Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
27.11.02, 23:46
Wypowiedzi redemptorystów, które posłużyły do montażu filmu "Imperium ojca
Rydzyka", wyemitowanego w poniedziałek w telewizyjnej Jedynce, wykorzystano
bez wiedzy i zgody samych zainteresowanych. To jednak nie koniec pasma
starannie spreparowanej dziennikarskiej prowokacji. Okazuje się, że w
materiale wykorzystano poufne, nieprzeznaczone do publikacji dokumenty
Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. W jaki sposób znalazły się w rękach
telewizyjnej ekipy, nie wiadomo.
Ojcowie Redemptoryści, występujący w materiale filmowym, jak i prasowym
autorstwa Jerzego Morawskiego, są oburzeni zmanipulowaniem ich wypowiedzi.
Ojciec Jan Ćwikowski oświadczył, że jego wypowiedź była nagrana podstępnie i
wyemitowana bez jego zgody. W podobny sposób oszukano ojca Eugeniusza
Karpiela. "Wypowiedź moja w dobrej wierze, ze świadomością, że nie jest
nagrywana, została z pewnością w środkowej części skrócona, przez co straciła
swoje właściwe przesłanie" - napisał o. Karpiel, dodając, że redaktor Jerzy
Morawski zapewniał go, iż chce wreszcie pozytywnie pisać o Radiu Maryja,
ponieważ za dużo pisano negatywnie. "Padłem ofiarą łatwowierności, nie dałem
zgody na nagrywanie" - zapewnia zakonnik. Kilka zdań pojawiających się na
temat osoby ojca Roberta Jasiaka we wczorajszej publikacji wzbudziło niesmak
redemptorysty. "Dziwnym trafem pojawia się tam i moja postać, co może
sugerować, jakobym udzielił wywiadu autorowi reportażu lub komuś z jego
współpracowników" - wyjaśnia ojciec w specjalnie przesłanym do redakcji
piśmie.
Manipulacja i podstęp
Autorzy filmu "Imperium ojca Rydzyka" posunęli się nie tylko do
zmanipulowania wypowiedzi Ojców Redemptorystów. Posługiwanie się ukrytą
kamerą, podstępne nakłanianie do wypowiedzi i wykorzystanie w filmie
wypowiedzi wyrwanych z kontekstu - to tylko niektóre z metod pracy
telewizyjnej ekipy, kręcącej film o toruńskiej rozgłośni.
Dziennikarze z TVP oszukali także swoją koleżankę z pracy. - Zostałam
oszukana przez kierownika produkcji - mówi reżyser Anna Pietraszek, której
fragmenty prawdziwego dokumentu pt. "Każdy dzień święty ojca Rydzyka" zostały
wykorzystane w filmie Jerzego Morawskiego. Zapytał on jedynie panią
Pietraszek o tytuł filmu, który niegdyś kręciła o Radiu i jego założycielu.
Prace nad nim zajęły jej pół roku. W świecie filmowym panuje zasada, że
zawsze trzeba informować autora o chęci skorzystania z jego pracy i prosić go
o możliwość wykorzystania materiału. W tym wypadku tę zasadę pogwałcono. Anny
Pietraszek nikt o pozwolenie nie pytał, wszystko dokonało się poza jej
plecami.
Pani Pietraszek to nie jedyna osoba, którą chciał wykorzystać
autor "Imperium..." Jerzy Morawski.
- Kiedy byłam szefową senackiej komisji kultury, pan Morawski przyszedł do
mnie do sekretariatu z zapytaniem, czy mogę polecić jego osobę i scenariusz
filmu ojcu Rydzykowi - mówi nam senator poprzedniej kadencji Krystyna Czuba.
- To nieprawda, że pokazywał mi scenariusz filmu - gdybym go widziała, nie
byłabym cicho, reagowałabym - dodaje.
Informacje, jakoby Krystyna Czuba widziała scenariusz filmu, podała
wczoraj "Rzeczpospolita".
Zdania na temat emisji filmu nie zmieniło kierownictwo publicznej telewizji.
Jak poinformował nas rzecznik tej instytucji, Jacek Snopkiewicz, dyrekcja TVP
1 jest przekonana, że film został zrealizowany zgodnie z zasadami sztuki
dziennikarskiej, zasadami etycznymi i nie narusza prawa. - O publikacji
zdecydował szef działu dokumentalnego Andrzej Fidyk, a potem szef Jedynki
Sławomir Zieliński lub któryś z jego zastępców - mówi Snopkiewicz.
Przypomnijmy, że kiedy 5 lat temu telewizja ugięła się pod presją i nie
wyemitowała filmu o firmie Amway "Witajcie w życiu", nie zobaczyliśmy go do
dziś. Wówczas o planowanej produkcji poinformowano miesiąc wcześniej, tym
razem pseudokument wprowadzono do programu w ostatniej chwili.
Telewizyjna Jedynka nie jest jednak zadowolona. Okazało się, że film o
katolickiej rozgłośni obejrzało mniej osób, niż się spodziewano.
Na pytanie, co myśleć o sytuacji, w której w filmie wykorzystano wypowiedzi
osób niepublicznych, które nie autoryzowały swoich wypowiedzi, Snopkiewicz
odpowiada, że rozmówca stojący przed kamerą musi wiedzieć, jaki jest cel
nagrania, w jakim materiale jego wypowiedź się znajdzie. Ma też prawo zażądać
autoryzacji. - Czy one zostały spełnione? Mam nadzieję, że tak. Nie znam
szczegółów i konkretnych zastrzeżeń do sytuacji w filmie - tłumaczy.
- Mogę powiedzieć, choć nie w kontekście akurat tego filmu, że gatunek
dziennikarski "investigating reporting" w pewnych sytuacjach dopuszcza
używanie ukrytej kamery za zgodą zwierzchnika i gdy przemawia za tym dobro
publiczne - mówi rzecznik TVP. - Kontrowersje w tym zakresie powinna rozważyć
Rada Etyki Mediów i Komisja Etyki TVP, a niezależnie od nich pozostaje
oczywiście droga sądowa. Radio Maryja jest chyba jedynym medium, które
stworzyło interaktywność. Jest teraz pytanie, jak zareagują na emisję filmu
słuchacze, czy rzeczywiście ich uczucia zostały w jakiś sposób naruszone. W
mojej opinii nie. Główny wątek tego filmu dotyczy bowiem kwestii finansowych -
dodaje.
Jak wyciekły poufne dokumenty?
Do artykułów zniesławiających Radio Maryja dołączyła wczoraj "Gazeta
Wyborcza". Pod materiałem poświęconym Radiu Maryja widnieje informacja, że
autor przy pisaniu tekstu korzystał z pracy magisterskiej Marii
Potyńskiej "Społeczne skutki powstania i funkcjonowania katolickiego nadawcy
Radia Maryja". Szkopuł w tym, że praca jest jeszcze nieukończona, a tym
bardziej nieobroniona, a zatem ma do niej dostęp bardzo ograniczona liczba
osób - na pewno promotor i autorka. Rzeczą ciekawą jest jednak, że pani Maria
Potyńska jest pracownicą Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, asystentką
przewodniczącego Juliusza Brauna. Jeśli asystentka przewodniczącego pisze
pracę magisterską na temat jednego z nadawców, wiadomo, że materiały zbiera w
oparciu o możliwości, jakie jej udostępnia przewodniczący Krajowej Rady.
Jak zapewniła nas rzeczniczka przewodniczącego Brauna Joanna Stempień,
fragmenty pracy "Wyborcza" wykorzystała bez wiedzy autorki, która stara się
wyjaśnić, w jaki sposób tekst mógł się przedostać do prasy. Dodała też, że
według jej wiedzy, praca ma charakter socjologiczny, a autorka nie korzystała
z dokumentów tajnych, bo nie miała do nich dostępu. W publikacjach prasowych
ukazały się jednak dokumenty, które nie powinny w ogóle wyjść poza mury
siedziby Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, np. sprawozdanie finansowe
Radia Maryja. - Nie udostępniamy nikomu sprawozdań finansowych żadnego
nadawcy - wyjaśnia Stempień.
Rzecznik KRRiT zapowiedziała, że Rada będzie tę kwestię wyjaśniać.
Katarzyna Cegielska, Mikołaj Wójcik
W obronie Radia Maryja
Rodzina Radia Maryja wzywa wszystkich słuchaczy radia i Polaków zamieszkałych
w Toronto do wzięcia udziału w manifestacji w obronie Radia Maryja i Ojca
Dyrektora wobec tych oszczerczych napaści, jakie ostatnio pojawiają się w
prasie i telewizji w Polsce.
Manifestacja odbędzie się w sobotę, 30 listopada, o godzinie 14.00 przed
konsulatem przy 2603 Lakeshore Blvd. West.
Prosimy o jak najliczniejsze przybycie, zamanifestowanie swojego protestu w
obronie dobrego imienia uczciwych Polaków i ich patriotycznej działalności.
Inne czasy, ale metody te same
Za sprawą paszkwilu "Imperium ojca Rydzyka" odbyliśmy nieoczekiwaną podróż do
przeszłości - w najbardziej mroczne lata PRL. Telewizja publiczna postanowiła
pójść śladem komunistycznego aparatu bezpieczeństwa i podjęła "działania
dyscyplinujące" zgromadzenie Ojców Redemptorystów i założyciela Radia Maryja.
To nic, że czasy są inne. Metody walki z "wrogiem" pozostały te same.
Powróciła więc najbardziej wstrętna propaganda walki z Kościołem, obliczona
na wyzwolenie w widzach najniższych instynktów: niechęci, zawiści, agresji.
Spece od manipulowania zbiorow