O co właściwie chodzi z tym całym traktatem akcesyjnych i negocjacjach
pomiędzy Kościołem a rządem? Że ma on niby "gwarantować ochronę podstawowych
wartości"...
Przecież to bez sensu! Jak można w jakimkolwiek traktacie zapisać, że żaden
przyszły parlament nie będzie zmieniał tego, a tego?

Nasze prawo w ogóle pozwala na takie rzeczy?