? Choć gwar dookoła? Wzrastał przecież
          Jak gdyby dźwięk dzwonu. Wymieniał mi imiona
          Wszystkich awanturników przepadłych, mnie podobnych -
          Jaki ten był silny, tamten jaki zuchwały,
          Jakie ów miał szczęście - a każdy już zgubiony!
          Zgubiony! Dźwięk jeden - lata klęsk mi obwieścił.



          I oto tam stali rzędem na stołku - zebrani,
          By i na mój koniec patrzeć - żywa rama
          Do jeszcze jednego portretu; w blasku łuny
          Ujrzałem ich wszystkich i poznałem. A jednak,
          Wciąż nieustraszony, do ust mój róg podniosłem
          I zadąłem: "Sir Roland pod Mroczną Wieżą stanął."


          Tłumaczył: Juliusz Żuławski

          _____________________________
          Ojciec Dyrektor: "Radio Maryja to zbiorowa psychoterapia"
          • aurora.we.mgle Prześlizgując się ponad wszystkim 20.11.05, 05:10
            Prześlizgując się ponad wszystkim, przez wszystko,
            Poprzez Naturę, Przestrzeń i Czas,
            Jak okręt wodami sunący -
            Nie tylko życie samo, ale podróż duszy
            I śmierć, wiele śmierci opiewam.
            Walt Whitman, przeł. Juliusz Żuławski
            -------
            A ja tynmczasem zegnam sie na tydzien i udaje sie tam, gdzie ciagle lato.
    • aurora.we.mgle Moze to jest Bog? 20.11.05, 05:35
      hubblesite.org/gallery/album/nebula_collection/pr2004010f/
    • aurora.we.mgle a to Szatan?;) 20.11.05, 05:35
      hubblesite.org/gallery/album/nebula_collection/pr2005012b/
    • aurora.we.mgle a to pieklo?:) 20.11.05, 05:37
      hubblesite.org/gallery/album/exotic_collection/pr1998014j/
      Tymczasem, pa na tydzien, znikam.
      • drf ....to moja galaktyka :) 20.11.05, 22:17
        img250.imageshack.us/my.php?image=galaxjd5ui.jpg
        wink
        drf
        • tojajurek Dzięki... 21.11.05, 01:58
          Chwila kosmicznej refleksji, którą przedstawił jaceq, była bardzo piękna i
          poruszająca.
          Czytanie tego to prawdziwa radość po czytaniu postów forumowiczów w różnych
          sprawach, ale bez weny, polotu i tego błysku inteligencji.
          Po przeczytaniu czegoś takiego znowu zaczyna mi się chcieć...
          Dziękuję.
        • aurora.we.mgle Re: ....to moja galaktyka :) 29.11.05, 07:44
          a jak sie nazywa ta blekitna galaktyka z gwiazda Dawida?
          smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka