oleg3
17.09.06, 13:39
W zainscenizowanym głosowaniu tłum przez podniesienie ręki wybrał
jednomyślnie Lopeza Obradora prezydentem.
"Wygraliśmy wybory prezydenckie" - powiedział w sobotę do tłumu lewicowy
kandydat, który do tej pory nie uznał decyzji komisji wyborczej, a następnie
trybunału wyborczego. Po wielokrotnych przeliczeniach głosów ogłosił on przed
kilkoma tygodniami, że wybory z 2 lipca niewielką różnicą 234 tys. głosów na
41 mln oddanych wygrał rywal Lopeza Obradora, konserwatysta Felipe Calderon.
Trybunał oddalił też ostatecznie oskarżenia o fałszerstwa wyborcze,
formułowane przez Lopeza Obradora.
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3623516.html