Gość: Athos
IP: *.zgora.dialog.net.pl
13.08.03, 14:17
Krótka teoria spisku Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Autor: Athos
Gdy pod koniec XV wieku Kolumb i Vespuci odkrywali Nowy Świat, nikt nawet nie
przypuszczał, że powstanie tam najbardziej zakłamane państwo w dziejach
świata. Cała historia Stanów Zjednoczonych Ameryko, lub jak ktoś woli United
States of McDonald (USMcD) nafaszerowana jest propagand, kłamstwem,
przekrętami i rządowymi spiskami. Mało by to kogokolwiek obchodziło, gdyby
USA zajmowało się tylko własnymi wewnętrznymi sprawami. Niestety wraz z
przystąpieniem USA do I wojny światowej rozpoczęła się nowa epoka, epoka
amerykańskiego interwencjonizmu. Obecnie nic chyba nie dzieje się bez wiedzy
Wujka Sam’a. A kim są ci ludzie? To przede wszystkim prezydent,
zalegalizowana mafia zwana CIA, oraz jej siostra imieniem FBI. Mogę się
mylić, bo nie dam głowy ile jeszcze utajnionych mafii działa na terenie USA.
Swoje udziały ma też na 100% wywiad Izraelski. Ale przejdźmy do rzeczy...
Pierwszym przekrętem na skalę światową, na którego trop wpadłem całkiem
przypadkiem, przekęt przygotowanym przez rząd amerykański był atak na Pearl
Harbor. Oficjalna wersja wydarzeń mówi, iż w niedzielę 7. grudnia 1941 roku,
niczym niesprowokowani Japończycy przeprowadzili zmasowany atak powietrzny na
bazę Floty Pacyfiku na Hawajach. Cesarz Japonii miał wcześniej wysłać pocztą
do prezydenta USA list, w którym wypowiadał wojnę. Cesarz zakładał że list
dojdzie na czas i wojna zostanie honorowo wypowiedziana. List podobno nie
dotarł, bo ... amerykańska poczta zdecydowała, że „ekspres polecony” od
Ceszrza Japonii do prezydenta USA NA PEWNO NIE ZAWIERA NIC WAŻNEGO. W ten
właśnie sposób Stany Zjednoczone Ameryki stały się ofiarą brutalnej napaści.
Ale czy na pewno? Czy nie macie drodzy czytelnicy pewnych zastrzeżeń co do
tej wersji wydarzeń, którą z takim przekonaniem głosi się od ponad pół wieku
w podręcznikach do historii?
Po pierwsze, od kiedy wojnę wypowiada się za pomocą „ekspresu poleconego”
zamiast na drodze dyplomatycznej? Jeżeli Japończycy są tak honorowi z
pewnością wypowiedzieli wojnę z wyprzedzeniem właśnie na drodze
dyplomatycznej. Tak na marginesie: nie znam narodu bardziej niż Japończycy
szanującego swój honor. Coś takiego jednak łatwo ukryć i wmówić społeczeństwu
wersję z listem.
Po drugie, czy nałożenie przez USA sankcji na dostawy ropy do Japonii i
doprowadzenie jej na skraj załamania gospodarczego nie jest wystarczającoą
prowokacją? Hitlerowi wystarczyło nie udzielenie przez Poalków zgody na
budowę drogi eksterytorialnej. Napadł na Polskę? TAK. Tak więc pytanie:
Japonia miała bezczynnie patrzeć na upadeg własnej gospodarki? Honor im na to
nie pozwalał... i nie tylko honor.
Po trzecie, czemu w przeddzień ataku na Pearl Harbor ważniejsze strategicznie
okręty opuściły port? Czemu lotniskowiec, który miał tego dnia przybyć na
Hawaje został zawrócony z nieznanych powodów? Czemu wreszcie, na pasach
startowych czekało w pogotowiu więcej myśliwców niż zwykle? Odpowiedź nasuwa
się sama... rząd wmerykański dobrze wiedział o wybuchu wojny z Japonią i
przewidział atak na Pearl Harbor. Czy trzeba mówić cos jeszcze?
Podobnie było w latach sześćdziesiętych gdy za prezydentury Kennedy’ego
wybuchł „kryzys kubański”. Oficjalna wersja głosi, że z rozkazu Chruszczowa
Związek Zdradziecki umieścił na Kubie (Komunizm U Brzegów Ameryki) pociski z
głowicami jądrowymi. Mówiono, że jest to niczym niesprowokowana agresja ZSRR.
Rząd USA oczywiście od razu zadbał o bezpieczeństwo swoich obywateli i
zażądał wycofania głowic z Kuby. Rosjanie jednak odmówili (tak czy siak to
było ich terytorium i amerykańcom nic do tego). Dopiero gdy pogotowie bojowe
s Stanach sięgnęło DefCon2 (jest pięć stopni, DefCon1 oznacza otwarty
konflikt zbrojny) Chruszczow zgodził się wycofać. Na całym świecie krzyczano
o wielkiej klęsce ZSRR i o wspaniałym zwycięstwie demokratycznych Stanów
Zjednoczonych. Do dziś uczy się dzieci, że rząd amerykański, dzięki swojej
postawie i dyplomacji ocalił świat przed armagedonem.
W tej, jak już powiedziałem, oficjalnej wersji jeste niewiele prawdy o
tamtych wydarzeniach. Całkowicie przemilczano fakt, iż USA sprowokowało
Chruszczowa umieszczając amerykańskie głowice jądrowe w Turcjii. Tak więc
bron jądrowa na Kubie była jedynie lustrzanym odbiciem wcześniejszych
posunięć USA. W tej sytuacji amerykańce zaczeli rozumować jak Kali: „Kali
ukraść krowę – dobrze. Ukraść krowę Kalemu – źle”. „My możemy, oni nie, bo my
to my, a oni to oni”... etc. Chruszczow od samego początku był gotów na
pertraktacje z Kennedy’m. Był gotów wycofać swoją broń z Kuby w zamian za
wycofanie broni amerykańskiej z Turcjii. Jednak Waszyngton był nieugięty pod
tym względem. Gdy sytuacja był już napięta do granic możliwości, Chruszczow
stwierdził, że amerykanie to zakute łby (i miał racje) i wycofał bron z Kuby.
To właśnie on najbardziej się obawiał wojny atomowej. Zresztą i tak dopioł
swego: pokazał amerykańcom że ze Związkiem Radzieckim należy się liczyć. Tak
więc ta „upokarzająca klęska” ZSRR była jedynie przebłyskiem zdrowego
rozsądku, na który nie było stać Amerykanów. Jeśli chodzi o amerykańskie
pociski w Turcjii, to były one tam jeszcze długo po zakończeniu kryzysu.
Teorię wojny wietnamskiej i zamachu na WTC pomijam w tej wersji artykułu.
Sprawa Iraku toczy się już ładne parę lat. Z tego powodu była już jedna
wojna, a obecnie toczy się druga. Oficjalnie Stanom od zawsze chodziło tylko
o jedno: obalenie Saddama i obronę demokracji i wolności. Dziwne jest tylko
to że do póki Saddam nie zagrażał dostawą ropy do USA i Izraela rządów tych
państw nie interesował ustruj panujący w tamtym zakądku świata. Gdy
Irakijczycy w 1990 roku wkroczyli do Kuwejtu (przyczułka amerykańskiego i
izraelskiego rządu) rząd Bush’a seniora stwierdził: „Hej to nie fair, że mu
tu żyjemy w demokracji, mamy telewizje satelitarną i wolny rynek, a tam w
Iraku i Kuwejcie rządzi dyktator. Pomóżmy im i obalmy Saddama. Tak też się
stało. Pytanie: czemu w 1990 roku amerykańce nie weszli do Bagdadu by
wykończyć Saddama? Znam dwie teorie:
Pierwsza to taka, że nie było wówczas alternatywy dla rządów Saddama.
Amerykańce nie wiedzieli kogo posadzić na stołku „prezydenta” Iraku. Mało
prawdopodobne ale możliwe że tak było.
Drugą teorię słyszałem na pewnym spotkaniu: Saddam obiecał COŚ Budsh’owi w
zamian za oszczędzenie jego i Bagdadu. A że Saddam nie dotrzymał słowa Bush
junior wrócił po to COŚ do Bagdadu. Zauważcie drodzy czytelnicy, że przez
pewien czas trwania obecnej wojny, w Iraku trwał swoisty wyścig wywiadów
różnych państw. Czego szukali? Co obiecał Saddam? Czego by nie obiecał
znaleźli to Rosjanie... i stracili... Rosujski konwój zamierzający opuścić
Irak został „omyłkowo” ostrzelany przez Amerykanów. Wszystko co konwój ów
przewoził zabrała US ARMY. I z tym dniem skończyło się również przerzucanie
do Iraku nowych sił amerykańskich. Lecz co Saddam obiecał? TU CZEKAM NA WASZE
POMYSŁY.
TO TYLE JEŚLI CHODZI O CZĘŚĆ PIERWSZĄ. CZĘŚĆ DRUGĄ NA FORUM ZAMIESZCZĘ JUŻ
NIEDŁUGO.
Athos