Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
20.05.03, 07:12
Fragmenty książki prof. Jerzego Roberta Nowaka "Życiorysy bez
retuszu. 'Kurier z Waszyngtonu' Jan Nowak-Jeziorański", Wydawnictwo MaRoN,
Warszawa 2003
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20030520&id=my11.txt
Triumfy pierwszych lat
Jan Nowak-Jeziorański ma wszelkie powody, by wspominać z ogromną satysfakcją
swe pierwsze lata zarządzania polską sekcją Radia Wolna Europa począwszy od
1952 r. W tym trudnym okresie początkowym znakomicie owocowały jego ogromna
energia i przebojowość, siła woli, a także niewątpliwy wielki talent
radiowca. Przybył do RWE z bardzo cennymi doświadczeniami z pracy w radiu
BBC, gdzie był zatrudniony od 1948 roku. Doświadczenia wojenne, praca w
konspiracji i w charakterze kuriera (tak świetnie opisana w jego
bestsellerze "Kurier z Warszawy") przyzwyczaiły go do błyskawicznego
podejmowania różnych trudnych decyzji, co miało wielkie znaczenie w pracy
takiego radia jak RWE. Dość szybko udało mu się również wyjść zwycięsko z
rywalizacji z konkurentami na czołowe stanowisko w RWE. Dziś mało pamięta
się fakt, że Jan Nowak-Jeziorański nie był w RWE od samego początku.
Pierwsze programy radiowe polskiej sekcji RWE były nadawane od 4 sierpnia
1950 r. przez Lesława Bodeńskiego, byłego kierownika Referatu Prasy Polskiej
w MSZ w latach 1935-1939. W 1951 roku miejsce Bodeńskiego zajął Stanisław
Strzetelski, poprzednio kierownik Biura Studiów Komitetu Wolnej Europy.
Strzetelski kierował Stacją Polską RWE w Nowym Jorku. Wraz z wojną w Korei
Amerykanie uznali konieczność zintensyfikowania walki propagandowej z
reżimami komunistycznymi poprzez uruchomienie profesjonalnego radia w
Monachium. Wtedy właśnie pojawiła się i została przyjęta kandydatura Jana
Nowaka-Jeziorańskiego na szefa sekcji polskiej RWE w Monachium. Początkowo
jednocześnie funkcjonowało dwóch kierowników Stacji Polskiej - Stanisław
Strzetelski w Nowym Jorku i Jan Nowak w Monachium. Dochodziło między nimi do
ciągłych konfliktów i rywalizacji. Nowakowi-Jeziorańskiemu stosunkowo szybko
udało się wygrać z rywalem i został formalnie dyrektorem obu ośrodków: w
Monachium i w Nowym Jorku. Później udało mu się skutecznie przezwyciężyć
próbę puczu wewnętrznego w polskiej sekcji RWE, zorganizowanego przez jego
zastępcę Marka Święcickiego.
W ślad za tymi sukcesami w bojach personalnych w latach 1954-1955 miał
przyjść ogromny sukces Nowaka w działalności RWE na Kraj. Było nim
wykorzystanie w bardzo dużej serii audycji niezwykle demaskatorskich wyznań
Józefa Światło, byłego wicedyrektora Departamentu X Śledczego MBP. Światło
(Lichstein), "krwawy Żyd" (jak go nazywano w więzieniu na Mokotowie) był
jednym z najokrutniejszych katów Polaków w dobie stalinowskiej. W grudniu
1953 roku, w poczuciu osobistego zagrożenia, po upadku Berii uciekł na
Zachód. Znał doskonale od wewnątrz sytuację w partii i bezpiece, stając się
bezcennym nabytkiem dla Amerykanów. W polskiej sekcji RWE rozgorzała zażarta
dyskusja wokół tego, czy należy skorzystać z okazji nagłośnienia
jego "zwierzeń" w audycjach od Kraju. Przeważająca część zespołu RWE
oponowała ze względów moralnych, nie chcąc mieć nic do czynienia z krwawym
katem Polaków. Nie chcieli, by "głos tego oprawcy sąsiadował z nimi na
antenie" (wg wywiadu z J. Nowakiem-Jeziorańskim dla "Sztandaru Młodych" z 5
czerwca 1992 r.). Jan Nowak przeforsował jednak decyzję o wykorzystaniu
Światły w ogromnej serii audycji "Za kulisami bezpieki i partii". Okazało
się, że miał rację - "rewelacje" Światły znacząco przyczyniły się do
skompromitowania i osłabienia rządów terroru i bezpieki w Polsce. Był to
ogromny spektakularny sukces RWE i osobiście Jana Nowaka-Jeziorańskiego.
(...)
Złe wnioski z sukcesów
Nowak-Jeziorański osiągnął tak duże sukcesy w pierwszym najtrudniejszym
okresie swego "rządu" w polskiej sekcji Radia Wolna Europa, okresie
najeżonym ogromnymi przeszkodami. Wtedy je wszystkie potrafił pokonać
zwycięsko, ogromnie umacniając swoją pozycję. Jak więc na tym tle
wytłumaczyć, że pomimo przybywających wraz z latami doświadczeń, musiał
odejść z RWE po 24 latach w bardzo niekorzystnej dla siebie atmosferze.
Odchodził nielubiany przez wielką część zespołu RWE, sam też go najwyraźniej
nie lubiąc. Jakże wymowne pod tym względem były jego zwierzenia na temat
sytuacji w RWE w momencie jego dymisji, wypowiedziane w liście do J.
Giedroyca 14 października 1979 roku. Jan Nowak stwierdzał, że w momencie
odchodzenia z RWE powiedział swemu amerykańskiemu partnerowi: "z tym
zespołem polskim, jaki jest, nie byłbym już w stanie pracować z uwagi na
obecność w nim i bezkarne działanie agentów reżimu oraz gruntowną
demoralizację sporej ilości ludzi. Należałoby więc radio zamknąć i
natychmiast odbudować je z powrotem, pozbywając się szkodników i elementów
bezideowych" (J. Nowak-Jeziorański, J. Giedroyc "Listy...", op.cit. s. 512).
Moim zdaniem, to wszystko jest wręcz kompromitujące dla J. Nowaka. Przecież
to on jako dyrektor polskiej sekcji RWE, rządzący nią zresztą twardą ręką,
tyle razy usuwający niewygodnych mu ludzi, ponosił decydującą
odpowiedzialność za stan rządzonej przez niego sekcji. A więc także
za "bezkarne działanie" w niej "agentów reżimu" i za "gruntowną
demoralizację sporej części ludzi". Tej odpowiedzialności nie mógł przecież
zrzucić na nikogo innego. (...)
Za "dobrymi komunistami" przeciw "złym ko munistom"
Przyjęta przez Nowaka-Jeziorańskiego zasada popierania "dobrych komunistów"
przeciwko "złym komunistom" spowodowała bardzo błędną jak się okazało
decyzję bezkrytycznego zbyt długiego popierania Gomułki po październiku 1956
roku. Tak jakby nie było coraz wyraźniejszych dowodów jego gruntownego
odchodzenia od obietnic zmian, tak mocno deklarowanych w słynnym
październikowym przemówieniu. Jerzy Giedroyc wspominał na przykład w swej
autobiografii, że Jan Nowak "w noc przed wyborami z 1957 roku wezwał w
Wolnej Europie do głosowania bez skreśleń" na oficjalnych kandydatów
przedstawionych przez PZPR. Giedroyc już wtedy uważał, że należy głosować ze
skreśleniami. Zdumiewał się Giedroyc również faktowi, że "Nowak
powstrzymywał się przez dłuższy czas od atakowania władz PRL". Robił tak
mimo coraz bezwzględniejszych działań Gomułki na rzecz umacniania władzy
PZPR i zwalczania opozycji. Doszło do niesamowitego paradoksu. Kilku
członków redakcji "Po Prostu", w większości członków PZPR-u, w czasie
spotkania z Janem Nowakiem-Jeziorańskim na przełomie lutego i marca 1957 r.
wyrażało do niego pretensje za skrajne idealizowanie Gomułki. Sam Nowak-
Jeziorański przyznawał we wspomnieniach, opisując to spotkanie: "Byli pełni
pretensji do Wolnej Europy, że nie atakuje ostrzej Gomułki, że go raczej
oszczędza. (...) Ja byłem dyrektorem antykomunistycznej radiostacji. I oto
musiałem bronić się przed zarzutem, że przybierając ton powściągliwy i
umiarkowany, udzielam pośrednio poparcia kierownictwu partii" (J. Nowak,
op.cit., t. II, s. 23).
Już wtedy w pierwszych latach po 1956 roku coraz wyraźniejsza stawała się
taktyka Jana Nowaka stawania po stronie jednej "lepszej" jakoby frakcji
komunistów tzw. "puławian" przeciwko "natolińczykom". By użyć terminologii
Witolda Jedlickiego z jego głośnego tekstu z paryskiej "Kultury" z grudnia
1962 r. o sporze "chamów" i "Żydów", Nowak-Jeziorański stanął po
stronie "Żydów" przeciwko "chamom" (natolińczykom). Nowak argumentował, że
puławianie byli jakoby o wiele liberalniejsi niż ich przeciwnicy -
natolińczycy, a później "partyzanci" (moczarowcy). Tezy te całkowicie obalał
właśnie wspomniany tekst Witolda Jedlickiego z paryskiej "Kultury". Jedlicki
jednoznacznie wskazywał na to, że właśnie wśród "Żydów" (puławian) skupili
się najgorsi stalinowcy. Pisał, że puławianie wykorzystywali sprawę żydowską
do likwidacji tak bardzo niewygodnego dla nich problemu odpowiedzialności za
wyczyny z okresu stalinowskiego. Żądających rozliczenia