Dodaj do ulubionych

Poznaj islam: Dżihad

25.05.03, 14:44
Dżhihad poprawny politycznie
by Daniel Pipes

Amerykańscy intelektualiści przedstawiają dżihad jako "wewnętrzną walkę"
i "dążenie do doskonałości", a tych, którzy uważają inaczej, mają za
oszołomów. Ale dżihad to święta wojna przeciwko niewiernym, i nikt tego nie
zmieni - pisze Daniel Pipes.

Wiosną tego roku kadra Harvard College poprosiła jednego ze słuchaczy,
kończącego właśnie studia Zayeda Yasina, o wygłoszenie przemowy podczas
czerwcowej ceremonii wręczenia dyplomów. Kiedy ogłoszono tytuł jego referatu -
"Mój amerykański dżihad" - pojawiły się naturalne w tej sytuacji
wątpliwości. Dlaczego, pytano, Harvard pragnie promować ideę dżihadu,
czyli "świętej wojny", zaledwie kilka miesięcy po tym, jak tysiące Amerykanów
straciło życie w wyniku dżihadu prowadzonego przez dziewiętnastu porywaczy-
samobójców, działających w imię islamu? Yasin, były przewodniczący
Harwardzkiego Stowarzyszenia Islamskiego, miał gotową odpowiedź. - Łączenie
dżihadu z wojną - przekonywał - świadczy o niezrozumieniu istoty tego
pojęcia. W tradycji muzułmańskiej dżihad oznacza usilne staranie się, by
działać właściwie. W samej przemowie Yasin rozwinął tę myśl: Dżihad w swej
najprawdziwszej i najczystszej formie - do której dążą wszyscy muzułmanie -
to niezłomne postanowienie, by postępować słusznie i sprawiedliwie, nawet
wbrew osobistym interesom. To walka jednostki o moralność własnego działania.
Szczególnie dziś rozgrywa się ona na wielu płaszczyznach: samooczyszczenia i
świadomości, służby publicznej i sprawiedliwości społecznej. Ludzie prowadzą
ją na całym świecie niezależnie od wieku, koloru skóry i przekonań.

Fałszywy obraz jednego słowa
Czyżby było tak naprawdę? Oczywiście Yasin nie jest badaczem islamu, nie jest
nim też harwardzki dziekan Michael Shinagel, który z entuzjazmem powitał
przemyślane wystąpienie studenta. Jednak ich wypowiedzi precyzyjnie
odzwierciedlały konsensus panujący wśród specjalistów od islamu. Tak na
przykład David Little, profesor religioznawstwa i stosunków międzynarodowych
na Uniwersytecie Harvarda, oświadczył po zamachach z 11 września, że dżihad
nie oznacza prawa do zabijania, a dla Davida Mittena, profesora sztuki
klasycznej i archeologii, a także opiekuna naukowego Harwardzkiego
Stowarzyszenia Islamskiego, prawdziwy dżihad to bezustanna walka muzułmanów o
to, by pokonać własne niskie instynkty, podążać drogą Boga i czynić dobro w
społeczeństwie. W podobnym duchu profesor historii Roy Mottahedeh zapewniał,
że większość wykształconych myślicieli muzułmańskich, powołując się na
niekwestionowane autorytety naukowe, obstaje przy rozumieniu dżihadu jako
walki bez broni.
Uczeni z Harvardu nie są w tym poglądzie osamotnieni. Prawdą jest, że każdy,
kto chciałby dowiedzieć się czegoś o fundamentalnym dla islamu pojęciu, jakim
jest dżihad, otrzymałby niemal identyczne wskazówki od wszystkich
przedstawicieli amerykańskich środowisk naukowych.
Z wypowiedzi ponad dwudziestu specjalistów, które przeanalizowałem, wyłania
się kilka wzajemnie powiązanych motywów. Tylko cztery osoby z tego grona
przyznają, że w skład pojęcia dżihadu wchodzi jakikolwiek komponent walki
zbrojnej, a i ci eksperci podkreślają, że komponent ten ma charakter czysto
obronny.
Ale jeszcze większa liczba specjalistów - dziewięć spośród osób, które
uwzględniały mój przegląd - zaprzecza, by dżihad miał jakiekolwiek
odniesienia do walki zbrojnej. Joe Elder, profesor socjologii z University of
Wisconsin, uważa dżihad, który oznacza świętą wojnę, za grube
nieporozumienie. W rzeczywistości - wyjaśnia - jest to walka religijna, która
w większym stopniu odzwierciedla wewnętrzne, osobiste rozterki duchowe. Zaś
Farid Eseck, profesor islamistyki z Auburn Seminary w Nowym Jorku, powiedział
nawet, że dżihad to sprzeciw wobec apartheidu oraz działalność na rzecz praw
kobiet.
Są wreszcie akademicy, którzy koncentrują się na koncepcji dżihadu jako
samooczyszczenia, a następnie nadają mu charakter uniwersalny. Dla Bruce'a
Lawrence'a, wybitnego profesora islamistyki z Duke University, dżihad jest
pojęciem bardzo elastycznym (bycie lepszym studentem, lepszym
współpracownikiem, lepszym partnerem w biznesie. A przede wszystkim,
panowanie nad własnym gniewem), a co więcej, niemuzułmanie też powinni
rozwijać w sobie (…wink cnotę obywatelską znaną jako dżihad: Dżihad, który byłby
prawdziwą walką z własną krótkowzrocznością i zaniedbaniami, a także z ludźmi
z zewnątrz, którzy potępiają nas lub nienawidzą za to, co robimy, nie za to,
kim jesteśmy.

Cel polityczny, nie religijny
I tak wracamy w tym momencie do tezy mówcy z Har-vardu, który starał się
przekonać słuchaczy, że dżihad jest czymś, co wszyscy Amerykanie powinni
podziwiać.
Nietrudno wskazać, w którym miejscu uczonych zawodzi ich zbiorowa mądrość.
Otóż ta mądrość sugeruje, jakoby Osama ben Laden nie wiedział, co mówi, kiedy
ogłaszał kilka lat temu świętą wojnę przeciwko Stanom Zjednoczonym, a
następnie mordował Amerykanów w Somalii, w ambasadach USA we wschodniej
Afryce, w Adenie i wreszcie 11 września 2001. Ta mądrość implikuje, że nazwy
organizacji zawierające słowo dżihad, takich jak palestyński Islamski Dżihad
czy też własnego ugrupowania Osamy ben Ladena "Międzynarodowego Frontu
Islamskiego do walki [dżihad] z Żydami i Krzyżowcami", stanowią nadużycie. A
co powiedzieć o wszystkich muzułmanach prowadzących w tej chwili brutalny i
agresywny dżihad - tak właśnie przez nich samych określany - w Algierii,
Egipcie, Sudanie, Czeczenii, Kaszmirze, na wyspach Mindanao i Ambon i w
innych rejonach świata? Czy ci panowie nigdy nie słyszeli, że istotą dżihadu
jest powściąganie gniewu?
Oczywiste jest jednak, że to ben Laden, Islamski Dżihad i dżihadyści na całym
świecie nadają znaczenie temu określeniu, nie zaś garstka akademickich
apologetów.
Historycznie rzecz ujmując, dżihad u sunnitów, którzy stanowili i stanowią
większość wyznawców islamu, miał jedno główne znaczenie. Wyrażał podejmowany
w majestacie prawa, obowiązkowy, wspólny wysiłek na rzecz rozszerzania
terytoriów pod panowaniem muzułmanów (w języku arabskim zwanych dar al-
Islam), kosztem obszarów rządzonych przez niemuzułmanów (dar al-harb). Według
tej dominującej koncepcji dżihadowi przyświeca cel polityczny, nie religijny.
Chodzi nie tyle o krzewienie wiary islamskiej, ile o rozszerzanie zasięgu
muzułmańskiej władzy (choć to pierwsze istotnie bywało nieraz konsekwencją
drugiego). To cel jawnie agresywny, a ostateczną kryjącą się za nim intencją
jest ni mniej, ni więcej tylko muzułmańska dominacja nad światem.
Zdobywając nowe terytoria, dżihad osiąga dwa cele: wyraża dążenie islamu do
wyparcia innych religii i przynosi korzyść, ustanawiając sprawiedliwy
porządek świata. Jak pisał Majid Khadduri z Johns Hopkins University w 1955
roku (zanim jeszcze na uczelniach zatriumfowała polityczna poprawność),
dżihad jest instrumentem służącym zarówno uniwersalizacji religii
[islamskiej], jak i budowie imperialnego państwa ogólnoświatowego.
Jeśli chodzi o warunki dopuszczalności podjęcia dżihadu - kiedy, przez kogo,
przeciwko komu, jak wypowiadany, jak kończony, przy jakim podziale łupów
itp. - wszystkie te kwestie opracowali przez wieki z bolesną szczegółowością
islamscy uczeni. Jednak w kwestii podstawowego znaczenia słowa dżihad - jako
wojny z niewiernymi w celu rozszerzenia muzułmańskich terytoriów - panował
pełny konsensus. Najważniejszy zbiór tradycji islamskich hadith (relacji o
słowach i czynach Mahometa), zwany Sahih al-Bukhari, zawiera 199 odniesień do
świętej wojny i wszystkie one bez wyjątku mówią o walce zbrojnej z
niemuzułmanami.

Idea defensywna
Przez wieki dżihad nie był abstrakcyjnie pojmowanym zobowiązaniem, tylko
kluczowym aspektem życia muzułmanów. Istnieje wyliczenie, według którego sam
Mahomet brał udział w 78 bitwach, ale tylko jedna, obrona Medyny w 627 r.,
miała char
Obserwuj wątek
    • werw Re: Poznaj islam: Dżihad - dokończenie 25.05.03, 14:45
      Idea defensywna
      Przez wieki dżihad nie był abstrakcyjnie pojmowanym zobowiązaniem, tylko
      kluczowym aspektem życia muzułmanów. Istnieje wyliczenie, według którego sam
      Mahomet brał udział w 78 bitwach, ale tylko jedna, obrona Medyny w 627 r.,
      miała charakter obronny.
      Słowo dżihad było również używane w dwóch innych znaczeniach, jednym bardziej
      radykalnym od podstawowego, a drugim zupełnie pokojowym. To pierwsze, kojarzone
      głównie z myślicielem Ibn Tajmiją (1268-1328), zakłada, że muzułmanie z
      urodzenia, którzy nie dochowują wymogów swej wiary, sami winni zostać uznani za
      niewiernych, stanowią zatem cel, przeciw któremu może zwrócić się zgodnie z
      prawem ostrze dżihadu.
      Z drugim wariantem kojarzy się zwykle sufich - muzułmańskich mistyków. Nazwę
      ich doktryny tłumaczono zwykle jako dżihad większy, ale może lepsze byłoby
      określenie dżihad wyższy. Wariant sufijski posługiwał się alegorycznymi
      interpretacjami, by odwrócić dosłowne znaczenie dżihadu jako walki zbrojnej,
      wzywał do oderwania się od świata i do walki z własnymi niskimi instynktami w
      poszukiwaniu duchowej świadomości i głębi.
      W czasach współczesnych sytuacja, rzecz jasna, trochę się skomplikowała w
      związku ze zmianami zachodzącymi w islamie w wyniku kontaktu z wpływami
      zachodnimi. W konfrontacji z Zachodem muzułmanie przyjmują zwykle jedną z
      trzech szeroko pojmowanych postaw: islamistyczną, reformatorską lub laicką. W
      naszych rozważaniach możemy spokojnie pominąć przedstawicieli nurtu laickiego
      (takich jak Kemal Atatürk), ponieważ odrzucają oni dżihad w całej rozciągłości,
      i skoncentrować się na islamistach i reformatorach. Obie te grupy obstają przy
      odmiennych znaczeniach dżihadu, tworząc własne interpretacje.
      Islamiści, niezależnie od tego, że trzymają się pierwotnej roli dżihadu jako
      zbrojnej walki z niewiernymi, wzięli sobie również do serca wezwanie Ibn
      Tajmiji, by zwalczać nie dość pobożnych muzułmanów. Podejście to stało się
      szczególnie wyraźne w XX wieku, kiedy myśliciele z ruchu islamistycznego, jak
      np. Abu'l A'la Maududi (1903-1979) czy irański ajatollah Ruhollah Chomeini
      (1903-1989), nawoływali do dżihadu przeciwko muzułmańskim władcom, nie
      respektującym ani nie stosującym praw islamu. Rewolucjoniści, którzy obalili w
      1979 roku szacha Iranu, jak i mordercy, którzy zastrzelili dwa lata później
      prezydenta Egiptu Anwara Sadata, otwarcie wyznawali tę doktrynę. To samo robi
      dziś Osama ben Laden.
      Natomiast reformatorzy na nowo interpretują islam, by dostosować go do
      zachodniej mentalności. To oni właśnie - przede wszystkim powołując się na
      pisma sir Sajjida Ahmada Khana, XIX-wiecznego przywódcy reformatorów z Indii -
      spowodowali przekształcenie idei dżihadu w duchu czysto defensywnym. Podejście
      to, które znakomita "Encyclopedia of Islam" z 1965 roku określa
      jako "całkowicie apologetyczne", odzwierciedla w dużo większym stopniu zachodni
      sposób myślenia niż islamski. W naszej dobie uległo ono dalszej modyfikacji,
      stając się, według określenia Martina Kramera, czymś w rodzaju orientalnego
      kwakierstwa (kwakrzy - członkowie sekty protestanckiej, odrzucającej obrzędy
      religijne i głoszącej poglądy pacyfistyczne - przyp. FORUM). W połączeniu z
      odrodzeniem się sufijskiej idei dżihadu większego skłania ono niektórych
      muzułmanów do zaprzeczenia, jakoby w pojęciu dżihadu mieścił się jakikolwiek
      komponent walki zbrojnej i definiowania go na nowo w kategoriach czysto
      duchowych i społecznych.

      Intelektualny skandal
      Większość dzisiejszych muzułmanów z dystansem traktuje takie próby odchodzenia
      od dawnego znaczenia dżihadu. Ani nie uważają, by należało wypowiadać święta
      wojnę własnym przywódcom, ani nie mają ochoty zmieniać się w kwakrów. Natomiast
      tradycyjne pojęcie dżihadu nadal znajduje oddźwięk u bardzo wielu z nich, co
      odnotował w 1993 roku czołowy francuski badacz tej problematyki, Alfred
      Morabia: Agresywny, wojowniczy dżihad, skodyfikowany przez specjalistów i
      teologów, nie przestaje przemawiać do muzułmańskiej świadomości, tak
      jednostkowej jak i zbiorowej. Gwoli ścisłości, wizja tego religijnego obowiązku
      ukazywana przez współczesnych apologetów dobrze przystaje do dzisiejszych norm
      w dziedzinie praw człowieka, ale ludzi to nie przekonuje. W życiu duchowym
      przytłaczającej większości muzułmanów ważną rolę odgrywa prawo, które akcentuje
      nie tyle nadzieję na urzeczywistnienie się Słowa Bożego, ile obowiązek
      działania na rzecz jego tryumfu na całym świecie.
      Mówiąc krótko, dżihad w tradycyjnej postaci pozostaje potężną siłą w islamskim
      świecie, co w dużym stopniu wyjaśnia ogromną popularność takiej postaci jak
      Osama ben Laden bezpośrednio po 11 września 2001. Islamiści pragnący realizować
      swoje cele na Zachodzie, poza obszarem panowania islamu - na przykład jako
      lobbyści w Waszyngtonie - nie mogą otwarcie wyjawić swoich poglądów, gdyż
      mogliby wypaść z politycznej gry. Tak więc, aby nie budzić lęku i nie izolować
      się, osoby te i organizacje ubierają zwykle swe prawdziwe przekonania w
      wyważone słowa - przynajmniej kiedy zwracają się do słuchaczy nie będących
      muzułmanami. Mówiąc o dżihadzie, przejmują terminologię reformatorów, ukazując
      walkę zbrojną jako aspekt zdecydowanie drugorzędny wobec takich celów, jak
      zmagania wewnętrzne i postęp społeczny. I tak Rada ds. Stosunków Amerykańsko-
      Islamskich (Council on American-Islamic Relations - CAIR), najbardziej
      agresywne i rzucające się w oczy ugrupowanie islamistów w Stanach
      Zjednoczonych, obstaje przy tym, że dżihad nie oznacza "świętej wojny", tylko
      stanowi pojemną islamską ideę, w której mieści się walka z własnymi złymi
      skłonnościami, starania o poprawę jakości życia społecznego, walka zbrojna w
      obronie własnej czy też zmagania z tyranią lub uciskiem.
      Ta gadanina to czysta dezinformacja, przypominająca język sowieckiej propagandy
      z minionych dziesięcioleci. Po przykłady użycia tego określenia w jego
      właściwym znaczeniu musimy zwrócić się do islamistów nie angażujących się w
      taką działalność. Otwarcie posługują się oni słowem dżihad w jego głównym,
      militarnym znaczeniu. Mówi Osama ben Laden: Allach rozkazuje nam prowadzić
      świętą walkę, dżihad, by wynieść Jego słowo ponad słowa niewiernych. A mułła
      Muhammad Omar, były przywódca reżimu talibów, tymi słowy napomina muzułmańską
      młodzież: Idźcie na dżihad i miejcie karabiny w pogotowiu.
      Jest intelektualnym skandalem, że od 11 września 2001 naukowcy z amerykańskich
      uniwersytetów wielokrotnie i niemal jednogłośnie w swych publicznych
      wypowiedziach pomijają lub bagatelizują podstawowe znaczenie dżihadu w
      islamskim prawie i historii. To zupełnie tak, jakby historycy średniowiecznej
      Europy zaprzeczali, iż słowo krucjata miało militarne podteksty, wskazując na
      takie określenia, jak krucjata przeciw głodowi czy też krucjata przeciwko
      narkotykom, by dowieść, że oznacza ona wysiłek na rzecz postępu społecznego.
      Wielu dzisiejszych naukowców, którzy postanowili stonować kluczowe dla islamu
      pojęcie, kieruje się niewątpliwie wymogami politycznej poprawności lub
      filozofią wielokulturowości, która każe chronić przed krytyką inne kręgi
      cywilizacyjne, pokazując, że w gruncie rzeczy są one bardzo podobne do naszego.
      Obecni w tej grupie uczonych islamiści, przynajmniej niektórzy z nich, mają
      inny cel: tak jak CAIR i inne podobne organizacje, starają się zamaskować
      niebezpieczną ideę, mówiąc o niej językiem mieszczącym się w standardach
      akademickiego dyskursu. O ich kolegach nie będących muzułmanami, a
      uczestniczących w tej mistyfikacji, można by powiedzieć, że w praktyce wzięli
      na siebie rolę dhimmi - w ten sposób islam określa chrześcijan lub Żydów pod
      panowaniem muzułmańskim, których toleruje się dopóty, dopóki zginają kark i
      uznają nadrzędną pozycję islamu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka