IP: 64.114.128.* 12.11.02, 03:58
dwoch najwiekszych bajerantow na swiecie to krolowa brytyjska i papierz
dlaczego ?
krolowa sie sama zatrudnia i robi to co jest nikomu niepotrzebne a jej cala
rodzina nigdy nie miala uczciwej pracy i caly czas wyciagaja kase od ludzi w
uk
oraz commonwealth.

papierz nie jest lepszy bo obiecuje ludziom to czego nikt nie wie na pewno
czyli jakto jest po smierci, sam zyje w wielkim luksusie, nie ma pojecia o
rodzinie bo nigdy nie mial zony oraz dzieci. nie musial sie martwic o nic i
caly czas wyciaga kase na rozne samolotowe wycieczki ktore pozniej sa
oplacane
przez lata przez prostych zaklamanych ludzi !

czy sobie zadales pytanie czlowieku ze to zycie ktore mamy to wszystko i jak
czlowiek umiera to koniec, spi wiecznie bez obudzenia

no i co , wesolo ci teraz ?

Obserwuj wątek
      • Gość: stan biaglass IP: vance* / 142.30.229.* 16.11.02, 21:54
        Nie wszyscy pracownicy Huty Szkła "Biaglass" wierzą, że wejście syndyka do
        zakładu jest szansą na uratowanie miejsc pracy. Boją się myśleć, jaki los
        spotka ich rodziny. Huta zalega im z wypłatą poborów za prawie cztery miesiące.

        - To moja pierwsza praca - mówi z rezygnacją w głosie pani Ania z produkcji. -
        Mój mąż też tu pracuje. Takich małżeństw, które się w hucie poznały, pożeniły,
        jest naprawdę dużo. Co teraz z nami będzie? Nie mamy innych dochodów. Czy ktoś
        uwierzy, że od trzech miesięcy próbuję zebrać pieniądze na buty dla swojego
        dziecka i jeszcze mi się to nie udało? Czynsz już od dawna opłacamy z emerytury
        teścia. Wstydzę się tego, ale jakie mam wyjście? Dobrze, że mamy teściów, bo co
        by się z nami stało? My z mężem nie popieraliśmy strajku, uważamy, że był tylko
        przyczyną dużych strat, które pogrążyły zakład. Syndyk nas już nie uratuje.
        Naprawdę nie wiem, co się z nami stanie.

        W jeszcze gorszej sytuacji są ci, którzy nie mają własnych mieszkań i są
        zakwaterowani w hotelu pracowniczym. - Pracuję tu od 13 lat, jestem po
        rozwodzie, mam dwoje dzieci, a cały mój majątek mieści się w furgonetce - mówi
        mieszkanka pokoju na drugim piętrze. - Do niedawna wynajmowałam mieszkanie, ale
        jak zaczęłam zalegać z płaceniem, to mnie z niego wyrzucili. Nie wierzę, że
        ktokolwiek mógłby nam pomóc. Z życia wiem, że tylko biedni, zwykli ludzie
        troszczą się o siebie nawzajem i trzymają razem... Załoga bardzo mi pomaga,
        podtrzymuje na duchu. Gdy pod hotel przyjechał samochód z moimi rzeczami -
        uśmiecha się - to nawet się nie obejrzałam, a już wszystko było wniesione do
        pokoju. Codziennie patrzę przez okno, a mam widok na śmietnik, i widzę ludzi,
        którzy tam szperają. Jak pomyślę, że i ja mogę tak skończyć, zupełnie
        niedługo... Płakać już nawet nie mogę. Nie sądzę, żebym znalazła pracę gdzie
        indziej.

        Tak samo swoje szanse na zatrudnienie ocenia pan Stanisław: - Pracuję w hucie
        35 lat, zaczynałem jeszcze w starym zakładzie, na Ryskiej. Serce mi się ściska,
        jak obserwuję, co się dzieje. Widziałem narodziny, a przyjdzie mi patrzeć na
        śmierć zakładu... Myślę, że to w ogóle moje ostatnie dni w jakiejkolwiek pracy.
        Mam ponad 50 lat, w Białymstoku nikt mnie już nie zatrudni. Może gdybym
        pojechał gdzieś w Polskę, w jakiejś hucie po znajomości coś by się dla mnie
        znalazło. Ale nie umiałbym zostawić dzieci, domu, wyjechać w nieznane... Nie
        wierzę w żadnego inwestora. Nikt nam już nie pomoże.

        Wszyscy, którzy chcą pomóc pracownikom huty, mogą przynosić dary do zakładu.
        Kontakt pod nr. tel. 653 99 22 lub 601 88 23 78

        ...doczekaliscie sie...a gdzie jest walesa i papierz...przecierz to ci judasze
        sprzedali prl ktory ich wychowal za 30 srebrnikow.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka