Gość: as
IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl
06.07.03, 11:05
Marszałek Sejmu Marek Borowski zadeklarował w czwartek w Berlinie w imieniu
polskich parlamentarzystów gotowość włączenia się do dyskusji o niemieckim
projekcie ośrodka poświęconego przymusowym wysiedleniom i wypędzeniom w
Europie XX w. Polskie patriotyczne środowiska z oburzeniem przyjmują
zapowiedź takiej dyskusji z udziałem przedstawicieli władz Polski, ponieważ
otwiera ona kolejną furtkę umożliwiającą przerzucenie na wschodnich sąsiadów
części winy Niemców za rozpętanie II wojny światowej.
- Uważam, że nie może być takich spraw, o których nie dyskutujemy. Nawet
jeżeli mamy zastrzeżenia co do pewnych idei. Dlatego też zwrócę się do
naszej polsko-niemieckiej grupy parlamentarnej, aby spotkała się ze swoim
niemieckim odpowiednikiem. Były już zresztą takie spotkania - powiedział w
Berlinie Borowski, który obserwował w Bundestagu czwartkową debatę nad
ratyfikacją traktatu o poszerzeniu Unii Europejskiej.
Wszystkie polskie patriotyczne środowiska od samego początku z oburzeniem
przyjmują plany jakiegokolwiek zaangażowania Polski w utworzenie Centrum
Przeciwko Wypędzeniom, gdzie na jednej płaszczyźnie zostałyby postawione
cierpienia np. dawnych mieszkańców polskich Kresów Wschodnich i niemieckich
wysiedleńców z obecnych zachodnich ziem polskich. W Polsce działania mające
na celu uwikłanie naszego kraju w budowę takiego centrum są powszechnie
odbierane jako próby rozmycia odpowiedzialności Niemców za wywołanie II
wojny światowej, a w dalszej konsekwencji odwrócenia negatywnych dla Niemiec
jej skutków.
Kierowany przez Erikę Steinbach tzw. Związek Wypędzonych (BdV) utworzył w
2000 r. fundację, która stawia sobie za cel budowę w Berlinie tzw. Centrum
Przeciwko Wypędzeniom. Ma to być swego rodzaju pomnik upamiętniający
cierpienia 15 mln Niemców, przymusowo wysiedlonych po II wojnie światowej z
Europy Środkowej i Wschodniej.
W poniedziałek polityk SPD Markus Meckel zaapelował do Polaków o włączenie
się do debaty nad kształtem tej uwłaczającej nam placówki. Meckel straszył,
że jeżeli elity polityczne w Polsce i Czechach nie wykażą w najbliższym
czasie większej aktywności, ośrodek powstanie w takim kształcie, jakiego
życzy sobie niemiecki Związek Wypędzonych. Wprawdzie Meckel krytykuje
projekt forsowany przez przewodniczącą BdV, jednak nie dlatego, że
drastycznie wypacza prawdę historyczną, rozmywając odpowiedzialność Niemiec
za wywołanie wojny, lecz dlatego, że jako "jednostronnie narodowy" eksponuje
cierpienia Niemców. Dlatego, aby postawić na jednej płaszczyźnie katów i
ofiary, polityk SPD opowiada się za "europejskim" charakterem ośrodka. W
takiej placówce Niemcy byliby jednym z wielu narodów, który ucierpiał z
powodu wypędzenia.
O tym, jak ważne jest dla Niemiec to, aby zaangażować m.in. Polskę w
działania na rzecz utworzenia europejskiego Centrum Przeciwko Wypędzeniom,
najlepiej świadczy przyjęta w lipcu ubiegłego roku przez Bundestag na
wniosek SPD i Zielonych uchwała. Wzywa ona kraje środkowoeuropejskie do
podjęcia dialogu na temat Centrum. Wkrótce po uchwale parlamentu Meckel wraz
z byłą przewodniczącą Bundestagu Ritą Suessmuth wystosował list w tej
sprawie do prezydentów Polski, Czech, Słowacji, Węgier oraz Bośni i
Hercegowiny.
W prezentowaną przez Meckela koncepcję centrum wpisują się czołowi
przedstawiciele rządzącej Polską lewicy. Za utworzeniem centrum "o
charakterze europejskim" opowiedział się reprezentujący komunistów Borowski.
Zwolennicy utworzenia centrum po polskiej stronie granicy argumentują, że
zaangażowanie się Polski w jego powstanie przyczyni się do pojednania polsko-
niemieckiego. - Albo będzie to centrum o charakterze europejskim, gdzie
będziemy mówili o wielkich przesiedleniach, migracjach, dramatach i
tragediach wszystkich narodów, albo będzie to ośrodek, który nie przyczyni
się do uzyskania większego porozumienia wobec często tragicznej przeszłości -
powiedział w Berlinie Borowski.
Tymczasem przedstawiciele środowisk patriotycznych podkreślają, że
fałszowanie historii, a tym właśnie jest koncepcja budowy centrum "o
charakterze europejskim", gdzie Niemcy-agresorzy zostaliby zrównani w swoich
cierpieniach z narodami, które zaatakowali, jeszcze nigdy i nigdzie nie
doprowadziło do prawdziwego pojednania.
Władze polskie, o czym przypomniał szef polskiego MSZ Włodzimierz
Cimoszewicz, nie zajęły oficjalnego stanowiska w sprawie Centrum Przeciwko
Wypędzeniom.
Krzysztof Warecki
Propozycję marszałka Sejmu Marka Borowskiego komentują:
Halina Nowina Konopczyna, poseł koła parlamentarnego Porozumienia Polskiego
Uważam, że wciągnięcie Polski w dyskusję na temat Centrum, przy
ekspansywności i manipulacyjności strony niemieckiej, jest zagrożeniem.
Stwarza również niebezpieczeństwo zdominowania i "udowodnienia", że jednak
polskie winy są niewątpliwe i w związku z tym należy się Niemcom
rekompensata, bo o to przecież chodzi. Propozycja niemiecka budowy Centrum
Przeciwko Wypędzeniom prowadzi do powstania zarzewia nienawiści i utrwalenia
źródła niepokoju w Europie. Stwarza ona bezpośrednie zagrożenie dla Polski,
Czech, Słowacji i rozciąga swoje oddziaływanie na Węgry, Austrię i kraje
bałkańskie. Jest to nic innego jak tylko realizacja rewindykacyjnych i
zaborczych planów pewnych kręgów polityków niemieckich.
Jan Łopuszański, poseł koła parlamentarnego Porozumienia Polskiego
Im dłużej patrzę na różne grupy z tego towarzystwa, które sprawują dzisiaj
władzę w Polsce, tym bardziej jestem wewnętrznie przekonany, że nie znają
one żadnych granic ustępstw, z obrony dobra Polski. Oczywistością jest, że
państwo polskie powinno reprezentować polskie interesy.
Bogdan Pęk, poseł Klubu Parlamentarnego Ligi Polskich Rodzin
Centrum Wypędzonych jest to próba budowania instytucjonalnej formy do
dalszych roszczeń wobec Polski i Czech. Jakiekolwiek wsparcie czy w ogóle
otwieranie debaty na ten temat przez oficjalne czynniki polskie są de facto
przyznaniem części racji wszystkim tym związkom wypędzonych działającym w
Niemczech. Polska powinna zdecydowanie tego rodzaju inicjatywę odrzucić,
żeby nie dawać najmniejszych pretekstów do wszczynania dyskusji, bo na
poziomie państwowym problem ten jest rozwiązany na zawsze. Oddzielnym
problemem jest kwestia roszczeń indywidualnych, które, jak myślę, zostaną
nasilone po przystąpieniu Polski do UE. Czynniki oficjalne na tak wysokim
szczeblu jak marszałek Sejmu, wypowiadając się w sposób "pojednawczy", dają
pretekst do eskalacji tych roszczeń przez ekstremalne stowarzyszenia
wypędzonych, które nie mają żadnej podstawy prawnej, merytorycznej, już nie
mówiąc o moralnej, żeby tego rodzaju roszczenia wnosić.
not. ZB
Nie ma o czym dyskutować
Wypowiedź polskiego marszałka Sejmu może budzić wielkie zdziwienie i
oburzenie. Wbrew temu, co mówił marszałek Borowski, istnieją tematy, które
nie powinny być w ogóle poddawane pod dyskusję z polskiego punktu widzenia.
Oczywisty dla Polaków i Polski jest porządek popoczdamski, który jak gdyby
określił stosunki polsko-niemieckie.
Nie można porównywać wypędzenia Polaków z Kresów Wschodnich z tzw.
wypędzeniem Niemców z kresów zachodnich. Pamiętajmy, że to ustalenia
poczdamskie, a więc układy zawarte przez wielkie mocarstwa, stanowiły o tym,
że Niemcy utracili te ziemie. Nie dlatego, by ich krzywdzono, ale dlatego,
że uznano, iż Niemcy jako państwo i Niemcy jako naród ponoszą
odpowiedzialność za to, co się stało podczas II wojny światowej. Podboje
Hitlera i związane z nimi zbrodnie nie byłyby możliwe bez poparcia jego
wyboru na kanclerza przez społeczeństwo niemieckie. Za zbrodnie nazistów w
tym kontekście ponoszą odpowiedzialność nie tylko jednostki, ale cały naród.
Jeśli więc wypędzeni powinni mieć do kogoś pretensje, to przede wszystkim do
własnego państwa.
Z polskiego punktu widzenia w tej sprawie nie ma nad czym debatować.
Natomiast w Niemczech od wielu już lat pojawia się