Dodaj do ulubionych

Bezrobocie młodych

08.05.12, 19:42
Mam wrażenie, że wszyscy mówią o bezrobociu panującym wśród młodych ludzi tylko w kontekscie jakości ich wykształcenia (dlatego chciałabym ten aspekt, w miarę możliwości ,pominąć)

Wiekszość wydaje się ignorowac fakt, że od kilku lat panuje na świecie KRYZYS, który przyczynia się do bezrobocia w stopniu najwyższym. Co więcej wśród osób, które ukończyły studia wyższe, nawet politologię w Zagajniku Górnym, bezrobocie jest mniejsze niż wśród ich mniej wykształconych kolegów.

Może więc pora przestac biadolić i znęcać się wink nad maturzystami i absolwentami i przyjąć ten fakt do wiadomości?

Przecież to samo dotyczy młodzieży w innych europejskich krajach, także w tych, w których mają doskonałe uniwersytety.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 19:59
      Jest w ogóle coś , czego nie rozumiem. Nagła nagonka na szkoły wyższe, nie tylko dlatego, ze bywają złe - bo bywają - ale dlatego, że w ogóle są. Deprecjonowanie wykształcenia nie dlatego, zę marne, ale że w ogóle własciwie zbędne.
      Tymczasem widzę po moich studentach z marnej, prywatnej szkoły, zę jednak nawet marne wykształcenie wyższe coś daje. Są inni na czwartym roku niz na pierwszym - zdfają sobie sprawę z istnienia wiedzy, o której wcześniej nie mieli pojęcia. Nawet, jeżeli nie nauczycli się programu studiów, to jednak ich horyzonty sa znacznie szersze, niz wczesniej. Znacznie mniej jest osób, ktore nie potrafią widzieć problemu z paru stron, które wiedzą "jest tak, bo tak ma być", zamiast sie zastanawiać, dlaczego tak jest.
      Wydaje mi sie, zę społeczeństwo, jako całość, zayskuje na ksztalceniu ludzi. Naprawdę.
      Nie rozumiem dlaczego z taka pogardą traktuje sie wielu studentów - być moze dlatego, ze najwazniejsza stała sie szybka finansowa niezależność.
      • nessie-jp Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 20:17
        > Są inni na czwartym roku niz na pierwszym

        No mam nadzieję, inaczej świadczyłoby to o uczelni naprawdę tragicznie, gdyby młody człowiek przez 4 lata nie wydoroślał (co jest zdarzeniem naturalnym) tylko zatrzymał się w rozwoju.

        Poza tym pytanie, ilu ich zostaje na tym czwartym roku w porównaniu z pierwszym? Bo chyba jednak odsiew największych tumanów zachodzi? Czy nie zachodzi i wszyscy przyjęci na podstawie obecnych matur kończą studia? Jeśli tak, to mamy doprawdy genialne społeczeństwo big_grin big_grin big_grin

        O wykształceniu w kontekście szkolnictwa wyższego mówi się dlatego, że coraz mniej u nas ludzi uczy się pracować, a coraz więcej chciałoby od razu dyrektorować i zarządzać.

        A kryzys słusznie został przywołany
        • verdana Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 20:27
          To zazwyczaj nie są maturzyści, tylko sporo starsze osoby - maturzystów jest moze 1/3. A trzydziesto-czterdziestolatki jednak nie zmieniają się w ciągi czterech lat automatycznie.
          Odsiew zawsze jest podobny, ale to niewiele zmienia. Odsiew to w większości osoby, które same rezygnują - i podobny procent jest na wyższych uczelniach państwowych i prywatnych.
          No i jednak widzę tu właśnie to, o czym pisałam - przeświadczenie, zę studia nie dają nikomu nic. Jesli ludzie się rozwijają, to dlatego,z ę są starsi. Tak samo rozwinęli by się w kazdym innym miejscu, wiedza im po nic.
          Kryzys, to taki czas, gdzie czasem latwiej utrzymać czeredę studentów niż czeredę bezrobotnych - studia zdejmują na 3-5 lat sporo ludzi z rynku pracy. Ci niedoszli studenci nie pójdą radosnie i grmialnie pracować - spora ich część trafi do pośredniaków pobierać zasiłek. Też opłacany ze swojej pensji przez pracujących.
          Zwracam też uwagę, zę studia zaoczne, jako płatne, nie obciążają niczyjej kieszeni. No, ale mam takie wrażenie, zę nie o pieniądze tu idzie, tylko o to, ze osoby wykształcone, jak niegdyś panowie szlachta, nie mają ochoty wpuszczać do elitarnej grupy plebsu.
          • ananke666 Re: Bezrobocie młodych 09.05.12, 15:28
            Przesada z tym utrzymywaniem. To bezrobotni więcej kosztują, bo np. pobierają jeszcze zasiłki. Stypendia otrzymuje niewielka grupa. Wielu zasuwa, żeby sobie różnymi drogami coś zarobić. Inni są na utrzymaniu rodziców, bynajmniej nie państwa, wara komukolwiek od tego, co rodzice robią ze swoimi pieniędzmi. Faktycznie obciążający są tacy, jak ja kiedyś, uczący się i pobierający rentę rodzinną. Od razu wzorem Tuwima uprzejmie dodam, że jeśli komuś się nie podoba, że brałam od państwa kasę i poszłam na studia zamiast do pracy, może mnie pocałować w dupę.

            > Zwracam też uwagę, zę studia zaoczne, jako płatne, nie obciążają niczyjej kiesz
            > eni. No, ale mam takie wrażenie, zę nie o pieniądze tu idzie, tylko o to, ze os
            > oby wykształcone, jak niegdyś panowie szlachta, nie mają ochoty wpuszczać do el
            > itarnej grupy plebsu.

            No i gorzej wykształconymi łatwiej się kieruje.
        • joa66 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 20:36
          nessie, proszę - juz jest co najmniej jeden temat o studentach pasozytach smile

          A ja chciałabym dodać, że dzisiejsze pokolenie studentów to dzieci pokolenia, które otrzymało ogromną szansę i esktremalnie szybko awansowało. Ale to tamta sytuacja była nietypowa. I to należy też mówić młodym ludziom: " sorry, Wasi rodzice mieli szczęście, ale teraz nastąpił powót do rzeczywistości. Nie Wasza wina, że nie mieliście tyle szczęścia i nie porównujecie się do pokolenia Waszych rodziców"

          Co więcej, na każdym kroku podkreśla sie ich wyimaginowane słabości - albo za naiwini, albo za rozsądni. Co tylko autor artykułu sobie zażyczy. Na świeżo mam artykuł Polityki gdzie 80 procent maturzystów deklaruje studia zgodnie z zainteresowaniami, co więcej ppotarfi rozsądnie godzić w planach pasje i mozliwości, a wniosek autora jest znowu taki sam "biedni, rezygnują z marzeń". Pomijając już słowa o ich "dziecięcych twarzach" big_grin

          A społeczenstwo to radośnie powtarza.

          Mam ochote krzyknąc, żeby się wszyscy w końcu od nich odczepili.
          • verdana Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 21:18
            Jako historyk czytam teraz straszliwe biadania, ze mlodzież jest roszczeniowa, nie czyta, tylko chodzi na dansingi i mecze, ze nic ich nie obchodzi ojczyzna, tylko marzą o pieniadzach, że poziom nauki spada zastraszająco, ze ostatnie matury wykazały, że ludzie są kompletnie do niczego nie przygotowani, ze studenci studiują latami. Sami mlodzi ludzie piszą, o swoich rówieśnikach, że jest bardzo niedobrze, że ludzie zatracili ambicje, że nie ma komu pracować, demoralizacja totalna...
            Jest rok 1918. Czytam o pokoleniu Kolumbów.
            Więc moze to nie jest wcale o dzisiejszej młodziezy, tylko po prostu wpisuje się w narzekanie na "dzisiejszą młodzież", a co młodzież robi jest kompletnie nieistotne.
            • verdana Errata 08.05.12, 21:18
              1938 oczywiście.
            • joa66 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 21:40
              Było historycznie , to teraz geograficznie. Akurat wczoraj rozmawiałam z panią, która zajmowała się rekrutacją w Anglii, Irlandii, Francji, Hiszpanii, Niemczech i teraz robi to w Polsce.

              Okazuje się, wszędzie (poza Niemcami) jest dokładnie takie samo narzekanie na absolwentów: jak są samodzielnymi doświadczonymi pratktykami , pracodawcy narzekają na brak akademickiego wykształcenia na poziomie magistra. Kiedy to wykształcenie jest , narzekają na brak większego doświadczenia (kiedy?) . Jednoczesnie , od początków kryzysu, sami oferują bardzo niewiele. Dodała też (chociaz podcinała gałąź, na której sama siedzi), że liczba pośredników między bezpośrednim przełozonym a kandydatem do pracy jest tak wielka, że należałoby się zastanowić czy niezadowolenie nie wynika z niewłaściwego doboru personelu.

              Problemy, o których piszą media istnieją naprawdę (i większośc z nich zawsze istniała!) natomiast dotyczą mniejszości studentów, a nie ich zdecydowanej większości , jak próbuje się sugerować.

              W dodatku język używany do opisu sytuacji. Na przykład: "Jedna czwarta bezrobotnych to ludzie z wykształceniem wyższym!" Zamiast "Ludzie bez wykształcenia stanowią 75% bezrobotnych"
              • brykanty Re: Bezrobocie młodych 09.05.12, 11:19
                O, to ciekawe z tymi Niemcami - wyjaśniała, dlaczego u nich się nie narzeka na młodych?
                • joa66 Re: Bezrobocie młodych 09.05.12, 15:08
                  Ona nie prowadziła badań w tych krajach, to są jej spostrzeżenia z pracy rekrutera. I Niemcy były jedynym krajem, w którym pracodawcy nie narzekali na przedstawionych kandydatów, mimo, że zarówno cv kandydatów jak i oczekiwania we wszystkich krajach były porównywale, Niemcy nie narzekali i sprawiali wrażenie, że znają rynek absolwentów i to co mają oni do zaoferowania.

                  A ponieważ klienci byli zadowoleni, nie zadawała zbędnych pytań. Co siłą rzeczy robiła w przypadku klientów niezadowolonych.
                • joa66 Re: Bezrobocie młodych 13.05.12, 07:30
                  W dzisiejszej GW jest cos co może troche wyjaśnia sprawę (studiowanie w Austrii i Niemczech):

                  Po dwóch latach w Heidelbergu nie wiedziałem prawie nic, ale byłem w stanie w ciągu kilku dni zdobyć informacje i napisać pracę na dowolny temat. Nie wiedziałem co, ale wiedziałem jak. Oni, cytując Lecha Wałęsę, nie dali mi ryby, ale dali mi wędkę.

                  Wyjechałem do Wiednia, a tam wszystko było na odwrót: mało seminariów, dużo wykładów i kucia na pamięć. Austriaccy koledzy wiedzieli o niebo więcej o starożytnej Grecji niż Niemcy, niektóre podręczniki znali prawie na pamięć, ale kiedy przyszło do napisania pracy seminaryjnej, byli w głębokim lesie.


                  Cały artykuł Bachmanna:
                  wyborcza.pl/magazyn/1,126715,11709886,W_Polsce_sa_szkoly___uniwersytetow_nie_ma.html
                  • verdana Re: Bezrobocie młodych 13.05.12, 11:36
                    Bardzo dobry artykuł, choć nie zgodzę się jednak z tezą, ze nalezy w ogóle wyeliminować wykłady. Wyklad powinieb być, ale powinno być wiecej wykladów monograficznych do wyboru, nie z wszystkich musi być ocena. Ja wiem, zę wiedza jest dostępna w sieci, ale część wiedzy jednak nalezałoby jakoś usysytematyzować - brutalnie mowiąc, dziennikarz może sobie znależć w sieci informacje dotyczące systemu ochrony zdrowia, ale socjolog nie bedzie sam systematycznie zgłębiał współczesnych teorii, bo nic z nich nie zrozumie.
                    Poza tym autor ma rację. Kiedy na ostatnim zebraniu zakładu zaproponowałam, żeby studenci pisali prace roczne, jedna z pań profesor zarotestowała - ze sprawdzanie prac nie liczy się do pensum, a wiec będzie to praca za darmo. Tak, to prawda - ale pensum jest własnie niskie po to, zęby profesorowie sprawdzali prace...
                    No i jeszcze jedno - facet opisuje SWPS, jako kolejną szkołę. NA SWPS-ie studenci piszą corocznie prace, grupowo - więc jednak jest to, co powinno być.
                    • ding_yun Re: Bezrobocie młodych 13.05.12, 15:36
                      verdana napisała:


                      > Poza tym autor ma rację. Kiedy na ostatnim zebraniu zakładu zaproponowałam, żeb
                      > y studenci pisali prace roczne, jedna z pań profesor zarotestowała - ze sprawdz
                      > anie prac nie liczy się do pensum, a wiec będzie to praca za darmo

                      To ile pisemnych prac w semestrze/roku musi oddać dzienny student np. socjologii* na jakiejś dobrej uczelni takiej jak np. UW?

                      *czy na innym humanistycznym kierunku na którym znasz sytuację
                      • verdana Re: Bezrobocie młodych 13.05.12, 16:41
                        Na socjologii na UW - nie mam pojęcia. Na historii UW - jedną dużą (dużą znaczy naprawdę dużą) rocznie. Na SWPS - jedną dużą, grupowączasem trochę małych, indywidualnych. Na moim kierunku zero. Do przyszłego roku, boo zamierzam wprowadzić na moich zajęciach.
                        • ding_yun Re: Bezrobocie młodych 13.05.12, 16:58
                          verdana napisała:

                          > Na socjologii na UW - nie mam pojęcia. Na historii UW - jedną dużą (dużą znaczy
                          > naprawdę dużą) rocznie. Na SWPS - jedną dużą, grupowączasem trochę małych, ind
                          > ywidualnych. Na moim kierunku zero. Do przyszłego roku, boo zamierzam wprowadzi
                          > ć na moich zajęciach.

                          To jak na studia humanistyczne rzeczywiście niewiele.
                          • verdana Re: Bezrobocie młodych 14.05.12, 13:37
                            Zero to niewielesmile Ale na przykład praca roczna na historii jest wystarczajaca - wymaga mniej-więcej tyle pracy, co przecietny licencjat.
          • ding_yun Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 21:26
            joa66 napisała:

            > Co więcej, na każdym kroku podkreśla sie ich wyimaginowane słabości - albo z
            > a naiwini, albo za rozsądni.

            Oj prawda, to się stała trochę grupa społeczna do bicia. Wyłącznie sami sobie winni, zero okoliczności łagodzących. Nie mają pracy jako absolwenci? Trzeba było wcześniej zdobyć doświadczenie. Zdobyli doświadczenie podczas studiów i nadal nie mają? Oczywiście, trzeba było się przykładać do studiów zamiast się rozmieniać na dobre. Mają pracę, ale narzekają, że słaba? W głowach im się po przewracało, kiedyś to człowiek od najniższego szczebelka się powoli wspinał ku górze, a ci chcą mieć wszystko od razu. Nie narzekają, że praca słaba tylko biorą, co jest i z pomocą rodziny jakoś wiązą koniec z końcem? Psują rynek zgadzając się na śmieciowe umowy, a w ogóle to jak absolwent może brać pieniądze od rodziców, hańba.


            Tutaj kolejna diagnoza 20-latków, trochę ciekawsza od reszty, aczkolwiek moim zdaniem dotycząca jednak dość wąskiej grupy z tego pokolenia.
            www.polityka.pl/kraj/1526683,1,zakowski-i-czapinski--czy-mlodzi-uciekna-z-polski.read
      • alanta1 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 21:28
        verdana napisała:

        > Deprecjonowanie wykształcenia nie dlatego, zę marne, ale że w ogóle własciwie zbędne.

        Nie wiem kto tak deprecjonuje, ale ja uważam, ze kiepskie studia to najgorsze co się może przytrafić. To jest marnowanie czasu i publicznych pieniędzy.
        Moi znajomi mający firmy w branży technicznej nie mogą znaleźć absolwentów do pracy. Mimo, że bardzo chcą i przyzwoicie płacą. A co zatrudnią kogoś na próbę, to zwalniają z przerażeniem, bo ci ludzie kompletnie niczego nie umieją i w ogóle nie myślą. Nie potrafią rozwiązać najprostszego problemu, który wymaga odrobiny inwencji, pomyślunku i poszukania materiałów.
        Dlatego robota sama szuka nas, ze starszych pokoleń. Nie mamy dzięki temu konkurencji, więc właściwie powinniśmy się cieszyć, ale to się robi przerażające uncertain

        Wiec takie studia psu na budę uncertain
        • joa66 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 21:42
          Dlatego robota sama szuka nas, ze starszych pokoleń. Nie mamy dzięki temu konku
          > rencji, więc właściwie powinniśmy się cieszyć


          Bo mamy doświadczenie, a oni nie.

          Bo nam było łatwiej to doświadczenie zdobyć.
        • verdana Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 21:45
          Zwykle na marnych studiach pieniądze są prywatne. I nie, jesli ktoś chce studiować, to nie marnuje czasu. Na co ten czas by lepiej spożytkował? Na zarabianie? Wypady z kolegami? Czytanie , komputer, taniec i śpiew?
          Nie bardzo rozumiem, dlaczego studiowanie, szczególnie zaoczne, jest marnowaniem czegokolwiek...
          Zastanawiam się, jak to jest - prywatnych technicznych studiów praktycznie nie ma, zatem powinny one mieć dosyć przyzwoity poziom. Być moze jednak Twoi znajomi nie wiedza jednej, dosyć istotnej rzeczy - każdy niemal, który jest nowy w pracy, powinien być nauczony tej pracy - nie ma tak,z e studia, szkoła czy nawet doświadczenie z innej pracy umożliwia natychmiast zajecie się czymś nowym.
          Ale teraz pracodawcy liczą, ze dostana od razu pracownika przyuczonego do konkretnego stanowiska.
          Cóż, zawsze starsi mają większe doświadczenie - narzekanie, ze młodzi ludzie mają doświadczenie mniejsze jest co najmniej dziwne.
          Naprawd uwazasz, że młodzi to sami nieudacznicy, a śrdnie pokolenie jest takie wspaniałe? Cóż, normalny ogląd starzejacych sie osób, broniących swoich pozycji.
          • joa66 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 21:56
            "Winą" większości absolwentów jest po prostu to, że nie urodzili się w odpowiednim czasie.
            I uważam za szczególnie mało etyczne narzekanie dzisiejszych czterdziestoatków, którzy sami otrzymali od losu wyjątkową szansę, a teraz pogardliwie wypowiada się o młodych ludziach.

            Nie mam 15 lat i pamiętam doskonale jakie szanse na zdobywanie doświadczenia i uczenia się zawodu/pracy u pracodawcy od początku mieliśmy w latach dziewięćdziesiątych.

            Nie można porównywac czasu boomu ekonomicznego i czasu światowego kryzysu,
            • joa66 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 21:58
              Pozwolę sobie jeszcze zauważyć, że do głęboliego kryzysu gospodarczego doprowadziło nasze wybitnie uzdolnione i wykształcone pokolenie.
              • joa66 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 22:05
                I jeszcze jedno smile

                Wczoraj ktos wTV (nie pamiętam nazwiska) powiedział , że o studia w Harvardzie ubiega się więcej Bułgarów niż Polaków. Podkreslam , ze chodzi o unieganie się, a nie o przyjęcia, a więc hodzi o aspracje i wiarę w sukces.

                Jak myślicie , dlaczego tej wiary brak Polakom?

                Może dlatego, że jak wybiorą finanse to są bezmyślnymi i bezdusznymi rachmistrzami, którzy porzucili jakieś bliżej nieokreślone marzenia, żeby studiowac na SGH?

                A jak wybiorą historię sztuki słyszą, że są naiwnymi dziećmi albo leniami i obibokami, żyjącymi na koszt rodziców?

                Cały czas źle, źle, źle
            • alanta1 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 22:09
              joa66 napisała:

              > I uważam za szczególnie mało etyczne narzekanie dzisiejszych czterdziestoatków,
              > którzy sami otrzymali od losu wyjątkową szansę, a teraz pogardliwie wypowiada
              > się o młodych ludziach.

              Ja się nie wypowiadam pogardliwie o młodych ludziach, tylko o systemie szkolnictwa, który marnuje ich potencjał.
              I daruj, ale nie dostałam jakiejś większej szansy, ciężko zapracowałam na swoją pozycję. I po moim kierunku ludzie nadal bez problemu znajdują pracę, bo praca dla nich jest. Tylko nie dają sobie rady z poważniejszymi problemami...

              > jakie szanse na zdobywanie doświadczenia i uczenia się zawodu/pracy u pracodawcy od początku mieliśmy w latach dziewięćdziesiątych.

              Ale w mojej branży się to nie zmieniło!
              • joa66 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 22:23
                I daruj, ale nie dostałam jakiejś większej szansy, ciężko zapracowałam na swoją pozycję

                He, he. Każdy z nas zapracował , często ciężko zapracował. Ale nam ten trud wynagradzano - etatem, dokształcaniem, wynagrodzniem często wyższym niż mieli nasi pracujący od 30 lat rodzice. Zapytaj w piewrszej lepszej firmie szkoleniowej ile kiedyś pracodawcy PŁACILI za dokształcanie pracowników.
          • alanta1 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 22:03
            verdana napisała:

            > Zwykle na marnych studiach pieniądze są prywatne.

            Dlaczego w kółko wciskasz mi coś, czego nie napisałam, co? Ja cały czas piszę o dziennych bezpłatnych studiach.
            Wali mi jak ktoś robi dla własnego widzimisię zaoczne albo płaci prywatnie, to jego kasa i jego problem.

            > wspaniałe? Cóż, normalny ogląd starzejacych sie osób, broniących swoich pozycji

            Aleś pojechała big_grin
            Nie potrzebuję bronić swojej pozycji, ja się oganiam od roboty tongue_out
            Gdy kończyłam studia było nas 12 na roku, reszta nie dała rady. Teraz kończy ponad setka, tak nagle zmądrzeli? Czy poziom poleciał?

            > Być moze jednak Twoi znajomi nie wiedza jednej, dosyć istotnej rzeczy - każdy niemal, który jest nowy w pracy, powinien być nauczony tej pracy

            Heh, ja sama zaczynałam pracę u niektórych z nich, więc znam ich metody pracy. To są doświadczeni pracodawcy, u których można się naprawdę wiele nauczyć. Oni narzekają że absolwenci kompletnie nie myślą, bo nikt ich tego nie nauczył.
            Stosują schematy, a jak pojawia się nowy problem to robią oczy jak 5 złotych i nawet nie próbują. I to jest wina powszechnej testomanii w szkołach...
            • joa66 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 22:09
              A ja nie mogę uwierzyć jako teoretycznie wykształconym ludziom można wciskac taki kit smile

              Myslisz, ze to " Stosują schematy" nie dotyczy naszego pokolenia? smilewinkwink
              • alanta1 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 22:11
                joa66 napisała:

                > Myslisz, ze to " Stosują schematy" nie dotyczy naszego pokolenia? smilewinkwink

                Dotyczy, sama czasem stosuję, jak mam typowy problem. Ale umiem rozwiązać nietypowy, i tu jest różnica.
                • joa66 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 22:16
                  A ja widzę (chociazby czyatjąc fora wink , ale nie tylko), że wiele wykształconych osób z naszego pokolenia też nie potrafi rozwiązać nietypowego problemu, myśli bardzo schematycznie i roszczeniowo i daje sobie wcisnąć każdą głupotę.

                  Ale nasze pokolenie miało więcej szczęścia.
                • verdana Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 22:16
                  No tak - i jako pokolenie umiejące myśleć, wychowaliście poikolenie, które myśleć kompletnie nie umie...
                  Nie widzisz tu aby sprzeczności?
            • verdana Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 22:15
              Nie, nigdzie nie piszesz o dziennych, piszesz o "studiach" - nie mam obowiązku czytania w myslach. A na dzienne studia, przypominam, dostają sie ludzie, którzy dobrze zdali maturę, nie wszyscy jak leci.
              Tak, Twoje poglądy są typowe dla ludzi, którzy w warunkach kryzysu jak lew bronoią swoich zdobytych pozycji. Bo nadchodzą młodzi, nowi, prężni - więc w interesie starszego pokolenia jest ich zdeprecjonować.
              Wiesz, pracodawcy , ktorym NIKT nie odpowiada, to trcohę jak nauczyciele, u których nie ma dobrych uczniów - oni też twierdzą, zę uczą doskonale, tylko dzieci są głupie. Nie wierze w to, zę nie ma nikogo, kto by był dostatecznie dobry na jakieś stanowisko. Że nikt się nie nadaje.
              Z testomanią mogę sie zgodzić, ale jesli skończyli studia , to na studiach juz testomanii nie ma.
              No i jeszcze jedno - pracy nie ma, może nawet bardziej niż dla mlodych, dla osób 50+. Czyli całw wykształcenie, wiedza i w ogóle wspaniałość Twojego pokolenia lada moment okaże sie do niczego nikomu nie przydatna - nie przez testomanię, studia, matury - tylko dlatego,z ę mamy rynek pracodawcy, który chce ludzi w srednim wieku - zdrowych i z odchowanymi dziećmi. Wykształcenie i poziom nie ma tu, tak naprawdę, nic do rzeczy. Tylko wiek.
              • joa66 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 22:19
                Pokolenie 50+ nie ma pracy bo nie ma studiów.
                Pokolenie 20+ bo ma studia

                Tylko my wyleniałe tygryski dobrze się trzymamy, bo fajni i zdolni jesteśmysmile
                • verdana Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 22:35
                  Otóż to.
                  Nie wiem, czy to obrona zdobytych pozycji, czy fakt, że osoby, które zdobyły wykształcenie i były z tego dumne, czują sie zdetronizowane - bo już nie 7%, a 50% ma wykształcenie i nagle nie ma się czym chwalić, czy strach przed młodością, czy też bardzo znany w psychologii objaw - obwinienie ofiary. Jak zgwałcona - to prowokowała, jak miał wypadek - to jechał nieostrożnie, jak jest bezrobotny - to dlatego, że jest roszczeniowy/ marnie wykształcony/ niedouczony(niepotrzebne skreslić). To ostatnie pozwala zamiast współczuć, czuć sie lepiej - nie dlatego mamy pracę, ze mieliśmy szczęście, ale dlatego, że ta praca NAM sie należy, młodzi są sami sobie winni. Jaby byli tacy jak my, to by pracę mieli, ale są zdecydowanie gorsi, wiec nie ma co załamywać rąk.
                  • joa66 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 22:46
                    Pora więc powtórzyć - jest kryzys. A obecne młode pokolenie nie jest tak głupie jak inni chcieliby je widzieć.

                    I dobrze by było gdyby ktoś kiedyś im powiedział: Jesteście FAJNI, bo chcecie się uczyć. Jestećie FAJNI, bo wybieracie studia rozsądnie. Jesteście FAJNI, bo wybieracie studia zgodnie z zainteresowaniami.

                    Mimo, ze w tym pokoleniu, jak w każdym , jest wiele niefajnych osób.

                    Może wtedy więcej Polaków poruwałoby się na Harvard, Cambridge, Oxford?

                    BTW Pan Blikle senior, a więc i akademik i biznesmen, powiedział, że czas kryzysu to najlepszy czas na inwestowanie w siebie , w swoje wykształcenie, bo w czasach prosperity czesto jesteśmy tak zabiegani, że nie mamy na to czasu.

                    • joa66 Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 23:04
                      I jeszcze o testomanii (jtóej jestem przeciwna, ale to inny temat)

                      Jaki jest związek testomani z bezrobociem?

                      Pierwszy test był przeprowadzony w 2002, a były to roczniki, które , pomimo testów, uczyły sie jeszcze normalnym trybem, bo nauczyciele nie wiedzieli czego na ezgaminach się spodziewać. W tej chwili pionierzy testów mają 23-25 lat (a powtórzę pierwsze 2-3 roczniki tych pionierów nie uczyło się pod kątem testów) i otrzymało edukację podobna do naszej, często od tych samych nauczycieli. Nie mówiąc o ludziach o rok czy dwa starszych.

                      Związek testomanii z bezrobociem abolwentów ma siłę argumentu z Faktu albo Super Expressu.
                    • ding_yun Re: Bezrobocie młodych 08.05.12, 23:11
                      joa66 napisała:

                      A obecne młode pokolenie nie jest tak głupie
                      > jak inni chcieliby je widzieć.

                      Całe szczęście, że ktoś tak sądzi wink


                      > Może wtedy więcej Polaków poruwałoby się na Harvard, Cambridge, Oxford?

                      Ależ i tak się urywa bardzo dużo. Największa bariera to jednak są finanse, ale na pewno nie kompleksy. Ludzie wyjeżdżają, studiują i nie czują się od nikogo gorsi. Co ciekawe w Polsce jest tak naprawdę kilka szkół średnich z których rekrutuje się większa część polskich studentów na brytyjskich uczelniach. Te licea nie sprzedają jakiejś tajemnej wiedzy, niekoniecznie mają też jakiś wyjątkowo wyśrubowany poziom nauczania. Ale mają nauczycieli, którzy starają się zaszczepić w uczniach wiarę we własne możliwości zamiast biadolić, jakie to młode pokolenie jest beznadziejne.
                      • joa66 Re: Bezrobocie młodych 09.05.12, 07:15
                        Ja wiem, że jest wiele polskich studentów na dobrych zagranicznych uczelniach, ale piszę o czyms innym.

                        Dlaczego więcej Bułgarów niż Polaków stara się o przyjecie ne te uczelnie (to czy sie dostaje to inna sprawa). Czyżby dlatego, że są bogatsi? A może dlatego, że wierzą, że są wystarczająco dobrzy, żeby dostać stypendium?

                        A "my" mamy tylko jeden pomysł - dopieprzyć im czesne, bo po co maja się te niedorozwiniete lenie uczyć na nasz koszt.

                        Dziwnym trafem fale "niedouczonych, schematycznych,...... (wpisz dowolne) " absolwentów przychodzą zawsze w czasach kryzysu. Ale oczywiście nikt tego związku nie widzi, bo pani w gazecie tak nie napisała, nie rozpetała sie pseudodyskusja medialno-społeczna.

                        U mnie w pracy systematycznie przyjmujemy stażystów-studentów. Różnych - słabych, genialnych, takich, którzy szybko sie usamodzielniaja i tacy, którzy do końca są bezradni. Takich z jednym fakultetem i takich z trzema , w tym dwoma z zachodniej uczelni. Myślę, a właściwie wiem, że z ogromną przyjemnością zatrudnilibyśmy ze 2 osoby (bo tyle by się nam przydało) na stałe, ale ...jest blokada etatów na wiele lat, bo kryzys. Koniec kropka. I fakt, ze ja mam etat nie oznacza, że jestem lepsza (chociaż fakt, doświadczenia mam więcej) od nich wszystkich, tylko miałam więcej szczęścia.

                        • jottka Re: Bezrobocie młodych 09.05.12, 10:53
                          ogólnie to ja się zgadzam z joa i verdaną, ale skojarzyło mi się coś innego. jak znajdę, to zalinkuję wywiad bodaj sprzed tygodnia z panią socjolożką, która u nas i paru obcych krajach robi badania nt. wchodzenia na rynek, pracy świeżych absolwentów itp. i otóż ta pani mówiła bardzo ciekawe rzeczy, że np. mitem jest głoszony u nas ostatnio pogląd, że "wszyscy inżynierowie" (czyt. wszyscy po studiach technicznych) mają pracę w obfitości, a pracodawcy się o nich biją.

                          rzecz, jeśli już, dotyczy tylko kilku kierunków, a nawet wśród nich dotyczy tylko kilku uczelni, a nie wszystkich studentów zbiorczo. i co ważniejsze, to nie jest prawidłowość polska, tylko światowa - informatyk po caltechu bez trudu znajdzie pracę, informatyk po koledżu w głębi iowy będzie miał problemy podobne jak jego polskie koleżeństwo z radomia. a już specyficznie co do ojczyzny naszej mówiła, że z racji tego, że rozwiniętego przemysłu nie mamy ani jego zaplecza w postaci labów naukowych, to chemicy i biolodzy nawet po bardzo dobrych uczelniach to albo są kandydaci do przekwalifikowania się, albo do wyjazdu z kraju. bo nie ma ich gdzie zatrudnić, choć wykształcenie dobre i bardzo dobre posiadają.

                          no poszukam tego wywiadu, tylko jak się ta kobieta nazywała...
              • alanta1 Re: Bezrobocie młodych 09.05.12, 18:15
                verdana napisała:

                > Nie, nigdzie nie piszesz o dziennych, piszesz o "studiach" - nie mam obowiązku
                > czytania w myslach.

                Już we wcześniejszych watkach pisałam, że wali mi to, że ktoś studiuje za swoje. To jego problem, i nikomu nic do tego. Tak trudno to skojarzyć?

                > A na dzienne studia, przypominam, dostają sie ludzie, którzy dobrze zdali maturę, nie wszyscy jak leci.

                Tia, a świstak siedzi i zawija.... Wytknij nos spoza swojego miasta, dużego jak mniemam tongue_out

                > Nie wierze w to, zę nie ma nikogo, kto by był dostatecznie dobry na jakieś stanowisko. Że nikt się nie nadaje.

                Ależ są. Zatrudniają się na parę lat, przyuczą, odbędą niezbędne staże i jak są dobrzy idą na swoje. A pracodawca znów szuka. I coraz trudniej mu znaleźć...

                > No i jeszcze jedno - pracy nie ma, może nawet bardziej niż dla mlodych, dla osó
                > b 50+. Czyli całw wykształcenie, wiedza i w ogóle wspaniałość Twojego pokolenia
                > lada moment okaże sie do niczego nikomu nie przydatna

                A, tu cię boli smile Może tak jest u humanistów, ale w mojej branży pracownik jest jak wino - im bardziej doświadczony, tym lepszy. Najlepsze zlecenia wyhaczają emerytowani, bo mają czas się nimi dokładnie zająć, mogą zejść z ceny, a wiedzą im żaden młodszy nie dorówna. Ja sama mam takiego mistrza, z którym współpracuję i ciągle korzystam z doświadczenia, którego stale mi brakuje.

                I po tym co napisałaś widzę, ze się nie dogadamy, bo nie mamy nawzajem pojęcia o swoich branżach. Zresztą mam nowe zlecenie, wydarte z gardła tym wspaniałym, młodszym, prężnym, genialnie wykształconym kolegom, więc idę się nim zająć tongue_out
                • menodo Re: Bezrobocie młodych 09.05.12, 21:00
                  Zresztą mam nowe zlecenie, wydarte z gardła tym wspaniałym, młodszym, prężnym, genialnie wykształconym kolegom, więc idę się nim zająć "

                  Czyli jednak czujesz na plecach oddech młodych wilczków??? A wcześniej pisałaś, że to nieuki i nikt ich nie chce zatrudniać, a Ty jak wino hehe.
                  No, ale całe szczęście, że udało ci się coś im wydrzeć, może jak się zajmiesz czymś sensownym, to przestaniesz wylewać z siebie na forum te żałosne frustracje big_grin
                  • verdana Re: Bezrobocie młodych 09.05.12, 21:17
                    Dokładnie.
                    I jak widać - pracodawca, jak "przyuczy", to najwyraźniej chce mieć niewolnika, a mlodzi - co za bezczelność - pracuja tylko parę lat, a potem idą dalej. Ja sie nie dziwię, ze do tak nastawionego pracodawcy nie pchają sie drzwiami i okanami najlepsi z najlepszych - oni nie szukają pracy na całe życie...
                    Branża techniczna, gdzie najwiecej zleceń jest dla emerytów - to brzmi , hm,,,. jakos nie najlepiej. Dla branży.
                    • ding_yun Re: Bezrobocie młodych 09.05.12, 21:31
                      Łatwo mi uwierzyć w to, że osoba, która kończyła studia kilkanaście lat temu jest po prostu lepsza od absolwenta, bo ma doświadczenie i wiedzę zdobywaną przez te lata.
                      Trudno mi natomiast uwierzyć, że wszyscy kończący studia te kilkanaście lat temu byli geniuszami w porówaniu z dzisiejszymi absolwentami, którzy są bandą debili nie umiejącą rozwiązać najprostszych problemów.
                      • verdana Re: Bezrobocie młodych 09.05.12, 21:34
                        Otóż to.
                        Podobnie jest na studiach. Na egzaminach poprawkowych niemal nie ma ludzi powyżej 35. Nie dlatego, że sa zdolniejsi(co widać gdy piszą prace licencjackie) - ale ogólna wiedza, a to jest akurat potrzebne na studiach z nauk społecznych - jest u nich zaawansowana o te 10-15 lat. Oni po prostu, nie ucząc się, wiedzą więcej.
                        Przypominam sobie, jak w sumie mało wiedziałam będąc maturzystką. Bo i skąd?
                    • szarsz Re: Bezrobocie młodych 13.05.12, 15:18
                      verdana napisała:

                      > Dokładnie.
                      > I jak widać - pracodawca, jak "przyuczy", to najwyraźniej chce mieć niewolnika,
                      > a mlodzi - co za bezczelność - pracuja tylko parę lat, a potem idą dalej.

                      Ale to działa w obie strony. Pracodawca, który wynagradza, wymaga, szkoli został nie raz, przepraszm, kopnięty w tyłek. No to następnemu płaci dwa razy mniej, nie szkoli i sprzedaje gorszy produkt - i czeka na wypowiedzenie. Tu nie ma prostych rozwiązań.
                      • verdana Re: Bezrobocie młodych 13.05.12, 16:42
                        Pracodawca, którego opuszcza pracownik nie powinien czuć sie kopnięty w tyłek - co innego, gdy pracownik jest nielojalny. Ale zmiana pracy powinna być wpisana w normalny rytm pracy, pracodawca nie moze oczekiwać, zę pracownik nie odejdzie, bo zaoferowano mu lepsze miejsce gdzie indziej.
                        • szarsz Re: Bezrobocie młodych 13.05.12, 22:30
                          No niby. ALe czy może oczekiwać, że pracownik nie zostawi go z rozgrzebanym projektem? To nielojalność czy normalny rytm zmiany pracy?
                          Gdybym była tym nowym pracodawcą, to bym się zastanowiła mooocno, czy chcę takiego pracownika. Szczególnie małych i średnich firm może nie być na to stać. Sądzę, iż to podobny mechanizm do (nie)zatrudniania młodych mężatek.

                          I nie, nie bronię ani jednych ani drugich.
                          • joa66 Re: Bezrobocie młodych 14.05.12, 07:26
                            To chyba bardziej skomplikowane. W obecnych czasach nikt masowo nie porzuca pracy, zwłaszcza w trakcie projektu. Owszem w latach dziewięćdziesiątych "podkupywanie" doświadczonych pracowników było częste, teraz już nie.

                            Myślę jednak, że pracodawcy sami sobie strzelają w stopę zatrudniając ludzi ze zbyt wysokimi kwalifikacjami niż te wymagane na oferowane im stanowiska. Nie wiem z czego to wynika, z niewiedzy czy z próżności. Jeżeli na stanowisko magazyniera w małej hurtowni kredek zatrudnia się magistra SGH z MBA (celowo przesadzam smile ) to niestety, ale trzeba się liczyć z tym, że prędzej czy później taki absolwent nam zwieje, mimo, że nauczyliśmy go obsługi jakiegos programu logistycznego.

                            W normalnych warunkach panuje raczej równowaga i ryzyko leży po obu stronach - w tym samym stopniu ludzie rezygnują z pracy, jak i są zwalniani, mimo, że są dobrymi pracownikami (np z powodu oszczędności, nepotyzmu itd)

                            A prawo pracy też daje takie okresy wypowiedzenia pracownikom i pracodawcom.
                            • verdana Re: Bezrobocie młodych 14.05.12, 13:41
                              Nie wykuczam, że porzucę pracodawcę w trakcie rozgrzebanego projektu. Mam u niego tzw. drugi etat, a na drugim etacie podwyżek nie ma. Zarabiam tyle, że po prostu mi się nie opłaca palcem w bucie kiwnąć. I nie bedę sie czuła winna - czuję sie jedynie wykorzystywana. Fakt, ze pracodawca będzie miał problemy li i jedynie wzbudza we mnie radość. Z tym, ze niestety, radość nie dotyczy bezpośredniego szefa i dlatego tam jeszcze tkwięcrying
                              • szarsz Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 10:24
                                verdana napisała:

                                > Nie wykuczam, że porzucę pracodawcę w trakcie rozgrzebanego projektu. Mam u ni
                                > ego tzw. drugi etat, a na drugim etacie podwyżek nie ma. Zarabiam tyle, że po p
                                > rostu mi się nie opłaca palcem w bucie kiwnąć.

                                No i pięknie opisałaś samonakręcającą sie spiralę. Pracodawca nei zapłaci ci więcej, bo po co, skoro liczy się z tym, że w każdej chwili go zostawisz. Ty pracujesz kiepsko i tylko szukasz okazji, żeby zwiać, no bo skoro tak nędznie płacą...

                                Pracodawca i pracownik mają bardzo rozbieżne interesy, rzekłabym, że jest między nimi naturalny nierozwiązywalny konflikt. Nawet moja babcia, wychowana przed wojną powtarzała mi zawsze - jeśli chcesz zarobić, pracuj u siebie i na siebie.
                                • alanta1 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 10:39
                                  szarsz napisała:

                                  > Ty pracujesz kiepsko i tylko szukasz okazji, żeby zwiać, no bo skoro tak nędznie płacą

                                  A potem pracownicy lamentują, że pracodawca ma ich w dupie. Nie podoba się robota, to spadówa...
                                • ding_yun Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 10:54
                                  szarsz napisała:


                                  > No i pięknie opisałaś samonakręcającą sie spiralę. Pracodawca nei zapłaci ci wi
                                  > ęcej, bo po co, skoro liczy się z tym, że w każdej chwili go zostawisz. Ty prac
                                  > ujesz kiepsko i tylko szukasz okazji, żeby zwiać, no bo skoro tak nędznie płacą


                                  Ale to jest normalny mechanizm w liberalnej gospodarce rynkowej czyli kapitalizmie na modłę anglosaską. Tego się nie zmieni na poziomie nastawienia jednostki.
                                  • alanta1 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 11:40
                                    ding_yun napisała:

                                    > Tego się nie zmieni na poziomie nastawienia jednostki.

                                    To da się zmienić, ale obie strony muszą chcieć się dogadać. Szef nie może więcej zapłacić, ale daje inne przywileje: zezwala na pracę zdalną, oferuje nienormowany czas pracy, nie rozlicza dokładnie z godzin tylko z efektów (tak jest u Verdany, prawda? Nie mogłaby pracować w pełnym wymiarze na dwóch etatach, bo doba jest za krótka...)
                                    • ding_yun Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 11:54
                                      alanta1 napisała:

                                      > ding_yun napisała:
                                      >
                                      > > Tego się nie zmieni na poziomie nastawienia jednostki.
                                      >
                                      > To da się zmienić, ale obie strony muszą chcieć się dogadać. Szef nie może więc
                                      > ej zapłacić, ale daje inne przywileje: zezwala na pracę zdalną, oferuje nienorm
                                      > owany czas pracy, nie rozlicza dokładnie z godzin tylko z efektów (tak jest u V
                                      > erdany, prawda? Nie mogłaby pracować w pełnym wymiarze na dwóch etatach, bo dob
                                      > a jest za krótka...)

                                      Da się negocjować warunki zatrudnienia, z tym nie polemizuję.

                                      Natomiast nie da się na poziomie jednostki zmienić tego, że systemowo rzecz biorąc stabilność zatrudnienia jest niska - zarówno z punktu widzenia pracodawcy jak i pracownika. Jeżeli jesteś dobrym specjalistą to masz dobrą kartę przetargową i wynegocjujesz sobie lepsze warunki zatrudnienia. Ale ogólnie rzecz biorąc firmy szukają oszczędności najpierw w redukcji etatów, a potem gdzie indziej. Inaczej jest w Niemczech albo w krajach skandynawskich, gdzie zwolnienia to ostatecznośc, a nie oczywistość. I ponieważ przeciętny pracownik wie, że w razie kłopotów w firmie zostanie wylany bez mrugnięcia okiem, to jemu też powieka nie drgnie jeśli dostanie lepszą posadę. Ale firmy, żeby gwarantować bardziej stabilne zatrudnienie, a co za tym idzie zmniejszyć odpływ pracowników, muszą mieć szereg ułatwień na poziomie państwowym, chociażby dostęp do preferencyjnych kredytów w razie przejściowych kłopotów. Dlatego pisałam, że na poziomie jednostkowym tego problemu się nie rozwiąże, bo to jest problem systemowy.
                                      • alanta1 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 12:31
                                        ding_yun napisała:

                                        > Natomiast nie da się na poziomie jednostki zmienić tego, że systemowo rzecz biorąc stabilność zatrudnienia jest niska

                                        Ale temu sa winne obie strony, swoje dowalają też związki. Jak firma ma przejściowe kłopoty, to może zmienić warunki zatrudnienia i np. zaproponować pół etatu. Ale nie, zaraz się związki postawią (jak te 60 z poczty polskiej), pracownik też na taki układ nie pójdzie, bo swój honor ma. W efekcie i tak wyleci na pysk, bo nie będzie dla niego pensji...

                                        > Ale ogólnie rzecz biorąc firmy szukają oszczędności najpierw w redukcji etatów, a potem gdzie indziej.

                                        To jest faktycznie wina systemu, bo pracodawca ma ogromne obłożenia podatkowo-zus-owskie. I dlatego tam tnie najszybciej...
                                        • ding_yun Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 12:52
                                          alanta1 napisała:

                                          >
                                          > Ale temu sa winne obie strony, swoje dowalają też związki.

                                          > To jest faktycznie wina systemu, bo pracodawca ma ogromne obłożenia podatkowo-z
                                          > us-owskie. I dlatego tam tnie najszybciej...

                                          Dokładnie. Tyle tylko, że ja bym tego nawet nie rozpatrywała w kategorii winy którejś ze stron (lub obu). Takie są uwarunkowania do których po prostu trzeba się dostosować, bo inaczej się padnie.
                                          A związki zawodowe, które w takim jak obecnie kształcie w ogóle nie powinny mieć racji bytu w naszym kraju, to w ogóle osobna sprawa.
                                          • alanta1 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 13:46
                                            ding_yun napisała:

                                            > Dokładnie. Tyle tylko, że ja bym tego nawet nie rozpatrywała w kategorii winy k
                                            > tórejś ze stron (lub obu). Takie są uwarunkowania do których po prostu trzeba s
                                            > ię dostosować, bo inaczej się padnie.

                                            Jest tu trochę winy obu stron, bo nawet w tak złym systemie, a wręcz na przekór, da się wypracować dobre relacje szef-pracownik. Ale to jest trudne, wymaga wzajemnego szacunku, a nie populistycznych haseł i pogardy dla pracy za małe pieniądze.
                                    • verdana Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 12:36
                                      Bzdura do kwadratu - tak to jest, jak człowiekowi wydaje sie, zę zna się na wszystkim.
                                      Mogę spokojnie pracować wydajnie na trzech etatach, ponieważ etaty, które mi przysługują naprawdę NIE zajmują dziennie 8 godzin. "Poł etatu" zresztą w moim wypadku oznacza tylko pół pensji, godziny pracy i obowiazki mam takie same jak pełnoetatowcy, nie da się inczej.
                                      I w mojej branży praktycznie wszyscy mają pracę dodatkową, nie tylko dlatego, ze brakuje im pieniędzy, ale takze dlatego, że są często potrzebni w więcej niż jednym miejscu.
                                      Ja nie udaję , zę pracuję. Pracodawca na kleczkach niemal przeprasza mnie, zę tak mało płaci, ale więcej nie zapłaci - tule dostaje z budzetu, kropkas. Negocjacje są zerowe. Daką, co mają - moge pracować, albo nie, podwyżki jednak nie dostanę, chocbym szczezła. Tyle, ze projekt, przy którym pracuję - wydajnie, zapewniam - jest bardzo dobry i chyba rzeczywiście coś wnosi do nauki.
                                      To nie jest takie proste jak w sklepie miesnym czy w prywatnym przedsiebiorstwie, słowo daję.
                                      • alanta1 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 12:43
                                        verdana napisała:

                                        > Mogę spokojnie pracować wydajnie na trzech etatach, ponieważ etaty, które mi przysługują naprawdę NIE zajmują dziennie 8 godzin.

                                        OJP
                                        Nie wierzę, że to napisał uniwersytecki nauczyciel akademicki. No nie wierzę i juś...

                                        EOT
                                      • ding_yun Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 12:55
                                        verdana napisała:


                                        > To nie jest takie proste jak w sklepie miesnym czy w prywatnym przedsiebiorstwi
                                        > e, słowo daję.

                                        Chciałam zaznaczyć, że moje wypociny odnosiły się właściwie wyłącznie do sektora prywatnego, trochę się chyba zagalopowałam i nie zaznaczyłam tego.
                            • szarsz Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 10:26
                              joa66 napisała:
                              > Nie wiem z czego to wynika, z niewiedzy czy z próżności. Jeżeli na stanowisko magazyniera
                              > w małej hurtowni kredek zatrudnia się magistra SGH z MBA (celowo przesadzam smile )

                              No ale w takim razie jest to fragment głębszego problemu: po co nam 60% społeczeństwa z wykształceniem akademickim skoro potrzebujemy magazynierów a nie magistrów z MBA?
                              • alanta1 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 10:36
                                szarsz napisała:

                                > No ale w takim razie jest to fragment głębszego problemu: po co nam 60% społecz
                                > eństwa z wykształceniem akademickim skoro potrzebujemy magazynierów a nie magis
                                > trów z MBA?

                                Tu sprostuję, są hurtownie, które potrzebują ludzi z wykształceniem, co prawda nie po MBA wink
                                Techniczne, ogromne magazyny, w których trzeba mieć dużą wiedzę, żeby się nie pogubić w asortymencie i fachowo doradzić klientowi. Moich dwóch kolegów w takiej pracuje, jeden po tym samym kierunku co ja, drugi też po technicznym, świetnie zarabiają smile
                              • joa66 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 11:16
                                No ale w takim razie jest to fragment głębszego problemu: po co nam 60% społecz
                                > eństwa z wykształceniem akademickim skoro potrzebujemy magazynierów a nie magis
                                > trów z MBA?


                                Może dlatego, że właścicielom hurtowni (proszę nie brać dosłownie tego przykładu) wydaje się, że potrzebują magistra na stanowisku magazyniera? I w ogłoszeniach wymagają wyższego wykształcenia na większość stanowisk? Przecież teraz gdyby dziewczyna marzyła o pracy sekretarki to it ak musiałaby mieć studia wyższe, bo to jest często warunek wstępny?
                                • joa66 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 11:37
                                  I jeszcze jedno.

                                  TERAZ nie potrzebujemy tylu ludzi z wyższym wykształceniem, bo jest kryzys, bezrobocie itd. Ale kto wie co będzie za 5 -10 lat? Może będziemy ich potrzebować i co wtedy? Import kadry z Ukrainy i Chin? A młodzi ludzie planują swoją edukację chyba bardziej długodystansowo i to chyba dobrze. Nie można się sugerować tylko obecnym stanem gospodarki.

                                  Oczywiście inną sprawą jest jakość nauczania oferowana przez uczelnię. Nie wierzę, że 50%społeczeństwa jest w stanie spełnić wymagania akademickie - uczelnie państwowe powinny być pod tym kątem kontrolowane, a prywatne - nie wiem- może rynek zweryfikuje ich absolwentów i uczelnie słabe upadną?

                                  Jestem za tym, żeby każdy, kto jest w stanie sprostać wymaganiom akadmieckim miał prawo do skończenia dowolnych studiów, najlepiej bezpłatnych, bo całe społeczeństwo skorzysta na tym, nawet jeżeli absolwenci nie będą (początkowo?) pracowali w swoim zawodzie. Trzeba natomiast rozprawić się z mitem, że to społeczeństwo i uczelnia są odpwiedzialni za znalezienie pracy absolwentom. Studiuje się na własną odpowiedzialność.
                                  • dakota77 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 12:30
                                    joa66 napisała:

                                    >
                                    > Jestem za tym, żeby każdy, kto jest w stanie sprostać wymaganiom akadmieckim
                                    >
                                    miał prawo do skończenia dowolnych studiów, najlepiej bezpłatnych, bo całe
                                    > społeczeństwo skorzysta na tym, nawet jeżeli absolwenci nie będą (początkowo?)
                                    > pracowali w swoim zawodzie. Trzeba natomiast rozprawić się z mitem, że to spo
                                    > łeczeństwo i uczelnia są odpwiedzialni za znalezienie pracy absolwentom. Studiu
                                    > je się na własną odpowiedzialność.

                                    Popieram.
                                    • ding_yun Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 12:58
                                      Ogólnie się zgadzam, tylko że:

                                      > Studiu
                                      > > je się na własną odpowiedzialność.

                                      Jeżeli
                                      1.studia są bezpłatne
                                      2.bezrobotnym przysługuje zasiłek

                                      To nie studiuje się do końca wyłącznie na własną odpowiedzialność wink
                                      • joa66 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 13:07
                                        Przypominam w takim razie, że wśród bezrobotnych zarejstrowanych 3/4 to osoby bez wykształcenia wyższego.

                                        Co więc bardziej opłaca się społeczeństwu?
                                      • dakota77 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 13:14
                                        Absolwentom zasilek akurat nie przysluguje, nawet jesli zarejestruja sie jako bezrobotni.
                                        • alanta1 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 13:42
                                          dakota77 napisała:

                                          > Absolwentom zasilek akurat nie przysluguje, nawet jesli zarejestruja sie jako bezrobotni.

                                          A bezrobotnym tylko przez pół roku. A ja zwolnią się za porozumieniem stron- to 3 m-ce.
                                          To i tak dużo taniej niż finansowanie 5 lat studiów i wszystkich profitów studentom...
                                          Taki argument to czysty populizm...
                                          • verdana Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 14:11
                                            To zalezy - jeśli 75% bezrobotnych nie ma studiów, to wydatki mogą wcale nie byc nizsze.
                                            Przy czym tak naprawdę nie chodzi o to, kto w sytuacji kryzysu nie ma pracy, bo gdyby tak rozumować, to w latach 30-tyc XX wieku powinno się zamknąć uczelnie, choć wykształcenie zdobywało tylkom ok. 5% ludzi. A bezrobocie wśród inteligencji było ogromne.
                                            • joa66 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 14:37
                                              Moim zdaniem (nie każdy musi się zgadazać) społeczeństwu się OPŁACA się długoterminowo(oczywiście nie w rozumieniu opłacalności warzywniaka) :

                                              -pokrywanie kosztów studiów ludzi spełniających wymogi akademickie
                                              -utrzymywanie muzeów, teatrów, domów kulltury, itp
                                              -leczenie ludzi w zaawansowanym wieku, kiedy już nie generują przychodu do budżetu państwa, a ich ubezpieczeniowe składki mają się nijak do faktycznego kosztu leczenia

                                              mogłabym wymieniać dalej.
                                              • verdana Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 14:51
                                                Nie opłaca się, bo nie przynosi dochodów. To, z czego pieniędzy nie ma od razu, trzeba wykasować, po co to komu?
                                                A poza tym, ktoś nie zastanowił się jeszcze nad takim drobiazgiem. Mamy ok. 1841 000. studentów - przypuśćmy, że jest to 50% (jest mniej, ale nie chce mi sie liczyć dokładnie) populacji ludzi w tym wieku. Wśród nich będzie 1/4 bezrobotnych, czyli w przyblizeniu 45 tys. Tak?
                                                Jeśli ograniczymy liczbę studiujacych do tych słynnych 6%, no niech bedzie 10% (znowu mi sie nie chce liczyć), to bedziemy mieli 1841 00 studentów. Dobrze mówię, tak? Czyli 1656900 niestudiujących. Z tego 1242675 (75%) bezrobotnych. Czyli bezrobotnych mamy nie 45 tysięcy, ale grubo ponad milion. Część można przyjąć do policji, dla tłumienia rozruchów.
                                                • verdana Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 14:52
                                                  Dużo mi wyszło - ktoś znajdzie błąd, czy jest OK? Podejrzewam,z ę jednak jest.
                                                  • joa66 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 15:26
                                                    Poza tym, o czym my mówimy ... o najbliższych 2-5 latach?
                                                    A kto wie jak będzie wyglądała gospodarka za 10-20 lat?
                                                    Może wtedy będziemy sprowadzać kadrę z Chin, Indii i Ukrainy? I oczywiście zgodnie z pomysłem niektórych, zwracać koszty ich wykształcenia krajom macierzystym..
                                                  • szarsz Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 15:36
                                                    Nie jest istotne czy jest błąd w liczbach, ale zastanawiam się, dlaczego te procenty miałyby być niby stałe?
                                                  • joa66 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 15:47
                                                    Procenty nie są stałe, ale zależą najbardziej od sytuacji na rynku.

                                                    Przypominam, że kariera polskich architektów, informatyków czy lekarzy w państwach zachodnich wzięła się stąd, że te państwa nie wykształciły swoich specjalistów , bo "po co, skoro nie ma gwarancji pracy", albo studia były drogie np medycyna.

                                                    A biorąc pod uwagę, że cała produkcja jest systematycznie wyprowadzana z Europy i Polską też to dotknie, bo siła robocza jest tańsza w innych krajach np azjatyckich, to nie liczyłabym na nagły wzrosz zapotrzebowania na pracowników mało wykwalifikowanych.
                                                  • joa66 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 16:04
                                                    I jeszcze ciekawostka: widziałam (chyba rok temu) w TV ekonomistę (nazwiska nie pamiętam), który mówił, że jest tylko jedna jedyna rzecz, której Chińczycy (program był o Chinach) nie wyprodukują taniej: to kultura i humanistyka europejska. I to będzie kupować bogacące się społeczeństwo chińskie (bo tego baaardzo chce).

                                                    To dla tych, którzy lubią widzieć bezpośredni zwrot kosztów smile
                                                  • alanta1 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 16:20
                                                    joa66 napisała:

                                                    > to kultura i humanistyka europejska. I to będzie kupować bogacące się społeczeństwo chińskie (bo tego baaardzo chce).

                                                    Oczywiście, na pewno kupią te setki marnie wyksztaUconych nauczycieli, też historii, kształconych przez naukoFFców gardzących swoją pracą, bo im się trzy etaty należą...
                                                    W pęczkach będą ich kupować, powiązanych sznurkiem tongue_out
                                                  • joa66 Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 22:36
                                                    Jeżeli tylko tyle zrozumiałaś , to trudno.

                                                    Nie będę zaśmiecac forum zabawą do kogo należy ostatnie słowo smile
                                                  • verdana Re: Bezrobocie młodych 15.05.12, 16:06
                                                    Procenty nie są stałe, ale są aktualne. Czyli co roku ograniczając studia wysyłamy na bezrobocie lekko licząc ponad 200 tys. młodych ludzi. Z MNIEJSZYMI jednak szansami znalezienia pracy w przyszłosci, niz bezrobotni z wykształceniem.
                                                  • bi_scotti Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 04:07
                                                    A jak mobilni sa mlodzi absolwenci w PL? Bo u nas tez bezrobocie wsrod mlodych jest prawie dwukrotnie wieksze od sredniej krajowej ALE sa rejony, w ktorych pracownikow brak i zarowno techniczni jak i humanisci, absolwenci uni czy college moga znalezc zatrudnienie. Niemniej, jak zwykle klania sie Wyspianski "zeby sie tylko chcialo chciec".
                                                    To samo zreszta dotyczy wielu imigrantow - ciagna do kilku duzych osrodkow, w ktorych trudno im znalezc nawet survival jobs gdy tymczasem w mniej atrakcyjnych (???) rejonach mogliby szybko pracowac w wyuczonym zawodzie i sensownie zarabiac budujac kariere. To wszystko jednak wolny wybor kazdego czlowieka i kazdy pewnie ma swoje argumenty za takim a nie innym adresem ...
                                                  • joa66 Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 07:26
                                                    Wydaje mi się, że mobilnośc jest zdecydowanie wieksza niż kiedyś . Ale problemem jest to, że nie ma w Polsce regionu, w którym o zatrudnienie łatwo. Dlatego młodzież kieruje się raczej do dużych ośrodków gdzie nawet czekanie na szansę ma wiekszy sens niż np w ich miasteczkach gdzie była jedna fabryka, a kiedy ją zamknięto jest 30-40% bezrobocie. A etat pomocnika młodszego podreferenta w urzędzie gminy jest marzeniem loklanej młodej elity.

                                                    Zresztą przed wejściem do Unii też było w Polsce duże bezrobocie, a kiedy pojawiała się mozliwośc legalnej pracy np w UK setki tysięcy ludzi tam wyruszyły. A duża ich częśc nie w poszukiwaniu przygody czy ogromnego zarobku, ale po prostu dlatego, że tam w ogóle była praca.

                                                    Na pewno opcją w każdym miejscu w Polsce jest własny biznes, ale jak każdy biznez ma to do siebie, że trzeba mieć klientów, o co nie jest łatwo ...właśnie w kryzysie.


                                                    Nie zakładałam tego wątku, żeby użalać sie nad biedną młodzieżą, tylko po to, żeby w ogóle zacząc o tym mówić, bo kryzys nie istnieje w nieustających dyskusjach nad kondycją młodych absolwentów - zawsze jest, że albo oni są winni bo leniwi i nieambitni, albo odwrotnie zbyt ambitni i roszczczeniowi, uczelnie beznajdziejne i tylko biedni pracodawcy, którzy na pewno by nieba przychylili wielu/większości absolwentów (he, he) gdyby tylko nie byli oni tacy beznadziejni.

                                                  • melmire Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 10:32
                                                    U mnie nawet na kursach dla bezrobotnych bezrobocie i kryzys nie istnieja smile Jesli nie znajdujesz pracy, to dlatego ze CV nie takie (daty po lewej/prawej, kolor nie taki, nie taki uklad rubryk) a nie dlatego ze na jedno interesujace miejsce pracy jest 400 kandydatow. Nawet przy optymistycznym zalozeniu ze 300 z nich nie ma zadnych szans, to i tak jest 100 chetnych na 1 miejsce. I nawet jesli twoje cv jest wykaligrafowane na pergaminie , to i tak nie wzruszy to pracodawcy do tego stopnia zeby zatrudnil dwie osoby.

                                                    Na opowiadaniu o leniwych , wykorzystujacych socjal bezrobotnych przejechal sie Sarkozy. Na poczatku swietnie mu szlo antagonizowanie "dobrych i uczciwych, wstawajacych rano do pracy" i "zlych, leniwych pasozytow". A bezrobocie roslo, i roslo, i teraz nie ma chyba (po za wielka burzuazja) ludzi ktorzy nie maja wsrod bliskich takiego "pasozyta" . A co za tym idzie, widza jak wyglada jego zycie, jego strarania i jakie ma opcje.
                                                  • joa66 Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 17:05
                                                    Jesli nie znajdujesz pracy, to dlatego ze CV nie takie (daty po lewej/prawej, kolor nie taki, nie taki uklad rubryk) a nie dlatego ze na jedno interesujace miejsce pracy jest 400 kandydatow. Nawet przy optymistycznym zalozeniu ze 300 z nich nie ma zadnych szans, to i tak jest 100 chetnych na 1 miejsce. I nawet jesli twoje cv jest wykaligrafowane na pergaminie , to i tak nie wzruszy to pracodawcy do tego stopnia zeby zatrudnil dwie osoby

                                                    Dokładnie!

                                                    A jeszcze dodam , że wpółcześni absolwenci wchodzą na rynek pracy, który prawdopoodbnie jest w trakcie transformacji (nie tylko w Polsce) i nikt dokładnie nie wie czy np sytuacja z etatami (a raczej z ich brakiem) to tymczasowy , kryzysowy problem, czy raczej to pierwszy stopień do nopwych , nieznanych jeszcze nikomu reguł powszechnego zatrudniania.

                                                    Ale oczywiście winna jest zły ukłąd CV wink
                                                  • bi_scotti Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 18:40
                                                    joa66 napisała:

                                                    > Nie zakładałam tego wątku, żeby użalać sie nad biedną młodzieżą, tylko po to, ż
                                                    > eby w ogóle zacząc o tym mówić, bo kryzys nie istnieje w nieustających dysku
                                                    > sjach nad kondycją młodych absolwentów -
                                                    zawsze jest, że albo oni są winni
                                                    > bo leniwi i nieambitni, albo odwrotnie zbyt ambitni i roszczczeniowi, uczelnie
                                                    > beznajdziejne i tylko biedni pracodawcy, którzy na pewno by nieba przychylili w
                                                    > ielu/większości absolwentów (he, he) gdyby tylko nie byli oni tacy beznadziejni
                                                    > .
                                                    >

                                                    Ale chyba kazdy wie, ze KRYZYS JEST. Ogolnie na swiecie, przynajmniej tym "naszym" swiecie (szeroko rozumiane G20). I chyba nikt nie ukrywa, ze w wiekszosci krajow dotknietych mniej czy bardziej tym kryzysem, bezrobocie w grupie wiekowej 16-30 jest najczesciej podwojne wobec sredniej danego kraju (vide Hiszpania czy chocby moja Kanada). Przy czym jest to jakis supel okropny, w ktorym chcemy zeby starsi pracowali dluzej, bo nie stac nikogo na utrzymywanie "zdrowych 60-letnich bykow" przez ich kolejnych 25 czy 30 lat zycia, a z drugiej gdy oni pracuja, nie zwalniaja miejsc tym absolwentom, o ktorych my tu i teraz. Osobiscie jestem zdania, ze pies pogrzebany jest w ciagle nieelastycznym ksztalceniu tudziez w pewnej niekonsekwencji wychowawczej naszego (rodzice) pokolenia. Z jednej strony, przez kilkanascie lat wkladamy mlodym w glowe jacy to sa special i individual, i swiat nalezy do nich, i sky is the limit etc. etc. A potem chcemy zeby trzasku-prasku zaakceptowali szare reality w Koziej Wolce na etacie 8 pomocnika 4 asystenta vice-prezesa punktu skupu nielicznych plodow rolnych za pensje pozwalajaca wynajac malenki pokoik z kolega, utrzymac sie skromnie i raz na pol roku kupic pare majtek na przecenie. Do tzw. twardego zycia (w znaczeniu szukania i organizowania sobie pracy) trzeba mlodych przygotowac (charakter) i wyksztalcic (transferable skills etc.), inaczej to tylko siasc i plakac uncertain
                                                  • joa66 Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 18:59
                                                    szare reality w Koziej Wolce na etacie 8 pomocnika 4 asystenta vice-prezesa punktu skupu nielicznych plodow rolnych za pensje pozwalajaca wynajac malenki pokoik z kolega, utrzymac sie skromnie i raz na pol roku kupic pare majtek na przecenie.

                                                    Chyba jednak o czym innym piszesz - to nie jest problem pogodzenia się z Kozią Wólką. Problemem jest to, ze ta Kozia Wólka jest niedościgłym marzeniem.


                                                    I oczywiście, że wszędzie pisze się o kryzysie. Pisze się też o bezrobociu młodych. Ale oddzielnie. Jakby te dwa tematy nie miały ze sobą nic wspólnego, a szara masa nie wykomuje żadnego wysiłku umysłowego , tylko podąża ślepo za tematem zadanym przez media. Kóry jest jasny - winni są sami młodzi ludzie i uczelnie.
                                                  • verdana Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 19:30
                                                    Młodzież teraz weźmie tę pracę w Koziej Wólce zs pocałowaniem ręki - przy wtórze mamrotania rodziny,że tak dobrze się zapowiadał, ze najwyraźniej nie radzi sobie, zę chyba leń jest, bo mógłby znaleźć coś lepszego, że widocznie ma wady ukryte.
                                                    No i ekonomiści twierdzą,z ę dłuższa praca wcale nie zwiększa bezrobocia. Przxede wszystkim większość młodych nie nadaje się do pracy na stanowiskach zajmowanych przez doświadczonych pracowników. Po drugie - ludzie, którzy pracują, a nie są na emeryturze, kupują więcej, zatem rozkręcają gospodarkę.
                                                  • joa66 Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 19:56
                                                    [i][/i]ekonomiści twierdzą,z ę dłuższa praca wcale nie zwiększa bezrobocia

                                                    Ciekawe na jakiej podstawie to twierdzą smile Wybacz, ale wielu ekonomistów działa na zlecenie lub zapotrzebowanie. Uwolnienie rynków finansowych też było wg ekonomistów super bezpieczne.

                                                    I nikt nie oczekuje, ze młodzi wskoczą na miejsca osób, które odeszły na emeryturę - te miejsca pewnie zajmą , upraszczając, ich trochę młodsi koledzy - króko mówiąc miejsca pracy dla młodych i niedoświadczonych pojawią się na skutek roszad na rynku pracy.
                                                  • ding_yun Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 20:28
                                                    joa66 napisała:

                                                    > [i][/[i]i]ekonomiści twierdzą,z ę dłuższa praca wcale nie zwiększa bezrobocia[/
                                                    > i]
                                                    >
                                                    > Ciekawe na jakiej podstawie to twierdzą

                                                    Tutaj akurat zdania ekonomistów są podzielone. Podstawa jest oczywiście prosta: opóźnienie wieku emerytalnego spowoduje zwiększone wpływy do budżetu ponieważ z pensji dłużej będą odprowadzane podatki, a za to wydatki emerytalne będą mniejsze, konsumpcja również teoretyczniee ma być większa bo dochód pozostający do rozporządania też ma być większy.
                                                    Natomiast jak to zwykle bywa trudno jest przewidzieć skutki takich posunięć makroekonomicznych ze 100% pewnością.
                                                    Po pierwsze zwiększone wpływy do budżetu bardzo ładnie moga być zrównoważone przez wydatki na leczenie ludzi, trudno jest przewidzieć czy przedłużenie pracy nie przyczyni się do większej ilości zachorowań.
                                                    Po drugie nie wiadomo na ile wpływy z budżetu będą wykorzystane na poprawę sytuacji na rynku pracy a na ile przeznaczone na inne rzeczy, które się temu nie przysłużą.
                                                    Po trzecie fakt, że przychód poszczególnych osób będzie większy wcale nie znaczy, że konsumpcja będzie większa - to jest kolejny stary jak świat przykład z ekonomii. Starsi ludzie mają tendencję do oszczędzania i to w skarpecie albo na minimalnie oprcentowanym koncie, a nie inwestowania bądź wydawania.
                                                    I tak dalej i tak dalej.
                                                  • verdana Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 20:33
                                                    Starzy ludzie oszczędzają, bo nie pracują. Mam wrażenie, zę pracujący będą mieli inne spojrzenie na wydatki. Tak jest w krajach, gdzie emerytury są wyższe, a praca dłuższa.
                                                    Przy czym dłuższa praca nie pogarsza stanu zdrowia. Przeciwnie, obserwuje się w wielu wypadkach załamanie zdrowia po przejściu na emeryturę, o szybszej sklerozie juz nie wspomnę.
                                                  • joa66 Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 20:58
                                                    Przy czym dłuższa praca nie pogarsza stanu zdrowia

                                                    Przy budowie dróg lub rozkładaniu towarów na półkach supermarketów też? smile Nie ograniczajmy emerytów do stosunkowo wąskiej grupy specjalistów.

                                                    Zdaję sobie sprawę, że trzeba rozwiązać "problem" dłuższego życia (big_grin) , ale dlaczego nie poprzez zwiekszenie o 1% składki na ubezpieczenie emerytalne? Niestety obawiam się, że reforma jest potrzebna z prostego powodu - utrzymywanie bezrobotnych jest tańsze niz "utrzymywanie" emerytów.

                                                    Obawiam się też, że to spowoduje późniejsze o kilka lat wchodzenie na rynek pracy przez młodych ludzi. Byc może to jest właśnie nowy model życia na najbliższe 50 lat?

                                                  • bi_scotti Re: Bezrobocie młodych 24.05.12, 03:11
                                                    verdana napisała:

                                                    > Starzy ludzie oszczędzają, bo nie pracują.

                                                    To jest uogolnienie troche jednak na wyrost. Ja bym powiedziala, ze czesc starych ludzi faktycznie malo wydaje, bo albo oszczedza, albo nie jest juz zainteresowana konsumpcja ALE spora czesc starych ludzi wydaje duzo, nawet bardzo duzo zarowno na takie sprawy jak ulatwienia swojego zycia (przerobki domow, schodow, wanien etc.), wydatki medyczne (nie tyle leki co wszelkie terapie i opieki) jak i wydatki czysto-przyjemnosciowe typu teatry, wyjazdy, bizuterie, wymarzone samochody etc. Bo ci, ktorzy pieniadze odlozyli i maja, nabieraja z latami swiadomosci, ze czas ucieka i jesli miec np. Porshe to teraz, bo za 5 lat moze juz byc zwyczajnie za pozno ... Wystarczy pojezdzic troche po EU i popatrzec na te tlumy STARYCH wycieczkowiczow/turystow zarowno z Niemiec czy GB jak i z Japonii czy Korei. Ja rozumiem, ze polskiego spoleczenstwa to wciaz nie dotyczy w wymiarze "masowym" ale nie jest w porzadku wrzucic wszystkich starych ludzi do jednego worka oszczedzajacych i nie wydajacych na nic!
                                                  • verdana Re: Bezrobocie młodych 24.05.12, 17:11
                                                    Ale, zeby wydawać to trzeba mieć. Pisze z innej perspektywy - w Polsce spora część emerytur, szczególnie kobiet, jest dramatycznie niska, m.in. dlatego,z ę wczesnie przechodzi się na emeryturę. I właśnie choidzi o to, aby polski emeryt miał tę emeryturę nieco wyższą - przy zachowaniu obecnego wieku emerytalnego na wycieczkę moze sobie iść na najbliższy skwerek.
                                                    Starzy ludzie oszczędzają, bo nie mogą nie oszczędzać - w Polsce - bo nie będą mieli co jeść - o to chodzi.
                                                  • bi_scotti Re: Bezrobocie młodych 25.05.12, 13:19
                                                    Mimo wszystko, upieram sie, ze dotyczy to NIEKTORYCH starych ludzi, NIEKTORYCH kobiet emerytek. Osobiscie znam kilka polskich emerytek, ktore finansowo maja sie bardzo dobrze - zdecydowanie lepiej niz ich rowiesniczki, ktore np. wyjechaly kiedys tam do Szwecji czy USA! Wiec nawet jesli Ty piszesz o wiekszosci (choc przeciez piszemy bez liczb i statystyk), to wciaz jest jednak w PL, nawet juz teraz, margines emerytow, ktorzy maja sie OK lub lepiej niz OK. Moze warto komus przesledzic ich drogi zawodowe zeby zbudowac jakis tam model dla nastepnych, ktorzy tez chca miec wygodna starosc smile
                                                    Joa66, sorry za skret watku, tak jakos wyszlo ...
                                                  • alanta1 Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 21:33
                                                    ding_yun napisała:

                                                    > Po pierwsze zwiększone wpływy do budżetu bardzo ładnie moga być zrównoważone pr
                                                    > zez wydatki na leczenie ludzi, trudno jest przewidzieć czy przedłużenie pracy n
                                                    > ie przyczyni się do większej ilości zachorowań.

                                                    Z tego co obserwuję aktywni ludzie sie psychicznie często załamują po przejściu na emeryturę. Szczególnie jeśli mieli ciekawą pracę i kontakt z ludźmi. Stąd tylko krok do chorób.
                                                    Poza tym pracownicy są objęci badaniami okresowymi, co przekłada się na profilaktykę chorób - a wiadomo, ze lepiej i taniej szybko wykryć i wyleczyć...
                                                  • ding_yun Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 21:44
                                                    Ale wiecie, ja się nie upieram, że argumenty, które wyżej podałam są koniecznie prawdziwe, Nie mam badań, nie jestem przekonana wewnętrznie ani do jednej ani do drugiej wersji. To tylko przykłady tego dlaczego przewidzenie skutków takiego posunięcia jak przedłużenie wieku emerytalnego nie może być rozpisane ładnie na zmienne i załatwione jednym modelem ekonomicznym. Dlatego sformułowanie "ekonomiści twierdzą" jest śliskie - zawsze jacyś ekonomiści twierdzą tak, a inni inaczej, to nie jest nauka ścisła. Deregulacja rynków to też nie był "wymysł ekonomistów" tylko jakiejś określonej grupy, która pod wpływem spolotu masy okoliczności doszła do władzy w Banku Światowym i Międzynarodowym Funduszu Walutowym i zaczęła działania deregulacyjne.

                                                    Także to nie są moje argumenty przeciwko wydłużeniu wieku emerytalnego.
                                                  • joa66 Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 22:00
                                                    Jest jeszcze druga strona medalu: jak wielu pracodawców będzie chciało zatrudniać 66 letniego kierowcę TIRa i 65 letnią magazynierkę?

                                                    Ale robi sie nam off topic. Osoby zainteresowane dyskusją na ten temat proszę o założenie oddzielnego wątku smile
                                                  • verdana Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 22:08
                                                    Przy kierowcy TIR-a - trzeba się bedzie przyzwyczaić, ze nie całe życie wykonuje się ten sam zawód.
                                                    Ale jesli treraz moze byc w tym wieku magazynier- facet, to co za problem? Mieszkam w okolicy, gdzie jest sporo małych sklepów - i tam z zapałem pracują panie koło 70-tki.
                                                  • ding_yun Re: Bezrobocie młodych 23.05.12, 10:23
                                                    bi_scotti napisała:

                                                    > A jak mobilni sa mlodzi absolwenci w PL?

                                                    Bardzo mobilni.
                                                    Tak mobilni, że spora częsć już siedzi za granicą. I niech tak w Polsce robią dalej, z bezpłatnymi stażami i narzekaniem w mediach jak to młodzież nic nie umie. Ostatni zgasi światło.
                                                  • joa66 A co można zrobić... 25.05.12, 10:46
                                                    Co Wy byście zrobiły na miejscu młodych ludzi, co byście radziły własnym dzieciom?

                                                    Punktem wyjciowym jest młody absolwent (magister) studiów dziennych uczelni państwowej, z dobrym angielskim, który nie może znaleźć żadnej pracy. Trochę upraszczając - kwalifikacje i umiejętności tej osoby to 4+ , w szkolnej skali 1-6, czyli jest to ktoś dobry, ale nie najlepszy w wyścigu.

                                                    Kolejny fakultet?
                                                    Kolejne wyżebrane staże za darmo?
                                                    Emigracja?

                                                    Ja chyba radziłabym wolontariat zagraniczny. Zwykle oferują oni zakwaterowanie i wyżywienie, można podszkolić język obcy, rozwinąć tzw umiejątności "miękkie", a praca może dawać satysfakcję i poczucie sensu (w przeciwieństwie no do pracy na zmywaku w Londynie)
                                                  • alanta1 Re: A co można zrobić... 25.05.12, 11:11
                                                    joa66 napisała:

                                                    > Co Wy byście zrobiły na miejscu młodych ludzi, co byście radziły własnym dzieciom?
                                                    >
                                                    > Punktem wyjciowym jest młody absolwent (magister) studiów dziennych uczelni państwowej

                                                    Radzić absolwentowi??? Własnemu dziecku trzeba radzić znacznie wcześniej, już gdzieś w gimnazjum...
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 25.05.12, 11:24
                                                    Nie pytałam o to kiedy trzeba radzić dziecku, o sensowne ścieżki edukacji , tylko oto, co byście radziły takiemu człowiekowi teraz, kiedy jest absolwentem.
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 25.05.12, 11:36
                                                    OMG, bez przesady, przecież każdy człowiek potrzebuje czasem porady od ludzi starszych, lepiej doświadczonych od siebie. Nie chodzi o to, żeby robić tylko to, co każą tatuś z mamusią do 40 roku życia, ale na litość - czy z chwilą jak się trzyma dyplom w ręku nie można już liczyć na ich wsparcie, zapytać się o zdanie? Nie rozumiem takiego podejścia.

                                                    Joa, to zależy od tego jakie delikwent ma skończone studia i co mniej więcej chciałby robić, albo czego by nie chciał. Radziłabym poszukać w pierwszej kolejności pracy za granicą. Nie wolontariatu tylko normalnej pracy. A gdzie to już konkretnie zależy od kilku czynników: jak delikwent włada angielskim, jak dawno te studia skończył, co mógłby mniej więcej robić.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 25.05.12, 12:04
                                                    Myślę, że o pracę w zawodzie i "okolicach" możey byś trudno nawet w innych krajach. Nie tylko Polska ma ten problem. A jeżeli jest wybó: zmywak lub wolontariat, ja baym radziła jednak to drugie.

                                                    A zastanawiam się nad sensem kolejnych studiów po lekturze forów gdzie młodzi ludzie desperacko zadają pytania - mam stopień magistra archeologii, jakie studia zrobić jeszcze, żeby łatwiej zdbyć pracę - bezpieczeństwo narodowe czy informatykę. Czyli bez sensu i bez pomysłu.

                                                    Czyli czy jest sens studiować kolejny kierunek, który nas na pewno wzbogaci i rozszerzy horyzonty, ale tak naprawdę nie zmienia specjalnie naszej sytuacji na rynku pracy? Na pewno to lepsze niż siedzenie w fotelu i oglądanie TV, ale wtedy chyba lepiej wyjechać?

                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 25.05.12, 13:19
                                                    joa66 napisała:

                                                    > Myślę, że o pracę w zawodzie i "okolicach" możey byś trudno nawet w innych kraj
                                                    > ach. Nie tylko Polska ma ten problem. A jeżeli jest wybó: zmywak lub wolontari
                                                    > at, ja baym radziła jednak to drugie.

                                                    Dlatego doradzałabym na nie upieranie się przy pracy w zawodzie tylko przemyślenie, co jeszcze można robić. W krajach anglojęzycznych sporą część wiedzy potrzebenej do pracy świeży absolwent dostaje w pracy. Ale jeśli się nie da i tak to wolontariat daje lepsze perspektywy przyszłego zatrudnienia niż praca, która nie daje żadnych nowych umiejętności.


                                                    > A zastanawiam się nad sensem kolejnych studiów po lekturze forów gdzie młodzi l
                                                    > udzie desperacko zadają pytania - mam stopień magistra archeologii, jakie studi
                                                    > a zrobić jeszcze, żeby łatwiej zdbyć pracę - bezpieczeństwo narodowe czy inform
                                                    > atykę. Czyli bez sensu i bez pomysłu.

                                                    Wątpię, czy ktoś, kto skończył archeologię, da radę na informatyce. To są cholernie trudne studia. A poza tym to oczywiście się zgadzam - dodatkowe wykształcenie dla papierka raczej nie przybliży nas do wymarzonej pracy. W tej sytuacji lepiej jest zdobywać doświadczenie i szkolić np. kolejny język.

                                                    Na pewno to lepsze niż siedzenie w fotelu i oglądanie TV, ale wted
                                                    > y chyba lepiej wyjechać?

                                                    IMO znacznie lepiej wyjechać.
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 25.05.12, 13:25
                                                    Moja perspektywa jest imigrancka - najwazniejsze jest miec JAKAS prace, w sensie utrzymac sie. Gdy to juz jest zabezpieczone, mozna sie roizgladac za sposobami znalezienia "wymarzonej" pracy. Rada jest zawsze jedna: szukaj czegokolwiek, co da ci jakikolwiek dochod. I na tym buduj. Od lat juz nie sprzatam, nie kelneruje, nie chwytam sie kazdej nadgodziny ale gdyby trzeba bylo, jestem zawsze gotowa wrocic za lade czy do szmaty, bo jako imigrant nie mam safety net rodziny, do ktorej mozna sie "przytulic" gdy bieda. Oczywiscie, wlasne dzieci czlowiek wspiera ile moze i chce dla nich lepiej niz mial samemu ALE z pustego i Salomon nie naleje - nie sposob utrzymywac np. 3 doroslych ludzi (w moim przypadku), ktorzy cos skonczyli i np. nie moga znalezc pracy w zawodzie. Mozna im dac 2-3 miesiace czasu na poszukiwania a jak nie ma sukcesu, to survival job. Life.
                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 25.05.12, 22:47
                                                    I co ma zrobić po trzech miesiącach? Powiesić się?
                                                    Serio pytam, bo w niektórych miejscowosciach sytuacja jest dramatyczna. Nie ma "czwegokolwiek". A przymusowa emigracja w wielu wypadkach to dramat, szczególnie, gdy zostawia sie w Polsce ukochanego.
                                                    Mam jednak wrażenie, zę nie do końca rozumiesz polskie realia...
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 02:37
                                                    verdana napisała:

                                                    > I co ma zrobić po trzech miesiącach? Powiesić się?
                                                    > Serio pytam, bo w niektórych miejscowosciach sytuacja jest dramatyczna. Nie ma
                                                    > "czwegokolwiek". A przymusowa emigracja w wielu wypadkach to dramat, szczególn
                                                    > ie, gdy zostawia sie w Polsce ukochanego.
                                                    > Mam jednak wrażenie, zę nie do końca rozumiesz polskie realia...

                                                    Ale o jakich/czego absolwentach my tu rozmawiamy? OK, sa miliony miejscowosci na swiecie, w ktorych nie bylo, nie ma i nie bedzie pracy dla jakichkolwiek absolwentow uni (czy nawet college) lub bedzie dla doslownie kilku. I lokowanie sie z ciezko-zdobytym dyplomem/tytulem w takiej miejscowosci jest bledem z zalozenia, proszeniem sie o depresje i ogolny kanal zyciowy. W wiekszych miejscowosciach zawsze jest "cokolwiek" pod warunkiem, ze jest sie chetnym to cokolwiek wziac. A wielu absolwentow nie jest ... dopoki nie sa przyparci do muru. Wielu zas nie jest przypartych do muru, bo mama z tata sie zlituja i trzymaja na garnuszku pasozyta kolejny miesiac tlumaczac sobie i swiatu, ze "taka mamy sytuacje". To nie jest zjawisko wylacznie polskie, zapewniam Cie! To nawet nie jest przypadlosc wylacznie Jewish czy Italian mothers wink Zdarza sie wszedzie, bo milosc rodzicielska bywa slepa niezaleznie od adresu na Planecie. Ale to nie jest dobry uklad. Dla nikogo. I nie ma co go bronic, bo nic dobrego z niego nie wynika.
                                                    Polska jest w tej chwili czyms w rodzaju "super-star" EU - ma niskie bezrobocie (ledwie jakies 10%; wiem, wiem - wsrod mlodych wyzsze ale to jest zjawisko miedzynarodowe, wiec nie ma sie co tym az tak podniecac), praca w duzych miastach jest (kiepska? zle platna? zapewne, ale JEST!) i jak zwykle klania sie Wyspianski "zeby sie tylko chcialo chciec". Dodam, ze na miejscu jakiegogolwiek "kadrowego" przegladajacego resumes, odrzucalabym z zalozenia tych, ktorzy po ukonczeniu studiow nie pracowali NIGDZIE (chocby roznoszac ulotki) przez iles tam miesiecy. Bo co oni robili? Z czego zyli? Jak sa odpowiedzialni sami za siebie?
                                                    A potencjalne rozstania z ukochanym? Coz, sa rozne zawody, w ktorych takie uklady wpisane sa w zyciorys z zalozenia (przeciez nie tylko marynarze smile ) wiec ten argument nie przemawia do mnie w ogole - jesli sie nie ma przez siebie zarobionej zlotowki na chleb to trzeba sobie dobrze przemyslec priorities, bo tego akurat wymaga doroslosc.
                                                    I bardzo Cie prosze przestan uzywac argumentu o mojej teoretycznej nieznajomosci polskich realiow - Polska nie jest Korea Polnocna i nie jest otoczona Wielka Tajemnica - to naprawde nie jest az takie skomplikowane wiedziec DOKLADNIE co sie w PL dzieje. Co nie zmienia faktu, ze interpretacje przyczyn i skutkow kazdy ma indywidualne, czesto wiec sprzeczne z interpretacjami wspoldyskutantow. Life.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 07:07
                                                    bi scotti - ty przede wszystkim nie rozumiesz co to znaczy survival job w Kanadzie i survial job (jeżeli taki się znajdzie) w Polsce. Tak sie składa, ze mieszkałam kiedyś w Kanadzie rok (zanim zwiałam wink ) , mieszka tam spora częśc mojej rodziny - w tym rodzona siostra, m.in. z synem dyslektykiem z fatalnym angielskim (wyjechał jak miał 18 czy 19 lat) . I nawet on, ze śmieszna jak na tamte warunki pensją, może się tam skromnie utrzymać. I takich przykładów jest mnóstwo.

                                                    Wybacz, ale rady oparte na sile nabywczej kanadyjskiej pensji minimalnej, zasiłków itd dawane Polakom są po prostu śmieszne.

                                                    Dla porównania - oto płace minimalne w Kanadzie:
                                                    www.livingin-canada.com/minimum-wage-canada.html
                                                    I artykuł o kosztach zycia w Kanadzie, niższcyh niż w Europie:
                                                    www.livingin-canada.com/cost-of-living-in-canada.html

                                                    "Wyrzucenie" z domu przez rodziców w Kanadzie NIE JEST tym samym co w Polsce i nie ma to nic wspólnego z poglądami rodziców na tę sprawę.

                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 26.05.12, 09:16
                                                    Biscotti, nie masz absolutnie pojęcia o czym piszesz. Bezrobocie nie polega na tym, zę jest praca, tylko trzeba ją znaleźć, tylko na tym, ze pracy nie ma. Przypominam, o ile słyszałaś o Wielkim Kryzysie. Czy wtedy też, Twoim zdaniem, na świecie , łaczenie z USA, chodzili sami nieudacznicy, którzy mogli by "coś" znaleźć, tylko nie mieli dosyć chęci, ani energii? Jesli bezrobocie wśród mlodzieży wynosi ok. 25%, to nie ma siły - część nie znajdzie zadnej pracy.
                                                    Co do pracy dorywczej, to w Polsce nie można się za to utrzymać, o wynajeciu mieszkania już nie wspomnę. Utrzymać, czyli gdzieś mieszkać i zjeść cokolwiek, a nie utrzymać na jakimś poziomie.
                                                    Wyrzucenie w Polsce w tej chwili człowieka z domu, bo nie znalazł w trzy miesiące pracy, oznacza w przeważającej wiekszości wypadków, nocowanie na dworcu, albo w przytułku dla bezdomnych. Tyle. Bo pracy dla wszystkich NIE MA. A pracy, dla młosdych ludzi, która pozwoliłaby płacić za mieszkanie i utrzymać się bezpośrednio po zakończeniu szkoły - nie ma prawie wcale, bo pierwsze pensje są niskie.
                                                    Rozumiem też, ze w warunkach bezrobocia, o ile zona czy mąż stracą pracę i nie znajdą w trzy miesiace - powinno sie ich wyrzucić z domu?
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 15:08
                                                    verdana napisała:

                                                    > Rozumiem też, ze w warunkach bezrobocia, o ile zona czy mąż stracą pracę i nie
                                                    > znajdą w trzy miesiace - powinno sie ich wyrzucić z domu?
                                                    >

                                                    Jesli TRACISZ prace, przysluguje Ci wypracowany zasilek dla bezrobotnych (na okreslony czas, procent od dochodow, ustalona maksymalna wysokosc), od ktorego zreszta dalej placisz podatki smile Dochod masz na kilka miesiecy, co powinno Ci wystarczyc na znalezienie nastepnego zatrudnienia. O to chodzi. W przypadku mlodych ludzi, jesli nie pracowali w high school ani w czasie studiow to mozna im tylko wspolczuc, bo zwyczajnie sami sobie utrudnili strat ale od czegos zaczac musza. Jesli nie ma pracy dla filologa klasycznego to sie idzie nalewac kawe albo sprzatac w domu starcow, bo co innego mozna robic po tych 2-3 miesiacach bezowocnych poszukiwan? Albo sie pakuje walizke i jedzie tam gdzie jest oferta pracy wlasnie dla tego filologa, inzyniera, nauczyciela czy dyrygenta. Life.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 15:26
                                                    ok.

                                                    płaca minimalna w Polsce to około 1050-1100 zł netto miesięcznie (4,5 tygodnia) na cały etat. Najtańsza kawalerka BEZ OPŁAT to około 1000 zł. Na spółkę z kolegą? Ok 500 zł na osobe plus opłaty (gaz, elektryczność, woda, telefon, etc) min 150-200 zł. Mamy już 700 zł.

                                                    Zostaje nam 300 zł na jedzenie, kosmetyki, środki czystości i komunikację ( nie - nie samochód big_grin) . To jest około 85 dolarów na miesiąc przy cenach tych rzeczy porównywalnych do cen kanadyjskich.

                                                    Czy Ty naprawdę tego nie widzisz?????

                                                    I co z tego, ze znasz młodych ludzi w Polsce, którzy sobie dobrze radzą. Nikt nie powiedział, ze 100 absolwentów nie ma pracy!
                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 26.05.12, 18:47
                                                    Sześć miesięcy w wysokości kilkuset złotych. Czyli rozumiem, wyrzucam po sześciu miesiacach. Studenci niemal zawsze pracują w czasie studiów Inie mam ani jednego niepracującego) i niemal zawsze są automatycznie wyrzucani z pracy, gdy kończą studia, ponieważ pracodawcy nie opłaca sie ich zatrudniać. Bierze następnego studenta. Do nalewania kawy.

                                                    Czym wiecej piszesz, tym bardziej widzę, że nie masz pojęcia o czym.
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 15:02
                                                    Sorry ale teraz Ty piszesz rzeczy kompletnie nierozsadnie. Prosze bardzo - Ontario - minimum wage $10.25/hr, pracujesz 40 hrs/week, zarabiasz $410.00 tygodniowo BRUTTO a wiec jakies $21,320.00 brutto rocznie. Od tego placisz podatek wiec zostaje Ci (w najlepszym ukladzie!!!) jakies 18,000.00 na rok czyli srednio $1,500.00 na miesiac. Najmniejsze, najbardziej crappy samodzielne mieszkanie kosztuje co najmniej $800.00 miesiecznie wiec najprawdopodobniej wynajmujesz pokoj z kolega, za ktory placisz jakies $500.00 miesiecznie. Jesli masz samochod, placisz ubezpieczenie (mlody mezczyzna wiecej niz mloda kobieta), przyjmijmy ze malo liczac jakies $150.00 na miesiac plus gas (w zaleznosci jak daleko dojezdzasz do tej pracy); jedzenie jest tanie w porownaniu z Europa ale wciaz na pojedyncza osobe to jest minimum $400.00 miesiecznie (i to jest takie kompletne bare minimum - chleb i puszki tuna, nic ponad to!). Ale najwazniejsze jest to, ze jezeli jestes absolwentem uni z dlugiem (a takich jest wiekszosc) to splacasz ten swoj dlug i tu nie ma przepros, bo odkad zaczelas pracowac, dlug zaczal rosnac wiec starasz sie go splacic jak najszybciej kosztem wszystkich innych wydatkow. Ja juz nie mowie o zadnych takich "luksusach" jak proszk do prania, mydlo, proszki od bolu glowy, plaster, okulary czy dentysta, bo na to zwyczajnie Cie nie stac przy minimum wage. Oczywiscie, mozna sie za to "skromnie" utrzymac - my sie tak utrzymywalismy (nawet za mniej) przez kilkanascie pierwszych miesiecy w Kanadzie ale pokaz mi jak wielu mlodych Polakow po uni jest chetnych tak wlasnie zaczynac? Bo to o to tu chodzi - ze ma sie te wole zeby zaczac ponizej zera (gdy rodzice na swojej luksusowej lodzi albo w podrozy po Europie przygladaja sie z boku jak dziecko zaczyna!), bo sie wie, ze alternatywa jest zwykle pasozytnictwo. A co do polskich "survival jobs" to prosze mi nie mydlic oczu - znam kilkoro mlodych Polakow w roznych miejscach kraju, ktorzy postepuja wlasnie tak jak mlodzi Kanadyjczycy i radza sobie raz lepiej, raz gorzej ale radza sobie SAMI. I powoli, (zaznaczam POWOLI) osiagaja pelna samodzielnosc finansowa, miejsce w swojej profesji a wrecz coraz lepsze dochody pozwalajace na kolacje lepsza nic bulka bez masla. Ale znam tez innych mlodych Polakow, ktorzy mogliby tak samo ale ... nie musza, bo mama z tata uwazaja, ze to i tak nie ma sensu, ze za malo zarobia, za duzo sie umecza, prace i tak straca, bo sezonowa wiec ... lepiej niech w ciszy rodzinnego gniazda szukaja pracy "w zawodzie". No mozna i tak. Wolny kraj, eh smile
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 26.05.12, 15:19
                                                    bi_scotti napisała:

                                                    > Sorry ale teraz Ty piszesz rzeczy kompletnie nierozsadnie. Prosze bardzo - Onta
                                                    > rio - minimum wage $10.25/hr, pracujesz 40 hrs/week, zarabiasz $410.00 tygodnio
                                                    > wo BRUTTO a wiec jakies $21,320.00 brutto rocznie. Od tego placisz podatek wiec
                                                    > zostaje Ci (w najlepszym ukladzie!!!) jakies 18,000.00 na rok czyli srednio $1
                                                    > ,500.00 na miesiac. Najmniejsze, najbardziej crappy samodzielne mieszkanie kosz
                                                    > tuje co najmniej $800.00 miesiecznie wiec najprawdopodobniej wynajmujesz pokoj
                                                    > z kolega, za ktory placisz jakies $500.00 miesiecznie.

                                                    I to jest płaca minimalna. Czyli może być już tylko lepiej, prawda?

                                                    W UK (w Londynie) jeśli jesteś absolwentem studiów to zaraz po, jeśli skończyłeś niezły uniwersytet, masz dobre CV i pokonasz masę kandydatów w 4-5-stopniowym systemie rekrutacji (ocena CV aplikacji, testy biometryczne, rozmowa z działem HR, rozmowa z przedstawicielem działu w którym chcesz pracowac, a na końcu assessment centre) dostajesz pensję rzędu 23 do 26 tysięcy funtów rocznie. Z tego oczywiście odprowadzasz rozmaite podatki i spłacasz pożyczkę studencką. Również netto zostaje Ci poniżej 20 tysiecy funtów rocznie i to optymistycznie licząc. Ewentualnie możesz robić doktorat (również niesłychanie konkurencyjny) i dostawać koło 18-21 tysięcy funtów rocznie, tutaj już bez podatku, ale pożyczkę studencką nadal spłacasz. Nie pracujesz 40 godzin tygodniowo, czyli 8 godzin dziennie. Pracujesz kilkanaście godzin dziennie. Mieszkanie również dzielisz ze znajomymi, albo przynajmniej jednym znajomym i jeśli znajdziesz coś za 600 funtów miesięcznie to jest nieźle. O samochodzie nie ma mowy biorąc pod uwagę ceny ubezpieczenia, benzyny i congestion charge. Miesięcznie wydajesz około 100 funtów na bilet miesięczny.
                                                    Cały czas mówimy o absolwencie dobrego uniwersytetu, z dobrym CV i masą chęci. Wyciąga on w UK tyle, co w Kanadzie wynosi płaca minimalna, a koszty życia są porównywalne.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 15:36
                                                    Wyciąga on w UK tyle, co w Kanadzie wynosi płaca minimalna, a koszty życia są porównywalne.

                                                    W zalinkowanym artykule sa informacje na temat kosztów życia w Kanadzie, nie muszę więc posiłkowac się systematycznymi rozmowami z rodzoną siostrą, która się cieszy, że w Kanadzie jest tanio. (i która po sprzedaniu mieszkania na Kabatach, kupiła dom w Kanadzie wink )

                                                    ps. na pewno droższe są np restauracje, koszty wynajmu mieszkania, prywatne lekcje, ale codzienne życie - nie.
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 16:36
                                                    joa66 napisała:

                                                    >
                                                    > ps. na pewno droższe są np restauracje, koszty wynajmu mieszkania, prywatne lek
                                                    > cje, ale codzienne życie - nie.

                                                    Akurat restauracje sa zdecydowanie tansze u nas smile
                                                    Problemem jest BRAK PRACY dla absolwentow w wielu krajach swiata - nie tylko w PL. I jesli chcesz mowic o kryzysie to musisz to uwzglednic - ten brak jest miedzynarodowy i nie tylko w PL absolwenci dobrych uczelni stoja przed perspektywa powrotu do swoich prac z high school zeby miec jakikolwiek dochod. Roznica jest tylko taka, ze tu wiekszosc jest sklonna podjac takie dzialania a w PL nie. I tyle.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 16:45
                                                    Roznica jest tylko taka, ze tu wiekszosc jest sklonna podjac takie dzialania a w PL nie. I tyle.


                                                    Totalny brak znajomości tematu, na który się wypowiadasz. O jakiejkolwiek refleksji nie wspomniając. I tyle.


                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 26.05.12, 16:55
                                                    bi_scotti napisała:

                                                    > joa66 napisała:


                                                    > Problemem jest BRAK PRACY dla absolwentow w wielu krajach swiata - nie tylko w
                                                    > PL. I jesli chcesz mowic o kryzysie to musisz to uwzglednic - ten brak jest mie
                                                    > dzynarodowy

                                                    Joa napisała to zdaje się już w pierwszym poście smile

                                                    i nie tylko w PL absolwenci dobrych uczelni stoja przed perspektywa
                                                    > powrotu do swoich prac z high school zeby miec jakikolwiek dochod. Roznica jes
                                                    > t tylko taka, ze tu wiekszosc jest sklonna podjac takie dzialania a w PL nie. I
                                                    > tyle.

                                                    I nad przyczyną takiego, a nie innego stanu rzeczy możemy się zastanawiać.
                                                    Ja nie uważam, że absolwenci w Polsce nie chcą podjąć odpowiedników amerykańskich "prac z czasów high school" tylko dlatego, że są leniwymi pasożytami. Ale przede wszystkim dlatego, że boją się pewnego zjawiska związanego z takimi pracami zwanego grząską albo lepką podłogą. Innymi słowy boją się, że jeśli raz podejmą właśnie taką pracę to wsiąkną w to na długo i będzie im bardzo trudno potem zmienić swoją ścieżkę kariery i powrócić do robienia czegoś bardziej ambitnego jeśli koniunktura się zmieni. Czy ich obawy są uzasadnione trudno powiedzieć, ponieważ to jest sytuacja bezprecedensowa w historii - przed wojną nie istniało pojęcie kariery w dzisiejszym rozumieniu, po wojnie raczej każde następne pokolenie stawało się lepiej wykształcone niż pokolenie rodziców i miało większe możliwości, za PRL w ogóle nie istniał problem bezrobocia, w latach 90 nie istniał (a przynajmniej nie w takiej skali) problem bezrobocia wśród ludzi z wyższym wykształceniem, znajomością jezyków itp. Teraz nie do konca wiadomo, jak to się potoczy, ale ja doskonale rozumiem obawy ludzi przed ugrzęźnięciem w jakiejś słabej pracy bez perspektyw i rozumiem, że zastanawiają się nad innymi opcjami, które pozwolą im się być może trochę przybliżyć do pracy z perspektywami. A to często jest wybór albo-albo bo albo sprzedaję kurczaki w budce albo robię staż w gazecie za 500 złotych miesięcznie z nadzieją, że a nuż się uda i ktoś zaproponuje współpracę.
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 26.05.12, 17:11
                                                    I Bi_scotti, jeśli to nie tajemnica to jak długo mieszkasz poza Polską?
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 17:12
                                                    A trzeba dodać, że większość pracodawców w Polsce wybiera do prostych prac typu kelnerowanie studentów młodszych niż 26 lat, bo wtedy chyba nie płacą ZUSu. Zatrudniając absowlenta moga działac na swoja szkodę finansową.

                                                    Trzeba więc trochę pomysleć zanim wydaje się sądy.

                                                    A wracajac do tematu - wiem, ze dla wielu znajomych z innych forów jestem głupią maniaczką propagowania nauki języków obcych (byłam nią zawsze i to nie ma nic wspólnego z kryzysem czy rynkiem pracy), ale upieram się, że w to warto inwestowac i czas i pieniądze. I nigdy nie zadowalać się tym, że "po angielsku się swobodnie dogadam" , a inne języki niepotrzebne bo i tak "każdy mówi po angielsku".

                                                    I to jest kolejna rzecz, którą bym doradziła uczniom, studentom, absolwentom i ... wszystkim
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 17:36
                                                    Kelnerowanie to przyklad czy raczej "symbol" prac tzw. studenckich wiec sie nie czepiaj smile
                                                    Odnoszac sie do tego, co napisala Ding_yun, ja rozumiem, ze obecna sytuacja jest nowa dla ludzi w PL i w pewnym sensie wspolczuje ludziom, ktorzy wciaz reprezentuja rodzaj "starego" myslenia, ze ukonczenie uni to prawie automatyczne wejscie w wybrane zycie zawodowe. Niemniej, niezaleznie od poziomu mojego wspolczucia, ci ludzie musza sie pogodzic z istniejaca sytuacja i znalezc w niej rozwiazania dla siebie. Ze mozna ugrzeznac w "tymczasowej" pracy? A no mozna.
                                                    To jest juz dosc stary film: www.imdb.com/title/tt0110950/ a kwestia "grzaskosci" wciaz ta sama (postac grana przez Janeane Garofalo decyduje sie kontynuowac po studiach prace w bodajze GAP, bo perspektywy sa jakie sa a ta praca to jednak jakich dochod i nawet szansa na maly awans ...).
                                                    Mnie po prostu zadziwia podejscie, ze dorosli rodzice "jakos" musza miec zatrudnienie i dochody zeby moc utrzymywac swoje dorosle dzieci, ktore tego akurat nie musza ... A jesli jestesmy wszyscy dorosli, to prawa i obowiazki sie jednak wyrownuja. I rodzice tez moga stracic prace, moga chciiec sie przekwalifikowac, zainwestowac w cos tam etc. etc. Tymczasem niepisana zgoda jest taka, ze dopoki absolwent nie znajdzie pracy to mieszka za friko u rodzicow, je z ich lodowki i wyciaga reke po pieniadze na ubranie, transport, kosmetyki i co tam jeszcze ... I moim zadaniem, zadne "specyficzne" polskie realia tego nie usprawiedliwiaja.
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 26.05.12, 17:59
                                                    bi_scotti napisała:


                                                    > Odnoszac sie do tego, co napisala Ding_yun, ja rozumiem, ze obecna sytuacja jes
                                                    > t nowa dla ludzi w PL i w pewnym sensie wspolczuje ludziom, ktorzy wciaz reprez
                                                    > entuja rodzaj "starego" myslenia, ze ukonczenie uni to prawie automatyczne wejs
                                                    > cie w wybrane zycie zawodowe. Niemniej, niezaleznie od poziomu mojego wspolczuc
                                                    > ia, ci ludzie musza sie pogodzic z istniejaca sytuacja i znalezc w niej rozwiaz
                                                    > ania dla siebie.

                                                    No i właśnie dlatego zastanawiamy się jakie są te najlepsze rozwiązania.

                                                    A jesli jestesmy wszyscy dorosli, to prawa i obowiazki sie jednak w
                                                    > yrownuja. I rodzice tez moga stracic prace, moga chciiec sie przekwalifikowac,
                                                    > zainwestowac w cos tam etc. etc. Tymczasem niepisana zgoda jest taka, ze dopoki
                                                    > absolwent nie znajdzie pracy to mieszka za friko u rodzicow, je z ich lodowki
                                                    > i wyciaga reke po pieniadze na ubranie, transport, kosmetyki i co tam jeszcze .
                                                    > .. I moim zadaniem, zadne "specyficzne" polskie realia tego nie usprawiedliwiaj
                                                    > a.

                                                    To nie są tylko Polskie realia, w UK wśród absolwentów to się zdarza wcale nierzadko, ale to swoją drogą.

                                                    Co do meritum: łatwo jest mówić o tych prawach i obowiązakch w kategoriach ogólnych i bronić tezy, że dorośli ludzie mają te same prawa i zobowiązania. No niby mają, zgadzam się. Ale weźmy taki przykład: rodzice mają w miarę dobry dochód, stałą pracę albo własny ineteres/interesy - ogólnie ustabilizowaną sytuację życiową. I dziecko stojące przed takim dylematem, jaki był tu opisywany. Jeżeli rodzice wspierają w tej sytuacji dziecko to z załozenie, że podjęcie tej pracy nie zapewniającej na razie utrzymania jest krokiem naprzód i za jakiś czas może zaprocentuje. I absolwent też robi wszystki w kierunku, żeby zaprocentowało. Jeśli będziemy to rozpatrywać w kategoriach absolutnych - to nie ma mowy, ma takie same obowiązki jak rodzice, niech bierze cokolwiek, jak w tym utknie na długo to trudno. To jest rozsądne podejście Twoim zdaniem? Bo moim nie.
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 18:25
                                                    ding_yun napisała:

                                                    > Co do meritum: łatwo jest mówić o tych prawach i obowiązakch w kategoriach ogól
                                                    > nych i bronić tezy, że dorośli ludzie mają te same prawa i zobowiązania. No nib
                                                    > y mają, zgadzam się. Ale weźmy taki przykład: rodzice mają w miarę dobry dochód
                                                    > , stałą pracę albo własny ineteres/interesy - ogólnie ustabilizowaną sytuację ż
                                                    > yciową. I dziecko stojące przed takim dylematem, jaki był tu opisywany. Jeżeli
                                                    > rodzice wspierają w tej sytuacji dziecko to z załozenie, że podjęcie tej pracy
                                                    > nie zapewniającej na razie utrzymania jest krokiem naprzód i za jakiś czas może
                                                    > zaprocentuje. I absolwent też robi wszystki w kierunku, żeby zaprocentowało. J
                                                    > eśli będziemy to rozpatrywać w kategoriach absolutnych - to nie ma mowy, ma tak
                                                    > ie same obowiązki jak rodzice, niech bierze cokolwiek, jak w tym utknie na dług
                                                    > o to trudno. To jest rozsądne podejście Twoim zdaniem? Bo moim nie.
                                                    >

                                                    OK, ja mysle tak: bezrobotny absolwent nie spada z nieba. Dziecko ma sie w domu iles tam lat i przez te lata ma sie na nie taki a nie inny wplyw lacznie z np. dyskusjami przed wyborem kierunku studiow, wspieraniem roznorakich zainteresowan (chocby tych wspomnianych przez Joa66 jezykow obcych etc.), wspieraniem pracy part-time w high school i w czasie studiow, obserwacja reszty swiata etc. etc. Ja wiem z wlasnego doswiadczenia, ze gdy moj Sredni syn wybieral kierunek studiow to sam wiedzial, ze ze swoja niepelnosprawnoscia musi bardzo rozsadnie i na zimno zdecydowac, w czym bedzie mial najwieksze szanse na zatrudnienie (a mowimy tu o momencie gdy facet mial 17 lat!). Oczywiscie, jego sytuacja jest specyficzna ale w jakims sensie sytuacja kazdego jest z zalozenia indywidualna smile
                                                    Reasumujac, kazdej mama bear serce by peklo gdyby jej cub znalazl sie glodny pod mostem i nie o to chodzi. Szczegolnie, ze nie ma powodow zeby mialo gdziekolwiek dojsc do takiego rozwiazania. Jeszcze raz przyklad z domu: Najmlodszy skonczy swoj bachelor w kwietniu 2013. Studiuje popularny kierunek, w ktorym za duzo absolwentow, za malo pracy. Taki sobie wybral i wie, co go czeka. A wiec ... od poczatku studiow pracuje w 2 miejscach plus jest wolontariuszem w innych 2. Wszystko to jest "luzno" zwiazane z jego studiami. Z jednego miejsca part-time ma pewien rodzaj zapewnienia (choc nikt nikomu niczego nie obieca), ze MOZE moze liczyc na full-time pozycje gdy skonczy studia ALE stawka godzinowa bedzie nizsza niz to, co ma tam teraz na part-time. Mieszka w horrendalnie drogiej prowincji, za pokoj z kolega placi jak za zboze ale chce tam zostac, bo tam mu dobrze. Wie, ze gdy graduates, dostanie od nas "wyprawke" czyli koszty mieszkania na 3 miesiace a potem musi sobie radzic sam. Oczywiscie, gdyby mial umrzec z glodu to ma nas i rodzenstwo ale jak narazie robi wszystko zeby byc w miare samodzielnym po uzyskaniu dyplomu. I o to mi chodzi. O pewnien rodzaj myslenia perspektywicznego, ktorego rodzice powinni uczyc/nauczyc swoje dzieci gdy sa jeszcze male, gdy te wszystkie dylematy/problemy jeszcze przed nimi. Kazdy wie, ze wypadki, nieprzewidziane tragedie, jakies koszmary zdarzaja sie w zyciu i na nie nie da sie przygotowac ale na byc pro-active w szukaniu pracy czy na bycie mantalnie (!!!) gotowym przyjac "cokolwiek" zeby na siebie zarobic, mozna (i trzeba) czlowieka przygotowac. Bo to jest w sumie nie fair zaczac czegokolwiek oczekiwac od kogos kto ma tych 26 lat czy ile tam a wczesniej nie dalo mu sie "narzedzi" jak ma sobie radzic.
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 26.05.12, 19:04
                                                    bi_scotti napisała:

                                                    I o to mi chodzi. O pewnien rodzaj myslenia perspektywicznego, ktorego rodzice powinni uczyc/nauczyc swoje dzieci gdy sa jeszcze male, gdy te wszystkie dylematy/problemy jeszcze przed nimi. Kazdy wie, ze wypadki, nieprzewidziane tragedie, jakies koszmary zdarzaja sie w zyciu i na nie nie da sie przygotowac ale na byc pro-active w szukaniu pracy czy na bycie mantalnie (!!!) gotowym przyjac "cokolwiek" zeby na siebie zarobic, mozna (i trzeba) czlowieka przygotowac.


                                                    Dobra, wracamy do punktu wyjścia. Ty uważasz, że jak ktoś nie ma pracy to tylko dlatego, że nie jest wystarczająco rozsądny, zmotywowany, przewidujący, aktywny i co tam jeszcze, a jakby był to by miał.
                                                    Nie, nie jest tak.
                                                    Nie dogadamy się nijak.
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 26.05.12, 19:18
                                                    Piszesz o swoich synach, którzy robią wszystko w kierunku usamodzielnienia się opisując realia z miejsca w którym mieszkasz.

                                                    Ja bardzo wyraźnie i kilka razy w tym wątku pisałam o ludziach, którzy myślą bardzo perspektywicznie i NADAL NIE MOGĄ SIĘ USAMODZIELNIĆ. Dostali się na niezłe uczelnie. Skończyli kierunki, które wybrali z wiarą, że będzie po nich praca, bo jakiś czas temu była. Podczas studiów odbębniali praktyki i staże - często bezpłatnie. Mówią biegle po angielsku i często nieźle w drugim języku obcym. Mają również za sobą jakiś wolontariat, działalność w kołach naukowych i inne tego typu rzeczy. Czyli zrobili dokładnie to samo, co Twoi synowie - wykazali się takim samym poziomem przewidywania, rozsądku, myślenia perspektywicznego.
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 19:42
                                                    ding_yun napisała:

                                                    > Ja bardzo wyraźnie i kilka razy w tym wątku pisałam o ludziach, którzy myślą ba
                                                    > rdzo perspektywicznie i NADAL NIE MOGĄ SIĘ USAMODZIELNIĆ. Dostali się na niezłe
                                                    > uczelnie. Skończyli kierunki, które wybrali z wiarą, że będzie po nich praca,
                                                    > bo jakiś czas temu była. Podczas studiów odbębniali praktyki i staże - często b
                                                    > ezpłatnie. Mówią biegle po angielsku i często nieźle w drugim języku obcym. Maj
                                                    > ą również za sobą jakiś wolontariat, działalność w kołach naukowych i inne tego
                                                    > typu rzeczy. Czyli zrobili dokładnie to samo, co Twoi synowie - wykazali się t
                                                    > akim samym poziomem przewidywania, rozsądku, myślenia perspektywicznego.

                                                    I mieli pecha. Zdarza sie. Wcale nie chce zeby to brzmialo cynicznie - w zadnym wypadku nie wzruszam ramionami! Po prostu tak bywa w zyciu, ze zrobi sie WSZYSTKO zeby bylo dobrze a jednak nie jest (przykladem niepelnosprawnosc mojego Sredniego - duzo by mowic) ale co w zwiazku z tym? Polozyc sie i umrzec? No nie udalo sie (NARAZIE!) i caly wlozony wysilek wydaje sie prowadzic donikad. Wspolczuje ale jednoczesnie jedyne, co moge powiedziec to "keep going". I to tez jest cos, co moga dac rodzice - poczucie, ze dopoki oddycham, dopoty musze probowac encore, encore, encore ... Bo jak inaczej? Intership nie dziala, wolontariat nie dziala, network za maly/nie taki i niepomocny ... ale zyc trzeba i jesc trzeba. Wiec co? Au pair za kieszonkowe i dach nad glowa, strozowanie na parkingu, mycie garow ... Malo ambitne? Mozna ugrzasc? Oczywiscie, ze tak ale co w zamian? Kolejny miesiac na koszt mamy i taty z rosnacym poczuciem beznadziejnosci i bycia poza nawiasem? Lepiej robic cokolwiek za minimalne pieniadze niz nie robic nic. To jest, oczywiscie, moje zdanie a jak wiadomo, nawet ja wink wink wink nie mam monopolu na racje tongue_out
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 26.05.12, 20:53
                                                    bi_scotti napisała:


                                                    > I mieli pecha. Zdarza sie. Wcale nie chce zeby to brzmialo cynicznie - w zadnym
                                                    > wypadku nie wzruszam ramionami! Po prostu tak bywa w zyciu, ze zrobi sie WSZYS
                                                    > TKO zeby bylo dobrze a jednak nie jest (przykladem niepelnosprawnosc mojego Sre
                                                    > dniego - duzo by mowic) ale co w zwiazku z tym?

                                                    Ha, widzisz, tylko problem polega na tym, że kiedyś w Polsce to było właśnie taka własnie stosunkowo niewielka grupa ludzi, którzy mieli pecha. I tak to można było skwitować właśnie - zyciowy niefart, jakis impas. Nie wiem kiedy wyjechalas z PL ale chyba jeszcze 10 lat tak w sumie było. A teraz pracy z której da sie zyc (skromnie!) nie ma w Polsce juz tak wielu dobbrych i chetnych do pracy absolwentów, ze nie mozna tego skwitowac wylacznie pechem. To jest problem systemowy bo wiele czynników składa się na fakt, że niezłe na tle Europy wskaźniki rozwoju gospodarczego nie przekładają się w Polsce na poprawę sytuacji na rynku pracy dla absolwentów wyższych studiów.
                                                    Na fali takiego stanu rzeczy przetacza się w mediach debata o przyszłości edukacji wyższej w Polsce. Na fali takiego stanu rzeczy powstał ten wątek.


                                                    Bo jak inaczej? Intership nie dziala, wolontariat ni
                                                    > e dziala, network za maly/nie taki i niepomocny ... ale zyc trzeba i jesc trzeb
                                                    > a. Wiec co? Au pair za kieszonkowe i dach nad glowa, strozowanie na parkingu, m
                                                    > ycie garow ... Malo ambitne? Mozna ugrzasc? Oczywiscie, ze tak ale co w zamian?
                                                    > Kolejny miesiac na koszt mamy i taty z rosnacym poczuciem beznadziejnosci i by
                                                    > cia poza nawiasem? Lepiej robic cokolwiek za minimalne pieniadze niz nie robic
                                                    > nic.

                                                    No jasne, zgadzam się, że przede wszystkim nie można się poddawać i trzeba COŚ sensownego robić. Tylko ostatnie kilkanaście-kilkadziesiąt postów próbujemy się zastanowić, co będzie najbardziej sensowne w polskich realiach. Czy praca np. fizyczna, bez perspektyw, ale dająca zatrudnienie i stały dochód czy wyciąganie od czasu do czasu ręki do rodziców po kasę i robienie czegoś choć trochę sensownego i dajacego choć minimalną nadzieję.
                                                    Nie wiem, ja też nie mam uniwersalnej recepty. To zależy od osoby - na jednego bardzo depresyjnie będzie działało finansowe uzależnienie od rodziców i będzie się chciał z tego wyrwać nawet za cenę podawania przysłowiowych "frytek do tego" w McDonaldzie, a inna osoba będzie jednak próbować krążyć wokoł swojej ścieżki zainteresowań. I cóż, mogę nie mieć racji, ale jak koniunktura się zmieni, to jednak ta druga osoba może mieć spore szanse wykorzystać korzystny prąd jako pierwsza.
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 19:26
                                                    ding_yun napisała:

                                                    > Ty uważasz, że jak ktoś nie ma pracy to tylk
                                                    > o dlatego, że nie jest wystarczająco rozsądny, zmotywowany, przewidujący, aktyw
                                                    > ny i co tam jeszcze, a jakby był to by miał.

                                                    Wcale tak nie uwazam. Pracuje na codzien z ludzimi majacymi tysiace problemow z tzw. "spolecznym przystosowaniem" i wielu z nich nigdy nie bedzie miala stalej pracy, zawsze beda weird, naiwni, nierozsadni, niedoksztalceni (bo i niezdolni do skonczenia czegokolwiek z roznych wzgledow), zawsze mniej lub bardziej zalezni od pomocy spolecznej (szeroko rozumianej, nie zawsze sprowadzonej wylacznie do pieniedzy). Jest taki margines ludzi w kazdym spolecznestwie i zapewne tez wsrod roznych absolwentow znikomy procent takich wlasnie osobnikow zawsze istniec bedzie ALE my tu glownie dyskutujemy o absolwentach, ktorzy byli zdolni i zmotywowani skonczyc czesto wymagajace kierunki, ktorzy ambitnie szukaja pracy w swoich wyuczonych zawodach, ktorzy teoretycznie maja jakies plany na kariere etc. etc. Wiec nie mozemy ich traktowac jak tych moich podopiecznych, bo to nie ta sama czesc "bezrobotnych". Jak wyzej, nie przecze, ze i wsrod tych "mlodych wilkow" moga byc jednostki z problemami spoza szeroko-rozumianej sfery zatrudnienia, ale to raczej o oni sa tu tematem watku. A od tych "przecietnych" absolwentow a wiec bez problemow "przystosowania spolecznego" mozna wymagac bycia wystarczająco rozsądnym, zmotywowanym, przewidującym, aktywnym i co tam jeszcze. Uwazasz, ze nie mozna?
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 26.05.12, 19:41
                                                    bi_scotti napisała:

                                                    . Jak wyzej, nie przecze, ze i wsrod tych "mlodych w
                                                    > ilkow" moga byc jednostki z problemami spoza szeroko-rozumianej sfery zatrudnie
                                                    > nia, ale to raczej o oni sa tu tematem watku. A od tych "przecietnych" absolwen
                                                    > tow a wiec bez problemow "przystosowania spolecznego" mozna wymagac bycia [i]wy
                                                    > starczająco rozsądnym, zmotywowanym, przewidującym, aktywnym i co tam jeszcze[/
                                                    > i]. Uwazasz, ze nie mozna?

                                                    O czym Ty mówisz w ogóle?

                                                    Absolwenci w Polsce są w dużej mierze przewidyjący, aktywni, zmotywowani i rozsądni. Robią te same rzeczy, które robili przez studia równieśnicy z krajów zachodnich - uczyli się jezyków, pracowali, odbywali staże i praktyki, brali udział w wolontariacie. A mimo to nie mogą znaleźć pracy bo taki jest rynek w Polsce, że pracy dla bardzo wielu przeciętnych czyli w miarę aktywnych w miarę zmotywowanych i w miarę rozsądnych NIE MA. Po prostu nie ma.
                                                    Przykro mi, ale naprawdę nie masz pojęcia jak wygląda sytuacja z pracą dla absolwentów w Polsce.
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 19:48
                                                    ding_yun napisała:

                                                    > A mimo to nie mogą znaleźć pracy bo taki jest rynek w Polsce,
                                                    > że pracy dla bardzo wielu przeciętnych czyli w miarę aktywnych w miarę zmotywo
                                                    > wanych i w miarę rozsądnych NIE MA. Po prostu nie ma.

                                                    Wiesz, tak jest wszedzie na swiecie: sa tacy, ktorzy kochaja prace i tacy, ktorych praca kocha - ci nawet jesli sa bezrobotni to rzadko i krotko, ale sa tez i tacy, ktorzy zyja "bez milosci" i dla nich nawet w Austrii (4% bezrobocia!) jest ciezko znalezc prace. Life.
                                                    Kolezanka szukala 6 miesiecy pomocy dla swojej matki staruszki (centrum Gdanska, samochod do dyspozycji, zakupy do zrobienia, posprzatanie, ugotowanie obiadu co drugi dzien, drobne pranie), w koncu zatrudnila Wietnamke z inzynierskim wyksztalceniem. Hmmm ...
                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 26.05.12, 21:03
                                                    Hm, i uwazasz, ze tej Wietnamce się powiodło w życiu, bo zamiast szukać w Wietnamie pracy inżyniera, będzie w Polsce pracowała jako służąca? I że to jest własciwa droga zyciowa, którą warto promować?
                                                    Cóż, znam sporo takich zaradnych Ukrainek, a to po konserwatorium, a to po Politechnice, które sprzatają w Polsce. Zostawiły rodzinę, dzieci, zarabiają - bo były aktywne. Jakoś nie widzę, aby były szczęśliwe i spełnione - mam raczej wrazenie, że ta zaradność kosztuje je zmarnowane życie - w tym takze rodzinne.
                                                    Jak sie musi, to trudno - ale to jest dramatycznie marne życie, którego dzieciom raczej bym nie życzyła.
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 27.05.12, 00:17
                                                    Ja nie wiem jakie bedzie dalej zycie tej Wietnamki, narazie zarabia w przyzwoitych warunkach sensowne pieniadze. Nalezy jej pewnie zyczyc zeby konwersujac ze starsza pania poprawila na tyle swoj polski zeby mogla kiedys szukac pracy w swoim zawodzie. Tak zaczyna wiekszosc imigrantow w roznych krajach swiata. Jedni nigdy nie wychodza poza krag prac podstawowych, inni sa w stanie skorzystac z posiadanego wyksztalcenia, rozszerzyc je i robic faktyczna kariere. Ostatnio Al Jazeera pokazuje reportaze o kobietach migrantkach, ktore po calym swiecie u kjogos sprzataja, czyjes dzieci bawia, wysylaja tysiace dolarow do swoich rodzin w krajach, z ktorych wyjechaly zeby pomoc wlasnym dzieciom ... Z jednej strony masz racje - tragedia, z drugiej - szansa dla calej rodziny. Czesto nie tylko na godne (godniejsze) zycie czy pozyskanie wyksztalcenia przez dzieci ale przede wszystkim na sensowna opieke lekarska, na przyzwoitsze warunki mieszkaniowe, na zupelnie basic sprawy. O ile mozemy sie pewnie zgodzic, ze w idealnym swiecie tak byc nie powinno to nie zmienia to faktu, ze tego typu migracja i zwiazane z nia fundusze plynace do ubogich miejsc na swiecie sa dla tysiecy ludzi zbawieniem.
                                                    Ja nie wiem co jest "wlasciwa" droga zyciowa ale wiem, ze gdy nie masz na chleb to podejmiesz sie kazdej pracy, szczegolnie gdy masz dzieci. Szczesliwi ci, ktorzy nigdy przed takimi wyborami nie staja.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 27.05.12, 08:43
                                                    I znowu mylisz problemy. Czy innym jest praca i emigracja kiedy powołało się na świat dzieci i jest się za nie odpowiedzialnym, i nie mozna czekać 3 miesięcy czy 12 , przy pomocy rodziny.

                                                    Czym innym kiedy w sytuacji kryzysu ekonomicznego i bezrobocia , które tak naprawdę równa się pewnie 20%* młody absolwent** otrzyma pomoc rodziców, na miarę ich możliwości i jego potrzeb. Prowadzenie życia rodzinnego w excelu z rubryką "lat 26 -won stąd" moim zdaniem jest głupie. Czasmi "won" trzeba powiedzić kiedy nasze dziecko ma lat 18, czasami 10 lat później.

                                                    Reasumując - ponieważ z propozycji din wybrałam m.in. numer 3 czyli "krążenie" wokół swojej branży i pobocznych, nie widzę nic złego w tym, żeby rodzice wspomagali finansowo dziecko w tym okresie jeżeli moga sobie na to pozwolić. Zastanowić by się można czy warto z tego skorzystać jeżeli rodzice bywają toksyczni.



                                                    *jeżeli dodamy emigrantów do państw europejskich, którzy nie maja po co wracać do Polski nawet gdyby chcieli, a większośc by chciała

                                                    **podkreślę znowu, nie obibok, nie taki, który nie chce sobie paluszków pobrudzić pracą poniżej swoich oczekiwań. Jeżeli rodzic nie zdaje sobie sprawy kiedy jest robiony w konia, a dziecko pasożytuje to jest to zupełnie inny problem.

                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 20:17
                                                    w pewnym sensie wspolczuje ludziom, ktorzy wciaz reprezentuja rodzaj "starego" myslenia,

                                                    No to powinnas wspólczuć sobie, bo własnie reprezentujesz stare myslenie a la Roncesvalles street.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 20:24
                                                    Prostytucja jako sposób walki o swoja przyszłośc jest pomysłem starym jak świat i bardzo międzynarodowym. Jeżeli ktoś ma taki pomysł - ok, nie moja sprawa.

                                                    Ale pisanie elaboratów na temat, o którym nie tylko nie ma się zielonego pojęcia, ale nawet nie chce się czytac ze zrozumieniem jest co najmniej irytujące.
                                                  • alanta1 Re: A co można zrobić... 25.05.12, 20:28
                                                    ding_yun napisała:

                                                    > czy z chwilą jak się trzyma dyplom w ręku nie można już liczyć na ich wsparcie, zapytać się o zdanie? Nie rozumiem takiego podejścia.

                                                    A ja nie rozumiem założenia: jest absolwent, który nie może znaleźć ŻADNEJ pracy. Znaczy co, nic nie robił w czasie studiów? Nie dorabiał korepetycjami choćby? Nie potrafi znaleźć nawet tymczasowej pracy na czas poszukiwania docelowej?
                                                    No to sorry, nie mam pojęcia co mu doradzić.
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 25.05.12, 20:53
                                                    alanta1 napisała:

                                                    > A ja nie rozumiem założenia: jest absolwent, który nie może znaleźć ŻADNEJ prac
                                                    > y. Znaczy co, nic nie robił w czasie studiów? Nie dorabiał korepetycjami choćby
                                                    > ? Nie potrafi znaleźć nawet tymczasowej pracy na czas poszukiwania docelowej?
                                                    > No to sorry, nie mam pojęcia co mu doradzić.

                                                    Nieno, to czy można doradzić cos sensownego albo czy lepiej jest kopnąć w tyłek zamiast doradzania to jest inna sprawa. Chodzi mi po prostu o to, że spytać kogoś starszego to nie grzech, nawet jak samemu jest się już dorosłym.

                                                    A w temacie pracy: jasne, że korepetycje, kelnerowanie i inne takie prace na przeczekanie to jest rozwiazanie zazwyczaj dostępne tylko pytanie czy lepiej nadal siedzieć w takich pracach na przeczekanie, czy jednak robić coś, co nas przybliży byc może do pracy docelowej. Nie wiem tak naprawdę, to zależy od konkretnej sytuacji.
                                                  • alanta1 Re: A co można zrobić... 25.05.12, 21:47
                                                    ding_yun napisała:

                                                    > Chodzi mi po prostu o to, że spytać kogoś starszego to nie grzech, nawet jak samemu jest się już dorosłym.

                                                    No ba, ja nawet młodszych pytam o radę, często mają coś sensownego do powiedzenia smile
                                                    Od własnej nastolatki ciągle się czegoś nowego uczę, i nawet mi się to czasem w pracy przydaje.

                                                    > czy jednak robić coś, co nas przybliży byc może do pracy docelowej. Nie wiem tak naprawdę, to zależy od konkretnej sytuacji.

                                                    IMO najlepiej robić coś nawet tymczasowego, ale związanego z pracą docelową. W czasie studiów starałam się dorabiać przepisywaniem tekstów czy kreśleniem rysunków, bo nie dość że zarabiałam, to nabierałam w tym wprawy i co najważniejsze nawiązywałam kontakty z ludźmi z branży.
                                                    Do dziś mi to procentuje. Wiesz, taka droga "od gońca do prezesa" wink
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 25.05.12, 22:44
                                                    alanta1 napisała:


                                                    > IMO najlepiej robić coś nawet tymczasowego, ale związanego z pracą docelową. W
                                                    > czasie studiów starałam się dorabiać przepisywaniem tekstów czy kreśleniem rysu
                                                    > nków, bo nie dość że zarabiałam, to nabierałam w tym wprawy i co najważniejsze
                                                    > nawiązywałam kontakty z ludźmi z branży.
                                                    > Do dziś mi to procentuje. Wiesz, taka droga "od gońca do prezesa" wink

                                                    Oczywiście, że to byłaby najlepsza droga. Tylko że przy obecnych realiach to wcale nie jest takie proste. To nie jest tak, że absolwenci są za głupi, żeby na to wpaść albo im się nie chce bo muszą od razu być prezesami. To jest mit. Po pierwsze wcale nie jest łatwo dostać cokolwiek luźno nawet związanego z pracą docelową, takie stanowiska też są pozajmowane. Po drugie masa absolwentów wykonuje dokładnie taką pracę za darmo, na bezpłatnych stażach - ten temat był już szeroko omawiany w sąsiednim wątku. Ludzie sami się zgłaszają do firm i oferuja nieodpłatnie swoje usługi - właśnie po to, żeby zdobyć doświadczenie i nawiązać kontakty. Fajnie, tylko w tym czasie właśnie nie zarabiają i wiszą na rodzicach - czyli wracamy do opcji "wolontariat". Po trzecie nie każdy zawód oferuje taką ścieżkę od gońca do prezesa. Jest mnóstwo stanowisk na które dostać się jest stosunkowo łatwo, ale mają bardzo lepką podłogę i nie oferują praktycznie możliwości awansu. Mniejsze firmy obcinają zatrudnienie i chcą zawsze ludzi z doświadczeniem. Większe firmy mają bardzo sztywne zasady przyjmowania do działów głównych i jeśli się nie przejdzie tej rekrutacji to są bardzo niewielkie szanse, że się człowiek potem wślizgnie gdzieś bocznymi drzwiami - zupełnie inaczej było w latach 90 kiedy specjalistów było po prostu mniej. Droga od gońca do prezesa sprawdza się na ogół najlepiej w burzliwych czasach szybkiego wzrostu gospodarczego. Teraz może tylko w niektórych zawodach.
                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 25.05.12, 22:52
                                                    Wnuk mojej sąsiadki. Studiuje zaocznie anglistykę. Dorabia trochę korepetycjami, ale nie za dużo - rynek korepetycji jest taki, zę nie bardzo chcą studenta studiów zaocznych. Pracował w kawiarni, wywalono go , gdy tylko ukończył 26 lat, mówiąc, ze doskonale pracował, ale ubezpieczać go nie bedą. W kolejnych miejscach mówią mu od czterech miesięcy dokładnie to samo. Czasem tłumaczy jakieś listy dialogowe itd - ale nie utrzyma sie z tego, to praca dorywcza. Pracował cały czas od 19 roku zycia.
                                                    Czy zatem jego rodzice mają mu powiedzieć, zę koniec dofinansowania? I co w takiej sytuacji powinien zrobić? Wyjechać za granicę, zostawiając narzeczoną? Kraść?
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 02:42
                                                    verdana napisała:

                                                    > Czy zatem jego rodzice mają mu powiedzieć, zę koniec dofinansowania?

                                                    Zdecydowanie TAK.

                                                    > I co w takiej sytuacji powinien zrobić? Wyjechać za granicę, zostawiając narzeczoną?

                                                    Jesli jest jakas granica, za ktora widzi dla siebie lepsza przyszlosc, znowu zdecydowanie TAK. Bo gdy rodzice odetna od zrodla chleba i dachu nad glowa to sie nagle okaze, ze z narzeczona mozna sie calkiem skutecznie kontaktowac przez Skype i ze gdzies tam mozna wreszcie zaczac byc doroslym. 26 lat? About time.

                                                    > Kraść?

                                                    Zdecydowanie NIE choc ... na obecnym etapie on juz w pewnym sensie okrada swoich rodzicow, ktorzy sami, z wlasnej nieprzymuszonej woli na to pozwalaja czyniac go swoja ofiara ... Kanal.
                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 26.05.12, 09:20
                                                    Czyli -, zamiast dofinansować faceta jeszcze pewien czas, uznać, że lepsze jest zmarnowane życie, byle sam na siebie zarobił. Przyznam, ze tego nie rozumiem m- tego fanatycznego uznania, zę jedyne, co się powinno w życiu liczyć to pieniądze. Nie rodzina, nie dzieci, nie miłość - ,tylko wszystko podporzadkować kasie.
                                                    Okrada rodziców? Cóż, zdecydowanie lepiej jest zostawić 86-letnią babcię, ktorej się pomaga czasem, dotrzymuje towarzystwa, bo PIENIADZE.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 10:16
                                                    Przyznam, ze tego nie rozumiem m
                                                    > - tego fanatycznego uznania, zę jedyne, co się powinno w życiu liczyć to pienią
                                                    > dze. Nie rodzina, nie dzieci, nie miłość - ,tylko wszystko podporzadkować kasie


                                                    verdana, ale to chyba nie o to chodzi - czy biscotti gdzieś napisała, że wyrzuciłaby dorosłe dziecko z domu wiedząc, że na cały etat zarabia 350 -400 dolarów miesięcznie i że nie jest wyjątkiem, bo taka jest sytuacja na rynku?
                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 26.05.12, 10:22
                                                    No, chyba napisała. Napisała, ze wnuk mojej sąsiadki okrada faktycznie swoich rodziców, bo oni mu pomagają, a on stracił pracę i nie moze znaleźć innej.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 11:49
                                                    Ale może napisała to w wierze, ze syn tej sąsiadki mógłby iśc do pracy do McDonald i ze 3-4 tysiące netto (co najmniej ) dostać wink

                                                    (patrz linki do wynagrodzeń i kosztów utzrymania w Kanadzie)

                                                    BTW między innnymi dlatego jestem przeciwna prawa dla Polonii do głosowania na władze w RP.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 11:53
                                                    Gdyby link się nie otwierał: płaca minimalna w Kanadzie to nie mniej niż równowartośc 5500 pln miesięcznie przy podobnych kosztach życia.
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 15:16
                                                    joa66 napisała:

                                                    > Gdyby link się nie otwierał: płaca minimalna w Kanadzie to nie mniej niż równow
                                                    > artośc 5500 pln miesięcznie przy podobnych kosztach życia.

                                                    To jest smieszne, co piszesz - podobne koszty utrzymania? Ile kosztuje wynajecie pokoju (!!!) np. w Warszawie? 2000 - 3000 zl? Nie przesadzajmy! Ile kosztuje miesieczne ubezpieczenie samochodu albo miesieczny wydatek na komunikacje miejska? Ile kosztuja leki? Polska jest wciaz relatywnie tanim krajem do zycia - bez porownania tanszym niz wiekszosc reszty EU wiec nie tworz mitow. U nas tanie jest jedzenie i tansza beznzyna niz w EU ale to sa akurat koszty, na ktorych mozna relatywnie latwo oszczedzac. Na kosztach wynajmu czy public transportation oszczedzac sie nie da. Kupuje w polskim sklepie - widze na codzien polskie ceny takich bzdurek jak musztarda czy dzemy etc. Zapewniam Cie, ze nawet to jest wciaz nominalnie tansze w PL niz u nas. Zeby nie wspomniej o lokalnych polskich owocach, ktorych ceny znam na biezaco, bo corka donosi ile wydaje i zachwyca sie jak to w PL tanio w porownaniu ze Szwajcaria, w ktorej sie zadomowila.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 15:30
                                                    zachwyca sie jak to w PL tanio w porownaniu ze Szwajcaria, w ktorej sie zadomowila.


                                                    big_grin big_grin big_grin
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 16:38
                                                    joa66 napisała:

                                                    > zachwyca sie jak to w PL tanio w porownaniu ze Szwajcaria, w ktorej sie zado
                                                    > mowila.

                                                    >
                                                    >
                                                    > big_grin big_grin big_grin

                                                    Widzisz, kwestia jest taka, ze ona w PL uczy na uni jako visiting prof i swoje obserwacje na temat polskich studentow tez ma a one smieszne bywaja srednio ... uncertain
                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 26.05.12, 18:44
                                                    To po co uczy w Polsce? Charytatywnie? Dla umartwienia się? Skoro mieszka w Szwajcarii, to po co ma w Polsce pracę, kltóra jej nie odpowiada? Taka jest mało zaradna, zę w Szwajcarii nic nie znalazła?
                                                    Czy po prostu polscy studenci z definicji są głupsi od wszystkich innych?
                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 26.05.12, 11:53
                                                    Możliwe. Ale w takim razie oznacza to tylko tyle, że ma sie absolutną pewność, iż o wiele lepiej zna się sytuację w kraju, niż ci, którzy tam mieszkają. I ze się absolutnie nie wierzy ani w to, co my piszemy, ani to, o czym można przeczytać w czasopismach, ani w to, że każdy kraj jest inny.
                                                    I wiesz, jesteś sprawiłaś, że nagle i kompletnie zmianiłam zdanie w sprawie głosowania Poloni. Do dziś, jak Rejtan broniłam stanowiska, że polskie obywatelstwo powinno oznaczać prawo głosu. Zdecydowanie się myliłam - i dopiero teraz zrozumiałam, jaki to jest problem.
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 26.05.12, 12:55
                                                    Z drugiej strony ocenianie całej rzeczywistości tylko i wyłącznie przez pryzmat realiów w jakich się żyje i własnych doświadczeń to nie jest problem tylko Polonii. Nawet w tym wątku widać, że ludzie mieszkający w tym samym kraju (ja wprawdzie od 5 lat więcej czasu spędzam w UK niż w Polsce, ale to nie jest emigracja w pełnym tego słowa znaczeniu) i obserwujące teoretycznie te same realia wypowiadają się tak, jakby opisywały dwa różne światy. Pisząc o rynku pracy dla absolwentów projektują na całą tę sferę swoje doświadczenia albo z jednej branży albo z rynku pracy 10 - 15 lat temu - bo oni nie musieli pracować za darmo, więc teraz też nie trzeba.
                                                  • alanta1 Re: A co można zrobić... 25.05.12, 23:08
                                                    ding_yun napisała:

                                                    > Po pierwsze wcale nie jest łatwo dostać cokolwiek luźno nawet związanego z pracą docelową, takie stanowiska też są pozajmowane.

                                                    Nie piszę o stanowiskach, tylko dorywczej pracy. Sama podzlecam czasem proste roboty, jeśli mam nadmiar zleceń i nie wyrabiam czasowo. A potem klnę i poprawiam wink

                                                    > Po trzecie nie każdy zawód oferuje taką ścieżkę od gońca do prezesa.

                                                    Tam był cudzysłów smile
                                                    W mojej branży raczej nie ma, jest za to ścieżka "od podwykonawcy do fachowca" i każdy musi ją przejść.
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 25.05.12, 23:48
                                                    alanta1 napisała:


                                                    > Nie piszę o stanowiskach, tylko dorywczej pracy. Sama podzlecam czasem proste r
                                                    > oboty, jeśli mam nadmiar zleceń i nie wyrabiam czasowo. A potem klnę i poprawia
                                                    > m wink

                                                    Ale nie każdy zawód daje możliwość wykonywania takich zleceń. To się tyczy głównie zawodów technicznych, programistyki, może tłumaczeń/korekty/etc z rzeczy bardziej humanistycznych. A i w takich zawodach jest podejrzewam sporo freelancerów doświadczonych, którzy te zlecenia dostaną szybciej oraz młodsze osoby, które będą wykonywać tę pracę za darmo albo za psie pieniądze. Naprawdę psie, nie ma mowy o wyżyciu z pisania jakiś analiz albo artykułów itd.

                                                    > > Po trzecie nie każdy zawód oferuje taką ścieżkę od gońca do prezesa.
                                                    >
                                                    > Tam był cudzysłów smile
                                                    > W mojej branży raczej nie ma, jest za to ścieżka "od podwykonawcy do fachowca"
                                                    > i każdy musi ją przejść.

                                                    Ale ja ten cudzysłów uwzględniłam. W wielu zawodach trzeba przejść taką ścieżkę tylko właśnie na tego podwykanowcę dostać się jest najtrudniej. Bo tak jak pisałam - małe firmy nie chcą zatrudniać osób bez doświadczenia, a duże mają sztywną ścieżkę kariery i jak jej nie przejdziesz to koniec. Tylko najpierw musisz na nią wejść. I to jest właśnie najtrudniejsze, o tym rozmawiamy.
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 25.05.12, 23:55
                                                    ding_yun napisała:


                                                    > Ale ja ten cudzysłów uwzględniłam. W wielu zawodach trzeba przejść taką ścieżkę
                                                    > tylko właśnie na tego podwykanowcę dostać się jest najtrudniej. Bo tak jak pis
                                                    > ałam - małe firmy nie chcą zatrudniać osób bez doświadczenia, a duże mają sztyw
                                                    > ną ścieżkę kariery i jak jej nie przejdziesz to koniec. Tylko najpierw musisz n
                                                    > a nią wejść. I to jest właśnie najtrudniejsze, o tym rozmawiamy.

                                                    Trochę się zapętliłam. Miałam na myśli, że w wielu zawodach nie ma opcji bycia tym "podwykonawcą" zewnętrznym. Musisz być zatrudniona w firmie na najniższym stanowisku i wtedy właśnie zaczynasz powoli się uczyć tych podstawowych zasad zawodu, których Ty uczyłaś się właśnie łapiąc zlecenia. Dopiero wtedy masz szansę zdobyć jakiekolwiek konkretne zawodowe doświadczenie. Cały dowcip tkwi w tym przejść z etapu wolontariatu i przypadkowych prac na etap pracy w zawodzie. Jakimkolwiek, ale jakimś.
                                                  • alanta1 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 00:47
                                                    ding_yun napisała:

                                                    > Ale nie każdy zawód daje możliwość wykonywania takich zleceń. To się tyczy głów
                                                    > nie zawodów technicznych, programistyki, może tłumaczeń/korekty/etc z rzeczy ba
                                                    > rdziej humanistycznych.

                                                    Dlatego pisałam wcześniej o przemyśleniu sprawy już na etapie szkoły średniej. Nie podzlecę roboty historykowi czy poloniście, bo dla mojej roboty on nie umie nic przydatnego. Ale podlecę absolwentowi technikum, bo zajebiście rysuje. Albo germaniście tłumaczenie dokumentacji (o ile znajdę jakiegoś który język techniczny zna uncertain).
                                                    Można podpatrywać rodziców i rodzinę, ich znajomych i podpytywać na czym ich praca polega.

                                                    > A i w takich zawodach jest podejrzewam sporo freelancerów doświadczonych, którzy te zlecenia dostaną szybciej oraz młodsze osoby, które będą wykonywać tę pracę za darmo albo za psie pieniądze.

                                                    A w życiu za darmo, to są bardzo przyzwoite pieniądze.
                                                    Jasne że starsi dostaną te zlecenia, bo mają wyrobioną markę zweryfikowaną przez rynek. Ale doba starszego pracownika ma tylko 24h, więc się chętnie podzieli prostszymi upierdliwymi pracami z młodymi.
                                                    Tylko oni muszą cokolwiek umieć i chcieć się szybko nauczyć nowego, bo zlecenia są "na wczoraj". A nie odwalać focha, że dużo roboty wymagamy...
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 26.05.12, 01:07
                                                    alanta1 napisała:


                                                    > Dlatego pisałam wcześniej o przemyśleniu sprawy już na etapie szkoły średniej.
                                                    > Nie podzlecę roboty historykowi czy poloniście, bo dla mojej roboty on nie umie
                                                    > nic przydatnego. Ale podlecę absolwentowi technikum, bo zajebiście rysuje.

                                                    Ale nie tylko Twoja branża istnieje na świecie i nie wszyscy ludzie mogą iść na studia techniczne i wykonywać taką właśnie pracę.


                                                    > Można podpatrywać rodziców i rodzinę, ich znajomych i podpytywać na czym ich pr
                                                    > aca polega.

                                                    Myślę, że większość osób to robi, ale znajomi raczej Cię nie nauczą fachu od podstaw, a nie zawsze chcesz robić to samo, co Twoi rodzice. Świat jest pełen dzieci lekarzy i prawników, którzy w nosie mają kancelarie i gabinety bo się do tego najzwyczajniej w świecie nie nadają. Innymi słowy formalnego doświadczenia to nie zastąpi.

                                                    > Tylko oni muszą cokolwiek umieć i chcieć się szybko nauczyć nowego, bo zlecenia
                                                    > są "na wczoraj". A nie odwalać focha, że dużo roboty wymagamy...

                                                    Ale Ty nadal mówisz tylko o swojej branży, gdzie te zlecenia zewnetrzne są. A ja mówię o branżach, gdzie takie zwierzę praktycznie nie istnieje. Bo wszystko wykonują pracownicy wewnętrzni w firmie. To są wszystkie usługi finansowe, księgowe, audytorskie, kosnultingowe, HR - cały spory rynek na którym nie ma zleceń dla ludzi z zewnątrz. Musisz się załapać do firmy, żeby w ogóle cokolwiek zacząć.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 07:35
                                                    Ale nie tylko Twoja branża istnieje na świecie i nie wszyscy ludzie mogą iść na studia techniczne i wykonywać taką właśnie pracę

                                                    To jest tak oczywiste, że chyba nie trzeba tego rozwijać.

                                                    Myślę, że jeżeli absolwent ma szansę na jakikolwiek etat, zlecenia (albo nawet staże bezpłatne - moim zdaniem max 2 lata) w branży swojego wykształcenia, to powinien zacisnąc zęby i trwać (oczywiście zakładając, że wykształcenie nie jest przypadkowe i tak naprawdę wszystko mu jedno co robi).

                                                    Jeżeli są to prace typowo tymczasowe typu kelnerowanie czy McDonald, nie wiem czy jednak nie warto z takiej pracy zrezygnować i wybrac się na wolontariat (sensowenie wybrany)

                                                    Dalsze kształcenie ma tylko wtedy sens jeżeli ma się konkretny plan: np rachunkowość po zarządzaniu i planowanie kariery w księgowości.

                                                    Studiowanie od sasa do lasa nie ma sensu, bo taki chaos edukacyjny wcale nie sprawia wrażenia, że osoba jest wszechstronnie wykształcona, wręcz przeciwnie - jawi sie obraz osoby niezdecydowanej, bez pomysłu na życie.
                                                  • nikadaw1 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 09:31
                                                    max 2 lata??? omg. a za co żyć przez dwa lata? utrzymywać mają rodzice, czyli de facto mają dokładać tym wspaniałym firmom promieniującym doświadczeniem?

                                                    skończyłam studia już parę lat temu, a w trakcie też stawałam przed perspektywą bezpłatnego stażu. nigdy żadnego nie wzięłam i żyję. raz jeden przepracowałam miesiąc za darmo: to był czas kiedy zmieniałam branżę i musiałam się wbić do nowej firmy. przez ten miesiąc wykonywałam jednak konkretną robotę, której efekty były NATYCHMIAST widoczne. jak bym to zresztą robiła źle, to bi mi nie pozwolili robić nawet za darmo. do dziś uważam że powinni mi byli za tamto zapłacić, ale cóż - takie frycowe.
                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 26.05.12, 09:32
                                                    "Parę lat temu" jest tu wyrażeniem kluczowym.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 10:11
                                                    Pisząc 2 lata wliczałam w to też czas studiów. Ale też nie upieram się przy tym . Po prostu dwie młode osoby, niezależnie od siebie powiedziały mi , że to jest czas maksymalny, żeby nie zwariowac i nie stracic do siebie szacunku.

                                                    Problemem jest to, że jak nie masz żadnej pracy to i tak pewnie musisz być na utrzymaniu rodziców.
                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 26.05.12, 11:27
                                                    Wczoraj o północy córka dostała mail z propozycją współpracy - nie etatu, tak dobrze nie ma, ale współpracy z firmą, na której bardzo jej zalezało od lat. Innymi słowy strategia, aby jednak starać sie szukać czegoś interesujacego, robiąc mnóstwo rzeczy, które dochodu nie przynoszą, a nie uznać, że istotne jest tylko zarabianie, moze przynosić efekty.
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 15:27
                                                    joa66 napisała:

                                                    > Problemem jest to, że jak nie masz żadnej pracy to i tak pewnie musisz być na u
                                                    > trzymaniu rodziców
                                                    .

                                                    No i to jest element, ktorego po prostu nie jestem w stanie ani zrozumiec, ani zaakceptowac. Dorosly czlowiek po szkole dajacej jakies tam wyksztalcenie/przygotowanie do pracy nie moze zakladac, ze I TAK, no matter what, mama z tata utrzymaja. A co jesli mama z tata nie zyja? Albo sami sa w klopotach finansowych? Albo zwyczajnie im sie juz nie chce utrzymywac doroslego dziecka? Wtedy co? Galaz i sznur? Nie przesadzajmy - jak czlowiek MUSI znalezc zatrudnienie i zarobic na miske zupy to znajdzie. Moze byc BARDZO biednie (ja wiem jak to jest nie miec na podpaski) ale kwestia jest zawsze w woli.
                                                    Verdana wspomniala kryzys lat 30-tych. Tu wciaz zyja (szczegolnie na Preriach) ludzie, ktorzy przezyli okres straszliwej biedy, jedzenia wody z jednym z jednym ziemniakiem przez cala rodzine, zim (kanadyjskich, preriowych zim!!!) bez opalu etc. etc. To byly straszne wyzwania dla ludzi i nikt nikomu nie zyczy zeby sie znalazl w podobnej sytuacji. Ale pomiedzy jednym ziemniakiem na 6-osobowa rodzine na dzien a praca absolwenta przy np. sprzataniu albo kelnerowaniu jest po prostu przepasc jakosci problemu!
                                                    Wysoka absencja w pracy i wygorowane oczekiwania absolwentow sa cytowane w roznych opracowaniach na temat obecnej sytuacji ekonomicznej w PL. Przy czym wszystkie te opracowania podkreslaja jak dobrze (mimo wszystko) Polska sobie radzi w obecnej sytuacji. Zawdziecza to w duzej mierze sasiedztwu z Niemcami ale to temat na jeszcze inny watek smile
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 26.05.12, 15:42
                                                    Ja się powoli poddaję. My w życiu nie dojdziemy w tym wątku do żadnych wniosków bo kręcimy sie w kółko. Jedni o chlebie drudzy o niebie.

                                                    Pytanie brzmi: co ma robić młody człowiek w Polsce, absolwent studiów, który nie może znaleźć pracy w której w jakimkolwiek stopniu, nawet minimalnym, pozwala mu na wykorzystanie umiejętności zdobytych w czasie studiów i utrzymanie się? Czy ma:

                                                    1.Zacząć inne studia.

                                                    2.Znaleźć byle jaką, przypadkową, przejściową pracę, która pozwala mu się utrzymać, ale nie daje absolutnie żadnych perspektywm, możliwości awansu, dokształcania, poznania ludzi czyli jest bez perspektyw.

                                                    3.Próbować robić cokolwiek luźno związanego z zawodem nawet jeśli nie ma z tego żadnych pieniędzy, albo dochód który nie pozwala na samodzielne utrzymanie, ale za to uczy się czegoś nowego, poznaje branżę, ludzi i być moze dzięki temu załapie się za jakiś czas na normalną pracę.

                                                    Innych opcji nie ma. Co teraz?
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 15:53
                                                    Moim zdaniem punkt 3, pod warunkiem, że nie jest to sytuacja długa (powracamy do pytania "2 lata max" ) a rodzina może sobie pozwolić na wsparcie. Bo nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby np matka , oprócz normalnej pracy, sprzątała np nocami biura, żeby dziecko=absolwenta utrzymywać.

                                                    Jeżeli rodzina nie może pomóc zostaje tylko punkt 2 (lub 4 -patrz dalej)

                                                    Ewentualnie punkt 4 , którego nie uwzględniłaś. wink Wolontariat gdzieś np w Europie, zwłaszcza jezeli jest z interesującej nas dziedziny, np ekologia czy multikulturowość.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 16:05
                                                    i jeszcze jeden podpunkt.

                                                    Czytałam gdzieś wypowiedź (niesety nie pamiętak kto to był, ale chyba biznesman i naukowiec w jednym), który powiedział, że ucząc się języków obcych nie można zapomnieć o języku...programowania. Jego zdaniem , bez względu na rodzaj wykształcenia, każdy powinien umieć, w podstawowym zakresie, stworzyć program związany ze swoją dziedziną, bo to pomoże nie tylko w ewentualne pracy u kogoś, ale też stworzenie własnego biznesu.

                                                    Trudno mi powiedzieć ile w tym racji, ale na pewno dam to pod rozwagę swojemu synowi - licealiście (któy nie planuje nicvzego związanego z informatyką)
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 16:40
                                                    Zawsze jeszcze mozna sie bogato ozenic/wyjsc za maz albo znalezc "sponsora" - taka opcje tez stosuja niektorzy "zdesperowani" absolwenci na calym swiecie i moze to nie jest az takie glupie jak by sie moglo wydawac tongue_out
                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 26.05.12, 17:15
                                                    Oczywiscie. Prostytucja jedt dokonałym rozwiazaniem dla bezrobotnych. Bogaty współmałżonek, który będzie obficie obsypywał dobrami za taki drobiazg jak pieprzenie się z nim i gotowanie obiadu - to też zawsze lepsze wyjście niz branie pieniędzy od rodziców.
                                                    Chyba nie mamy o czym rozmawiać. To staje się zenujące.
                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 26.05.12, 17:21
                                                    Nie chce im się utrzymmywać dziecka, które ma powazne problemy? Nie muszą. Nie muszą też dbać o dziecko, które miało wypadek, które ciężko zachorowało - po co? Jest dorosłe, wypadki losowe dorosłych nikogo nie powinny interesować. Najwyżej nie przeżyje, albo zmarnuje sobie życie - przecież to nie jest wazne dla nikogo, poza zainteresowanym, a już dla rodziców, którzy mają pieniadze dla siebie, a nie glupie pomaganie - najistotniejsze.
                                                    Bezrobocie nie polega na tym, ze praca jest, tylko, zę pracy NIE MA . NIE MA. Nie rozumiem, czego tu można nie zrozumieć...
                                                    Nie uczyłas się w szkole o wielkim kryzysie? Nie wiesz, ze nie jest tak cudownie, ze człowiek, który musi miec pracę, zawsze ją znajduje?
                                                    Nie o to chodzi, zę nie ma dosyć pracy w zawodzie - o to, że pracy nie ma nigdzie - tzn, nie ma jej dla wszystkich.
                                                    A w obecnych opracowaniach wszyscy podkreslają, że obecni absolwenci psują rynek, bo biora wszystko - umowy śmieciowe, staże, pracę na czarno. To, co cytujesz, to prace sprzed paru lat, nijak się mające do rszeczywistoći. No, ale trudno - Ty przecież wiesz lepiej.
                                                  • bi_scotti Re: A co można zrobić... 26.05.12, 17:39
                                                    verdana napisała:

                                                    > No, ale trudno
                                                    > - Ty przecież wiesz lepiej.

                                                    Jako i Ty. Lustereczko, powiedz przecie ...
                                                    Uprawiasz demagogie, Verdana. To naprawde utrudnia wymiane pogladow.
                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 26.05.12, 18:09
                                                    Skoro piszesz z pewnością siebie o sytuacji w Polsce, nie przyjmując argumentów i polecasz sponsoring - to jasne jest, że nie jesteś demagogiczna.
                                                    A skoro nie jesteś, to znaczy , że wiesz o czym piszesz.
                                                    A jak wiesz lepiej od tych, którzy tu mieszkają (bo oni wcale nie wiedzą, tylko mają klapki na iczach i rozpieszczają młodzież) - to trudno traktować Cię powaznie, naprawdę.
                                                  • alanta1 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 21:28
                                                    ding_yun napisała:

                                                    > Ale nie tylko Twoja branża istnieje na świecie i nie wszyscy ludzie mogą iść na studia techniczne i wykonywać taką właśnie pracę.

                                                    Znamienne, ze germanistę z mojej wypowiedzi wycięłaś big_grin Bo to nie jest zawód techniczny, nie? smile

                                                    Nie bedę pisać o innych branżach, bo się na nich nie znam. Generalnie uważam, ze trzeba UMIEĆ robić coś, co może się przydać innym. A jak ktoś idzie na studia, po których od lat nie ma roboty, bo chce "się porozwijać", to ja doprawdy nie wiem, co mu poradzić...
                                                  • verdana Re: A co można zrobić... 26.05.12, 21:33
                                                    A najśmieszniejsze, ze teraz najtrudniej znaleźć pracę po marketingu, zarzadzaniu i prawie. Czyli właśnie po tym, na co wysyłali dzieci zaradni rodzice, choć dzieci chciały na filologię orientalną - ale miały skończyć to, po czym jest praca.
                                                    No i sinolożka przebiera w ofertach, a absolwent zarzadzanie szuka pracy w Tesco na kasie.
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 26.05.12, 22:29
                                                    alanta1 napisała:


                                                    > Znamienne, ze germanistę z mojej wypowiedzi wycięłaś big_grin Bo to nie jest zawód te
                                                    > chniczny, nie? smile

                                                    Ale że co?
                                                    Ty napisałaś, że germanisty do swojej pracy nie zatrudnisz bo on nie umie nic, co może Ci się przydać, weźmiesz absolwenta technikum. Ja napisałam, ze nie tylko Twoja branża istnieje na świecie. Wybacz, ale nie rozumiałam ani Twojej poprzedniej wypowiedzi, ani tego zarzutu też nie rozumiem. Napisz jeszcze raz o co Ci chodzi.

                                                    > Nie bedę pisać o innych branżach, bo się na nich nie znam.

                                                    Dobra, nie pisz o innych branżach, ale skoro się nie znasz to nie ekstrapoluj doświadczeń ze swojej branży na wszystkie inne branże. To właśnie usiłuję powiedzieć - nie we wszystkich zawodach funkcjonuje to tak samo, że najpierw łapie się proste zlecenia, potem dostaje więcej skomplikowanych zleceń, potem łapie pracę itd. Dlatego nie każdemu można radzić: zacznij od czegoś luźno związanego z Twoją branżą, ale bez etatu. Bo nie w każdym zawodzie jest taka możliwość. To wszystko, do niczego innego nie usiłuję nikogo przekonać.


                                                    Generalnie uważam, z
                                                    > e trzeba UMIEĆ robić coś, co może się przydać innym. A jak ktoś idzie na studia
                                                    > , po których od lat nie ma roboty, bo chce "się porozwijać", to ja doprawdy nie
                                                    > wiem, co mu poradzić...

                                                    Tylko problem bezrobocia nie dotyczy aktualnie wyłącznie ludzi, którzy poszli na studia z nudów, albo skończyli kierunki po których wiadomo, że w ogóle od dawna nie ma pracy, albo nic w czasie studiów nie robili. Problem dotyczy też ludzi, którzy pokończyli dobre uniwerki, dość praktyczne kierunki, kształcili się i nadal nie mają pracy, żadnej.
                                                    Tak, wiem problem nie dotyczy branzy technicznej i jakby zostali inżynierami to by nie mieli tego problemu. Wiem.
                                                  • alanta1 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 23:04
                                                    ding_yun napisała:

                                                    > Ty napisałaś, że germanisty do swojej pracy nie zatrudnisz bo on nie umie nic, co może Ci się przydać

                                                    A czytałaś to, co napisałam? Bo pisałam, ze germanista bardzo mi się przyda, o ile zna język techniczny. To jest nisza, bo takich ludzi jest strasznie mało, a są potrzebni.

                                                    > Dobra, nie pisz o innych branżach, ale skoro się nie znasz to nie ekstrapoluj d
                                                    > oświadczeń ze swojej branży na wszystkie inne branże.

                                                    Nie ekstrapoluję. Wskazuję pewną ścieżkę, z której nawet wielu technicznych nie korzysta. Tak, u nas też sporo ludzi nie ma pracy, mimo że praca jest. Paradoks? Nie, bo oni są zbyt ciency, albo nie chce im się "chcieć".

                                                    > To wszystko, do niczego innego nie usiłuję nikogo przekonać.

                                                    Nie, ty szukasz uniwersalnej rady dla wszystkich. A tak se ne da.

                                                    > Problem dotyczy też ludzi, którzy pokończyli dobre uniwerki, dość praktyczne kierunki

                                                    Na czym polega praktyczność ich kierunku?
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 26.05.12, 23:33
                                                    Tak, u nas też sporo ludzi nie ma pracy, mimo że praca jest. Paradok
                                                    > s? Nie, bo oni są zbyt ciency, albo nie chce im się "chcieć".



                                                    Oczywiście, że praca jest, przeciez co tydzien wychodzi np Gazeta Praca. Tylko ilu kandydatów jest na jedno miejsce? 100? 99 i tak zostanie bez pracy.

                                                    A jeżeli pracodawca nie może znaleźc odpowiedniego pracownika to wynika to z jednej z trzech rzeczy:

                                                    -jest to bardzo niszowa umiejętnośc/wiedza (czyżby rozwiązaniem było to, żeby 50% populacji kończyła niszowe kierunki???)

                                                    -jego rekruter jest do d...py i nie potrafi wybrać właściwego człowieka z setek chętnych

                                                    -oferowane warunki zatrudnienia są skandaliczne - i nie, nie mam na myśli wysokości wynagrodzenia. Np firmy ubezpieczeniowe oferują często tylko prowizję, a ZUS płacisz sam. Nie mówiąc już o takich kwiatkach jak prośba o przyniesienie na drugi etap rekrutacji listy 100 swoich znajomych z ich emailami (!)

                                                    Oczywiście jak ZAWSZE jest grupa ludzi, którym się nie chce i niewiele z tym można zrobić. Podobno uznaje się, że 3-4% bezrobocie to faktyczny brak bezrobocia, bo zawsze są tacy których wołami do pracy nie zapędzisz. Ale nie o leniach rozmawiamy. Tylko o faktycznych problemach z pracą dla tych, którzy CHCĄ pracować i chce im się chcieć. Dwa miliony głownie młodych ludzi wyjechało za chlebem - i co nie chciało im się chcieć? Kawiarnie, empiki, Mcdonaldy "stoją" tak naprawdę studentami? I co im tez się nie chce chcieć? Czy może im sie odechciewa jak kończa studia?


                                                    Nigdy w swoim życiu nie widziałam, żeby aż tylu młodym ludziom tak bardzo się chciało. I moim zdaniem należy się im szacunek, a nie szczekanie. O rozwiązanie systemowe , które by im pomogły jest trudno w czasie kryzysu, ale może warto zacząć od zwykłego szacunku.
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 27.05.12, 00:18
                                                    alanta1 napisała:

                                                    Bo pisałam, ze germanista bardzo mi się przyda, o
                                                    > ile zna język techniczny. To jest nisza, bo takich ludzi jest strasznie mało, a
                                                    > są potrzebni.

                                                    Przepraszam, faktycznie nie doczytałam. Okej, to jest rzeczywiście nisza i wygląda nieźle.


                                                    Tak, u nas też sporo ludzi nie ma pracy, mimo że praca jest. Paradok
                                                    > s? Nie, bo oni są zbyt ciency, albo nie chce im się "chcieć".

                                                    To mnie dziwi. Z ręką na sercu mówie, że (poza studentami wyższych uczelni lansu, którym nie chce się programowo) znam naprawdę niewielu absolwentów, którym się nic nie chce. Może znam specyficznych ludzi. Może to techniczni są tak rozpieszczeni, że liczą na to, ze zawsze coś znajdą, nie wiem na czym polega ten fenomen.

                                                    > > To wszystko, do niczego innego nie usiłuję nikogo przekonać.
                                                    >
                                                    > Nie, ty szukasz uniwersalnej rady dla wszystkich. A tak se ne da.

                                                    Nie szukam uniwersalnej rady. Tylko rozmowa wyglądała tak, ze najpierw joa zapytała o najlepszą opcję z kilku podanych dla kogoś, kto na razie nie ma szans pracować w zawodzie w pełnym tego słowa znaczeniu. Ty odparłaś, że najlepiej byłoby posiedzieć we freelancerce luźno związanej z zawodem. Ja się zgodziłam, że to jest najlepsza opcja, tylko nie w każdym fachu dostępna, to wszystko.

                                                    >
                                                    > > Problem dotyczy też ludzi, którzy pokończyli dobre uniwerki, dość praktyc
                                                    > zne kierunki
                                                    >
                                                    > Na czym polega praktyczność ich kierunku?

                                                    Na tym, że miał dobrze przygotowywać do dalszego specjalizowania się w zawodzie przez siebie wybranym. Dajmy na to ktoś chce zostać audytorem. To mu się wydawało rozsądnym wyborem bo pracy w tym zawodzie jeszcze kilka lat temu było w bród, nieźle płatna, możliwości awansu, jak ktoś ma charakter to się w tym może odnaleźć. Wydaje się rozsądne, prawda? Nie jest to moze tak przydatny społeczeństu zawód jak lekarz, ale ktoś go musi wykonywać, jest potrzebny. Tylko nie ma szkół, które do tego bezpośrednio przygotowują. Jak chcesz w tym siedzieć to musisz skończyć finanse i rachunkowosć. No i kończysz, a okazuje się, że mamy kryzys i firmy tną zatrudnienie w każdym dziale. Pracę zdobędzie kilka najlepszych osób, ty możesz być na przysłowiowym czwartym miejscu i jej nie dostać. No i teraz masz problem bo nie jest tak, ze po tych studiach nic nie umiesz, ale mało masz opcji freelancerki w sektorze usług finansowych. Starasz się o pracę gdzie indziej, ale wszędzie jest kiepsko z etatami. Możesz dostać co najwyżej jakiś bezpłatny staz na który i tak jest masa chetnych i omamienie obietnicą ewentualnego zatrudnienia w przyszłości. Każda mniejsza firma chce kogoś z doświadczeniem, a ty nie masz gdzie go zdobyć. I tak to właśnie teraz wygląda. Można oczywiście wyrzucać takiemu absolwentowi, że skończył studia po których nie ma więcej wiedzy praktycznej - no ale tak jest świat skonstruowany, ze nie każdy się nadaje na inżyniera albo dentystę. I nasz student wiedzę praktyczną-zawodową chciał zdobyć, ale wybrał fach w którym zdobywa się ją już w pracy, a na studiach opanowuje się podstawy, innej możliwości nie ma.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 27.05.12, 08:55
                                                    Wtrącę się do tłumaczen technicznych:

                                                    Żadna filologia nie kształci tłumaczy języków specjalistycznych.

                                                    Robia to wydziałay Lingwistyki Stodowanej, których w Polsce jest 2 (mogę się mylić, ale pzoa UW i UJ nic mi nie przychodzi do głowy.

                                                    Tylko część studentów LS wybiera sobie język niemiecki jako pierwszy.

                                                    Kolejna częśc tej części wybiera jako specjalizację język techniczny.

                                                    Nie jestem w stanie powiedzieć jakie jest zapotrzebowanie na takich tłumaczy, ale zawsze twirdziłam i twierdzę, że najlepszym tłumaczem będzie specjalista w danej dziedzinie, który doskonale zna język i jeszcze dokształcił się w technikach tłumaczenia (są takie kursy). Dlaczego studentom i absolwentom politechnik nie chce sie tego robić - nie mam pojęcia

                                                    No i wrócę do swojego konika wink Ja swoje dziecko "gonię" do nauki języków obcych, bo wiem, że bez względu na to jakie studia wybierze, zawsze może mieć drugi zawód - tłumacza specjalistycznego wybranej dziedziny.

                                                    p.s. to znaczy gonię z wielu innych powodów też smile, ale ten powód jest akurat związany z tematem.
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 27.05.12, 10:22
                                                    joa66 napisała:


                                                    > Nie jestem w stanie powiedzieć jakie jest zapotrzebowanie na takich tłumaczy, a
                                                    > le zawsze twirdziłam i twierdzę, że najlepszym tłumaczem będzie specjalista w d
                                                    > anej dziedzinie, który doskonale zna język i jeszcze dokształcił się w technika
                                                    > ch tłumaczenia (są takie kursy). Dlaczego studentom i absolwentom politechnik n
                                                    > ie chce sie tego robić - nie mam pojęcia

                                                    Myślę, że absolwenci politechniki akurat nie mają aż takiego problemu z pracą (choć pewna nie jestem) więc nie muszą tego robić (a dwa, że - uwaga, dowód anegdotyczny - ja na przykład nie znam żadnego inżyniera, który miałby choć minimalne zdolności językowe). W założeniu Alanty to miała być opcja skierowana do absolwentów germanistyki.
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 27.05.12, 11:29
                                                    Myślę, że absolwenci politechniki akurat nie mają aż takiego problemu z pracą (choć pewna nie jestem) więc nie muszą tego robić

                                                    To bardzo ciekawe zdanie . Czy jeżeli nawet inżynierowie nie mają problemu z pracą teraz , nie byłoby jednak rozsądne rozszerzać zakres swoich umiejętności? Zwłaszcza, że być może sami widzą, że tłumaczy specjalistycznych jest mało? Teoretycznie każdy absolwent studiów wyższych (poza studiami językowymi) powinien mieć opanowany język na poziomie B2. Nie jest to wysoki poziom, ale to jets minimum, które można rozwijać. A przecież doskonała znajomośc języka specjalistycznego to nie tylko możliwośc dorabiania tłumaczeniami, to także większa szansa na zmianę pracy, na pracę w zawodzie zagranicą, na śledzenie postepów swojej brańzy w specjalistycznych pismach.

                                                    Krótko mówiąc , czy zadowalająca nas sytuacja zawodowa , zwalnia z myślenia o przyszłości, z nabywania nowych umiejętności, zwłaszcza kiedy samo życie pokazuje nisze i podaje pomysły?


                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 27.05.12, 11:31
                                                    Przepraszam za literówki, itp - chyba najwyższa pora kupić nową klawiaturę wink
                                                  • ding_yun Re: A co można zrobić... 27.05.12, 11:46
                                                    joa66 napisała:

                                                    > Myślę, że absolwenci politechniki akurat nie mają aż takiego problemu z prac
                                                    > ą (choć pewna nie jestem) więc nie muszą tego robić

                                                    >
                                                    > To bardzo ciekawe zdanie . Czy jeżeli nawet inżynierowie nie mają proble
                                                    > mu z pracą teraz , nie byłoby jednak rozsądne rozszerzać zakres swoich umiejętn
                                                    > ości? Zwłaszcza, że być może sami widzą, że tłumaczy specjalistycznych jest mał
                                                    > o?

                                                    Mówiąc "nie muszą" miałam bardziej na myśli, że obecna sytuacja na rynku pracy ich do tego nie zmusza (tak mi się wydaje) a nie że mogą sobie odpuścić na zawsze.

                                                    Teoretycznie każdy absolwent studiów wyższych (poza studiami językowymi) pow
                                                    > inien mieć opanowany język na poziomie B2. Nie jest to wysoki poziom, ale to je
                                                    > ts minimum, które można rozwijać. A przecież doskonała znajomośc języka specjal
                                                    > istycznego to nie tylko możliwośc dorabiania tłumaczeniami, to także większa sz
                                                    > ansa na zmianę pracy, na pracę w zawodzie zagranicą, na śledzenie postepów swoj
                                                    > ej brańzy w specjalistycznych pismach.

                                                    Też uważam, ze znajomość języka jest bardzo istotna i będzie coraz ważniejsza głównie ze względu na potrzebę śledzenia nowości, pracę za granicą czy przewagę w przyjmowaniu do pracy w firmie międzynarodowej. Ale to jedna sprawa, a specjalizowanie się w tłumaczeniach technicznych to inna, po prostu mam wrazenie, że absolwent poltechniki nawet jeśli zdaje sobie sprawę, że powinien szkolić jezyk to nie bardzo ma zacięcie do siedzenia w tłumaczeniach. A i też nie jest do tego zmuszony, co pisałam powyżej.
                                                  • alanta1 Re: A co można zrobić... 27.05.12, 12:40
                                                    joa66 napisała:

                                                    > To bardzo ciekawe zdanie . Czy jeżeli nawet inżynierowie nie mają proble
                                                    > mu z pracą teraz , nie byłoby jednak rozsądne rozszerzać zakres swoich umiejętn
                                                    > ości?

                                                    Kompletnie nic nie wiesz o branżach technicznych. My się STALE dokształcamy i stale rozszerzamy zakres swoich umiejętności, sporą część z literatury stanowią pozycje zagraniczne. Masz chyba jakiś kompleks na tle technicznych, że każesz im się w innym zawodzie dokształcać. My nie mamy na to czasu!
                                                    A twój pomysł prowadzi do paranoi, ja nie mam czasu na bycie wszystkim na raz, po to potrzebuję specjalistę, żeby go zatrudnić i DAĆ MU TĄ PRACĘ O KTÓRĄ TAK CI CHODZI.

                                                    Kończę to dyskusję, bo ręce i nogi padają jak się czyta co poniektóre wypowiedzi...
                                                  • joa66 Re: A co można zrobić... 27.05.12, 13:12
                                                    Kończę to dyskusję

                                                    Dziękuję smile
    • zla.m Re: Bezrobocie młodych 28.05.12, 21:41
      Ja tylko z takim dowodem anegdotycznym, którego nie rozciągam na ogół absolwentów. Jeno się wypowiadam, bo mocno mnie to zbulwersowało. Szukalim w firmie ludzia do pracy. Firma IT, staż płatny. Fakt - udało nam się wejść we współpracę ze szkołą, która się załapała na jakiś program unijny - i pieniądze ze stażu szły z unii. Ale jakby nie szły, to byśmy dali "ze swoich". Przyszły oferty, ktoś został wybrany i... nie przyszedł! Tak po prostu, bez telefonu, informacji, po prostu się nie pojawił i już. Spotykałam się z sytuacjami, gdy ludzie odmawiali w ostatniej chwili - tuż przed rozmową kwalifikacyjną albo podpisaniem umowy. Ale z taki bezczelnym olaniem - po raz pierwszy. Co mnie zadziwia, gdyż nie mieszkam w NY, tylko w 3mieście, a tutaj mniej więcej po 10 latach w branży ma się znajomych we wszystkich większych firmach IT. Więc świadczy to nie tylko o braku dobrego wychowania i arogancji, ale też o głupocie i braku umiejętności przewidywania... W sumie to chyba jako firma mieliśmy szczęście, że go nie mamy na pokładzie wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka